czwartek, 30 stycznia 2014

1% z naszego podatku

        Każdy z nas rozlicza się co roku i zanosi swoje rozliczenie podatkowe do Skarbówki. Na pewno są i tacy, co to nie zanoszą osobiście PIT-a, bo jest przecież możliwość przesłania swojego rozliczenia przez internet. A od przyszłego roku chcą w ogóle zrobić nam udogodnienie - i będzie nas rozliczać sama Skarbówka! Nam tylko pozostanie doniesienie ewentualnych papierów, z których będziemy chcieli skorzystać aby coś tam nam więcej tego podatku się zwróciło! Podobno będzie też taka ewentualność, że będzie można samemu wprowadzić taką zmianę poprzez internet. Czy uważacie, że ten sposób ułatwi nam życie? Chodzi o to - czy jesteście za tym, aby sama Skarbówka nas rozliczała? Mi sie ten pomysł nie podoba i mam taką wizję, że to spowoduje jeszcze większe kolejki w Urzędzie Skarbowym. 
     No ale odbiegłam trochę od mojego głównego celu dzisiejszego tematu. Moja znajoma ma synka, który jako noworodek przeszedł zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i posocznicę, a obecnie ma obustronny niedosłuch. Błażej, bo o nim tu mowa, to bardzo fajny, żywy, mądry, uśmiechnięty chłopiec, którego życie od małego doświadcza tak wielkimi przeżyciami. O jego chorobie, ale i jego życiu możecie poczytać na blogu, który od niedawna prowadzi jego mama  Błażej i jego niedosłuch . Błażej jest też objęty programem FUNDACJA DZIECIOM "ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ". Błażej i jego niedosłuch  i właśnie na ich konto z dopiskiem -  22055 Malczuk Błażej - można dokonywać wpłaty na rehabilitację dla tego maluszka. Można też na konto Błażeja przelać swój 1% - który oczywiście przeleje Skarbówka, jeśli wpiszemy w odpowiedniej rubryce na swoim zeznaniu podatkowym czyli na picie  właśnie tę wiadomość - 22055 Malczuk Błażej - . Zresztą wszystkiego dowiecie się na tej stronce Błażej i jego niedosłuch . Wystarczy przeczytać, mieć odrobinę dobrej woli i pozwolić na przelanie przez Skarbówkę tego 1% dla Błażeja. 

     Musze dodać, że w ubiegłym roku, tuż przed Bożym Narodzeniem udało mi się osobiście poznać Błażeja, jego brata oraz ich rodziców.  Zresztą proszę, wrzucam kilka naszych fotek z tego spotkania. Dodam tylko, że moi synkowie mają dwóch nowych kolegów;)


                                                Błażejek ze starszym bratem Maksem.


                                                      Błażejek ze mną:) Uwielbiam tę fotkę;)


                                   Od lewej - Maksiu, Pati i Ksawek:) Nie ma to jak wspólne granie;)


                                                            Znów ja z Błażejkiem.


                                                  Błażej klepie Ksawka;) Chyba go lubi:) 


                                                                Znów my:)


                                                                     Błażej ;)


                                       Błażej z mamusią;):) Buziaki dla Was:):)

wtorek, 28 stycznia 2014

Konkurs dla blogujących osób.

     Macie ochotę przetestować nowe batony owocowe od Frupp? Jest taka akcja na FB "ZDROWA PRZEKĄSKA = FRUPP!!!"



     Moje dzieci były by szczęśliwe, gdyby nam się udało załapać na takie słodkie testy:) Dlatego zgłosiłam nas do testów - czy nas wybiorą? Tego nie wiem, ale zgłoszenie wysłałam:) Jeśli i Wy chcecie spróbować szczęścia to zapraszam tutaj;) https://www.facebook.com/photo.php?fbid=756016607761814&set=a.474388652591279.119328.474388385924639&type=1&theater 

Powodzenia i dla Was, i dla nas:):)

niedziela, 26 stycznia 2014

Wyprawa na lodowisko.

     Mieszkamy na wsi i niedaleko od domku mamy piękne, duuuuże jeziorko. Ostatnio u nas ciągle temperatura na dworze dużo poniżej minusa, więc nasze jeziorko pięknie zamarzło. Postanowiliśmy najpierw je wypróbować, a potem skorzystać i powygłupiać się na tym naszym lodowisku;) 














    Jak widać, zabawa był super. Były i jaskółki, i orzełki, i nauka jazdy na łyżwach - bez łyżew ;), oj pogoda nam dopisała to i szaleństwo było;) Nawet tato dla śmiechu zaczął ciągnąć mamę po lodzie a dzieci chcąc mamę zatrzymać miały darmową przejażdżkę;) A co tam! Raz nie zawsze;)
    A tu trochę natury - przecudne ujęcia mojego męża;)





czwartek, 23 stycznia 2014

Skrzydlaci goście!! :D

     Jakiś czas temu wrzucałam tu fotki z naszym karmnikiem, który moi synkowie zrobili sami z tatą. Zresztą dla przypomnienia tutaj można o tym poczytać http://zycnieumieracania.blogspot.com/2013/12/karmik-dla-ptaszkow.html. No i dopuki było zielono i nawet w grudniu i na początku stycznia stokrotki kwitły w naszym ogrodzie, to ptaszki jakoś w ogóle nie interesowały się tym nowym karmnikiem dla nich. A wróbelków u nas na dachu co dziennie mnóstwo!  Ale popadał w zeszłym tygodniu u nas śnieżek, przymroziło i to nieźle, bo dziś choćby o 5.00 rano było minus 15 stopni u nas, a o 7.00 minus 20 stopni! Całe szczęście potem temperatura zelżała i słonko wyszło. A ja od kilku dni próbowałam sfotografować przylatujące ptaszki do karmnika, ale i nie tylko. Ale o tym zaraz napiszę. Dodam jeszcze tylko, że dzieci dostały jeszcze jeden karmnik od dziadka Janka, ale nie sfotografowałam go jeszcze i na razie stoi w garażu. Jak zostanie zamontowany, to będzie dodatkowy wpis:)





Jak widzicie, do naszego karmnika jest dowieszone dodatkowo jedzonko, które zrobił mój mężu. Podgrzał słoninkę i potem wymieszał to z ziarnami różnych zbóż, ziarnami gorczycy i suszonym chlebkiem, a także dodał trochę pokruszonych orzechów. To wszystko było włożone do pojemników po jogurcie. Tu jest całość wyjęta z pojemnika. Widać, że jest zainteresowanie ptaszków i że to im smakuje;)
A tutaj możecie zobaczyć, jak mamy rozłożone inne pojemniki po jogurtach pod oknami, tak aby synkowie mogli podpatrywać naszych malusińskich, skrzydlatych, głodnych gości:) Aż wciskają się w pojemniczki aby sobie pojeść:)







Aż serducho się raduje, jak widzi się ile sikorek do nas przylatuje na frykasy:) Jak zauważyliście nie sfotografowałam wróbelków, a ich u nas najwięcej, ale sikorki odstraszają wróble od tych wszystkich karmników i to one u nas głównie się stołują. Wróble przylatują jak sikorek nie ma, albo zjadają to co zleci z karmnika na ziemię. 

środa, 22 stycznia 2014

Nasze ostatnie zdobycze;)

      Jak to moja familia mi mówi MASZ TY SZCZĘŚCIE! No może czasem mam, ale najczęściej to nie mam tego szczęścia. Bo owszem, lubię brać udział w konkursach mniejszych, większych, ale jeśli już uda mi się wygrać, to przeważnie nie jest to główna nagroda. Ale ja tam staram się nie narzekać, bo każda moja wygrana, w konkursie czy rozdawajkach na blogach cieszy mnie równie mocno:) 

    I tak właśnie jeszcze w starym roku udało mi się wygrać od HASBRO, na ich stronie na fb https://www.facebook.com/hasbroPL?fref=ts świetną grę planszową "POTWORY DO SZAFY". 

Gra jest mega fajna, można grać we 2, 3, 4 osoby i więcej. Moim chłopcom bardzo przypadła ta gra do gustu. Na grze jest napisane, że gra jest zalecana na dobranoc. I moi uparcie nie chcieli w nią grać za dnia, tylko tuż przed spaniem. Ale już się to zmieniło i gramy w nią, kiedy tylko mamy ochotę;)


    Poza tym na profilu Zawód Kobieta https://www.facebook.com/kobietazzawodu?fref=ts też na fb udało mi się wygrać taki piękny ciśnieniomierz:) 



















   Jak widać, nawet synek lubi sobie mierzyć ciśnienie;) Ten ciśnieniomierz jest dużo lepszy, niż nadgarstkowy. Kiedyś, kiedyś zakupiłam sobie nadgarstkowy i teraz jak mam ten tu powyżej prezentowany, to jestem bardziej zadowolona. Jak widzicie, poza ciśnieniomierzem w środku było też etui do niego. Przydatna rzecz, bo przecież nie zawsze bierzemy kartonik ze sobą. 

    A ostatnio miałam to szczęście, że również na fb na profilu Eksperci Tesco https://www.facebook.com/Eksperci.Tesco?fref=ts udało mi się zdobyć 2 siatki na zakupy:) Pierwszą otrzymałam w starym roku i w ogóle nie liczyłam się z tym, że zdobędę drugą:) Ale się udało! 


 Jak widać, Aza też chciała być na zdjęciu;) Albo myślała, że rozłożyłam jej legowisko:) Ale mi bardzo się owe siatki podobają i przydają. Są wytrzymałe, choć szczerze powiedziawszy, myślałam, że będą większe. Naprawdę! Ale bardzo wygodnie nosi się je przewieszone przez ramię. Bo z początku zastanawiałam się po co takie długi rączki zrobili w tych siatkach? Jak niosłam normalnie zakupy w niej, to trochę po chodniku ciągnęła mi się siatka. To ją przewiesiłam przez ramię - a dodam, że w siatce zakupy były. No i wygodnie mi się szło tak. Tylko mieć masę kasy, żeby teraz z tymi siatkami zasuwać na zakupy:)

sobota, 18 stycznia 2014

Torcik urodzinowy.

    


     No to zacznę od przepisu na torcik według mojego wykonania. Nie jest to zwykły tort, ale i tak mi się wydaje, że trochę czasu trzeba na niego poświęcić. Jednak najważniejsze, że smakuje:)

     Przepis na ten torcik znalazłam kiedyś w jakiejś gazecie. Więc podaję najpierw oryginalny wpis o tym torcie, a potem napiszę jak i co ja zmieniam.

  Składniki:
1 i 1/3 szklanki mąki
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1 szklanka cukru
1 jajko
pół kostki masła
1 puszka brzoskwiń
8 łyżeczek żelatyny
50 dag mielonego twarożku
sok wyciśnięty z 1 cytryny
1,5 szklanki śmietany kremówki
kolorowe lukry do dekoracji

  Wykonanie:
Mąkę wymieszaj z proszkiem do pieczenia, połową szkl. cukru. Dodaj masło i jajko. Zagnieć ciasto, cienko rozwałkuj. Wytnij koło i piecz 15 minut w temp. 175 st. 

Namocz 6 łyżeczek żelatyny, rozpuść podgrzewając. Odłóż 3-4 połówki brzoskwiń do dekoracji. A resztę zmiksuj. Twarożek utrzyj z pozostałym cukrem i sokiem cytrynowym. Ubij 1 szkl. śmietanki, połącz z serkiem i żelatyną. Upieczony spód umieść w tortownicy. Wylej krem, schłodź.

Pozostałą żelatynę namocz i rozpuść. Resztę śmietanki ubij, wymieszaj z musem brzoskwiniowym i żelatyną. Rozsmaruj masę na warstwie serowej. Schłodź w lodówce. Potem wyjmij ciasto z formy i udekoruj.

     Tak wygląda oryginalny przepis. Za pierwszym razem zrobiłam według przepisu i ten spód, to ciasto wyszło mi suche, a nawet nie mogłam go od blachy nożem oderwać. Więc tym razem, czyli moje podejście numer 2 do tego tortu, no i postanowiłam zrobić inny spód. Myślałam nad biszkoptowym, ale boję się piec biszkoptu. Więc postanowiłam wykonać spód z przepisu na ZEBRĘ - czyli na taką babkę. Ale nie brałam całej porcji na tą babkę, brałam połowę wszystkiego.

Czyli:
3 jajka
0,75 szklanki cukru
1,25 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
troszkę więcej niż 1/4 szkl.oleju
0,5 szkl. oranżady
  Białka ubiłam na pianę z cukrem, dodałam żółtka, mąkę, oranżadę, olej, proszek do pieczenia.  Wszystko wymieszać. Przelać do blachy (ja wybrałam okrągłą, no bo miała być to podstawa tortu). I piec w piekarniku nagrzanym do 175 st. Piekłam z 20 minut. 

  Potem ciasto się chłodziło, a ja przygotowałam masę twarożkową, według przepisu oryginalnego, czyli tego powyżej. Ułożyłam ją na schłodzonym cieście, a następnie też według przepisu powyżej zrobiłam masę brzoskwiniową, którą potem ułożyłam na masie twarogowej. I wszystko chłodziło się w lodówce. 
   A żeby tort wyglądał choć trochę za tortem, to cały mój torcik wysmarowałam kremem do tortów o smaku śmietankowym. Kupiłam taki gotowy krem w proszku, który rozrabia się z mlekiem i gotowy w parę minutek. I tym kremem wysmarowałam całe ciasto, dekorując górę jeszcze kremem. A boki wysypałam czekoladową posypką. Te brzoskwinie co mi zostały, to pocięłam i można ułożyć według własnego uznania. Na pewno wielu z Was lubi dekorować ciasta i torty, więc będą u Was lepsze dekoracje. Ale ja i tak z mojej jestem dumna:) Bo sama wszystko zrobiłam:) 


   A wiecie do jakiego wniosku doszłam?! A do takiego, że równie dobrze z tego ciasta może być normalne ciasto nie tortowe, ha, ha:) Bo jak już jest dolna warstwa - czyli ciasto upieczone, na to damy masę twarożkową, potem masę brzoskwiniową, to możemy na górę położyć np. pokrojone brzoskwinie, a to wszystko zalać galaretką. I wyszło by nam fajne ciasto w całkiem innej formie:) 

Udanego pieczenia!