wtorek, 19 listopada 2013

Pan Kukiełka:)

     Na poniedziałek mój pierworodny miał do szkoły przynieść drewnianą łyżkę, jakieś szmatki, sznurek, plastelinę, włóczkę. No niby nic nadzwyczajnego, ale drewnianej łyżki u mnie brak - za to mam bambusową, a to w sumie też drewno. Miałam też kłopot z włóczką. Dlaczego? Bo nic z włóczki nie robię, a jak była potrzeba, to brałam od mojej mamy. Ona ma resztki z lat, jak to kiedyś często skarpety na drutach robiła, a teraz te resztki gdzieś na strychu leżą. Muszę sobie wbić do głowy, aby będąc u moich rodziców trochę tych resztek włóczki zabrać, bo widzę, że przynajmniej raz w tygodniu robią coś z włóczką w szkole. A że teraz mam dalej do rodziców, to specjalnie po samą włóczkę do babci nie pojadę. Miałam na szczęście nici kolorowe do wyszywania i to właśnie synkowi dałam. Z resztą kłopotu nie było i synek z przygotowanymi rzeczami poszedł do szkoły robić kukiełkę z łyżki - w naszym przypadku - bambusowej. 
     Przyznam się szczerze i bez bicia, że tej łyżki często używałam w kuchni. Była mi bardzo przydatna. Ale czego to się dla dziecka nie robi. Dałam synkowi moją ulubioną i jedyną taką łyżkę. Ale po cichu sobie myślałam, że zrobi tą kukiełkę, a później przyniesie do domku, to odzyskam łyżkę. I to był mój błąd! Wrócił wczoraj synio ze szkoły i oświadczył, że gotowe kukiełki z łyżek zostają w szkole!!! On akurat wczoraj swoją przyniósł do domku - śmiałam się, że tylko po to, bo matula z łyżką się pożegnała:) Ale on ją przyniósł, bo nie zdążył jej zrobić na lekcjach i miał dokończyć w domku, a potem przynieść do szkoły.  ... Och. No cóż. Głowa do góry, pierś do przodu i pozytywne myślenie - że muszę kupić sobie nową łyżkę bambusową:) A co tam! 
     Wracając do kukiełki, to synek przygotował pana kukiełkę, ale nie zdążył zrobić mu peleryny. Poprosił mamę o pomoc. Coś tam wspólnymi siłami wymyśliliśmy i zaczęliśmy działać:)

     Jak widać, przygotowaliśmy kawałek sztywnego papieru, akurat w kolorze bordo, a na to wycięłam kawałek materiału świecącego, taki się spodobał synowi i Vikolem przykleiłam do kartki papieru. Jak już klej wysechł, to pelerynę założyliśmy panu kukiełce, choć trochę spadała. To z tyłu jeszcze przykleiłam Vikolem pelerynę do łyżki i trzymała się w końcu.

      Najważniejsze, że synkowi się wszystko podobało, przecież on nadzorował pracę i pomagał mi z tą peleryną, pokazywał, gdzie wyciąć dziurki na ręce - ręce to te czarne sznurki;) Ale powiem szczerze, że miałam ubaw z tą kukiełką. Aż miło było porobić coś takiego z synkiem. Patryk chciał pomagać, ale tym razem tylko się przyglądał. A jak pan kukiełka był już gotowy, to chłopcy powiedzieli, że mogę kupić zwykłe drewniane łyżki i sobie takie kukiełki w domku zrobimy do zabawy. Czyli zadowoleni z wspólnej zabawo-pracy:) A Wy robiliście takie kukiełki z dziećmi? Może ktoś podpowie coś ciekawego w tym temacie?






3 komentarze:

  1. Pamiętam jak sama kiedyś takie kukiełki robiłam :) U mnie włóczek pod dostatkiem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No to łyżka mamusi dała pomoc dla pierworodnego :D
    Kochana dzięki za wskazanie ! - Nie opublikuję komenta - bo mi się potem pomiesza wszystko z osobami zgłoszonymi - ale BÓG CI ZAPŁAĆ!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś szczęśliwie łyżka wróciła do mnie;) HUUURA:) Choć jeszcze jest kukiełka to syn pozwolił rozebrać łyżkę do rosołu i odzyskam ją, ale po weekendzie;) Zebra nie ma za co:) Ale nie myśl, że umyślnie to wytknęłam, po prostu rzuciło mi się w oczy:) Pozdrawiam:)

      Usuń