niedziela, 28 grudnia 2014

Poświątecznie :)

      Święta, święta i po świętach. Każdy z nas posiedział, poleniuchował, poświętował, spędził bardziej lub mniej rodzinnie ten czas. Teraz już niektórzy szykują się do Sylwestra, ale ja chciałam tak jeszcze wrzucić tutaj trochę naszego świątecznego klimatu. Odwiedził nas Gwiazdor z prezentami - dzieci dłuuuugo na niego czekały, ale zdążyły zasnąć nim do nas przyszedł ten Jegomość:) Ale rano zaskoczenie ... BYŁ! Prezenty zostawił, ciastka pojadł, mleko wypił, rysunki dzieci zabrał i potem tylko była radość dzieci z rozpakowywanych prezentów. Oj działo się działo :) 
                            Nasza wigilia :)
                                Wigilijny dwupak :)


                   A tu radość dzieci z części prezentów.



                    I znów wracają pod nasz płot prawie :)

     Zapomniałam dopisać, że ja najbardziej się ucieszyłam, że w I święto padał śnieg, a w II święto przymroziło u nas do -12 stopni C. I ten śnieżek i mróz mamy do dziś - super :) To jest zima :)

wtorek, 23 grudnia 2014

Świąteczne życzenia.

    Kochani - wszystkim Wam życzę wesołych, spokojnych i zdrowych świąt Bożego Narodzenia! Oby były one miło spędzone w gronie najbliższych! No i niech odwiedzi Was ten Święty z prezentami - w szczególności dzieci, bo to one na niego czekają :) 


środa, 17 grudnia 2014

Aniołek, bałwanki i elf - na konkurs do szkoły.

      Jakoś w listopadzie mój starszy synek poinformował mnie, że w szkole jest konkurs na aniołka. I on chciał wziąć udział w tym konkursie. Najpierw namalował obrazek z aniołkiem. Potem zapytałam go czy by nie chciał zrobić aniołka - synek chciał. Więc mama musiała wymyślić z czego by tu zrobić tego aniołka? No i wymyśliłam: tektura, kulka styropianowa, łańcuch choinkowy, lameta, klej, drucik i małe inne pierdułki. Zresztą zobaczcie, co zmajstrował Ksawery przy małej pomocy mamy na ten konkurs.



     Tak skromnie oddam, że aniołek zdobył 1 miejsce :) 



     Teraz w szkole do wtorku trwał konkurs na ozdobę bożonarodzeniową. Najpierw młodszy synio zaczął prosić, abym wymyśliła jakąś ozdobę świąteczną, którą on mógłby zanieść do szkoły. Później starszy też chciał i nie chciał, sam nie wiedział, czy brać udział czy nie. Ale ostatecznie się zaoferował, ze chce wziąć udział w tym konkursie. No i znów wymyślanie - co by tu zrobić? Tym razem przyszła mi z pomocą książka, którą mam w domku z takimi świątecznymi ozdobami ale z rzeczy z recyklingu. Spodobał mi się bałwanek z buteleczki po actimelu. Pokazałam Patrykowi co będziemy tworzyć i był tak wciągnięty w pracę, wszystko chciał sam! No, jednak mama trochę musiała mu pomóc i trochę wyręczyć, ale starałam się, żeby to on zrobił przy bałwankach - tak, baławankach - 2 bałwankach, jak najwięcej. Jak widzicie na zdjęciu, potrzebowaliśmy 2 butelki po actimelkach, nie dostałam małych styropianowych kulek, więc kupiłam małe plastykowe bombki,klej,  pocięłam bluzkę, tektura kolorowa, kolorowe druciki, plastykowe paski i inne pierdułki. A oto efekt:)



     Kiedy ja pomagałam młodszemu w pracy, tato musiał pomóc starszemu i to tato wymyślił, że zrobią elfa :) Tu też tato wymyślał, co chwilę dokładał jakiś produkt (też recyklingowy ) i synio działał pod czujnym okiem taty. Choć i tato wyręczył synka, w szczególności, kiedy pojemnik po jogurcie trzeba było spryskać farbą. Ale resztę synek tworzył z udziałem taty. Potrzebowali pojemniczka po jogurcie - wiecie, takim, co to w nim połowa to jogurt, a połowa to prezent, patyczki po lodach, patyczki po lizakach, kolorowe druciki, plastykowe paski,klej,  starą skarpetę, pociętą bluzkę, tektura. A tu ich praca na konkurs:)



     W ferworze tak aktywnego pomagania synkowi, tato postanowił stworzyć swoje arcydzieło - również z recyklingu :) Wykorzystał klej, kapsle od piwa, sznurek, sztywną tasiemkę, korektor i pisaki. A tu dzieło taty :)



     Chłopcom strasznie spodobały się te ozdoby taty i każdy dostał po jednej i zaniósł do szkoły na ich choinki klasowe. Ale będziemy tworzyć te ozdoby też na naszą choinkę:) Powiedzcie sami - czy takie ozdoby nie są super? I to z rzeczy, które normalnie były by wyrzucone! A! Jeszcze rozstrzygnięcia konkursu u dzieci nie było - więc nie wiem, czy któryś z nich zdobędzie miejsce na podium czy nie?!  Ale nawet jeśli nie, to ja i tak jestem z nich dumna, że chcieli właśnie takie ozdoby wykonać i że chcieli wziąć udział w konkursie!

poniedziałek, 8 grudnia 2014

"Zwierzaki Pocieszaki" - szczytny cel!!!

      "Zwierzaki Pocieszaki" to książeczka z rymowanymi wierszykami. 


     Każdy wierszyk, to historia jakiegoś zwierzątka, np. świnki Balbinki, ropuszki Łakomczuszki czy ślimaczka Nieboraczka. Wierszyki Napisały blogerki z weną twórczą. Tutaj lista tych wspaniałych Kobitek twórczych, które pisały, ilustrowały i projektowały całość:
- Monika Ludkiewicz Kasper (http://www.zawodkobieta.blogspot.com/), 
- Honorata Dyjasek (http://sshadee.uchwycone-chwile.pl/),
- Anna Laurman (http://rysunkiannyl.blogspot.com/),
- Joanna Kania (http://www.roballowa.pl/),
- Małgorzata Milian-Lewicka (http://www.ononaono.blogspot.com/),
- Katarzyna Targosz (http://www.katarzynatargosz.pl/),
- Ania Andrzejewska ( http://www.przewijak.es/),
- Aleksandra Radomska (http://mamwatpliwosc.pl/),
- Karolina Klewaniec (http://www.cukromania.blogspot.com/),
- Marta Skrzypiec (http://www.matkaniewariatka.pl/),
- Magdalena Mrozek (http://www.matkawygodna.pl/),
- Karolina Lewandowska (http://mama-kubusia.pl/),
- Magdalena Makowiec (http://mamao.pl/).
   Sponsorem jest Pensjonat Reymontówka w Kościelisku, który ufundował pierwsze 1000 egzemplarzy tejże książeczki!  WIELKIE SERCE MA SPONSOR :) 

     Te książeczki można nabyć tutaj Zwierzaki Pocieszaki za kwotę 29,99zł. Cel sprzedaży tych książeczek jest mega szczytny! A mianowicie celem jest pomoc podopiecznym Fundacji Pomoc Dzieciom i Osobom Chorym Kawałek Nieba w Rumii. 
  

     Kochani, zbliżają się święta i jest to niezwykła okazja, by zakupić taką książeczkę i podarować ją komuś bliskiemu! Ja dziś zamówiłam taką piękną książeczkę i Was gorąco też namawiam do zakupów! Dodaję jeszcze, że cała zebrana kwota ze sprzedaży tych książeczek pójdzie na cel Fundacji KAWAŁEK NIEBA - nie wahajmy się wspomóc ich! A czas świąteczny sprzyja obdarowywaniu bliskich, ale i ludzi nieznanych nam - jednak takich, którzy są w potrzebie! 

ZAPRASZAM DO ZAKUPU KSIĄŻECZKI I DO JEJ CZYTANIA! MY JUŻ CZEKAMY NA SWÓJ EGZEMPLARZ Z NIECIERPLIWOŚCIĄ! :)

wtorek, 2 grudnia 2014

5 nominacja do LBA.

      W poprzednim poście pisałam o mojej 4 nominacji do LBA, a teraz napiszę o mojej 5 nominacji:) Dlaczego nie spisałam wszystkiego w 1 poście? Bo mi się wydawał za długi, więc rozdzieliłam na 2 posty:) I już:)
     Tak więc moja 5 nominacja do LBA jest od rodzinkowo. Dziękuję serdecznie za nominację:) I już biorę się za odpowiedzi:)


      Jak zwykle zasady:
„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

     No to zaczynam:

1. Dlaczego zdecydowałaś się prowadzić bloga?

Hmmm... chyba dlatego, że chciałam zapisywać ważne wydarzenia związane z moimi dziećmi i nie tylko, tak, żeby o nich nie zapomnieć. A przy okazji podzielić się z Wami różnymi fajnymi rzeczami lub stronkami :)

2. Jakie wartości chcesz przekazać swojemu dziecku/dzieciom?

Oj chyba najbardziej chciałabym, żeby dzieci umiały się wspierać, liczyć na siebie, sobie pomagać!

3. Co lubisz robić w wolnej chwili?

Czytać książki - choć odkąd znów jestem w ciąży, to w wolnej chwili lubię się zdrzemnąć:)

4. Czym jest dla Ciebie dzień bez internetu?

Zwyczajnym dniem! Przyznam się szczerze, ze jeszcze do niedawna jakoś tak dzień bez netu był dziwnym dniem! Jednak od jakiegoś czasu przestało mi tak zależeć, żeby zajrzeć tu czy tam, żeby non stop siedzieć na necie - obecnie spędzam od 15 minut od godziny an necie i wydaje mi się, ze to i tak za dużo! 

5. Twoja ulubiona potrawa z dzieciństwa?

Leczo i ryba po grecku! Pewnie dlatego, że mama przygotowywała te 2 potrawy tylko na wigilię :)

6. Czy lubisz planować przyszłość?

Lubię, choć nigdy nie napalam się tak na 100% na te moje plany, bo wiem, że mogą się zmienić lub nie wypalić! 

7. Czy byłaś kiedyś u wróżki?

Nie i nie wybieram się!

8. Jakie cechy charakteru cenisz u innych?

Szczerość, otwartość i serdeczność.

9. Twój ulubiony kosmetyk?

Bezbarwna szminka :)

10. Czy masz jakiś ekstra sposób na poprawienie urody?

Nie! Może wyspanie się :)

11. Miejsce, które chcesz kiedyś odwiedzić, to...?

Chciałabym odwiedzić każdy zakątek, którego jeszcze nie odwiedziłam, ale bardzo chciałbym odwiedzić Tropical Island w Niemczech :)


      Tak więc to moje odpowiedzi, tak jak pisałam w poprzednim poście, nie nominuję żadnego konkretnego bloga do LBA, ponieważ wszyscy mają więcej obserwatorów ode mnie - jednak zapraszam chętnych do zabawy:) Pytania oczywiście przygotowałam - te same co w poprzednim poście z nominacją:) 

1. Czy zawsze myślałaś, że życie Ciebie dorosłej będzie wyglądało tak jak wygląda?

2. Masz do wyboru 1 ciekawą książkę i jest nią... ?

3. Wolisz książki kupować czy wypożyczać?

4. Jakie danie najlepiej Ci wychodzi w kuchni?

5. Za co dałabyś się "pokroić"? (Chodzi o rzecz, a nie osobę)

6. Nigdy nie próbowałaś? No właśnie czego???

7. W domu/ mieszkaniu brakuje Ci tylko ? (czego?)

8. Do którego zwierzęcia przypisałabyś swoje cechy charakteru?

9. Masz wolny wieczór z mężem/partnerem i wolisz spędzić go z nim w kinie czy w domku?

10. Wolisz piwo, drinki, wino - który z tych alkoholi najbardziej i dlaczego?

11. Kim chciałabyś, aby Twoje dziecko zostało w przyszłości?

     Tak więc miłej zabawy i dajcie znać - jeśli ktoś się zdecyduje odpowiedzieć na moje pytania :)

4 nominacja do LBA :)

     Kurcze, nawet miło być nominowanym do LBA, a ja jestem nominowana już po raz 4  :) Tym razem nominację otrzymałam od Kobi - ECO . Bardzo za nominację dziękuję i biorę się za odpowiedzi. 

     Przypomnę tylko najpierw zasady tej zabawy:)
,,Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.” 

Choć zauważyłam,że te zasady są zmieniane i różnie interpretowane. Ale to nic, ja i tak się cieszę z nominacji :)

     Zaczynam:

1. Jakie cechy w ludziach cenisz najbardziej ?

Szczerość, serdeczność i otwartość.

2. Co cię w ludziach najbardziej irytuje?

Fałszywość i bezduszność!!!

3. Jesteś introwertyczką, czy ekstrawertyczką?

Chyba jednak bardziej ekstrawertyczką :)

4. Na co dzień spódnica czy spodnie?

Choć uwielbiam spódniczki i sukienki, to jednak na co dzień spodnie :)

5. Jaki film polecasz na jesienny wieczór?

Hmmm... obecnie chciałabym obejrzeć wszystkie części "Igrzysk śmierci", bo widziałam tylko pierwszą część. Jednak poleciałabym również bollywodzkie filmy - ja osobiście je lubię:)

6. Czytasz etykietki produktów spożywczych i kosmetyków?

Tak szczerze, to zależy - jednych produktów, w szczególności jak zastanawiam się nad czymś nowym, to czytam etykietkę, a jak znam już produkt, to nie czytam tylko ładuję do kosza :)

7. Dzień bez ........... - to dzień stracony (no właśnie - bez czego)?

Bez kawy oczywiście! Hi, hi :) 

8. Zakupy odzieżowe w secondhandach czy nowe ciuszki i dlaczego?

Oj to zależy czego szukam! Kupuje zarówno i tu i tu, więc mi to bez różnicy! Czasem w seckondhandach takie cuda zdarza się wyłapać i to za grosze, że szkoda z tego nie skorzystać. Ale czasem szukam jakiegoś ciuszka i znaleźć w tych tanioszkach nie mogę, to idę do normalnego sklepu kupić :)

9. Wolisz koty czy psy?

Oj w domku mam kota, a przy domku pas :) Lubię to i to!

10. Dokończ zdanie: Miłość w moim życiu to...

Miłość w moim życiu to mój mąż i moje dzieci! :)

11. Do pełni szczęścia brakuje mi (dokończ)?

Do pełni szczęścia brakuje mi wygranej w totka ! :) Hi, hi, a tak poważnie - to owszem kasa by się przydała, co byśmy w końcu zakończyli remont góry naszego domku! 

Tak:) To moje odpowiedzi - przepraszam, że chwilę się zbierałam, aby odpowiedzieć na nie, ale jakoś ostatnio nic mi się nie chce - Kobi-ECO chyba wybaczy ciężarnej leniuszce opóźnienie ;)  


Wiecie, teraz powinnam nominować 11 osób do tej zabawy:) Ale jako, że mam u siebie osoby, które posiadają więcej obserwatorów ode mnie, to nikogo konkretnego nie nominuję. A jeśli ktoś z Was ma ochotę to może wziąć udział w tej zabawie i spróbować odpowiedzieć na takie pytania:

1. Czy zawsze myślałaś, że życie Ciebie dorosłej będzie wyglądało tak jak wygląda?

2. Masz do wyboru 1 ciekawą książkę i jest nią... ?

3. Wolisz książki kupować czy wypożyczać?

4. Jakie danie najlepiej Ci wychodzi w kuchni?

5. Za co dałabyś się "pokroić"? (Chodzi o rzecz, a nie osobę)

6. Nigdy nie próbowałaś? No właśnie czego???

7. W domu/ mieszkaniu brakuje Ci tylko ? (czego?)

8. Do którego zwierzęcia przypisałabyś swoje cechy charakteru?

9. Masz wolny wieczór z mężem/partnerem i wolisz spędzić go z nim w kinie czy w domku?

10. Wolisz piwo, drinki, wino - który z tych alkoholi najbardziej i dlaczego?

11. Kim chciałabyś, aby Twoje dziecko zostało w przyszłości?


Tak więc jeśli ktoś jest zainteresowany zabawą, to zapraszam :) Pytania czekają:)

niedziela, 30 listopada 2014

Samopoczucie ciężarówki.

      Wszyscy się dopytują - jak się czujesz? Więc odpowiadam. Od samego początku marudzę! Oj mam ja swoje humorki! Wiem, że się mówi, że ciężarnym wolno mieć humorki, ale takie skoki humoru to aż mnie czasem denerwują! Dobrze, że tylko czasami te humorki tak nagle mnie dopadają - jest ok, a po chwili chce mi się płakać albo śmieję się z nie wiadomo czego, ale najczęściej to wkurzam się na wszystkich i wszystko! Poza tym strasznie denerwowałam się do tej pory na moje cycki! Tak! Na cycki! Dlaczego? Dlatego, że ok 5 tygodnia ciąży zaczęły mnie boleć, swędzieć i czułam, że rosną! To był sygnał ostrzegawczy, zbadany testem ciążowy i wynikiem pozytywnym! :) I tym sposobem dowiedziałam się, że jestem w pięknym błogosławionym stanie, ale te cycki nie dawały mi powodów do ciągłego cieszenia się! Dopiero od kilku dni czuje ulgę. Jestem w 11 tygodniu ciąży i odkąd czuję, ze cycki przestały rosnąć, swędzieć i boleć, choć troszkę czasem pobolewają, ale już nie tak, to czuję ulgę. 
    
     Poza tym mam nudności. W sensie, że mam problem z jedzeniem. Na całe szczęście nie wymiotuję! Dzięki Bogu! Ale od samego początku jej mniej, choć chyba przez to też czuję ciągły głód i słyszę burczenie w swoim brzuchu! Ale jak patrzę na jedzenie, to wszystko mi się podnosi i nie mam ochoty jeść. Siadam więc przed tv z kubkiem herbaty, wody czy soku lub zajadam jabłko, pomarańczę czy mandarynkę. A właśnie! Cosik dziwnego, bo przez ok 4 tygodnie pomimo, że miałam okropną ochotę właśnie na jabłka, to po nich wypinał mi się brzuch i bolał jakbym miała niestrawność! Ale dalej chciało mi się jeść jabłka! No i jadłam :) Teraz mi to przeszło, ale było to dziwne. Jedyne co mi się chce jeść i o dziwo nie mam obrzydzenia, to kanapki. To mogę jeść bez problemu :) Czy to z pomidorem, czy z kiełbasą, czy z pasztetem, czy z dżemem. Wszystko jedno - to mi smakuje :) No i moje ulubione potrawy mi nie za bardzo smakują - masakra! No i męczy mnie spanie. Jak rano wstanę o 7.00 i wyprawię przed 8.00 dzieci do szkoły, to wracam do domku, zjadam śniadanko i przeważnie wtedy idę spać. Poleniuchuję tak do 11.00-12.00 i wtedy obiad szykuję, przed 14.00 odbieram dzieci, zjadamy obiad i ja znów do łóżka na godzinkę się kładę. Ach... niby mam cudnie, bo chłopcy się w tym czasie sami sobą zajmą, ale mnie to czasem denerwuje, że tyle spać mi się chce. W ogóle całkiem inaczej tę ciążę przechodzę niż przechodziłam obie ciąże z chłopcami! Będąc z chłopcami w ciąży nie wiedziałam, ze w nich jestem! Mogłam wszystko robić, jeść i o spaniu mowy nie było! A teraz? Teraz o 180 stopni odwrotnie! 

     Nie wiem czy inaczej przechodząc tę ciążę mogę rzec, że tym razem może urodzi nam się córcia?! Nie wiem! Na razie nic nie wiem na temat płci dzidziusia.Jednak mężu twierdzi, że tym razem będzie córka.I o dziwo muszę napisać, że w dwóch poprzednich ciążach mąż obstawiał płeć dziecka i zawsze miał rację. Ciekawe czy i tym razem uda mu się z płcią?! Synkowie też krzyczą, że ma być siostrzyczka :) Są też i takie osoby, które po prostu mówią do mnie: że mamy już 2 synków, więc teraz córka by się przydała. No by się przydała, ale czy będzie to córka czy synek - dla mnie bez różnicy! Ja po prostu bym chciała, by dzieciątko urodziło się całe i zdrowe!!!

piątek, 28 listopada 2014

"Fundusz małżeński" Rebecca Winters

      "Fundusz małżeński" to druga z książek, którą zamówiłam sobie jakiś czas temu tutaj. Chwilę trwało, nim wzięłam się za jej czytanie, ale jakoś ostatnio mam wenę do czytania. Więc raz dwa udało mi się przeczytać tę książkę. Oj przyjemnie się ją czytało.


     "Trzy siostry, Greer, Olivia i Piper, urodziły się tego samego dnia. Są piękne, ambitne i wcale nie myślą o zakładaniu rodziny. Nieoczekiwanie otrzymują spadek, który mogą wydać tylko na znalezienie mężów. Pod pretekstem szukania idealnych partnerów wyjeżdżają na wakacje do Włoch, gdzie udają bogate  amerykańskie arystokratki. Na początek wynajmują luksusowy katamaran. Od razu staje się jasne, że przystojny kapitan i jego dwaj pomocnicy tylko udają załogę. Kim są naprawdę? Rozpoczyna się tajemnicze i zabawne qui pro quo..."

       Opisane w tej książce trojaczki, są śliczne, ale są też i zaradne. Prowadzą swoją firmę i mają mocne postanowienie - nie wychodzić za mąż, a przynajmniej nie przed 30-stką. Jednak testament, który im zostaje odczytany po śmierci ojca, trochę psuje humor najstarszej z trojaczek. Greer jest mega niepocieszona testamentem ojca, bo to głównie ona trzyma siebie i siostry w ryzach i to jej pomysłem było nie wychodzenie za mąż za szybko. Trzeba jednak jako wykonać prośbę ojca i wyjeżdżają do Włoch. Tam mają od samego tylko przylotu przeboje. Nic lepiej nie jest po wypłynięciu w morze wynajętym przez nie katamaranem - ciągle jakieś domysły, jakieś podejrzenia, jakieś ucieczki i więzienie. Och to zamykanie i poszukiwanie trzech sióstr jest przeplatane w całej książce. Jednak podczas tych ich przygód mają ciągle w swoim pobliżu 3 przystojniaków, którzy kilkakrotnie im pomagają, choć i przeszkadzają. Cała książka jest niby romansem, jednak dosyć delikatnym - nie ma tu żadnych scen, które możemy przeczytać w normalnych Harlequinach, ale swój urok romantyczny ta książka ma. I choć trojaczki niby podobne, ale ich historie tu opisane są różne i ciekawe. Zapraszam do lektury :)

środa, 26 listopada 2014

Powieść z cyklu "UPADLI" Lauren Kate.

     Już jakiś czas temu udało mi się przeczytać 4 części powieści z cyklu "Upadli" Lauren Kate. Jednak zebrać się nie mogłam do opisania ich. W końcu wzięłam się za to:) I tak chciałabym przedstawić Wam w miarę pokrótkiej relacji każdą z książek składających się z tej sagi. W skład wchodzą takie tytuły: "Upadli", "Udręka", "Namiętność" i "Uniesienie". 

      Zacznę od samego początku, czyli od książki "Upadli" Lauren Kate. 

     "W Danielu Grigori jest coś boleśnie znajomego...   Luce Price zwraca uwagę na tajemniczego i zdystansowanego Daniela już pierwszego dnia w szkole Sword & Cross w dusznej Georgii. On jest jedynym jasnym punktem w miejscu, w którym nie wolno korzystać z komórek, inni uczniowie to świry, a każdy ich ruch śledzą kamery. 
      Choć Daniel nie chce mieć nic wspólnego z Luce - robi wszystko, żeby dać jej to wyraźnie do zrozumienia - dziewczyna nie potrafi się powstrzymać. Przyciągana niczym ćma do płomienia, musi dowiedzieć się, jaką tajemnicę ukrywa Daniel...nawet gdyby to miało ją zabić."

     Jak dla mnie to Luce ma od samego początku ciężko: targają nią dziwne traumatyczne przeżycia-wspomnienia, dochodzi do tego zmiana szkoły i nowe towarzystwo. Dziwnie się tam czuje, bo trafia do poprawczaka. Jednak od momentu, kiedy spotyka Daniela, czuje zainteresowanie nim. Później zakochuje się w Danielu, ale jest jeszcze drugi kolega z tej szkoły, który ciągle próbuje zdobyć Luce, prawie nawet mu się to udaje. Jednak główna bohaterka większym uczuciem darzy dziwnego Daniela. Jak się później okazuje, on od początku ją kocha, ale ją odrzuca! Dlaczego? Oj to trzeba całą powieść przeczytać, a najlepiej wszystkie 4 powieści, bo to się w między czasie zawsze coś nowego wyjaśni. Jednak w tej książce Luce dowiaduje się dziwnych rzeczy na swój temat i musi pogodzić się z faktem, że jej facet, to upadły anioł! A na dodatek pod koniec książki traci przyjaciółkę i musi opuścić szkołę - uciekać.

     Druga powieść to "Udręka" Lauren Kate. 




     "Piekło na ziemi. Tak właśnie czuje się Luce z dala od swojego chłopaka Daniela, upadłego anioła. Minęła wieczność, nim się odnaleźli, ale teraz znów się rozstaną... Daniel musi walczyć z Wygnańcami - nieśmiertelnymi, którzy chcą zabić Luce. Dziewczyna ukrywa się w Shoreline, szkole na skalistych wybrzeżach Kalifornii, gdzie przebywają wyjątkowo uzdolnieni uczniowie - Nefilim, potomkowie ludzi i upadłych aniołów.  W Shoreline Luce dowiaduje się, czym są cienie i jak może je wykorzystać, by zobaczyć swoje wcześniejsze wcielenia. Jednakże, im więcej się dowiaduje, tym bardziej prześladuje ją myśl, że Daniel nie powiedział jej wszystkiego. Coś przed nią ukrywa, coś niebezpiecznego."

     W drugiej części Luce kocha Daniela, nienawidzi Cama i chyba jeszcze zauroczyła się w tym trzecim! Kilka dziwnych przypadków, ciągle próbuje złożyć swoją przeszłość i teraźniejszość w jedną całość - opornie jej to idzie. Ale czegoś tam zawsze nowego się dowie i znów wie więcej. W tej nowej szkole uczy się nowych rzeczy, które się jej przydadzą. Na koniec zaskakuje wszystkich - nawet siebie!

     3 część powieści to "Namiętność" Lauren Kate.




     "Luce była gotowa umrzeć dla Daniela. I to właśnie robiła. Raz za razem. Luce i Daniel stale się odnajdywali, by wkrótce znów zaznać bólu rozstania - Luce umierała, a Daniel pozostawał samotny i nieszczęśliwy. Czy na pewno tak musiało być...?
     Luce jest pewna, że coś - lub ktoś - w jednym z jej wcześniejszych wcieleń może jej pomóc w obecnym. Dlatego wyrusza w najważniejszą podróż swojego życia - powraca w przeszłość, by na własne oczy zobaczyć, co ją łączyło z Danielem... i odnaleźć klucz, dzięki któremu ich miłość mogłaby przetrwać. 
     Cam i legiony aniołów oraz Wygnańców rozpaczliwie pragną pochwycić Luce, nikt jednak nie dąży do tego bardziej gorączkowo niż Daniel. Goni za Luce przez ich wspólne przeszłości, przerażony tym, co by się wydarzyło, gdyby zmieniła historię. Wtedy ich ponadczasowa miłość mogłaby zginąć ... na zawsze."

     Ta część to głównie podróże Luce w przeszłość - dziwny gargulec, który niby chce jej pomóc, a kim okazuje się w rzeczywistości? Daniel zaś odkrywa swą tajemnicę, choć do tej pory uważał, że to Luce coś zmieniła w sobie, jednak choć ma trochę z tym racji, to i o niego tu chodzi. Na koniec wspólne planowanie przeciwko "temu złemu". 

     4 część powieści to "Uniesienie" Lauren Kate.



     "Niczym piasek w klepsydrze, Luce i Danielowi ucieka czas. Aby powstrzymać Lucyfera przed wymazaniem przeszłości, muszą odnaleźć miejsce, w którym aniołowie upadli na Ziemię.
     Za nimi podążają mroczne siły, a Daniel nie wie, czy uda mu się to przetrwać - przeżyć jedynie po to, by znów raz za razem tracić Luce. Muszą jednak wziąć udział w epickiej bitwie, która skończy się martwymi ciałami... i anielskim pyłem. Jej skutkiem będą wielkie ofiary i złamane serca.
     Nagle, Luce wie, co musi się wydarzyć. Ponieważ jej przeznaczeniem było życie z kimś innym niż Daniel. Ich przekleństwo zawsze dotyczyło tylko jej - i miłości, którą odrzuciła. Wybór, jakiego teraz dokonuje, jest jedynym, który się liczy. Kto zwycięży w walce o Luce?"

     Ta 4  część to jedno wielkie poszukiwanie najpierw 3 kluczy, potem miejsca upadku aniołów. Oczywiście wszystko obywa się w wielkim pośpiechu, bo źli gonią Luce i chcą przeszkodzić jej w odnalezieniu tych kluczy. Pomimo przeszkód, Luce się udaje wykonać zadanie, choć nie jest łatwo, a przy okazji odkrywa już całą tajemnicę dotyczącą jej przeszłości. Te wiadomości trochę ją dobijają, bo takich rewelacji się nie spodziewała! Cóż, tak miało być. Jednak najbardziej zaskakujące jest zakończenie! Co Tron ustali i jaką przyszłość zaproponuje Luce i Danielowi? Czy będą zadowoleni z tej propozycji?

      Ja wiem, bo przeczytałam wszystkie 4 części tej powieści. I choć nie było mi łatwo przeczytać te 4 książki, bo jakoś tak momentem mnie wciągała, a za chwilę nudnawo było i wlekły mi się strony jak flaki z olejem, to postanowiłam skończyć te książki. Skończyłam i nawet  jestem zadowolona. Z początku miałam dziwne wrażenie, że autorka troszkę wzorowała się na sadze "Zmierzch" Stephenie Meyer. Chodzi mi głównie o pierwszą część - nowa uczennica, w nowej szkole, zakochuje się w chłopaku można by rzec, że nieosiągalnym, ale jednak go zdobywa i są razem pomimo wielu przeszkód. Od takie moje skojarzenia pierwszych części  obu autorek. Jednak później pani Lauren Kate opisuje wiele innych ciekawych miejsc, rzeczy, postaci, więc można się przenieść w całkiem inny świat. 

      Dodam, że to nie koniec historii. Jeszcze bodajże 2 książki zostały mi do przeczytania z tej serii, aczkolwiek do tej pory nie udało mi się ich dostać. Nasza biblioteka ich nie posiada. Ale jak tylko je dostanę i przeczytam - dopiszę kilka słów o nich.

      Miłego czytania wszystkim :)

poniedziałek, 24 listopada 2014

Koniec z niespodziankami - cała prawda.

      Przyznam się szczerze, że korciło mnie od samego początku, żeby się pochwalić, napisać, ale nie zrobiłam tego. Jednak dziś nadszedł ten dzień, że w końcu wyjawiam prawdę. 

     Najpierw o tejże prawdzie dowiedzieli się mój mąż, kilka dni później starszy synek, jeszcze kilka dni później młodszy synek, a potem pochwaliliśmy się rodzinom. Wczoraj zaszalałam i na fb puściłam fotkę, ojjjjjjjjjjj podziało się trochę pod nią, hi, hi, ale przyznam się szczerze i bez bicia, że ulżyło mi trochę, a teraz ulży mi już tak na stówę, bo w końcu i tu o tym napiszę - JESTEM W CIĄŻY.


niedziela, 23 listopada 2014

"Anna i pocałunek w Paryżu" Stephanie Perkins

       Jakiś czas temu zamówiłam sobie kilka książek, w tym tę właśnie "Anna i pocałunek w Paryżu" Stephanie Perkins. Chwilę trwało nim wzięłam się za jej przeczytania, a to dlatego, że miałam inne zaległości książkowe, o których już niedługo napiszę. Ale dziś o "Annie i pocałunku w Paryżu" pisać będę.


      "Każda siedemnastolatka byłaby wniebowzięta, gdyby ojciec postanowił wysłać ją na rok do Paryża. Ale Anna jest szczęśliwa w Atlancie - ma fajne liceum, najlepszą przyjaciółkę i chłopaka... no prawie. Więc nie skacze do góry z zachwytu. 
      Paryż wcale jej się nie podoba - dopóki w nowej szkole nie pozna Etienne'a. Etienne jest superparyski, megaprzystojny i ma wszystko - niestety, z dziewczyną włącznie. Ale przecież w Paryżu każde marzenie może się spełnić...
       Czy najbardziej romantyczny rok w najbardziej romantycznym mieście świata zakończy się tak wyczekiwanym przez Annę najbardziej romantycznym pocałunkiem?"

      Wiecie, książkę tę czyta się lekko, szybko, przyjemnie - bo wciąga! Od samego początku cosik się dzieje takiego, że można na chwilę - chodzi mi o taką chwilę, kiedy siadamy z tą książką w dłoni i wczytujemy się w  kolejne strony, można się przenieść do tamtego pięknego paryskiego świata i poczuć się znów nastolatką. Chwilami można przyprawić się o rumieniec a to z zazdrości, a to ze złości, a to z faktu, że nas na czymś przyłapano! Anna to fajna nastolatka, która choć jest na początku mega zła na ojca, że wysłał ją tak daleko od domu, od starej szkoły, od przyjaciół i w szczególności od chłopaka, w którym ona się podkochuje i ma wielką nadzieję, że on w niej też, później wręcz w rodzinnych stornach czuje się jak intruz! Dlaczego? Oj wszystkiego Wam nie opowiem, bo książka ma tylko 317 stron i przeczytacie to się dowiecie. Jednak losy przemiłej Ani będą dosyć dziwne, trochę się tam sprawy uczuciowe pogmatwają, jednak to co lubię - na koniec wszystko się wyprostuje i będzie tak jak chciałam od początku książki :) 
     Zapraszam Was do przeczytania tej książki. I nie zrażajcie się tym, że niektórzy nazywają tę książkę najlepszą realistyczną powieścią dla młodzieży! Może i dla młodzieży była przeznaczona, ale i starsza młodzież może sięgnąć z czystym sumieniem po tę książkę :) W końcu o takiej pierwszej miłości warto przeczytać :) 

środa, 12 listopada 2014

Prezerwatywa - ciężki temat!

     Kilka dni temu dogrzebałam się do jednej z moich pamiątek z 18-stki. Postawiłam owe cudo na kominku. Z początku dzieci oglądały tę pamiątkę, ale jakoś nie wzbudziła w moich synkach większej ciekawości. Aż do dnia wczorajszego, kiedy to syn przeczytał napis na tejże właśnie pamiątce :)


    I się zaczęło:
- mamo a czemu tam jest napisane, że w razie potrzeby zbij szybkę?
- wiesz, bo tam jest yyyyyy... no tam jest takie coś co się przydaje w razie potrzeby.
- mamo to może rozbijemy szybkę? bo jestem ciekawy co to jest! tam w środku!
- wiesz syniu, nie będziemy tego rozbijać, daj spokój już ok!
- ale mamuś, co jest w środku i do czego to ma pomóc?

No i weź tu prawie 8-miolatkowi wytłumacz co jest w środku i do czego to służy!!!!!!!!!!

- synku w środku jest prezerwatywa - wypaliłam w końcu!
- a co to ta prezerwatywa?
- nosz się wpakowałam! syniu to takie zabezpieczenie, które pomaga yyyyyyy.... no pomaga w tym rodzicom, aby nie mieli za dużo dzieci!
- mamo, ale jak to pomaga? to mama musi to połknąć jak tabletkę? czy co? 
- synku dajże mi spokój, jak będziesz starszy to Ci wytłumaczę co i jak z tą prezerwatywą, ale dziś koniec tematu!i żebyś w szkole nie gadał z kolegami albo z panią o prezerwatywach!

     Ufffffffff......... dał spokój, choć jego wzrok spoglądający na zdenerwowaną mamę mówił, że jeszcze wrócimy do tego tematu! Oby tylko nie za szybko! 

środa, 5 listopada 2014

Jesienne zbiory w ogrodzie.

     Na pewno już wszyscy są po zbiorach w swoich ogrodach. To tak jak ja. Nawet w tym roku znów udało mi się pomóc mojej mamie w jej ogrodzie, podczas wykopywania buraczków, marchwi i zbioru ostatnich cukiń. Razem z mężem trochę pobawiliśmy się w fotografa warzyw - to nasze prace :) I niektóre dziwnie przerośnięte marchewki w ogrodzie mojej mamci.






Teraz cukinia, z której przygotowywałam tę pyszną sałatkę z cukinii na zimę. 



I na koniec papryka. Niestety nie zdążyła zmienić kolorku na czerwień i została się zielona:) Ale też została zakonserwowana:) Nic się nie zmarnowało :)




   Oj było tego troszkę, porobione z wszystkiego pyszności na zimę czekają gotowe w piwnicy. Więc teraz pozostaje wspominać jak to wszystko pięknie rosło i zajadać się smakołykami:)

wtorek, 28 października 2014

Szkolny recykling.

     Za moich czasów szkoły podstawowej zbieraliśmy tylko makulaturę - w sumie to już nie pamiętam, co się wtedy dostawało za największą ilość zebranej makulatury. Ale u nas w szkole odbywało się to na zasadzie, że wygrywał uczeń, który z całej szkoły przez określony tam termin nazbierał i przyniósł do szkoły tę makulaturę. Teraz mam porównanie, jak to dziś wygląda w szkole u moich synków. A wygląda to tak:
- zbierają nakrętki na dobroczynny cel, którym jest oddanie zebranych nakrętek chorej dziewczynce na nowy wózek,
- zbieranie baterii - tu w sumie z tego co mi się udało dowiedzieć, nie ma żadnych wygranych czy nagród lub czegoś takiego, po prostu dzieci znoszą baterie do szkoły, żeby rodzice nie wyrzucili ich do zwykłego śmietnika, a szkoła oddaje je do specjalnego punktu, 
- zbierają też makulaturę, ale tylko do 15 grudnia i tutaj wygra klasa, która nazbiera do tego terminu najwięcej tej makulatury. 

     Ksawek jakoś tak mniej chce zanosić do szkoły nakrętek, no chyba, że mama mu naszykuje siateczkę z nakrętkami, to zaniesie, baterii w cale nosić nie chce, za to makulaturę a i owszem! Najlepiej sam i całą, którą mama z tatą nazbierali w domku! Tyle, że jest jeszcze Patryk, który sam mi krzyczy co któryś dzień - mamo! muszę przynieść jakieś baterie do szkoły, przecież tu są zużyte, to je wezmę! :) Albo dopytuje o nakrętki, czy już sporo zebrałam! A jak widział, że zaczęłam szykować stosik makulatury dla Ksawka, to oczywiści i dla niego musiałam naszykować! Owszem, sporo tego się nazbierało, bo swego czasu, jak zaczynaliśmy remont góry, to sporo różnych katalogów się nazbierało u nas, a teraz wszystko poszło do szkoły. Oj mieliście mnie dziś widzieć, jak wchodziłam do szkoły obładowana dwiema ciężkimi paczuszkami z makulaturą! Dobrze, że Ksawek mi pomógł z auta do schodów szkoły je ponieść, bo chyba szła bym z przystankami :) Zarówno wychowawczyni Ksawka jak i Patryka, obie były zadowolone z tych przesyłek. No i ja też, bo w domku porządek się zrobił z gazetami :) A na korytarzu, w szkole, podbiegł do mnie kolega moich synków, z trochę starszej klasy i powiedział trochę rozżalony: DLACZEGO PANI TYYYYLE TEJ MAKULATURY IM PRZYNIOSŁA? TERAZ MOJA KLASA NA PEWNO PRZEGRA! :) Hmmmm... no i chyba jednak trzeba było przyjść z makulaturą w czasie lekcji, żeby inni nie widzieli :) 

     A jak jest w szkołach u Waszych dzieci? Lub jak to było u Was w szkołach, jak kiedyś tam chodziliście jeszcze do podstawówki? Zbieracie/zbieraliście makulaturę, nakrętki czy baterie? A może jeszcze coś innego???