piątek, 25 kwietnia 2014

Wiadomości z pola bitwy.

     A więc u nas dalej chorobowo. Pati czuje się świetnie. Wszędzie go pełno. Za to Ksawek o dziwo nie wymiotuje, biegunka 1 na dzień - jak do tej pory, za to gorączka go męczy. Już 2 razy podawałam mu paracetamol na zbicie. I 2 razy obudził się z majakami. Normalnie wstał, oczy otwarte i biegał z płaczem od pokoju do pokoju, chciał kwiatki z pościeli wyrywać i jeszcze mówił, że boli go palec, a głaskał mnie po kolanie. Hm... Jak zasnął i potem obudził się, to nic z tego nie pamiętał. Dziwne. Oby w nocy mi tak nie wariował. Ja lepiej, choć nad ranem była rewolucja - kibelek kontra ja! Ale potem spokój. Apetyt mi dopisuje. 


     Dosyć o chorobie. Musze podzielić się z Wami tymi lepszymi rzeczami. Bo pomimo choroby, pracować trzeba i zajmować się domem, dziećmi itp. Więc kilka dni temu zakupiliśmy kilka metrów drzewa w wałkach. Trzeba było wszystko pokrajcować, a potem poszczepać - roboty sporo. A dodatkowo poukładać wszystko według wskazówek mojego kochanego męża;) Całe szczęście on ma teraz urlop i tak nam się ułożyło, że połowę drzewa on pokrajcował, a ja szczepałam. A resztą zajął się mój brat, jak do nas wczoraj dojechał do pomocy. I dzięki Ci bracie, bo ja już nie dałabym rady!!! Poza tym, na naszej działce jest łąka,(znaczy nasza działka jest wyznaczona z łąki) a my chcemy kawałek z tego zrobić ogródka warzywnego, więc totalna porażka! Ale mężu dzielnie walczył, ja trochę pomogłam i jeszcze tak 1/3 została tego co sobie wyznaczyliśmy do przekopania i wytrzęsienia. Potem czarnoziemu chcemy nawieźć i będę mogła siać warzywka i ziółka;) Już się doczekać nie mogę. No i jeszcze mężu z bratem na górze walczą - przykręcają profile, przykręcają karton gipsy, wykładają watę i znów karton gipsy. A dziś dojechał kuzyn, który ma nam kafelki położyć na górze. Czyli robota wre! To mnie bardzo cieszy, choć jeszcze spoooro pracy przed nami z tą górą, a mężu ma jakoś na początku maja wyjechać na poligon! Nawet sam nie wie na jak długo - więc robota stanie. Ale powoli do przodu:)

środa, 23 kwietnia 2014

Akysz chorobo!!!

     Nie mam siły na nic. Jakoś w ogóle człowiek nie nacieszył się tymi świętami co to właśnie niedawno były, a to wszystko z powodu choroby. 

     Patryś zaczął z niedzieli na poniedziałek wymiotować. Była jazda caaaaałą noc! Można by rzec, mama w ogóle nie spała. Nad ranem jeszcze biegunka wystąpiła u synia. Więc bomba. Starszy kaszlał coraz mocniej i w sumie nasz pobyt u dziadków został okrojony, a co się z tym wiąże - szybciej wróciliśmy do siebie. O tyle co starszego uspokoiła inhalacja - kaszel trochę ustąpił. O tyle z młodszym wesoło nie było, bo leciało z niego górą i dołem. Nic nie jadł, tylko pił. No w sumie dobre i to. We wtorek umówiłam obu do lekarza - dopiero na 18.30. Ale co zrobić. Lekarz przepisał obu różne leki i dał skierowanie do szpitala dla młodszego, jakby leki nie zadziałały we wtorek, to miałam z małym an drugi dzień na szpital rwać. Co by się nie odwodnił. Ale na szczęście dziś młodszy zjadł 2 banany, 1 całego ugotowanego ziemniaka i sporo pił. Nawet rozmowny się zrobił, czego dosłownie brakowało przez ostatnie 2 dni. I psikusy nam robił, czyli wraca do życia. Za to ja obudziłam się z okropnym bólem brzucha i chęcią na wymioty. O dziwo - do tej pory nie wymiotowałam, ale brzuch pobolewa dalej. Do południa w ogóle apetytu nie miała, za to potem jadłam co popadnie. Więc chyba nie jest ze mną tak źle. Szkoda mi tylko starszego synia, bo jego wzięły okropnie wymioty i biegunka taka, ze do toalety ze 4 razy nie zdążył. Wiadomo co to dla mamy oznaczało - sprzątanie. Ale cóż począć! Taki los mamusi, że po syniu, chorym syniu posprzątać musi. Oby dzisiejsza nocka minęła nam spokojnie. Wczorajsza była spokojna, więc jest nadzieja. 

NIECH NAS TO CHORÓBSKO OPUŚCI JAK NAJSZYBCIEJ, BO JA ZWARIUJĘ!!!!

sobota, 19 kwietnia 2014

Rodzinnych świąt wszystkim:)

     Już jutro Wielkanoc:) Dziś za to wszyscy, albo przynajmniej większość z nas poszła do Kościółka ze święconką, którą jutro sobie zjedzą. My też byliśmy z koszyczkiem do poświęcenia, ale nie w Kościółku, tylko z 200 metrów od mojego domku przy Bożej Męce. Jak dowiedziałam się od sąsiadów, u nas nie trzeba do Kościółka zasuwać z koszykiem, bo nasz ksiądz proboszcz sam do nas przyjedzie i poświęci jedzonko w koszyczkach. Pierwszy raz się z takim zwyczajem spotkałam, ale było fajnie. Ksiądz przyjechał, trochę pożartował, potem poświęcił dosyć obficie koszyki i wszystkie dzieci :):) Uśmiałam się:) A dzieci mega zadowolone. Później jeszcze chwilę ksiądz porozmawiał, wspomniał jak to wyglądało za jego dziecięcych czasów:) I każdy rozszedł się do swojego domku. 



     Poza tym jutro sobie wszystko zjemy, a później będą poszukiwania prezentów od zajączka. No ale to opiszę Wam w innym poście;)

Teraz chciałabym złożyć Wam wszystkim i każdemu z osobna życzenia:

SPOKOJNYCH, WESOŁYCH ŚWIĄT - SPĘDZONYCH W RODZINNYM GRONIE, DZIECIOM DUŻO PREZENTÓW OD ZAJĄCZKA WIELKANOCNEGO I OCZYWIŚCIE MOKREGO ŚMINGUSA DYNGUSA KAŻDEMU! 


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

To ostatnio doszło + rozdanie u Zebry.

     W rozdaniu u Mamy na tropie udało mi się wygrać zestaw kosmetyków. Nie ma to jak wygrana z okazji Dnia Kobiet - od razu poprawia się humor;) 


     Już powoli zaczęłam wykorzystywać dobroci, które otrzymałam. 

     A od portalu EBOBAS otrzymałam taki zestawik nagród.


     Już się obdzieliliśmy nagrodami: starszy synio zgarnął mazaka, młodszy lusterko, a resztą zaopiekowała się mama:) Czyli sprawiedliwie;) 


     Teraz chciałabym zaprosić Was na rozdanie u Zebry ! Zebra wraz z Orientaną zapraszają na kosmetykowe coś nie coś:) Więc jak ktoś chętny - a na pewno ktoś jest to wskakujcie tutaj na bloga Zebry


     Spieszcie się, bo rozdanie kończy się 28 kwietnia!

sobota, 12 kwietnia 2014

Konkurs wierszy kaszubskich + targi ogrodnicze.

     Oj dzień pełen wrażeń mieliśmy. A zaczęło się od tego, iż zostaliśmy zaproszeni na konkurs wierszy mówionych po kaszubsku. Zaprosiła nas córka naszych przyjaciół, bo ona brała udział w tym konkursie. Jako że my jeszcze do tej pory na takim czymś nie byliśmy, to z chęcią się wybraliśmy:) Całość zaczynała się o 9.00 w Szkole Podstawowej nr 2 im. ks. dra Leona Heykego w Kościerzynie. Ja po kaszubsku nie umiem - z rozumieniem też słabo, ale cosik tam kumam, w końcu mój ojciec z Kaszub pochodzi. Ale jak się całe życie wychowuje na Kociewiu, to ciężko inną gwarę zrozumieć i umieć. Jakoś nigdy nie korciło mnie, aby nauczyć się języka kaszubskiego, kociewskiego też się nie uczyłam - no dobra, wierszyka po kociewsku w podstawówce się uczyłam. I tyle:) 

     Ale wracając do tematu. W konkursie recytatorskim brały udział dzieci przedszkolne i dzieci szkolne klas I-III. Przynajmniej na tej części konkursu my byliśmy, bo potem była druga część i udział w tej części konkursu brały dzieci ze starszych klas. My byliśmy tylko na tej pierwszej części. Byłam zaskoczona, że tak malutkie dzieci - bo były tam i 4-latki, że te dzieci tak ładnie, głośno i jedne wyraźniej inne trochę mniej mówiły, ale i tak mi się podobało. 





Przywitanie wszystkich.











 No i się zaczęło.
  




  


 



     Sami powiedzcie - te ich stroje wyglądają cudnie! Albo inaczej - te dzieci w tych strojach wyglądają cudnie!

                 A teraz ja z Oleńką - naszą faworytką:):)

  

 
  Jury :)










 

 Obrady Jury i po chwili ogłoszenie wyników i wręczenie nagród.












  Ten chłopiec ( jak nie pomyliłam wieku to ma on 4 latka) zajął I miejsce w grupie przedszkolnej.

  Tu cała grupa przedszkolna.

  Nasza Oleńka zajęła II miejsce w grupie szkolnej klas I-III. 
GRATULACJE RAZ JESZCZE OLU!!!

  A tutaj mamy całą grupę szkolną klas I-III.

 A tutaj zwycięzcy - czyli osoby, które zajęły I miejsca w tym konkursie.
 

     Całe te występy mi się osobiście bardzo podobały, mojej rodzince też, choć ta mniejsza część rodzinki nie umiała usiedzieć za cicho na występach! No cóż, może kiedyś się doczekam, ze grzecznie posiedzą lub sami będą brali udział w podobnych wydarzeniach. A mama z tatą będą na widowni synów oglądać i słuchać;) Dodam, że w przerwie, kiedy to Jury obradowało nad ciężkim podjęciem decyzji, wszyscy - czyli dzieci i dorośli zostali poproszeni na poczęstunek - była kawa, herbata, ciastko do tego, owoce, napoje dla dzieci. Hmmm... na takie imprezki to ja mogę chodzić;) 

     A popołudniu wybraliśmy się do Lubania. A po co? Bo dziś i jutro odbywają się tam VI TARGI OGRODNICZE. 




     Wybraliśmy się tam, bo od naszego domku nie mamy wcale daleko do tej miejscowości, a przy okazji liczyliśmy na obejrzenie drzewek i kwiatów, które nas interesowały. Najbardziej interesowały nas: czereśnie, tuje, jakieś kwiatki, które mogłabym posadzić przed domem oraz na zamówienie dla przyjaciół za żurawiną i borówką amerykańską. Przy okazji - zamówienie zrealizowane :)
Oj czego tam nie było! Drzewka mieli różne, różniste, kwiatów mnóstwo, jedzonko, słodkości, ozdoby do ogrodu a nawet ciuchy i wyroby własne. Pooglądaliśmy wszystko, cosik powybieraliśmy dla siebie i po kilku spędzonych tam godzinach zmęczeni wróciliśmy z naszymi łupami do domku! A tu trochę tego co tam widzieliśmy.
















  To drzewko nam się mega podobało i dalej podoba, tylko ta cena! :( 


 Były i rybki do stawików.



   Takie małe węgorzyki chłopcy chcieli, żeby kupić do naszego akwarium! Hi, hi, dobre, chyba wybiłyby nam nasze rybki akwariowe:)





 Cudeńka z drewna.





 A tym cudeńkiem byłam zauroczona. To są cudeńka z blachy zrobione. Jak wiatr zawiewał to się super obkręcało. Widziałam podobne z drewna, ale z blachy jeszcze nie. Więc byłam zauroczona!I sam wykonuje je pan z Małkowa /koło Żukowa. 






  Widzicie jakie to piękne! Te większe, które są na zdjęciach kosztowały po 50zł za 1 sztukę.







  A tu już kolejne prace drewniane.



 Nie wiem jak to coś się nazywa, ale młodzi strażacy zaprosili naszych synów na przejażdżkę tym cośkiem:) Z początku Ksawek nie chciał, ale mama go namówiła i karnął się z chęcią:) Patrysia namawiać nie trzeba było, wręcz baliśmy się, żeby strażak nadążył za rozbrykanym kierowcą:):)



 W nagrodę za przejechanie się dostali dyplomy imienne i naklejki oraz słodkości w postaci kilku cukiereczków. Ileż to trzeba do szczęścia dzieciom:) 

     Było miło, ale się skończyło. Po powrocie do domku trzeba było wsadzić zakupione drzewka i kwiatki - więc troszkę popracowaliśmy sobie. Niech teraz ładnie nam rosną w ogrodzie i owocują:)