niedziela, 31 sierpnia 2014

"Jeśli nie miłość" Kay Langdale

     

     "Cóż - jeśli nie miłość - stanowi istotę małżeństwa i sprawia, że związki przechodzą próbę czasu? Mądrość, uprzejmość czy tylko siła przyzwyczajenia? Oto powieść, która z niezwykłą szczerością opowiada splatające się historie sześciu kobiet.

Sara, przytłoczona codziennością, staje na krawędzi zdrady małżeńskiej,

Kate, niepoprawna romantyczka, cierpi z powodu gasnącej miłości,

Isobel, nieodmiennie wierna swej drugiej połowie, godzi się na zdradę,

Marta, romans przeżyty po pięćdziesiątce uważa za kulminacyjny moment swej egzystencji,

Sheila, skazana na wstrzemięźliwość w nietypowym małżeństwie, z pokorą akceptuje tę sytuację, 

Judith, nękana przez zmory przeszłości, próbuje się z nimi uporać.

Każda z bohaterek zastanawia się otwarcie nad swoim życiem, każda z nich musi stawić czoło pewnym niewygodnym faktom i zrozumieć, co jej związek mówi o niej samej. Wszystkie są dalekie do idealizowania miłości - zamiast tego każda odnajduje własną prawdę o roli żony, matki i kochanki."


      Tyle można wyczytać z opisu książki. A jak mi się ją czytało? Hmmm.... trochę przynudnawo, choć i momentami wczuwałam się w role tych kobiet, aby JE zrozumieć. 

W tej książce opisane są blaski i cienie małżeńskiego życia.
Każda z opisanych tu kobiet boryka się ze swoim losem. Dlaczego niektóre z nich godzą się na taki los? Dlaczego pozwalają na to co się dzieje w ich małżeństwach? Nie rozumiem ich postępowania. Ja bym nie postąpiła tak jak one. Ale przede wszystkim można po przeczytaniu tej książki usiąść i zastanowić się - jakie jest moje małżeństwo? Czy nie wpadamy w którąś z opisanych w książce pułapek lub nasze losy nieupodabniają się choć trochę do losów którejś z bohaterek? Hmmm... czas na małą refleksję :) 

środa, 27 sierpnia 2014

Jak smakuje kiszona rzodkiewka?

     Miesiąc temu pisałam o kiszonej rzodkiewce tutaj. W końcu stwierdziłam, że chyba już dobrze się przekisiła i można posmakować, żeby wiedzieć czy warto było ją robić czy też nie.

     Tak wygląda rzodkiewka po miesięcznym kiszeniu się: 



     Jak widzicie straciła mocno kolorek - głównie na zewnątrz, bo w środku jest mocniej czerwona. A co do smaku - to zaskoczyłam się. Zasmakowała mi ta rzodkiewka! Przeszła smakiem kopru i soli. Nie żeby czuć w niej Wieliczkę, ale wiadomo, że do kiszenia soli się używa i warzywko nią przesiąka. Poczęstowałam tą rzodkiewką również moją mamę i ona po zjedzeniu stwierdziła, że taka rzodkiewka smakuje prawie jak ogórek kiszony :) Więc myślę, że jak ktoś lubi kiszone ogórki, to niech spróbuje choćby jeden słoiczek zrobić kiszonej rzodkiewki i powinno i to mu posmakować.

      A do czego tej rzodkiewki bym użyła? Hmm... Ten słoiczek zjadła ot tak - bez niczego :) Hi, hi nie od razu, ale w ciągu dnia tak smakowałam, smakowałam, aż dno słoiczka ujrzałam :) Jednak już mam postanowienie, że tak jak do sałatki jarzynowej dodaję ogórki kiszone, to jak będę robiła tę sałatkę na pewno dodam i rzodkiewkę:) Wtedy tez i dzieci to zjedzą:) Poza tym jest pysznym dodatkiem do ziemniaków z sosem i jakimś mięskiem:) 

     Jeśli tylko lubicie rzodkiewkę, to wypróbujcie kiszoną jej wersję:)

wtorek, 26 sierpnia 2014

Nasz wypad na wieżę widokową w Wieżycy.

     Teraz pogoda już nas nie rozpieszcza. Zrobiło się chłodno i cieszymy się każdą chwilą, kiedy słonko u nas gości. Dlatego też chyba tak dla poprawy własnego humoru oglądam zdjęcia z tegorocznych wakacji. I postanowiłam napisać, gdzie byliśmy, jak jeszcze pogoda dopisywała. 

     Przed połową sierpnia, kiedy słonko jeszcze dosyć pięknie grzało, a przy okazji była u nas na wakacjach moja bratanica, postanowiliśmy pojechać do Wieżycy. My mamy na szczęście dosyć blisko do tej miejscowości. Wieżyca, to wieś położona na Kaszubach niedaleko Szymbarka. I w tej miejscowości, dokładnie na trasie do Szymbarka, jest wieża widokowa :) Na dole, tuż przy ulicy jest parking ( płatny). A z parkingu pieszo idzie się z 10 minut pod górę. Na samym początku tej drogi, stoi pan z kozą - już z daleka zachęca do zrobienia sobie zdjęcia z kozą - oczywiście za kilka złotych w zamian.

   
     Nasi chłopcy oczywiście chętni, bo oni zawsze myślą, że takie atrakcje są za darmo. Bo przecież jak są u dziadków na wsi, tam nikt nie pobiera opłaty za pogłaskanie kozy czy innego zwierza. No cóż. Mama wrzuciła kilka groszy do kipki i poszliśmy dalej.


     Dzieciaki dosyć chętnie wspinali się do góry. Nie było problemu, żeby kogoś ciągnąć. Więc i tym sposobem szybko dosyć dotarliśmy na górę.


     Nim wykupiłam bilety wstępu ( po kilka złotych za dorosłych + za Ksawka, bo dzieci do 6 roku życia wchodzą za darmo), dzieciaki już rozpoczęły wspinaczkę po schodach do góry! Dosłownie musiałam ich gonić! 


      A na górze przywitał nas cudny widok! Ach jak pięknie się oglądało okolicę z taaaaakiej wysokości! I o dziwo, tak kręci mi się w głowie jak wysoko gdzieś wejdę, a tym razem nic! Normalnie weszłam, normalnie łaziłam tam na górze i normalnie zeszłam. Trochę było czuć na samej górze, jak wieża delikatnie się przechyla czy kołysze, jak wiatr zawiał. Ale nic strasznego, bo wieża jest masywna i nie ma się czego bać.


     Popodziwialiśmy widoki, pocykaliśmy sobie fotki i potem tą samą trasą co weszliśmy, to i schodziliśmy na dół:)



     A na dole podeszliśmy jeszcze do krzyża, który wskazuje właśnie najwyższy punkt tej góry.


  
     Trochę dzieci się wyszalały tam, a potem czekała nas trasa w dół, na parking. Dzieci chciały coś zjeść, a mój kochany mężu miał przygotowane kanapki i owoce dla dzieci. Postanowiliśmy odjechać kawałek od parkingu na wieżę widokową w kierunku Szymbarka. I tam, w lesie zrobiliśmy sobie postój na osobności. Nadszedł czas na piknik na łonie natury.


     Dzieciaki albo tak się zmęczyły, albo po prostu na łonie natury piknikowe jedzonko smakowało im jeszcze raz tak dobrze, bo zjedli wszystko, co mój mężuś przygotował. Cudne są te nasze wycieczki - i te małe i te większe :)

piątek, 22 sierpnia 2014

Książki do szkoły z księgarni internetowej.

      Człowiek dobrze się nie obejrzy, a wakacje cichaczem dobiegają końca! Został ponad tydzień wolności i dzieci wrócą do szkoły. A u nas to znów będzie wielkie wydarzenie. Po pierwsze, Pati też wyruszy już do szkoły - zacznie zerówkę! A po drugie, tu, w tej szkole będzie to pierwsze rozpoczęcie roku szkolnego dla obojga moich dzieci! 

     Przygotowania powoli trwają do nowego roku szkolnego. Wiadomo, że to wszystko kosztuje - bo i książki, i zeszyty, farbki, kredki, pisaki, itp. - u nas razy dwa! OJ! A Patryk jak na zerówkę to ma spory zestaw do zakupienia! 

     Trochę już mam pozycji wykreślone. 


     Dla Ksawka to mam listę książek, które były do zakupienia, a poza tym, to robię listę na czuja - bo nic więcej nie wiem, co mam mu jeszcze kupić. Ale wiem, że muszą mieć i kapcie do szkoły, i dresy, i obuwie na w-f, i przydały by się po kilka par nowych ciuchów dla obu - bo w przetartych do szkoły ich nie puszczę! Ale tą całą resztę zakupię im we wrześniu po wypłacie. A na razie odhaczam wszystkie książki.

     I teraz gwóźdź programu - czyli wybór księgarni z najniższymi cenami! Nosz jak pomyślę sobie, że jak ja byłam dzieckiem i moja mama szła do jedynej księgarni w najbliższej miejscowości i tam musiała odstać swoje w kolejce do kasy, a potem kupowała mi i mojemu rodzeństwu wszystko co było nam potrzebne do szkoły, to mnie dziś krew zalewa! A czemu zalewa? Bo kiedyś nie mieli takiego wyboru w księgarniach jak my mamy dziś! Dziś pełno jest księgarń takich zwykłych, ale przede wszystkim jest ogromny wybór w księgarniach internetowych! I to jest HIT!!! Bo w necie ceny tych samych książek, które normalnie kupujemy w zwykłych księgarniach są tak różne - większe, mniejsze, a nawet czasem dosyć małe, zależy co kupujemy. I ja też nie zamierzałam wydać całej jednej mężowskiej wypłaty na same książki dzieci! Więc nie miałam wyjścia i przeszukiwałam księgarnie w necie. Nie przejrzałam wszystkich, ale kilka tak i to naprawdę trzeba się nagimnastykować, aby dostać w jednej księgarni wszystkie książki, jakie chce się zamówić i jeszcze mieć dostawę gratis! Nie mogłam uwierzyć, że znalazły się i takie księgarnie internetowe, w których nie ważne ile wydasz na książki i tak za dostawę musisz zapłacić dodatkowo! Od razu skreślałam takie księgarnie z listy. Bo ja chcę zaoszczędzić na książkach i mieć dostawę gratis! I tak mój wybór w tym roku padł na internetową księgarnię LEGOLAS . Przejrzałam ich ofertę, znalazłam wszystkie pozycje z moich list. Miałam kilka wątpliwości co do 3 książek, ale napisałam emaila do tejże księgarni z nurtującymi mnie pytaniami i dostałam szybko od nich odpowiedź - co mnie ucieszyło bardzo. Bo kiedy wszystko było już tak jak ja chciałam, zerknęłam jeszcze na koszty dostawy u nich i okazało się, że składając zamówienie na kwotę powyżej 299zł dostawa czy to pocztą, w paczkomacie, czy też kurierem jest GRATIS. To mnie  mega ucieszyło, bo moje zamówienie na książki dla dzieci wyniosło ponad 500zł! Mało tego. Odważyłam się napisać jeszcze jednego emaila do księgarni LEGOLAS z zapytaniem - czy przy moim zamówieniu na kwotę powyżej 500zł mogła bym liczyć na jakiś gratis dla dzieci?! Dodam, że nie zdradziłam się słówkiem, że prowadzę bloga! Bo tak sobie myślałam, że wtedy z pewnością bym coś dostała, a byłam ciekawa czy ot taki zwykły, szary człowieczek, mógłby dostać od nich coś gdyby tylko poprosił?! No i szybko dostałam odpowiedź, że owszem, mają trochę rzeczy na stanie i dorzucą mi coś, tylko podczas składania zamówienie miałam zaznaczyć w okienku, że takowy gratis sobie życzę! Przyznam się - że bardzo, bardzo mnie to ucieszyło! Więc jeszcze tego samego dnia złożyłam zamówienie na książki dla synów w LEGOLASie. Zamówienie złożyłam dokładnie 11 sierpnia wieczorem, a kurier z przesyłką był u mnie 18 sierpnia ok 14.00. Więc na zamówienie czekałam powiedzmy 4 i pół dnia roboczego. Jak dla mnie to super wynik. 

     Przesyłka - no właśnie gapa jestem i nie cyknęłam fotki, jak było wszystko zapakowane - to chyba dlatego, że i dzieci i mama nie mogliśmy doczekać się zobaczenia zawartości! Ale przesyłka ładnie zapakowana - kartonik nie naruszony, od razu widać skąd do nas przyjechała przesyłka, bo logo widnieje na samej górze!


     Poza tym, w środku wszystko było ładnie ułożone, nic nie porwane, nic nie uszkodzone, nawet żaden rożek nie zagięty - jak dla mnie rewelacja! Po wyjęciu książek doznałam miłego zaskoczenia - odnośnie gratisu o który prosiłam. Dostali chłopcy ćwiczenia: dla Patryka takie dla 4 i 5 latka, a dla Ksawka ćwiczenie z ortografią dla II klasistów i + jeszcze bajka "Świniopas". Byłam mile zaskoczona i rewelacyjnie trafili z gratisem, bo chłopaki zadowoleni! 

          A tu fotki książek moich synków.
Ksawka

Patryka


     A tutaj ten nasz gratis od księgarni - dziękuję raz jeszcze w swoim imieniu, ale przede wszystkim w imieniu moich synków.

     A kiedy my zajmowaliśmy się oglądaniem nowistych książek, nasza Kochaniutka wskoczyła do pustego już kartonu i jak widzicie, każdy z czegoś zadowolony - Kochaniutka też, bo ma nowe miejsce do chowania się:)



     Ja jestem zadowolona ze swojego zakupu w księgarni LEGOLAS! I z czystym sumieniem Wam ją polecam - nie tylko jako miejsca do zakupu podręczników, ale oni w swojej ofercie mają też i inne książki - wybór ogromny: atlasy, encyklopedie, audiobooki itp. Zresztą zerknijcie na ich stronkę:) A mi pozostaje czekać do wypłaty, żeby zakupić jeszcze resztę brakujących rzeczy dla moich dzieci. 

czwartek, 14 sierpnia 2014

Mrożone warzywka na zimę.

     Lubię zimą dodawać do zupki świeży koperek czy pietruszkę - a że nie mam wtedy takiej opcji z ogródka, bo wiadomo, śnieżek zimą leży w ogrodzie, nie lubię kupować ze sklepu zieleniny, więc wolę teraz - mając dużo zieleniny w swoim ogrodzie pomrozić ją:) I tym sposobem pomroziłam już sobie zapas szpinaku - uwielbiam go dodawać do spaghetti, poza tym kopru i pietruszki.

Szpinak mrożę w całości i w całości podaję go do spaghetti. Pycha!


A nać pietruszki i koperek mrożę pokrojone i oczywiście przydają mi się do tego pojemniki po lodach - mam ich cały zapas. Bo mrozić jeszcze będę nać selera i porę - uwielbiam mieć spory zapas na zimę.






     A Wy robicie jakieś zapasy zieleniny na zimę? Mrozicie? Może wekujecie, bo i tak można :) ?

wtorek, 12 sierpnia 2014

Kolejne prezenty.

     Już jakiś czas temu, a dokładnie jakoś pod koniec maja wygrałam na FB taki komplecik. I tak jak napisałam na FB, tak też przekazałam ten zestaw mojej bratowej dla jej bliźniaczek:) Czyli ciocia się podchlebia od samych narodzin księżniczek :)


     W ubiegłym tygodniu odwiedził mnie kurier z cudowną nagrodą. Tę nagrodę wygrałam u Mama na tropie. Wiecie, że nie mogłam uwierzyć, że to mi się powiodło?! Z tymi odpowiedziami, które tam czytałam, naprawdę nie liczyłam na moją wygraną - tym bardziej ta nagroda mnie ucieszyła! Nagrodą jest skrzynka do kwiatów, dla której obecnie poszukuje super miejsca:)


     A dziś w końcu dotarł kurier z witaminkami dla moich smyków, które wygrałam u Młodzi-Rodzice . Chłopcy jak tylko zobaczyli co przyszło, chcieli, aby posmakować syropek - więc jedno opakowanie już otwarte:)


     I to na tyle :) A co u Was nowego doszło? Bo ja jeszcze czekam na jedną dostawę - ale tym razem książek dla synków do szkoły :)


niedziela, 3 sierpnia 2014

Ogórkowy dzionek.

     Dopóki u mojej mamy ogórki w ogrodzie jeszcze rosły i były za małe do zaprawy, to kupowałam kilo lub dwa i kisiłam w takim 3 -litrowym słoiku.

     Wiadomo co trzeba do kiszenia ogórasków?! 
- ogórki
- liść lub korzeń chrzanu
- obrany czosnek
- całe łodygi kopru
     No i ja dodatki kładę na dno słoika, potem układam ogórki w słoju i zalewam zalewą, którą robię tak na litr wody łyżka stołowa soli. Robię tyle, aby starczyło do zalania ogórków. Jak robię takie na szybko - czyli do zjedzenia w ciągu tygodnia lub dwóch, to nie kładę nic na górę ogórków. Ale jak zaprawiam już na zimę, to na górę ogórków kładę jeszcze liście zerwane z drzewa wiśniowego lub czereśniowego. Dlaczego? A dlatego, że jak ogórki zaczną psuć się, to zbiera się to na górze i wystarczy wyrzucić liście z tym brzydkim a górki możemy użyć choćby do zupy ogórkowej.

     U nas z początku tak schodziły te ogóraski, że jedne były prawie zjedzone, a drugie już nowe zakładałam :) Na szczęście w końcu u mojej mamy urosły na tyle ogórki, aby można z nich coś przygotować. Mamcia nieźle mnie obdarowała ogórkami - zobaczcie :)


     Oj było co robić:) Postanowiłam z nich zrobić kilka słoików kiszonych ogórków.

     Potem wzięłam się za przygotowywanie ogórków po żydowsku.Znalazłam ten przepis jakoś w necie chyba ze 2 lub 3 lata temu i mega smakują te ogórki mojej rodzince, ale i nie tylko im. Więc robię je dalej:) Wyszło mi trochę tych słoików :)




     Całe szczęście miałam pomocnika podczas wekowania ogórków;)


 A teraz przepisik na ogórki po żydowsku.
-2 kg ogórków
-seler ( nać i korzeń)
-pietruszka (nać i korzeń)
-2 marchewki
-1 duża cebula
-koper
-ziele angielskie
-gorczyca

Zalewa:
- 1/2 szk. octu
- 3/4 szk. cukru
- 2,5 szk. wody
- łyżka soli

     Składniki zalewy zagotować i ostudzić. Ogórki umyć, pokroić wzdłuż na pół ( ja większe kroiłam na 4 części), poukładać pionowo w słoiku. Pozostałe warzywa obrać, pokroić w plastry, nać grubo posiekać, włożyć na wierzch ogórków. Dodać koper i przyprawy, wlać zalewę. Słoiki zamknąć i pasteryzować 3 minuty od chwili zagotowania się wody.

P.S.1. Ja wolę na dno słoików położyć koper, który ogórki przycisną do dna. A resztę warzywek zcieram na dużych oczkach na tarce i wszystko wtedy układam na górze łącznie z zieleniną:)  
P.S. 2. W tym roku dodatkowo zaszalałam i do kilku słoików dorzuciłam na górę jeszcze pomidorki koktajlowe z moich krzaczków:) Ciekawa jestem, jak będą smakowały? :)

     Poza tym, zostało mi się jeszcze trochę ogórków od mamy i resztę postanowiłam zrobić z przyprawą do grilla.



  Jak się robi ogórki z przyprawą do grilla? Już podaję przepis:)

-4 kg ogórków pokrojonych na 2 cm kawałki 
-1 kg cebuli
-nać pietruszki
-koper
-gorczyca

Zalewa:
- 2 szk. octu
- 3 szk. cukru
- 5 szk. wody
- 3 łyżki soli
- 2 łyżki przyprawy do grilla

     W słoiki wkładamy gorczycę, koper, pokrojoną cebulę ( kroję w piórka), całą natkę pietruszki i ogórki ( ze skórką robię, ale w tym roku pokombinowałam i próbuję jeszcze i bez skórki). Potem zalewamy wszystko gorącą zalewą i zamykamy słoiki. Następnie pasteryzujemy słoiki 5 minut.

Smacznego:)