wtorek, 28 października 2014

Szkolny recykling.

     Za moich czasów szkoły podstawowej zbieraliśmy tylko makulaturę - w sumie to już nie pamiętam, co się wtedy dostawało za największą ilość zebranej makulatury. Ale u nas w szkole odbywało się to na zasadzie, że wygrywał uczeń, który z całej szkoły przez określony tam termin nazbierał i przyniósł do szkoły tę makulaturę. Teraz mam porównanie, jak to dziś wygląda w szkole u moich synków. A wygląda to tak:
- zbierają nakrętki na dobroczynny cel, którym jest oddanie zebranych nakrętek chorej dziewczynce na nowy wózek,
- zbieranie baterii - tu w sumie z tego co mi się udało dowiedzieć, nie ma żadnych wygranych czy nagród lub czegoś takiego, po prostu dzieci znoszą baterie do szkoły, żeby rodzice nie wyrzucili ich do zwykłego śmietnika, a szkoła oddaje je do specjalnego punktu, 
- zbierają też makulaturę, ale tylko do 15 grudnia i tutaj wygra klasa, która nazbiera do tego terminu najwięcej tej makulatury. 

     Ksawek jakoś tak mniej chce zanosić do szkoły nakrętek, no chyba, że mama mu naszykuje siateczkę z nakrętkami, to zaniesie, baterii w cale nosić nie chce, za to makulaturę a i owszem! Najlepiej sam i całą, którą mama z tatą nazbierali w domku! Tyle, że jest jeszcze Patryk, który sam mi krzyczy co któryś dzień - mamo! muszę przynieść jakieś baterie do szkoły, przecież tu są zużyte, to je wezmę! :) Albo dopytuje o nakrętki, czy już sporo zebrałam! A jak widział, że zaczęłam szykować stosik makulatury dla Ksawka, to oczywiści i dla niego musiałam naszykować! Owszem, sporo tego się nazbierało, bo swego czasu, jak zaczynaliśmy remont góry, to sporo różnych katalogów się nazbierało u nas, a teraz wszystko poszło do szkoły. Oj mieliście mnie dziś widzieć, jak wchodziłam do szkoły obładowana dwiema ciężkimi paczuszkami z makulaturą! Dobrze, że Ksawek mi pomógł z auta do schodów szkoły je ponieść, bo chyba szła bym z przystankami :) Zarówno wychowawczyni Ksawka jak i Patryka, obie były zadowolone z tych przesyłek. No i ja też, bo w domku porządek się zrobił z gazetami :) A na korytarzu, w szkole, podbiegł do mnie kolega moich synków, z trochę starszej klasy i powiedział trochę rozżalony: DLACZEGO PANI TYYYYLE TEJ MAKULATURY IM PRZYNIOSŁA? TERAZ MOJA KLASA NA PEWNO PRZEGRA! :) Hmmmm... no i chyba jednak trzeba było przyjść z makulaturą w czasie lekcji, żeby inni nie widzieli :) 

     A jak jest w szkołach u Waszych dzieci? Lub jak to było u Was w szkołach, jak kiedyś tam chodziliście jeszcze do podstawówki? Zbieracie/zbieraliście makulaturę, nakrętki czy baterie? A może jeszcze coś innego???

wtorek, 21 października 2014

Ponowne zakupy w księgarni Legolas.

      O księgarni LEGOLAS pisałam tutaj. Byłam z moich pierwszych zakupów u nich bardzo zadowolona. Dlatego też postanowiłam zrobić drugie zakupy u nich.

     We wrześniu mężu powiedział, że mam sobie wybrać jakąś fajną książkę w tej księgarni. Hmm... no przecież jednej się nie opłaca zamawiać! Bo w tej księgarni zasada jest taka, iż dostawa darmowa jest dopiero od zakupów powyżej 299zł. No ale za tyle to nie zamierzałam zamawiać sobie książek, bo nawet tyle kasy do wykorzystania na siebie nie miałam. Za to przeglądając ich bogatą ofertę zatrzymałam się przy dwóch tytułach: "Fundusz małżeński" R.Winters oraz "Anna i pocałunek w Paryżu" S. Perkins. A żeby dzieci nie piszczały, że mamcia zamówiłam tylko sobie jakieś dobroci, to dzieciom zamówiłam "Wszystkie śledztwa detektywa Anatola" S.Laroche-C.Hinder. 

     Tym razem nie kuriera wybrałam na dostawcę, a Pocztę Polską. Przecież trzeba zobaczyć jak długo będzie się czekało na takową dostawę?! No i ja akurat nie czekałam za długo. Zresztą kontakt z księgarnią jest super - po złożeniu zamówienia, jeszcze tego samego dnia dostałam emaila od nich, że kompletują moje zamówienie do wysłania. Na drugi dzień email, że przesyłka została nadana do mnie. I na następny dzień Poczta Polska zapukała do mych drzwi :) Expresowo! Muszę powiedzieć, że tym razem moje zamówienie było małe i formę dostawy inną wybrałam, ale nawet tym razem szybciej książki do mnie dotarły niż poprzednio podręczniki. No w sumie teraz i okres spokojniejszy, to zrozumiałe:) 





     Ja tam jestem mega zadowolona zarówno z oferty tej księgarni, jak i płatności, kontaktu z księgarnią jak i formy dostawy. Jedno małe ALE jakie mam, to nie wiem czemu, ale jak próbowałam się dodzwonić telefonicznie, to nikt nie podnosił słuchawki! Nie wiem czy miałam pecha, czy co, ale prób jednego dnia miałam kilka i nie podniósł nikt słuchawki po tamtej stronie. Za to emaila jak napisałam, to jeszcze tego samego dnia odpowiedź otrzymałam! Więc i tak byłam i jestem zadowolona. Czy Wy już korzystaliście z tej księgarni? I jak Wasze opinie na jej temat? Jak tylko owe książki przeczytam, to recenzja też będzie :)  

wtorek, 14 października 2014

Dzień Nauczyciela - czyli Dzień Edukacji Narodowej.

     Wszyscy wiedzą jaki dziś mamy dzień! Dzień Edukacji Narodowej - Dzień Nauczyciela. W każdej szkole ten dzień wygląda inaczej, a jednak podobnie. 

     W szkole moich dzieci dzisiejszy dzień był dniem wolnym od szkoły! Nie wiem czy to miał być prezent dla nauczycieli czy dla dzieci ? No ale wolne dziś było:) Za to wczoraj była akademia, występy, przedstawienia - nawet nauczyciele brali udział i chłopcy mi opowiadali, że nauczyciele śpiewali piosenki. Czyli było wesoło:) Podobno był taki trochę lajtowy dzionek w szkole. A co tam - należało się i gronu pedagogicznemu i uczniom. 

     Moi chłopcy w weekend postanowili przygotować laurki dla swoich wychowawczyń. Myślę, że to miło, tak dostać od uczniów pracę, którą wykonał samodzielnie i chętnie! I tak oto przedstawiam laurki moich synków:)




poniedziałek, 13 października 2014

Sałatka z cukinii na zimę.

     Uwielbiam wypróbowywać nowe przepisy na przetwory! W ogóle - uwielbiam przygotowywać przetwory!!! W ubiegłym roku zapełniłam u mamy w piwnicy wszystkie małe półki - w tym też je zapełniłam i przeszłam już na jej półki. A dodam, ze jeszcze chciałam jakiegoś dżemika zrobić lub choćby kapustę kiszoną w słoiki wrzucić :) Najważniejsze, że u mamy tyle miejsca w piwnicy jest :) Bo my w domku na nieszczęście piwnicy nie mamy!

     Jakiś czas temu na stronce Wyroby domowe wyczaiłam fajny przepis na sałatkę z cukinii. Jako że cukinię uwielbiam i miałam jej trochę - zresztą znów mam, to i wypróbowałam ich przepis. Dodam tylko, że sałatka wyszła PYSZNA i nawet synkom mega smakuje!! ( A Ksawek cukinię z wszystkiego wybiera, bo jej nie lubi, a tu zajada się sałatką.)



Sałatka z cukinii na zimę:

Składniki:
3 kg cukinii
5 średnich cebul
3 średnie marchewki
1 kg papryki kolorowej
6 łyżek soli
po łyżce oleju na słoik

Zalewa:
1 szk.octu
1 szk.cukru
1 łyżeczka ziela angielskiego
1/2 łyżeczki chilli
3 łyżeczki gorczycy białej
kilka liści laurowych
1 łyżeczka pieprzu ziarnistego
1 łyżeczka kolendry

     Cukinię umyć i obrać, wykroić gniazda nasienne. Drobno pokroić i zasypać 4 łyżkami soli. Odstawić na 2 godziny. W międzyczasie przygotować resztę warzyw. Po upływie 2 godzin odcisnąć cukinię z powstałego soku i połączyć z resztą warzyw. Zalewę zagotować z podanych składników do całkowitego rozpuszczenia się cukru. Warzywa przyprawić resztą przypraw i zalać gorącą zalewą. Odstawić na 3 godziny, aż się wszystko przegryzie. Przełożyć do wyparzonych słoiczków, pamiętając o dodaniu łyżki oleju do każdego z nich. Szczelnie zamknąć. Pasteryzować przez około 30 minut w temp 80 stopni. Gotowe.

P.S. Ja cukinie poszatkowałam robotem kuchennym w plastry, ale każdy jak chce, tak może drobno posiekać, pokroić czy poszatkować każde z warzyw - według własnego upodobania:) Smacznego :)

niedziela, 12 października 2014

Szarlotka :)

     Już nie pamiętam, gdzie znalazłam ten przepis, ale spodobał mi się, ponieważ uwielbiam szarlotki i jabłeczniki :) Tę szarlotkę przygotowywałam zaledwie 2 razy, ale wyszła i smakowała wszystkim. Więc podzielę się przepisem :)




      Ciasto:
4 szk. mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 k. margaryny
1 szk. cukru
1 cukier waniliowy
2 całe jajka + 2 żółtka
3 łyżki kwaśnej śmietany

     Nadzienie z jabłek:
2 kg jabłek
1 cukier waniliowy
1 łyżka bułki tartej

     Mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia posiekać nożem z margaryną. Dodać żółtka, całe jajka, cukier waniliowy, cukier, śmietanę i wyrobić ciasto. Wstawić do lodówki.
     Jabłka obrać. Zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Lekko odcisnąć sok i wymieszać z bułką tartą oraz cukrem waniliowym.
     Połowę ciasta rozwałkować i przełożyć na wyłożoną papierem dużą blachę. Wyłożyć starte jabłka. Przykryć pozostałym rozwałkowanym ciastem, ponakłuwać widelcem. Piec 45 minut w temp. 200 stopni C. Ciepłe ciasto posypać cukrem pudrem.


P.S.1. Aby sobie ułatwić sprawę, proponuję cukier przemielić w młynku i wyrabiając ciasto szybciej je ugnieciemy, kiedy właśnie rozrabiać je będziemy z cukrem pudrem niż ze zwykłym cukrem.

P.S.2. Druga dobra rada, którą poradziła mi bratowa, to ja po wyłożeniu dolnego rozwałkowanego ciasta na blachę, wstawiłam to do piekarnika nagrzanego do temp. 200 stopni na kilka minut. Patrzyłam czy już zaczyna się delikatnie brązowieć. Ja zaczęło, to wyciągnęłam. Potem dopiero położyłam na to prawie upieczone ciasto jabłka i na górę surowe górne ciasto. I tak wstawiłam wszystko na te 45 minut do pieczenia. Bratowa poradziła mi ten sposób, bo poprzez warstwę mokrych jabłek, to dolne ciasto mogłoby się podobno dobrze nie upiec. A tak pięknie się wypiekło i było pyszne!!!

SMACZNEGO :)

środa, 8 października 2014

Ajć jak lubię prezenty. Kolejne gifty.

     Jest taki profil na FB AURINKA . Dziewczyna ma talent do tworzenia bransoletek, kolczyków - zresztą zerknijcie na jej profil, na pewno każda z Was coś fajnego u niej znajdzie :) Często też na jej profilu można wygrać jakąś biżuterię wykonaną przez nią. Ja trafiłam u Aurinki na promocję, kiedy miała wyprzedaż swoich dzieł w niskich cenach. I właśnie za małe pieniążki udało mi się u niej zamówić takie cudo :)


     Drugą bransoletkę, którą przygarnęłam, udało mi się wygrać na profilu FarmaŻony na FB. Mam mało rzeczy w domku w tym kolorze, ale bransoletka mega mi się podoba :)

 
     Na jeszcze innym profilu na Fb udało mi się wygrać kalendarz dla uczniów. Jest pożyteczny, bo na cały rok szkolony są pozaznaczane dni wolne od szkoły i dokładnie opisane z jakiego powodu jest wolne. Ten kalendarz zdobyłam na stronie Frupp .


     Pochwalić się jeszcze na koniec chcę moimi zdobytymi mapkami! Oj wiem, że każda z Was na pewno też je sobie zamawiała i już ma w domku :) Ja zamówiłam sztuk 3 :) I mega zaskoczeniem był termin dostarczenia ich do mnie - expresowy :) Ale gdyby jeszcze ktoś jej nie miał, a chciałby taką, to zapraszam na tę stronkę Polska - 25 lat wolności . 




    No i to było by tyle na razie :) Ciekawe kiedy znów szczęście się do mnie uśmiechnie :)


piątek, 3 października 2014

Kotlety z ziemniaków.

     Już kiedyś miałam okazję jeść kotlety z ziemniaków u teściów. Pycha! Co jak co, ale gotować i piec to moja teściowa potrafi :) Postanowiłam sama wykonać kotlety ziemniaczane. Choć nie pamiętałam jej przepisu, to znalazłam podobny w jednej z gazet.



"20 dag mielonego mięsa
60 dag ugotowanych ziemniaków
cebula, jajko
1/2 szklanki bułki tartej
łyżka masła, olej
sól, pieprz, natka pietruszki
bułka tarta

     Cebulę obrać, posiekać, zeszklić na maśle. Natkę posiekać. W misce połączyć przeciśnięte przez praskę ziemniaki z mielonym mięskiem, cebulą, natką, jajkiem i 2 łyżkami bułki tartej. Wymieszać, doprawić do smaku. Jeśli masa jest za rzadka, dosypać nieco bułki tartej. Uformować 8 kotlecików, obtoczyć w pozostałej bułce i smażyć na gorącym oleju."

    Przyznam się szczerze, że moja masa była mega sucha, w ogóle za rzadka nie wyszła. Może to jest zależne od rodzaju ziemniaka, nie wiem. Ale u mnie jedno jajko na tą całą ilość, to było za mało. Kotleciki rozwalały się, kiedy próbowałam je przewrócić na drugą stronę lub zdjąć z patelni. Uważam, że 2 jajka powinny być tu dane. Poza tym kotleciki pyszne, choć mało trochę doprawione mi wyszły, jednak dzieci nie marudziły i zjadły razem z pyszną sałatką - ale o niej napisze innym razem:) Naprawdę sycące danie zarówno na obiad, jak i na kolację :)

środa, 1 października 2014

Owocowa sałatka wykonana przez dzieci.

     Nie pisałam Wam, choć i tak niektórzy wiedzą, iż od kilku dni jestem chora. Dopadła mnie angina. Teraz i tak już jest lepiej i w miarę funkcjonuję no i  dają radę ze wszystkim. Jednak lekarz kazał mi do końca tygodnia siedzieć w domku. 

     Jak mam siedzieć w domku, skoro rano muszę dzieci odprowadzić na przystanek, a po południu ich odebrać? No ale to są króciutkie wyjścia. Jednak wczoraj młodszy synio przyniósł ze szkoły karteczkę, że na dzień dzisiejszy ma przynieść jakieś miękkie owoce, bo będą robić sałatkę owocową w szkole. Hmmm... I skąd wezmę owoce? Musiałam się ubrać, zwinąć chłopaków i pojechać do sklepu. 

    Starszy synek też kiedyś w zerówce robił taką sałatkę i namówił mamę, żebym kupiła więcej owoców i zrobimy sobie też w domku taką sałatkę. Czemu nie :) W końcu porcja witamin przyda nam się :) Kupiłam 4 banany, 1 pomarańczę, 2 kiwi, 500g winogron bez pestek. A całym wykonaniem sałatki zajęli się moi synkowie:) Ja tylko obierałam owoce ze skórki :)A! No i zajadała się później ze smakiem:)