czwartek, 24 października 2013

Wieczorny spacerek:)

       Jakoś tak zimno nie było, a w domku siedzieć się nie chciało i wygoniłam rodzinkę na wieczorny spacerek po mieście. W końcu za ponad tydzień się wyprowadzimy w całkiem inne rejony, to trzeba korzystać z pozostałego nam tu czasu:)
        A że mama wie, gdzie rosną takie małe, fajne, białe kuleczki, to pokazałam dzieciom, co z tymi kuleczkami robiłam z moim rodzeństwem jako dzieci:) I tym razem jak z dziećmi i mężem rzucaliśmy się jak małe dzieci tymi kuleczkami:) I jaka radocha dla wszystkich:)








         A tu małe głupawki.
   Próbowaliśmy robić jaskółeczki:)



piątek, 18 października 2013

Majaki podczas gorączki.

      Czy Wy lub Wasze dzieci macie tak, że podczas gorączki majaczycie? O sobie się nie wypowiem, bo szczerze nie wiem, a mężula pytać się nie będę, bo w sumie odkąd razem jesteśmy ( a już mały staż mamy)  to raz chyba tylko gorączkę miałam ;) Za to nasze maluszki miały gorączki już nie raz i nie dwa. Więc wypowiedzieć się mogę co nie co na ten temat. 

     I tak właśnie z gorączką zmagałam się samotnie u Ksawka, bo tato wyjechał na tygodniowe szkolenia i dopiero dziś wrócił. Ksawek zaczął gorączkowanie w nocy z niedzieli na poniedziałek. Dodam tylko, że w niedzielę oglądałam z synkami film na Disney XD o wampirach - chyba " Randka z wampirem". Film ogólnie wcale nie jest taki straszny, żadnych kąsających scen. A sam wampir kilka razy pokazuje swoje zęby. Ogólnie film fajny. Dzieci po filmie poszły spać i spały spokojnie. Ksawek cosik ok 4.00 nad ranem zaczął gadkę: 
mamo a ja już wiem, jak się wampiry zabija! wiem jak je rozpoznać! dobrze, dobrze Ksawciu, tylko śpij!
mamo ale fajny film był? co jeszcze będziemy oglądać?
Ksawek zobaczymy, tylko teraz śpij!
Zasnął w końcu, ale dopiero jak podałam mu paracetamol w syropie na zbicie gorączki, bo już rozpalony był. Ach jak dobrze było jak zasnął:) W nocy z poniedziałku na wtorek znów koło 4.00 nad ranem słyszę, jak synio strasznie się kręci w swoim łóżku. Aż zaczyna majaczyć, a potem ni z gruchy, ni z pietruchy recytuje:
kto ty jesteś? 
Polak mały
jaki znak Twój?
orzeł biały!
itp... 
Całość wyrecytował! Aż myślałam, że on się obudził i z nudów sobie wierszyk mówi. Ale nie. W śpiku to mówił. Podeszłam, sprawdziłam - synuś rozgrzany, więc znów paracetamol trzeba podać. Po jakimś czasie zasnął i spokój. 
Następne nocki o dziwo spoko, tylko że potem przeszło na Patrysia. Ale on jeszcze tak mi nie gada jak ma gorączkę, raczej wydaje dźwięki niezrozumiałe i od czasu do czasu wyrzuci zrozumiałe słowo.
A Wasze dzieci też gadają w gorączce??? 

czwartek, 17 października 2013

Chorobowo ale nie nudno.

     Kto powiedział, że jak już się choruje i przymusowo siedzi w domku, to musi być nudno??? No właśnie! Synkowi strasznie kaszlą, w nocy gorączkują, mama niewyspana wstaje, ale co tam, w dzień trzeba też cosik zorganizować dla nich. Bo i tak się nudzą, a mama ciągle pilnuje, żeby kocykiem się owinęli, żeby lekarstwa o odpowiedniej porze wzięli, żeby ciepłą herbatkę wypili - powoli dość mamy już mają, ale taka rola mamy:) Więc jeszcze przed obiadem razem z dziećmi trochę pomalowaliśmy sobie farbkami. Liście pozbieraliśmy kilka dni temu i teraz takie małe arcydzieła nam wyszły:) 





niedziela, 13 października 2013

Angry birds w wersji moich dzieci.

     Matka myślała, że dzieciom da plastelinę, to trochę w spokoju poczyta książkę. No owszem, trochę tego spokoju i było, może z całe 5 minut, a potem jak chłopcy wpadli na pomysł, że spróbują zrobić z plasteliny angry birds. Dla niewtajemniczonych, są to niby takie groźne ptaki - ale moi chłopcy mówią śmieszne kurczaki:) Ot :) Jak zaczęli robić te swoje stworkowe ptaki,to tylko słyszałam MAMO ZOBACZ ALE FAJNY, MAMO UDAŁO MI SIĘ ZROBIĆ TAKIEGO JAK W GRZE! No tak udało. A tu efekty wesołej zabawy chłopców - dodam, że udało im się stworzyć nie tylko swoje stworki, ale zrobili sobie z tego grę;)








piątek, 11 października 2013

Przetworowo cz. 2.

     Tak więc czas było by opisać cóż też takiego ostatnio porabiałam. Jak myślicie? Tak, dalej przetwory. Musiałam przecież zrobić buraczki z papryką. Te właśnie buraczki uwielbia starszy synek. Buraczki oczywiście z babcinego ogrodu, tylko cebulę i paprykę dokupić musiałam. Ale już piszę przepis.

Buraczki z papryką
3 kg buraczków
1 kg papryki
1 kg cebuli
1 szk. cukru
1 szk. octu
1 szk. oleju
1 łyżka soli
pieprz do smaku

   Buraczki ugotować, zetrzeć na tarce. Cebulę i paprykę pokroić w kostkę i na oleju podsmażyć (zeszklić). Wszystko razem wymieszać - oczywiście chodzi też o przyprawy i zostawić na 6 godzin. Przełożyć do słoików i pasteryzować kilka minut.







Trochę słoiczków udało mi się zrobić, więc na zimę powinno starczyć. A propo zimy. Jak ktoś ma swój ogródek i swoje warzywa, to wie, że raz te warzywa obrodzą lepiej, a raz gorzej. I tak właśnie w tym roku u mojej mamy gorzej obrodziła marchewka. Jest jej sporo, ale jest mała i nawet bardzo mała. Normalnie wyrzuciło by się tą całkiem małą dla zwierząt, ale po co takie marnotrawstwo?! Wystarczy każdą  maluteńką marcheweczkę oczyścić, umyć i w garnku ugotować - tu jak kto woli, można już na miękko lub tak na prawie miękko. Ja gotowałam marchewkę na bardzo miękko, w lekko osolonej wodzie, a jak już była mięciutka, to powkładałam marchewki do słoiczków, zalałam wodą w której wcześniej ona się gotowała, zakręciłam słoiczki no i pasteryzowałam dosłownie 6 minut. Tak przygotowaną marchewkę w słoiczkach można zawsze wykorzystać do jakiejkolwiek zupy. Ja mając już marchewkę miękką w słoiczkach, gotuję sobie np. zupę fosolową i jak już jest gotowa, to wrzucam trochę marchewki, odczekam z 5 minut, bo marchewka musi zrobić się ciepła. Potem tylko zupę zaklepać lub i nie, dodać natki pietruszki lub i nie - i gotowa zupka:) Więc nie marnujmy małych warzyw, bo i z takich można mieć pożytek:)

czwartek, 10 października 2013

Pasowanie na ucznia!

     W końcu, w końcu nadszedł TEN dzień - dzień w którym Ksawery został pasowany na ucznia. Przyznam się szczerze, że po zakupie domku bałam się - czy załapiemy się na pasowanie w którejś szkole! Takie myśli błądziły po mojej głowie, że może minie go pasowanie w jednej i drugiej szkole przez przeprowadzkę! Ale na całe szczęście to tylko moje głupie obawy były i nie sprawdziły się! Bo pasowanie mamy tu jeszcze, w obecnej szkole zaliczone! 

 
            Tutaj synek przed wyjściem z domu:) 

     Dzieci z klasy Ksawka zbierały się przed szkołą, a potem pieszo wyruszyli wszyscy - bo i rodzice szli oczywiście, do kina w naszej miejscowości - tam właśnie odbywało się pasowanie. Całe szczęście, że na pasowaniu była tylko połowa pierwszych klas z naszej szkoły, bo ogólnie jest ich u nas 9, a na tym pasowaniu było 5 klas pierwszych (e, f, g, h, i). Każda klasa dostała inny kolor biretów - czyli czapek, które dostali na to wielkie wydarzenie. 


     Dzieci zajęły swoje miejsca wyznaczone, reszta wolnych miejsc była dla rodziców, rodzeństwa, dziadków i innych gości. Ogólnie - mnóstwo ludzi! Ja byłam z Patrykiem, który pomagał pstrykać fotki starszemu bratu. W końcu mama i tak miała ręce pełne roboty, bo cykałam fotki, nakręcałam - a przynajmniej starałam się nakręcić trochę uroczystości kamerą, do tego pilnowałam młodszej latorośli, która zaczęła się szybko nudzić i marudzić. Ach... Jednak ogólnie było super:) Dosyć emocjonujący moment w życiu zarówno synka, jak i rodziców. Oj wielu mamusiom łezki spłynęły po policzkach. Ja nie miałam na to czasu, bo chciałam jak najwięcej nacykać fotek, jak najwięcej nakręcić, to nie miałam czasu na łzy. Ale na radość czas był! Dlatego cieszyłam się i byłam oraz jestem dumna z mojego pierworodnego. Bo już jest po ślubowaniu i jest już teraz UCZNIEM SZKOŁY PODSTAWOWEJ. 


     Po całej pięknej uroczystości, wszyscy przenieśliśmy się do szkoły, każdy do swojej klasy. A tam na naszych już zaślubowanych uczniów czekał poczęstunek - słodkości, kanapeczki, owoce, napoje - aż za dużo tego. Ale dzieci miały radochę. Nawet Patryś załapał się na słodkości - też był zadowolony. A po wyżerce czas na kilka fotek w klasie i do domku.



  
    A tutaj jeszcze w drodze do domku i w domku.





poniedziałek, 7 października 2013

Nasza nagroda od ebobaska.

       Od dłuższego czasu, bo już kilka lat jestem na portalu www.ebobas.pl . Było to moje pierwsze forum, na którym zaczęłam pisać. Dzięki czemu poznałam wirtualnie, ale i osobiście fajne mamusie i ich dzieciaczki:) Biorę od czasu do czasu też udział w konkursach organizowanych przez EBOBASA. Mają zawsze ciekawe nagrody. Jednak nie zawsze nam się udaje wygrać. Ale jak się już uda - oj jak to cieszy! I tak właśnie ostatnio udało nam się wygrać kosmetyki firmy Atoperal Baby.




Jak widać na zdjęciach, otrzymaliśmy emulsję do ciała, szampon i piankę do mycia - wszystko do skóry atopowej, wrażliwej i suchej. Moi synkowie mają czasem dosyć wysuszoną skórę, Ksawkowi nawet takie plamki się pojawiają na pośladkach i na udach. Staram się ich po kąpielach nawilżać oliwkami, balsamami, ale i tak to coś się czasem pojawia. Teraz przetestujemy kosmetyki Atoperal i zobaczymy, jak skóra synków się zachowa:) Na razie użyliśmy podczas kąpieli szamponu, który extra mocno się pieni. Po kąpieli nasmarowałam synków emulsją, ma bardzo przyjemny, delikatny zapach. I fajnie się rozciera:) A pianka natomiast to w ogóle rewelacja jak dla dzieci! Bo oczywiście najbardziej im przypadła do gustu:)  Tak więc my używamy, a EBOBASOWI bardzo dziękujemy za bardzo atrakcyjną nagrodę:)

niedziela, 6 października 2013

Jarzębinowa biżuteria.


      Musiałam się napatrzeć, naoglądać a potem dojrzeć do tego, aby nazrywać trochę jarzębiny, przygotować nici w różnych kolorach, kilka igieł i moich dwóch synków z niecierpliwością już czekało na pokaz mamy. Bo mamcia chciała pokazać chłopcom, jak nawlekać kuleczki jarzębiny na igłę, a potem przeciągać to na koniec nitki. Chłopcy cali podekscytowani, chyba najbardziej faktem, że będą mogli igłami się pobawić. Ale i oczywiście dzielnie nawlekali te malutkie koraliki na igłę i potem na niteczkę. Jeszcze wielka dyskusja się w międzyczasie toczyła, bo jeden chciał tylko bransoletkę zrobić, a drugi koniecznie naszyjnik! No ale udało nam się dogadać i jest wszystko pięknie zrobione. 

Patryk dzielnie nawlekał kuleczki jarzębinowe;)
Ksawciowi też super szło nawlekanie jarzębiny na igłę;)


                     



Sporo już Ksawek ponawlekał.
I Pati nieźle sobie radził!

  
Patryk tak się zajął nawlekaniem jarzębiny na igłę, że nie zauważył, kiedy przyszył koraliki do spodni.


Biżuteria wykonana przez moich synków.


Mam fajną bransoletkę;)








 


















      Jak widać, przepięknie chłopcom praca połączona z zabawą wyszła. A mama zyskała nową, piękną biżuterię. Nawet jeden wisiorek jarzębinowy Ksawery zaniósł swojej pani wychowawczyni.

piątek, 4 października 2013

Wizyta w nowej szkole.

      Dziś pojechaliśmy z mężem i Patryniem pozałatwiać kilka spraw związanych z naszym nowym domkiem. Pobraliśmy przy okazji wnioski do zameldowania i już mamy pełną informację co i jak mamy zrobić i kiedy składać wnioski o nowe dowody osobiste. Potem pojechaliśmy do nowej szkoły - czyli do tej, do której Ksawery będzie chodził po przeprowadzce. Szkoła mała, ale to dla nas nie problem, to nawet i dobrze. W sekretariacie bardzo miła pani, dużo nam opowiedziała o nowej klasie Ksawka, o nowej pani wychowawczyni, potem mieliśmy rozmowę z panią dyrektor - miła, choć wydała mi się trochę sztywna - ale to moja opinia z dzisiejszego naszego chwilowego poznania. Za to z chęcią pani dyrektor oprowadziła nas po szkole - pokazała nową klasę naszego synka, szatnię, opowiedziała trochę o zasadach panujących w szkole, podała godziny nauki dzieci, jak to wygląda z przyprowadzeniem/przyjazdem dzieci i odprowadzaniem/odwozami dzieci itp. Przedstawiła nam wychowawczynię klasy I - no i muszę powiedzieć, że pani bardzo miła, wesoła, energia od niej aż biła! Więc jestem jak najbardziej pozytywnie nastawiona do tej szkoły. Pani już się cieszy na nowego ucznia - co prawda Ksawek dziś nie był z nami w nowej szkole, bo musiał normalnie iść jeszcze tutaj do szkoły. Ale już mu wszystko opowiedzieliśmy. Ksawka klasa - w obecnej szkole liczy 21 dzieci, a w nowej szkole będzie ich tylko 13 osób z Ksawkiem włącznie. Więc mało dzieci, to i inaczej się zajęcia prowadzi w takiej małej klasie. Ach... Mam małe obawy: JAK TO BĘDZIE? CZY SYNEK SZYBKO SIĘ ZAAKLIMATYZUJE? CZY SZYBKO BĘDZIE MIAŁ NOWYCH KOLEGÓW I KOLEŻANKI? JAK Z PROGRAMEM NAUCZANIA - CZY PODOŁAMY? Itp., itd.  Ale staram się myśleć pozytywnie i ciągle powtarzam DAMY RADĘ I WSZYSTKO DOBRZE SIĘ UŁOŻY!!!

środa, 2 października 2013

Szczerbatek ;)

   Od kilku dni ruszał się jeden ząbek mojemu pierworodnemu. Z początku Ksawek był trochę przestraszony tym faktem, ale wytłumaczyłam mu, że to normalne. Po prostu te ząbki które on ma, to mleczaki, czyli pierwsze ząbki, które z czasem wszystkie wypadną bądź trzeba będzie pójść do dentysty je usunąć. I oczywiście zapewniłam go, że na tym miejscu urośnie mu nowy, piękny, zdrowy ząbek:) Więc od razu Ksaweremu poprawił się humorek i zaczął być wręcz niecierpliwy - no kiedy wypadnie ten ząbek, no kiedy? Wczoraj od rana chodził i delikatnie ruszał tym ząbkiem. Jak wrócił ze szkoły ząbek był przechylony, ale jeszcze jeden korzeń dosyć trzymał. Obiecywałam synkowi, że jak nie tego samego dnia, to na drugi już na pewno on wypadnie, bo tylko jeden korzonek go trzyma. A w myślach tylko prosiłam Bozię, aby nie połknął tego zęba w śpiku! Dziś rano synek obudził się, sprawdził zęba - ale zęba już nie było! Tylko goła szparka pomiędzy rzędem jego zębów. Na szczęście zęba nie połknął, ząbek leżał na poduszce - musiał mu wypaść:) Ależ Ksawek był zadowolony! Chyba jeszcze bardziej się ucieszył, kiedy przypomniał mamie, że teraz powinna przyjść do niego Wróżka Zębuszka! Upss... No jakby mama dopilnowała wypadniętego zęba, to już synek miałby pieniążka od Wróżki pod poduszką. A tak, musiałam mu naściemniać, że jak dziś pójdzie spać wieczorem to włoży ząbek pod poduszkę i wtedy jutro rano powinien znaleźć pieniążka! Na szczęście synek na to przystał. Kurcze, dlaczego za moich dziecięcych czasów nie było Wróżki Zębuszki?? 

                       A tutaj mój kochany Szczerbatek:)