piątek, 30 maja 2014

Wesoła kanapka.

       Jakiś czas temu Ksawek w szkole robił na lekcjach kanapki. Dzieci miały przynieść chlebek i to do chlebka co lubią, żeby potem te kanapki samemu przygotować. Jakież było moje zdziwienie, kiedy synio wczoraj przygotował sobie wesołą kanapkę;) Nie powiem, obaj synkowie już sami sobie przygotowują kanapki, mama jedynie ukroi pomidorka czy ogórka, a tak to oni wszystko sami - co do chlebka, to kupujemy już krojony;) Ale taką kanapkę to i ja ze smakiem bym zjadła. Chyba dziś poproszę synka, żeby mi taką kanapkę przygotował:)



poniedziałek, 26 maja 2014

Mamine święto :)

     

     I nastał kolejny dzień do świętowania. Przynajmniej taki dzień do świętowania w teorii, bo wiadomo, ze mama nawet w swoje święto ugotować musi, posprzątać musi, zająć się dziećmi musi. Ale odpuściłam sobie dziś wszystkie zbędne obowiązki - a co! Też należy mi się trochę świętowania - jestem mamą w końcu :)

     Mój starszak w szkole przygotował laurkę już w piątek na ten właśnie dzień - i przyznam się szczerze, że kartkę dostałam wczoraj wieczorem - bo już nie mogłam się doczekać. :) Za to rano dzisiaj, jak Ksawek wstał, to mamę wyściskał, wycałował i powiedział: JESTEŚ NAJLEPSZĄ MAMĄ NA ŚWIECIE! Och - po takich słowach, nie pozostało mi nic innego, jak go też wycałować:) Potem Ksawek pojechał do szkoły, a za jakiś czas wstał młodszy synio, który mamę też wycałował i wyściskał. Oj jak miło tak od rana :) Za to na 12.00 byłam już w szkole na przedstawieniu z okazji dzisiejszego święta mamuś:) Dzieci klas od 0 do III przygotowały piosenki, wierszyki, przedstawienie - pięknie było. Ksawek też mówił wierszyk, śpiewał z klasą - było super. Potem dzieci wręczały mamusiom mały upominek - dostałam serduszko z gipsu pomalowane przez synka ma czerwono z niebieskim środkiem. Na pewno zawieszę gdzieś na ścianie:)  A po wszystkich występach mamusie były zaproszone na kawę i ciastka. No to skorzystałam, w końcu integrować trochę też się muszę, kawkę wypiłam, ciastko zjadłam, z kilkoma mamami porozmawiałam. Potem powrót do domku. No i szykowałam obiadek. 

     Oczywiście nie zapomniałam o mojej mamie, o teściowej, w sumie o teściowej podwójnie i o teściu dziś też. A to dlatego, że teście akurat w dzień mamy mają urodziny :) Ale się dobrali co?! Więc za jednym telefonem - potrójne życzenia złożone. A już niedługo święto dzieci będzie:) Znów powód do świętowania. 

sobota, 24 maja 2014

Ot taki sobie gradzik poleciał z nieba.

      Od rana chłopców energia rozpierała, a mama chciała posprzątać w domku. Więc chłopcom zorganizowałam biwak pod domem. Pogoda dopisywała, bo słonko świeciło, ciepło, nawet trochę za ciepło bym rzekła, ale troszku wiaterku u nas było. Czyli w sumie pogoda ok.


      Przyznam się szczerze, że nawet chciałam, żeby u nas popadało, bo przynajmniej podlało by mi ogródek:) A tak musiałabym sama go podlać. Ale jeszcze jak po obiadku, cosik po 13.00 wyjeżdżaliśmy do babci, nic nie wskazywało na taką zmianę pogody! Już w drodze złapał nas deszcz, który po kilku kolejnych kilometrach przejechanych zniknął. Ale będąc już u babci, po niecałej godzinie zrobiło się ciemno i jak lunęło deszczem! Waliło i waliło, siwo za oknem, że sąsiadów nie widać. Aż nagle zaczęło walić gradem! Aż wybiegłam na dwór, żeby zobaczyć ten gradzik i przy okazji go sfotografować. Żeby nie było, że zmyślam, to popatrzcie na fotki.







      Dosyć szybko topił się ten grad w dłoniach. I szybko znikł na podwórku i wszędzie. Ale udało mi się go sfotografować i uwiecznić:) Byłam/jestem ciekawa czy i u nas walił grad?! Ale po przyjeździe choć wszędzie mokro, kałuże stały, ale gradu widać nie było. Najważniejsze, że paprykę, którą dziś rano wsadziłam do ogrodu nic nie zniszczyło i pięknie rośnie w ogrodzie. Chyba jutro sąsiadów podpytam czy i u nas grad walił :) 

piątek, 23 maja 2014

"CIEKAWE DLACZEGO"

     "CIEKAWE DLACZEGO" to seria mega fajnych, edukacyjnych książeczek dla dzieci. Z tyłu każdej książki piszą:
" Ta niezwykła seria opracowana została z myślą o dzieciach, które zadają różne - czasem trudne, czasem nietypowe - pytania. Na kartkach tych książeczek znajdziecie najdziwniejsze i najbardziej zaskakujące odpowiedzi oraz ciekawie opracowane kolorowe ilustracje." W sumie wszystko się zgadza. To teraz przedstawię Wam naszą kolekcję z tej serii.




     Z tego co tu widzicie, nasze jest 6 książeczek - te u góry. Ta samotna w rzędzie, jest z Biblioteki.  Powiem Wam, że naprawdę ciekawe są te książeczki, jest w nich wiele niby takich normalnych pytań, na które ja jako rodzic nie zawsze umiem odpowiedzieć tak moim ciekawskim synkom, aby czuli się usatysfakcjonowani. A czytając pytania i odpowiedzi, do tego pokazując ciekawe obrazki dzieciom, od razu jakby szybciej wszystko pojmowali.  Zobaczcie jakie przykładowe pytania i odpowiedzi są w tych książeczkach.










     Widzicie sami, a to tylko przykłady. Tych pytań, tych odpowiedzi jest tu dużo, dużo więcej. Jeśli macie ciekawskie dzieciaki i chcecie im udzielać ciekawych odpowiedzi na ich pytania, to zakupcie sobie którąś z tych książeczek. Nie koniecznie z tych, które tu przedstawiłam, bo jest ich dużo, dużo więcej. Już wrzucam fotkę, żebyście mogli wybrać, co też Was lub Wasze dzieci by interesowało. 


     My osobiście na 100% zakupimy jeszcze kilka z proponowanych pozycji. Jak tylko będą u nas dostępne. Bo te, które mamy, udało mi się w promocji zakupić bodajże w Carrefur - ku. Kosztowały nicałe 5 zł za sztukę. Zapraszamy do czytania :D








wtorek, 20 maja 2014

Nasz weekend.

      Weekend minął nam dosyć fajnie. W sumie fajności to już rozpoczęły nam się w piątek. Bo w piątek byliśmy w szkole u Ksawka, bo odbywały się tam występy dzieci z okazji poczwórnej imprezy w szkole. Dlaczego poczwórnej? Już wyjaśniam:
* 20-lecie reaktywacji szkoły podstawowej w Wielkim Podlesiu,
* 15-lecie nadania sztandaru szkoły podstawowej,
* 10-lecie gimnazjum w naszej szkole podstawowej,
* 5 - lecie nadania sztandaru gimnazjum + tyle lat uczą się tu dzieci języka kaszubskiego.

     Powiem Wam, że dzieciaki przygotowały z nauczycielami przebojowe przedstawienie upamiętniające wszystkie te okazje do świętowania + przypomnienie kim był patron szkoły Xawery Czernicki. Bardzo się cieszę, że poza wszystkimi szychami zaproszonymi na te uroczystości w szkole również zaproszono rodziców. Nie powiem, żeby tych rodziców było dużo, ale ja z moim młodszym syniem byliśmy, przedstawienie nam się bardzo podobało i wróciliśmy zadowoleni. 

     W sobotę przed południem przyjechała do nas moja siostra z syniem - moim chrześniakiem. Szkoda tylko, że pogoda była mega wietrzna, bo byśmy pospacerowali spokojnie na dworze, a tak dupa! Ale i tak było nam miło, że nas odwiedzili. Za to po południu siorka pojechała, a my chcieliśmy na festyn niedaleko naszej miejscowości pojechać. Ale najpierw mieliśmy odebrać mojego mężulka od kolegi. Bo tacie udało się na weekend przyjechać z poligonu, no i jechał z kolegą. My tylko musieliśmy od kolegi tatę zabrać i potem już razem jechaliśmy na festyn. A tam moc atrakcji, zabaw, konkursów. Co kto lubi:) Dzieciaki to tu, to tam, buźki malować, skakać na dmuchańcach, łowić gumowe kaczki w baseniku, zajadać się pyszną kiełbaską i pieczonym chlebkiem... Oj działo się działo! Wróciliśmy zmęczeni, choć były jeszcze plany na wieczór. A dokładnie, to przecież 17 -tego maja była NOC MUZEUM. Ja wcześniej w mieście widziałam plakaty z wypisanymi muzeami w naszej okolicy i godziny na plakacie głosiły, że NOC MUZEUM zaczyna się od 19.00 i trwa do 1.00 w nocy. Najbliżej mamy do Będomina, więc chcieliśmy z dziećmi sobie tam podjechać i połazić. Zajechaliśmy do Będomina ok 21.00 i dupa! Jak się dowiedzieliśmy od miłego pana, muzeum było już zamknięte, bo oni jako FILIA mieli własne godziny otwarcia na tę NOC i trwały od 17.00 do 20.00. !!! Hmmm... I to ma być nocne zwiedzanie w takich godzinach????????????????? No cóż, przeszliśmy się tylko wokół budynków po parku, dzieci pooglądały stare, wiekowe pomniki przyrody - czyli stare drzewa. A potem wróciliśmy do domku. 

     Natomiast w niedzielę po obiedzie padało, nawet burza u nas była, to siedzieliśmy w domku. A przed 18.00 musieliśmy tatę odstawić do kolegi i oni wracali na poligon, a my do domku. Ot i po weekendzie:)

     Miło było ale się skończyło! Wczoraj zajechaliśmy do mojej bratowej na urodzinki. Więc zaś imprezowo było. I pożyczyłam od nich kosiarkę do trawy. Dziś miałam kosić nasz przerośnięty trawnik. I zaś dupa! Przejechałam kosiarką 5-6 razy i stanęła. Nic, nawet drgnąć nie chce! No to się nakosiłam! Całe szczęście, że mój drugi brat może dziś po 15.00 do nas zajechać i nam swoją kosiarką skosi tę pieruńską trawę. Bo jeszcze trochę i sąsiedzi nas widzieć nie będą, tak nam trawa urosła:):)

środa, 14 maja 2014

Kiedy ta praca się skończy? + mała przyjemność :D

     Mężu wyjechał ponad tydzień temu, więc chcąc nie chcąc nie pomaga mi w ogrodzie. Ale przed wyjazdem dostałam szczegółowe informacje - starą ziemię, tak na głębokość szpadla, mam odsunąć na bok, wtedy rozsypać czarnoziem, co to nam sąsiad nawiózł, potem całość przekopać no i wtedy można siać:) Tak, instrukcja jest, gorzej z wykonaniem. No ale nie jest tak źle! Już na połowie mojego warzywniaka mam wszystko zgodnie z mężowską instrukcją zrobione:) Ku mojej wielkiej uciesze, pomagał mi Patryń. Może będzie z niego jakiś ogrodnik, lub rolnik - zresztą, to jeszcze nie czas, żeby synkowi wybierać zawód na przyszłość. A wracając do tematu, to pietruszka, marchewka, koperek, 3 rodzaje sałaty posiane, seler, pora i cebula wsadzone. Ale jeszcze kilka różności do wsiania zostało. Ale to później. 
     Powiem szczerze, że wczoraj to popracowaliśmy z Patryniem sporo i tak mnie ramiona i plecy bolały. No ale mówią, że praca popłaca. W co ja też wierzę. I będę mega zadowolona, jak nasze warzywka zaczną rosnąć. 
     Poza tym praca na górze - czyli nad naszymi pokojami stanęła, jak mąż wyjechał. Ale udało mi się tam cosik samej porobić, choć przypłaciłam to zdartą skórą na rękach. Ale mam nadzieję, ze mężu będzie choć trochę zaskoczony, ze mu żonka pomogła podczas jego nieobecności. :) 
     A na otarcie moich łez i na poprawę babskiego humorku taką piękną, pachnącą przesyłeczkę dostałam. Dodam tylko, że to moja wygrana u Zebry . 




     Jak widać, otrzymałam z ORIENTANY olejek do ciała jaśmin indyjski  oraz ajurwedyjska terapia do włosów wzmocnione gęste włosy. Żebyście mogły powąchać jak oba te cuda pachną!!! MMMMMMMMmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm... Jak już będę trochę miała obeznania z tymi cudeńkami, to Wam o nich napiszę:) A Wy możecie zajrzeć i popatrzeć co mają ciekawego do wyboru i zapraszam do zakupów w ORIENTANA . 

niedziela, 11 maja 2014

"Między występkiem a miłością" Mary Balogh

      Czytałam tę książkę w ubiegłym roku, bo wtedy też ją zakupiłam. I teraz przeczytałam ją raz jeszcze. Czasem tak mam, że lubię wrócić do jakiejś książki. A książka pani M. Balogh "Między występkiem a miłością"  bardzo mi się podoba i kto wie czy jeszcze kiedyś znów jej nie przeczytam:)


      " Lordowi Rannulfowi nie można się oprzeć. Judith, która znalazła się w opałach, widzi w nim również wybawcę i bohatera. Ukrywając swe prawdziwe imię, nagradza go nocą namiętności i uniesień. I znika, pewna, że się już nigdy nie spotkają. Jakaż więc jest przerażona, gdy los znów krzyżuje ich ścieżki. I gdy dowiaduje się, kim jest przystojny nieznajomy..."

      Romans historyczny - to coś co ja bardzo lubię czytać. Romanse jako tako, ale historyczne czyta się całkiem inaczej. To słownictwo, te zwroty, ta kurtuazja, te konwenanse, stroje i nazewnictwo poszczególnych części ubioru. No coś cudownego! Uwielbiam czytać takie książki:) Aż chciałoby się przenieść w tamte czasy. Nie powiem, są też rzeczy, które nie widzą mi się z tamtych czasów, jak choćby to, że kobietom dużo rzeczy nie wypadło. Choćby same nie mogły podróżować dyliżansem, musiały mieć przyzwoitki, same nie mogły pójść z mężczyzną na spacer, tylko z przyzwoitką, itp. No cóż, tak było kiedyś, teraz jest inaczej. Ale poczytać i przenieść się choćby na chwilę w tamte czasy i to z kim? Z samym lordem Rannulfem Bedwynem.Przyznam się szczerze, że czytając tę książkę zazdrościłam momentami Judith :) Ale czego jej zazdrościłam - to musicie przeczytać książkę, żeby się dowiedzieć:)

piątek, 9 maja 2014

"Fotograf śmierci" Annie Solomon

      Jakiś czas temu zapisałam się do biblioteki, z której to od razu wypożyczyłam książkę Annie Solomon "Fotograf śmierci". 


      Jest to thriller romantyczny. Niepokojący klimat, nierozwiązane sprawy z przeszłości i artystyczne zaproszenie dla mordercy w powieści laureatki RITA Award 2007, najważniejszej amerykańskiej nagrody dla literatury kobiecej.

       "Zdjęcia Gillian są szokujące. Na wszystkich jest ona - upozowana na zamordowaną. To prowokacja czy zaproszenie dla mordercy? Pewnego dnia zostaje zamordowana młoda kobieta. Niebawem następne. Wszystkie pozostawione w identycznych pozach jak na fotografiach Gillian. Ofiary są zupełnie przypadkowe, nie ma żadnych poszlak. Wiadomo tylko jedno: Gillian jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Ray Pierce, były policjant, który ma chronić dziewczynę, robi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Nie wie jednak, że Gillian rozpaczliwie chce stanąć z mordercą twarzą w twarz... " 

       Ogólnie to z początku czytało mi się tę książkę spokojnie. Tak lajtowo. Później akcja rozkręciła się, coraz bardziej podobały mi się relacje pomiędzy Gillian a Rayem, coraz bardziej zastanawiałam się co ukrywa przyjaciółka Gillian Madeleine. Było kilka zagadek, które mnie ciekawiły, a rozwiązanie ich nastąpiło na koniec książki. Jednak warto było poczekać, doczytać, no w końcu książka ma tylko 240 stron:) Jeśli lubicie takie zagadkowe, kryminalne książki z małym wątkiem miłosnym - to sięgnijcie po tę książkę:) Już doszukałam się innych książek pani Annie Salomon, więc muszę koniecznie je przeczytać:) Potem Wam je opiszę;)

środa, 7 maja 2014

Moje roślinki.

     Jakiś czas temu pisałam o moich roślinkach i wstawiłam wtedy fotki jak one wyglądają. TUTAJ Od tego czasu minął miesiąc i zobaczcie jak teraz wyglądają:)
     A jest na co popatrzeć. Pierwsza czerwona truskawka już zjedzona - podział dla dwóch synków był oczywiście. Zaraz druga czerwona będzie. 


    
    I wiecie, cieszę się, że ciągle truskaweczki mam w doniczkach i trzymam je w domku. Bo u nas ostatnio w nocy przymrozek jest -3 stopnie było ok 4.00 nad ranem. Więc słyszałam że niektórym w ogrodzie kwiatki truskawek poczerniały. A moje nie, bo w domku trzymam. Przynajmniej jeszcze trochę pobędą w domku, ale potem je przesadzę.

     A teraz papryka. Taka malutka była, a teraz...




     I pochwalę się jeszcze moimi pomidorkami, które zaskoczyły mnie, bo już pierwsze zieloniutkie, okrąglutkie pomidorki się pojawiły:) Zobaczcie:)








     A na koniec pokażę Wam, co po wielkiej ulewie z gradobiciem nam się pokazało na niebie:) Piękne zakończenie dnia.





     Zdjęcia robiłam z okna w dachu:) Szkoda, ze nie udało mi się na jednej fotce pokazać całej tęczy, ale i tak mi się podoba:):)

wtorek, 6 maja 2014

Wywiadówka z dużym zaskoczeniem!

     Wywiadówka. Znów trzeba zaszczycić swoją obecnością progi szkolne:) Już na kilku wywiadówka tutaj byłam i jak do tej pory, nie było źle, ale nasłuchałam się bardziej o zachowaniu mojego pierworodnego, że kręci się, gaduła z niego, musi mieć ostatnie zdanie i basta, itp. O nauce zazwyczaj pani mówiła - nie jest źle, Ksawek daje radę. Lub - co do nauki nie mam się do czego przyczepić, tylko to zachowanie!  

     I tym razem szłam do szkoły licząc na słowa tego typu. Choć przyznam szczerze, że zauważyłam zmianę w zachowaniu syncia od czasu mojej ostatniej wizyty w szkole, co to chłopaki mu się psocili. Jak starszaki przestali dokuczać mu, to zauważyłam, że i częściej opowiadał mi, że czekając na autobus bawił się z tym kolegą czy z tamtym. Więc jakaś zmiana zaszła. I to pozytywna. Z czego mega się cieszyłam i dalej cieszę. Pani podczas wywiadówki powiedziała do mnie, bym została chwilkę po wywiadówce, bo chce porozmawiać ze mną o Ksawku. Ale pozytywnie tym razem! Hmmm... Oj dała mi do myślenia! Podczas wywiadówki słyszałam to i owo, o tym czy tamtym dziecku, ale nic o Ksawku. Aż dziwne. Ale czekałam dalej. Oczywiście o nauce, stopniach rozmawialiśmy wszyscy, Ksawek sobie super radzi. Rozmowa toczyła się o zbliżającym się święcie w szkole, na które i rodzice zostali zaproszeni, o planowanym dniu mamy, że też będą zaproszenia. Czyli zjawię się jeszcze w szkole:) A także o planowanej wycieczce dla dzieci. Czyli trochę do słuchania było:) No i doczekałam się chwili, kiedy to pani zaczęła opowiadać o Ksawerym. Mianowicie tym razem usłyszałam, że pani jest pod dużym wrażeniem, jak Ksawek się zmienił od listopada - zmienił na plus. Uspokoił się, już tyle nie gada na lekcjach, nie kręci się, owszem ma swoje za uszami, ale to już jest inny chłopiec! Więcej zgłasza się sam do odpowiedzi, jest mądry, inteligentny, często zgłasza się pierwszy do odpowiedzi i dobrze odpowiada. Sprawdziany też dobrze zalicza. Z czytaniem radzi sobie super, nawet jak dostanie nowy tekst do przeczytania. Chętniej bawi się z kolegami na przerwach lub w czasie kiedy czekają na autobus. Nawet dowiedziałam się, że mój synio często pomaga pani - jak trzeba coś zanieść - przynieść, otworzyć drzwi. Normalnie nic mi się nie chwalił ten mój synio:) Ale w domu też lubi pomagać, często nawet jak tato pracuje przy remoncie góry, to pyta się taty - TATO POMÓC CI JAKOŚ? To w sumie mnie to nie dziwi, ze i pani pomaga, tylko byłam mile zaskoczona, bo mi się nie pochwalił. 

     Oj miło mi się słuchało, dumna jestem z niego!!! Z początku, jak tu się sprowadziliśmy, to bałam się, jak to będzie w tej szkole - czy da radę?! Przecież tu byli mocno do przodu z tematem! W starej szkole synek dopiero uczył się literek, a tu już w zerówce dzieci się nauczyły literek i jak on tu przyszedł, to tu już czytali, pisali. Dla Ksawka to była czarna magia! Ale dał radę! I to w szybkim tempie! 
Ksawku - zarówno mama jak i tata jesteśmy z Ciebie dumni jak cholerka!!! Skarbie Ty nasz - oby tak dalej:):) 

niedziela, 4 maja 2014

Patrykowy wniosek:)

      Byliśmy w Kościele i wręczyłam synkom po pieniążku, aby wrzucili do koszyka podczas zbierania kolekty. Zresztą robię tak na każdej mszy. Jak dotąd, chłopcy brali pieniążki od mamy czy taty i z zadowoleniem wrzucali do koszyka. Tym razem było inaczej! Nim ministrant podszedł z koszykiem do ans, Patryk powiedział:

- MAMO PRZECIEŻ TEN KSIĄDZ NORMALNIE ZABIERA CI PIENIĄŻKI CO NIEDZIELĘ! A ZABIERA CI JE DLATEGO, ABYŚ NA COŚ INNEGO NIE WYDAŁA ICH. 

Hmmm... coś w tym jest:):)

piątek, 2 maja 2014

Majówkowo:)

     Od wczoraj mamy MAJ. Piękny miesiąc.


     U nas rozpoczął się ten miesiąc wspólną pracą u rodziców. Zjechało się moje rodzeństwo i pomagaliśmy w sadzeniu ziemniaków. No więc posadzone - niech rosną. A chłopcy wybiegali się u babci i dziadka, powariowali, aż Pati za mocno wywariował. A to dlatego, że jego wariactwo skończyło się wizytą na pogotowiu. Tato i wujek J. pojechali z nim do szpitala, a że Pati wył nie tylko podczas podróży do szpitala, ale i w szpitalu, to pewnie dlatego został szybko przyjęty, żeby reszcie pracowników i pacjentom szpitala dał spokój. Dokładnie to rozcięty ma mały paluszek w prawej dłoni. Rozcięcie jest wzdłuż całego palca, kończy się na poduszce paluszka. Synuś ma 3 szwy założone - nie wiem jak to wygląda, bo ma bandaż, a na zdjęcie bandaża i szwów mam jechać z nim w poniedziałek. To wtedy zobaczę jak paluszek wygląda. Oby szybko się zagoiło, bo na razie to musimy trochę na tego palca uważać i podczas ubierania, rozbierania, mycia.
     Ale poza tym niemiłym incydentem, to udało mi się kilka fotek cyknąć w ogrodzie u moich rodziców i trochę widoku.