piątek, 13 grudnia 2013

Drobiowe kotleciki według Moniki ;)

    Niedawno, tutaj na tymże blogu http://zawodkobieta.blogspot.com/  przeczytałam bardzo ciekawy przepis na drobiowe kotleciki, ale wykonanie było mi całkowicie obce! Jednocześnie bardzo ciekawe. Tak więc postanowiłam spróbować podjąć się wykonania zadania - i takie też kotleciki przyrządzić dla mojej rodzinki.

Do tych kotletów potrzebujemy:
- piersi z kurczaka (ok. 0,5kg)
- marchewkę, seler i por(w sumie ok.0,5 kg)
- przyprawy według uznania
- 4 łyżki oleju
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- 4 jajka

   I przystępujemy do wykonania. Najpierw piersi z kurczaka kroimy w bardzo drobną kostkę.

   Trochę czasu to zajmuje, nawet zastanawiałam się czy lepiej nie było by przepuścić tego mięska przez maszynkę i takiego mięska mielonego do tego nie użyć?! Ale pierwszy raz trzeba trzymać się przepisu, później można zacząć wprowadzać swoje modyfikacje;) Więc jak skończyłam z tymi kurzymi cyckami, to nadszedł czas na warzywa.

   Porę pokroiłam w drobną kostkę, a marchewkę i selerek potarłam na dużych oczkach na tarce. Tak to wyglądało.

   Później mięsko oraz warzywka wrzuciłam do miski, dodając do tego mąkę ziemniaczaną, oleju, jajka i przyprawy:)



  Następnie wszystko wymieszałam.

   Pięknie to wygląda, aż ślinka cieknie! Jak już dobrze wszystko wymieszałam, to zakryłam folią spożywczą miskę i odstawiłam miskę z całą zawartością do lodówki. Monika z Zawód Kobieta pisze, że najlepiej żeby to postało 24 godziny w lodówce. Po prostu czym dłużej tym lepiej. Zresztą tu możecie poczytać na jej blogu  http://zawodkobieta.blogspot.com/2013/12/drobiowe-kotleciki-w-wydaniu.html#more . U mnie nie były to dokładnie 24 godziny w tej lodówce, troszkę mniej. Ale zaraz po wyjęciu z lodówki, zaczęłam je smażyć.



    Jako, że my nie lubimy nawet samego mięska jadać na obiadek, ot tak po prostu, lubimy z dodatkami;) Moi faceci lubią jak jest mięsko, ziemniaki z wody czy frytki ewentualnie ryż do mięska. Dodatkowo mogą być też surówki czy inne dodatki. Ale ogólnie jesteśmy dodatkożerni:):) Tak więc, kiedy kotleciki zaczęły się smażyć, miałam już obrane ziemniaczki, umyte i zaczęłam kroić na frytki:)

  No i gotowy obiadek:) 



   Te pierwsze kotleciki takie jasne mi wyszły, potem były już ciemniejsze, ale smaczne. A przynajmniej według mnie. Bardzo mi smakowały te kotleciki i jeszcze pewnie je kiedyś przyrządzę. Ale niestety moim dzieciom one nie posmakowały!!! Dlaczego? Hmmm... Jednemu nie pasowało wyczuwalne jajko, drugiemu marchewka. Jak to mówi się, że jak ktoś czegoś nie chce jeść, to każda wymówka dobra! Ja jednak mówię - piszę MI BARDZO SMAKOWAŁY TE KOTLECIKI:) Tak sobie myślę, że może na urodziny Ksawka już niedługo zrobiłabym te kotleciki:) I wtedy nawet na zimno mogę je podać;) 

A propo podawania na zimno! Ostatnio pisałam o kotlecikach mielonych 
http://zycnieumieracania.blogspot.com/2013/12/no-to-moze-dzis-na-obiad-kotlecik.html  . U nas jest tak, że i na zimno klopsy smażone czy kotlety też się zjada. W taki sposób zjada je moja druga połówka;)

  Ja osobiście wolę chlebek posmarowany masełkiem do kotlecika, ewentualnie czasem do tego dorzucam pokrojony ogórek kiszony! Mmmmmmmmmm pycha:) No i nic się nie marnuje!


SMACZNEGO:):):)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz