niedziela, 29 czerwca 2014

Mały podjadacz.

     Czasem mam niezły ubaw z mojego młodszego synka. Kiedy naleję sobie do talerza zupkę, a najlepiej ostatnie kropelki zupki i już siedzę przy stole, macham łyżką w stronę mojej buzi - nagle biegnie Patryk z łyżką w dłoni i krzyczy - MAMO JA TEŻ CHCIAŁEM TROCHĘ ZUPKI! I cóż zrobić? A no podzielić się z synkiem lub oddać mu już tę zupkę! I mało tego, że zdarzyło się to raz czy drugi! Nie wiem czemu, ale jemu najczęściej chce się zupki, jak mama resztkę ma wylaną do swojego talerza! Czyli chyba lepiej mu smakuje, jak ktoś też ma na nią chętkę :)

sobota, 28 czerwca 2014

Piękna ta natura jest:)

     Dookoła tyle pięknych rzeczy do sfotografowania. Czasem widzę choćby fajnego ptaszka, ale nim pobiegnę do domku po aparat i wrócę w miejsce gdzie pięknisia widziałam - to już go tam nie ma! Ale czasem uda mi się uchwycić coś/kogoś moim aparatem. 












     Ach jaka ta natura potrafi być piękna! 

środa, 25 czerwca 2014

Szkolenie młodzieży.

     W ubiegłym roku była pierwsza taka akcja WOJSKOWI SZKOLĄ LICEALISTÓW Z XII LO Z GDYNI. W tym roku była druga taka akcja. 

     I tak znów  w czerwcu zjechało kilkudziesięciu licealistów (klasy I i II) - w sumie ok 60 osób chętnych na szkolenie pod dowództwem kilku wojskowych ( w tym mojego męża). Młodzież owa chodzi do Liceum o profilu wojskowym, stąd takowe szkolenie sobie wymyślili - wszystko zgodnie z przepisami i uzgodnione z dowództwem wojskowym. I co mnie troszkę dziwi - oni chętnie przyjechali na takie szkolenie! Dodam, że II klasa była też w ubiegłym roku i już wiedzieli jak to będzie  z grubsza wyglądało - i nikt ich nie zmuszał, oni chętnie przyjechali na takie męki do Garczyna! W Garczynie kiedyś był wojskowy ośrodek przysposobienia dla kobiet. Dziś jest po prostu ośrodek wczasowy, w którym dosyć sporo się w ciągu roku dzieje. 

     Klasy I i II były szkolone przez zawodowych żołnierzy z: pierwszej pomocy na polu walki i w życiu codziennym, z SERE, OPBMR, walki wręcz, taktyki, musztry, ale także dwóch żołnierzy opowiadało chętnie wsłuchanej młodzieży o przebytych przez nich misjach za granicą. 

     Od razu zaznaczam, że nie byli męczeni od rana do wieczora! O nie! Zaczynali rano szkolenia, z przerwami na śniadanie, obiad i kolację. Zazwyczaj ok 18.00 nauki kończyły się. Choć były i nocne wymarsze do lasu - na kilkadziesiąt kilometrów! Było i nocowanie w lesie - niestety w tym roku pogoda nie dopisała i padało. A młodzież spała w szałasach - które sami pobudowali z tego co mieli przy sobie lub z tego co znaleźli w lesie! Taki mały obóz przetrwania - mały surwiwal! W ubiegłym roku mieli jeszcze wymarsz na bagna - ja to nazwałam takie inne SPA! W tym roku nie było tego SPA, ponieważ naprawdę pogoda była zła - no a przecież zawodowi żołnierze też mają serca - nie chcieli, by młodzież wróciła do domków chora! Owszem zdarzyły się małe skaleczenia i zwichnięcia, albo obtarcia stóp po tych długich wymarszach. Tak wszyscy cali i zdrowi - oraz zadowoleni wracali do domów po kilkudniowym szkoleniu.

     Byłam tam codziennie, w końcu moi synkowie chcieli zobaczyć tatę, a od nas nie jest daleko do tego Garczyna, to odwiedzaliśmy ich tam wszystkich. Patryk spodobał się niektórym dziewczynom z LO i tam go czarowały, a on zmykał od nich:) Moim synkom bardzo podobało się, że p.Grzesiek zrobił pokaz kolorowych granatów dymnych lub granatów hukowych albo stroboskopów. Tak, to coś co im się podoba! I mega ubaw mieli moi synkowie, jak zawodowi żołnierze uczyli taktyki licealistów - najbardziej, jak młodzież czołgała się po ziemi i nie mogli tyłków za wysoko podnosić, bo by strzała z pistoletu na kulki dostali. A znam ten ból z doświadczenia - oj potrafi boleć taki strzał! 

     Ok - tyle z grubsza, co tam się działo - szkoda, że z II klasą nie spotkamy się w przyszłym roku, za to jak co, to z obecną I klasą się zobaczymy i z nową I klasą. Więc jak co, to za rok znów będzie wesoło! A teraz kilka fotek z tego co tu Wam opisałam.


















   

      Oj działo się działo! Młodzież bardzo fajna, wesoła, chcąca się uczyć i poznawać tajniki wojskowych. 
Licealiści - życzę Wam powodzenia w dalszej nauce i obyście się spełniali w tym, co robicie! 

wtorek, 24 czerwca 2014

Laurka dla TATY.

     Wczoraj niby od samego rana wiedziałam, że to DZIEŃ OJCA, ale jakoś tak w ferworze wydarzeń w ciągu całego dnia - wyleciało mi to z głowy! 
     Rano wyprawiłam starszaka do szkoły, potem śniadanko, ubieranko, budzonko młodszego i od nowa ubieranko, dla niego śniadanko i potem jechałam z młodszym do taty. Mój mężu był cały tydzień w Garczynie za Kościerzyną i tam wraz z kilkoma kolegami szkolili młodzież - ale o tym napisze w innym poście. Wracając do sprawy, wczoraj było pożegnanie z nimi. Fajnie było, fotek troszkę im pocykałam, i zabraliśmy w końcu tatę do domku:) A w domku, jak to w domku, codzienność. Dopiero jak Ksawery wręczył tacie zrobioną w szkole laurkę - oprzytomniałam, że to przecież Dziś! 


     Przeprosiłam tatę, że nie zdążyłam nic więcej z chłopakami przygotować. Ale tato i tak był mega zadowolony z laurki i uścisków oraz buziaków od synków:) Jak czasem mało trzeba, by zadowolić rodzica:) 

środa, 18 czerwca 2014

Ogrodowa odsłona.

     Warzywka mi w końcu trochę powyrastały, przynajmniej na tyle, że mogę się nimi pochwalić, więc to teraz zrobię. Nie mam za dużego warzywniaka, ale i tak jestem zadowolona, bo jednak troszkę warzywek będziemy mieli swoich. A to cieszy:)

     Zacznę od tego, że jak zakupiliśmy nasz domek z działką, to już na ogrodzie rosły 2 drzewka. Wprowadziliśmy się tam późną jesienią, kiedy to na drzewkach tych nie było już żadnych liści i nie mieliśmy pojęcia - co to za drzewka owocowe tu rosną. Teraz już wiemy, że jedno z drzewek to wiśnia, a drugie prawdopodobnie jabłoń. My dokupiliśmy sobie czereśnię niskopienną, borówkę amerykańską, porzeczkę czerwoną i lubczyk, a od mojej mamy dostaliśmy żurawinę i 2 krzaczki agrestu. To wszystko widać na kolażu:) 






      Ta wisionka to akurat w tym roku jeszcze nie została przesadzona, i rośnie w moim warzywniaku - tu widoczna na fotkach :) Poza tym na dolnej foci z lewej strony widać nowy płotek odgradzający mój warzywnika od reszty ogrodu, który zbudował mój mężu. Dlaczego płotek? Bo psinka nasza jak biega, to rozwalała i niszczyła moje warzywka, a teraz może biegać i nic mi nie niszczyć.


     I reszta warzywek moich i ziół, które zaskakują mnie tym, jak ładnie wyrastają w ogrodzie:)




     Wy też macie swoje ogrody, ogródki, działki z rabatkami warzywnymi czy ziołowymi lub chociaż jakąś doniczkę w domku z ziołami? Pochwalcie się nimi! 

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Sobota w Jednostce Wojskowej w Pruszczu Gdańskim.

     W sobotę rano, pomimo niezafajnej pogody wybraliśmy się rodzinnie do Pruszcza Gdańskiego do Jednostki Wojskowej. A dlaczego? A dlatego, że tam było święto 49. Bazy Lotniczej i 85-lecie Aeroklubu Gdańskiego. Poza tym, chcieliśmy naszej Oleńce ( mojej bratanicy) też pokazać fajne szybowce, śmigłowce i w ogóle jeszcze inne atrakcje które tam były przygotowane. 


     Więc w piątkę pooglądaliśmy sobie przeróżne śmigłowce, szybowce i samolot + różne rodzaje broni wojskowej, poza sprzętu wojskowego, był Hamer, straż pożarna, auto do czyszczenia pasu startowego, wywrotka i był jeszcze podniebny pokaz śmigłowców - rewelacyjnie by się to oglądało, gdyby nie padający deszcz! Ale i tak choć trochę popatrzeliśmy, poza tym moi chłopcy wzięli udział w zawodach sportowych :) No po prostu - dla każdego coś miłego:) Oleńka najbardziej cieszyła się z biegania po dużej przestrzeni, jaką tam musieliśmy pokonywać, przechodząc od jednego szybowca, do śmigłowca itd. Ale zainteresowana tymi stworkami latającymi też była, tylko do żadnego z nich nie chciała wsiąść. A szkoda, bo i ja też skorzystałam z takiej możliwości :) A co tam:) Nie wiadomo, kiedy znów będzie taka okazja. Na koniec zjedliśmy zupkę grochową - obowiązkowo na takiej imprezie i potem w drogę powrotną:) A teraz fotorelacja - sorki, ale znów zarzucę Was zdjęciami:)






 To jest Mi - 2 .









   No i za sterami tego właśnie Mi - 2.

  A tu w karetce lotniczej Pati za sterami:) 


  


  Pati w Huzarze:)




 Ja też usiadłam w Huzarze, ale obok pilota;)



  A tu Latający Czołg czyli 
Mi - 24.
  



  No i nasi snajperzy! Pati trafiał do celu za każdym razem! Ksawery z początku pudłował, ale potem też trafiał do celu!



 Tu jeszcze widać strażacką Scanię i poniżej ich sprzęt.





   No i przy Hammerze fotka:)


 I ten "balet podniebny" śmigłowców:) 





 Zapatrzeni jak nie wiem!

piątek, 13 czerwca 2014

Ot mała zmiana koloru włosów i różne zdania na ten temat.

    Korciło mnie, oj jak mnie korciło - już dłuższy czas korciło mnie na zmianę kolorku włosów! Kiedyś często farbowałam włosy, na rudo, na czerwień, na fiolet - czasem na brąz. Ostatnio robię to rzadziej, bo chciałam dać odpocząć włosom. No i chciałam pozbyć się odrostów po zeszłorocznych farbowaniach. Teraz zbliżają się okazje w rodzinie ( roczek mojego chrześniaka, podwójne chrzciny moich bratanic), to chcąc jakoś inaczej wyglądać, matka się pofarbowała! Ale nie tylko dla tych okazji się pofarbowałam - chyba najbardziej dla siebie samej - w końcu każda z nas lubi jakieś zmiany. Ot mała zmiana kolorku włosów i tyle radości:) 

     Chcąc zaoszczędzić na fryzjerze, sama zakupiłam farbę, sama ją sobie nałożyłam z małą pomocą męża  - z tyłu nie widzę ile skóry sobie farbuję zamiast włosów, więc mała pomoc męża nieoceniona! I tym to właśnie efektem teraz się chwalę:)



      Sama robiłam fotki,więc jedna też dlatego niezaostra wyszła, ale co tam. Kolorek widać. Zresztą w późniejszych fotkach, też pochwalę się kolorkiem.

     Najlepsze były reakcje synków na mamy metamorfozę. Farbowałam włosy w nocy, jak synkowie spali, rano Ksawek wstał i zapytałam się go, jak mu się mój nowy kolorek włosów podoba? 
 - WIESZ MAMUŚ, W TYCH TWOICH STARYCH WŁOSACH BARDZIEJ MI SIĘ PODOBAŁAŚ! 
 Hmmmm... No ok, twarda jestem, może jak synio się przyzwyczai do nowego kolorku, to zmieni zdanie;) Później młodszy się obudził i jego też zapytałam się jak mama wyglądam?
 - 100 RAZY LEPIEJ MAMUŚ WYGLĄDASZ! 
 No to mnie podniósł na duszy:) Za chwilę Pati szedł do śmietnika wyrzucić coś i zauważył kartonowe opakowanie po farbie - wyjął je, chwilę się przyglądał i powiedział:
 - ALE TA PANI NA OPAKOWANIU WYGLĄDA 101 RAZY LEPIEJ!

     A Wam jak się podobam w nowym kolorku? Pocieszycie mnie, czy dobijecie do żywego jak synkowie? Oczywiście piszcie szczerze! :)