poniedziałek, 28 grudnia 2015

Pół roczku minęło :)

      W tym całym ferworze przedświątecznym, roratowym i zaliczeniowym w szkole (niby chodzi o dzieci, a jednak matka też swój czas na to wszystko oddaje), niepostrzeżenie Hubiś skończył pół roczku :) Jeju, jeju, jak to szybko minęło :) Czuję się nie raz i nie dwa, jakbym dopiero co go urodziła i wróciła z nim do domku, a tu już moja kochana Pszczółka pół roczku ma skończone!!!


     Mój mały kawaler w tym roku obchodził swoje pierwsze święta Bożego Narodzenia. Wielkie przeżycie dla niego, ale i dla całej rodziny :) Też kosztował po troszeczku potraw ze stołu wigilijnego - a co! Przecież teraz to on już sporo może smakować nowych smaków i korzysta z tego na całego! Kosztował też już i kefiru, ogórków kiszonych, mandarynki, pomarańcze, pancerwafle uwielbia!, zresztą czego on nie próbował, bo próbował już naprawdę sporo, nawet tych rzeczy, których jeszcze nie powinien, a chciał, to próbował :) Odpukać w niemalowane, nie było po tych przeróżnościach żadnej rewolucji u niego, z czego się cieszę. Jego ciuszki piorę już w dorosłym proszku, żelu czy kapsułkach, bo wypróbowałam i nic mu nie wychodzi, żadna wysypka ani nic takiego, więc od razu piorę jego rzeczy z naszymi. Dodatkowo jaka oszczędność dla mnie :) Czym by się tu jeszcze pochwalić? A! Wiem, potrafi przekręcać się z brzuszka na plecki i z plecków na brzuszek, a nawet troszkę raczkiem do tyłu się wycofać. Czyli na łóżku już go nie zostawiam samego, bo boję się, że spadnie. Kiedy zostaje sam w łożu rodziców, to dostawiam boczki, żeby małą wiercipiętkę zatrzymały :) Zęboli dalej brak. Nie mamy ani jednego jeszcze. Włosów przetartych brak, bo od maleńkości śpi na brzuszku. Choć ostatnio przez chorobę i zatkany nosek nauczył się też spania na pleckach :) Dodatkowo uścisk ma mega mocny i trzeba uważać, bo jak złapie w szczególności za włosy, to boli!!! Oj wiem coś ja o tym :) No i gada, gaworzy, oj nadaje jak katarynka! I wiecie co w tym jego gadaniu jest najciekawsze? Odpowiecie pewnie, że to, iż przegada mamę :) Cha, cha, to pewnie będzie i prawda, ale najciekawsze jest to, że jak on coś tam gada, w szczególności do kogoś, to mówi po swojemu tak, jakby wypowiadał pełne zdania i po każdym zdaniu mała przerwa. Tak jakby intonował lub  znaczył, kiedy jedno zdanie się kończy a drugie zaczyna. I te jego minki przy tym! Ehhhhhhhhhh.... tego aż się opisać nie umie! 
     
     No co tu będę opisywała więcej. Każda mama wie o czym piszę :) Kocham moją Pszczółkę:)

piątek, 25 grudnia 2015

A więc WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

    


       Życzę każdemu z osobna i Wam wszystkim razem rodzinnych, wesołych, spokojnych i bieluśkich Świąt Bożego Narodzenia! Żebyście spędzili te świąteczne dni z najbliższymi, wspólnie zajadając smakołyki ale też wspólnie kolędując :) 




piątek, 18 grudnia 2015

Stroje Aniołków - konkurs szkolny :)

     Moje dzieci lubią brać udział w konkursach - zresztą tak jak i mama. Chłopcy znów brali udział w szkolnym konkursie z religii. Nie wiem czy pamiętacie nasze zeszłoroczne prace na ten konkurs? Jak nie, to tutaj podejrzyjcie sobie. A w tym roku, trzeba było przebrać się za aniołka.

     No niby proste zadanie. W szczególności jak ktoś ma córki w domu - ja mam synów i żadnych białych sukienek, poza moją ślubną nie mam. A chłopcy koniecznie udział wziąć chcieli! No i masz babo placek! :) Przejrzałam moje stare pościele i wyszukałam jedną, której faktycznie nie zakładam już na pierzynę, więc postanowiłam z jednej wielkiej poszewki zrobić dwa stroje aniołków. 



     Krawcowa ze mnie żadna. W sumie maszynę mam, ale stoi ciągle w kartonie i wyciągam ją w ostateczności, jak już muszę zaszyć jakieś rozdarcie, czy wszyć zamek, ale unikam jej jak mogę, bo nienawidzę szyć! Jednak czego to mama dla swoich kochanych urwisów nie zrobi! Nawet z maszyną do szycia się przeprosi :)



      Pierwszy strój niby wymierzyłam, żeby taki luźniejszy wyszedł, no i wyszedł, nawet aż za luźny. Ale jak synio go ubrał, to moim skromnym zdaniem, wyglądał fajnie w tym stroju! Tylko rękawy za długie zrobiłam, to na koniec takie wstawki w rękawach porobiłam i się z automatu skróciły. Ale zabawy z tym było!!! Najważniejsze, że wyszło całkiem, całkiem i ja byłam zadowolona, że mi w miarę wyszło, a synio zadowolony, że miał strój i mógł wziąć udział w konkursie! 



      Skrzydełka mu zrobiłam z bardzo sztywnego kartonu, który obkleiłam marszcząc bibułę białą. A jak wysechł klej, to wszystko spryskałam 2 razy białą farbą w sprayu.



      Aureolę zaś zrobiłam z drutu, który dookoła ozdobiłam łańcuchem choinkowym. No i tu końcowy efekt mojego jednego Aniołka. 





     Starszemu postanowiłam uszyć szatkę trochę w wersji odchudzonej i w sumie za mocno ją odchudziłam, bo przy rękawach było aż za mocno wszyte i synio miał mały problem z ubieraniem i rozbieraniem się z tej szaty. Ale dawał radę, więc ok :) Jemu dostały się od razu krótsze rękawy, niż wyszły mi u młodszego synia. Postanowiłam zmienić też skrzydła, żeby identycznie nie wyglądali. Temu synkowi kształtu skrzydełek nadałam wyginając drut - oj opornie to szło, bo za giętki to on nie był. Ale dałam radę. I nałożyłam firankę, którą do drutu przyszyłam. Też z tym miałam zabawę. Ale efekt mnie zadowolił. Potem aureolkę wykonałam jak młodszemu - czyli drut owinęłam łańcuchem choinkowym. Ale tym razem postanowiłam, że aureolka będzie nad głową synka, a nie na głowie. Więc jak to zrobić? Hmmm... w końcu wymyśliłam, że po prostu od skrzydełek poprowadzę drut wyżej, nad głowę synka i tam zamontuję aureolkę. Tu macie efekt mojej ciężkiej pracy :)




      Z ręką na sercu - dalej szyć nie nawidzę! Ale cieszyłam się jak dziecko, że efekt mojej 3 dniowej pracy - tak, tak, zajęło mi to wszystko aż 3 dni, a nie powiem ile musiałabym doliczyć dni, kiedy to siły zbierałam, żeby wziąć się do tej pracy, jednak podobały i dalej podobają mi się moje wypociny i synkom też. Ufff.... bardzo byłam zadowolona, że stroje im się spodobały i że je założyli na konkursie. Szkoda tylko, że obaj zajęli gdzieś tam przedostatnie miejsca. Bo jak się dowiedziałam, to pani od religii najwyżej oceniła stroje dziewczynek. No ale moi nie mieli kupnych pięknych sukienek czy kupnych pięknych przyozdobionych skrzydełek. Mieli samorobne wszystko - od A do Z! Na to jednak w tym konkursie nie patrzono. Ale to nic. Za każdym razem się przecież nie wygrywa! Ja i tak dumna jestem z moich synów, choćby i za chęci wzięcia udziału w tym konkursie. Bo prawie same dziewczynki się przebierały, z chłopców, to chyba tylko z 7 wzięło udział. Bo jak mi jeden z synków powiedział, że jakiś chłopak mówił: ja się za dziewczynkę przebierać nie zamierzam! No, więc odwagi to im nie brakuje, że kiecki założyli :) 

wtorek, 15 grudnia 2015

Książkowe promocje :)

      To że lubię książki, to już wiecie :) To że lubię promocje - w tym wypadku promocje na książki, to też wiecie :) A teraz zobaczcie za jakie pieniążki udało mi się kupić książki w stacjonarnej księgarni Matras.



      Szkoda, naprawdę szkoda, że 1 części tych książek nie dostałam. Ale upoluję ją jeszcze :) Jak nie w Matrasie, to gdzie indziej :) Uwielbiam takie książkowe promocje :)

niedziela, 6 grudnia 2015

Mikołaj u nas też był! Plus wymianka Mikołajkowa.

     Rano , zaraz po przebudzeniu dzieciaki zadowoleni, bo w butach wystawionych na parapecie cosik na nich czekało! Czyli Mikołajki fajne są!!!





     Mama z tatą jakiegoś wafelka też dostali, więc nie mogą mówić, że Mikołaj u nich nie był :)

     Po pysznym, rodzinnym obiadku wybraliśmy się do Grodziska Owidz, czyli na Kociewie, aby odwiedzić św. Mikołaja. 



      Nie powiem, atrakcji było trochę, bo i można było nauczyć się w przyspieszonym tempie robić pierogi z kapustą, czy polukrować samemu pierniczki i potem je zjeść, albo popatrzeć na cudeńka wykonane przez dzieci, młodzież i nie tylko, które potem można było kupić, np. bombki, stroiki świąteczne, świeczniki i inne takie piękne rzeczy! Ach cosik tam z ozdóbek świąteczych udało mi się też zakupić. Więc pamiątki zawisną na naszej choince. Ale można też było napisać i list do samego świętego Mikołaja i to gęsim piórem!








     Zabawy było sporo, jest tam też i restauracja i piękny duuuuży plac zabaw, ale już nie fotografowałam, bo jak zaczęło robić się zimno, a wiało że hej!!!, to zaczęliśmy się zbierać do domku! Samego św.Mikołaja nie udało nam sie spotkać, bo kolejka była łohohohohohohohooooooooo... taka długa, że nam się stać nie chciało!  Ale dzionek bardzo miły i słodki był :)


     A teraz jeszcze pochwalę się podarkami z WYMIANKI MIKOŁAJKOWEJ U MINII

     Więc ja zostałam obdarowana przez MIMI.MAMI z bloga Oli Loli New Life :) Pięknie dziękuję za podarek Mikołajkowy! Już tak dawno nie dostałam prezentu tylko i wyłącznie dla siebie :) Dzieci były trochę zazdrosne, ale w końcu oni tyle nazbierali dziś słodyczy, że dali mamie w końcu spokój :) Jeszcze raz dziękuję!




     Mi przypadła w obdarowywaniu SZCZYPTA z bloga Szczypta o mnie, Szczypta o nas. Mam nadzieję, że spodobały się gifty;) 






      Dodam, że bombki z łupinek orzechów robiłam wraz z synkami i mężem :) Znaczy mąż dołożył swoje pięć groszy, bo stwierdził, że jedna bombeczka musi być inna - domyślcie się która :) To jego dzieło! Ale zabawa była przy malowaniu. 

     Więc Ogólnie Mikołajki uważam za bardzo udane i rodzinnie spędzone. A jak Wam ten dzionek minął? Odwiedził Was Mikołaj i coś Wam drobnego zostawił?

środa, 2 grudnia 2015

Prać czy nie prać?!

     Niektórzy twierdzą, że jak w domu są dziewczyny, to jest dużo prania. Przecież dziewczyny co chwilę się przebierają i to co dopiero miały na sobie, ląduje do prania. A jak ma się chłopaków, to mogą w tych samych ciuchach i tydzień pochodzić! No niby fajnie by było, bo na wodzie, prądzie i środkach piorących matka by zaoszczędziła :) 

     A jednak! W domku mym 3 synków jest. Dwójka - wiek szkolny - dodam nieskromnie, że uwielbiają grać w piłkę nożną, więc spodnie non stop ślady trawy czy błota mają! A najmłodszy synio choć w piłkę nie gra jeszcze, za to zaczął niedawno swoją wielką przygodę z jedzonkiem innym niż mamusi mleczko, więc i brudzić ciuchy zaczął inaczej :) No i odwieczne pytanie - prać czy nie prać?! Jak prać, to w czym? 




     Na fajnym spotkaniu, o którym pisałam tutaj, dowiedziałam się o DIZOLVE. Co to jest i z czym to się je? Hmm... No zaskoczenie moje było ogromne! Bo przecież sama nie jestem ograniczona jakoś tam umysłowo i orientuję się, że są proszki do prania, płyny i żele, kapsułki wszelakie, a nawet i orzechy do prania już widziałam na własne oczy. Ale żeby ot takie tam listki były?! No to mnie zaskoczyła koleżanka Ania, bo to ona nam na spotkaniu je przedstawiła i każdej podarowała na wypróbowanie. 






     No sami zobaczcie! Niepozorne listki, cieniuśkie jak opłatek. Całość tworzą 2 listki złączone, ale do prania używamy jednego listka, choć podobno można dwóch, jak ciuchy mocniej brudne są. Takie opakowanko, jak to moje na fotce, zawiera 12 pojedynczych listków do prania. Ale są opakowania i po 32 listki. Dodatkowo producent informuje, że jeśli np. mamy mało ciuchów do prania, to możemy użyć tylko połowę jednego listka. Czyli praktyczna taka forma środka piorącego. Bo nie każdy od razu ma tak jak ja hałdy kopalniane do prania! Poza tym listki owe są w wersji zapachowej i bezzapachowej, są hipoalergiczne, są ekologiczne - można by tylko jeszcze chcieć, by same się aplikowały do pralki i pranie same nastawiły :) A co! Jak wymagać, to po całości :) 




      No ale skoro już bierzemy się za pranie, to nic trudnego w tym nie ma, nawet dla facetów ( nie umniejszam tu panom, ale znam osobiście panów, dla których obsługa pralki to magia!). Więc:

- segregujemy ciuchy, odpowiednio kolorami,
- otwieramy pralkę, aby dostęp do bębna był,
- wkładamy najpierw 1 listek Dizolve do      bębna pralki, 
- a potem brudne ciuchy do 5 kg wrzucamy,  jeśli ktoś więcej chce wrzucić, to  koniecznie 2 listki Dizolwe zaaplikować  trzeba na początku,
- płynu zmiękczającego nie trzeba dodawać,
- a więc zamykamy pralkę i nastawiamy  odpowiedni program!










     No i się pierze. A po praniu oglądamy co ta innowacyjna formuła prania zdziałała z naszymi brudnymi ciuchami?!

     U mnie o dziwo, przyznaję bez bicia, byłam sceptycznie nastawiona, ale po wyciągnięciu prania byłam zadowolona. Bo pranie wyprane. Spodnie chłopców czyste. Może tym razem nie trafiły mi się do prania mega, mega zabrudzone trawą spodnie, ale trochę i od trawy były, i od błota. Wyprane były czyste. Prałam w listkach też pościel - wyszła czysta i pachnąca. Choć szkoda, że ten zapach nie utrzymuje się dłużej. Więc osobiście dodaję trochę do prania jeszcze płynu do płukania, aby zapach był na dłużej. 

      Poza tym trafiła w moje ręce próbka, z 2 listkami hipoalergicznymi dla dzieci. Mojemu najmniejszemu Smykowi mam wybraną pewną firmę, z której tylko i wyłącznie kupuję środki piorące. Ale z chęcią wypróbowałam na nim Dizolve! Pozytyw wielki, bo Smyk mój żadnego uczulenia nie dostał! Czyli mogę prać mu ciuchy środkami dwóch różnych firm. Co mnie cieszy bardzo :) 




     Jeśli i Wy chcecie spróbować tej formy piorącej, zapraszam na stronkę DIZOLVE, bo u nich można znaleźć mapkę ze sklepami w Waszej okolicy. A potem udać się do odpowiedniego sklepu i zakupić listki do prania, no i prać, prać i prać :)


     Tak na koniec dodam jeszcze od siebie, że takie opakowanie zajmuje naprawdę minimum miejsca w łazience - proszek czy płyn zajmuje go dużo więcej. No i z łatwością położymy takie malutkie opakowanie nawet na szafce, aby dziecko się do niego nie dobrało! A nawet na zakupach, schowamy ten środek piorący w torebce - czego nie za bardzo dokona się z wielką butelką płynu lub workiem proszku do prania! Zresztą co ja będę tu dużo pisała, zaglądajcie na stronkę DIZOLVE i sami wszystkiego co Was zainteresuje, to poczytacie i dowiecie się tam:)

czwartek, 26 listopada 2015

Płeć dziecka.

     Zbierałam się trochę czy w ogóle poruszać tutaj ten temat. Ale w końcu coś tak jakby pękło we mnie i postanowiłam napisać.

      Wielu z Was, czytających ten tekst ma dziecko/dzieci. Jak wiecie, ja mam trójkę - dokładnie mam trójkę synów. Bardzo przeze mnie kochanych synów!!! Nie zamieniłabym ich nawet na jedną dziewczynkę!!! Choć nie twierdzę, że nie chciałabym mieć córki - oj chciałabym i to bardzo :) Ale mam synów i więcej dzieci nie planuję - nie wyrzekam się, bo jak Bozia da to przecież wychowam jak własne, hi, hi, taki żarcik :) Ale nie rozumiem ludzi, którzy mają czelność mi mówić, że mi WSPÓŁCZUJĄ, że mam samych synów!!! Czy to hańba ? Czy to ujma jakaś ? Czy komuś to przeszkadza ? Czy ja robię komuś krzywdę tym faktem, że otwarcie mówię - JESTEM MAMĄ 3 CHŁOPCÓW!? Czy fakt, że mam samych synów, a nie same córki lub że płeć mych dzieci nie jest wymieszana ( np.chłopiec, dziewczynka i chłopiec) to jest to dla kogoś problemem lub aż takim faktem, że trzeba mi współczuć???????????????

      Przyznaję się bez bicia, że nie raz i nie dwa, sama powiedziałam podczas jakiejś rozmowy z kimś z rodziny czy ze znajomych, że żałuję że nie mam córki, albo że czemu Bozia dała mi samych chłopaków?! Ale po chwili zawsze dodaję, że może tak po prostu miało być, bo w końcu królowa musi być w domu jedna!!! Pocieszam się, że kiedyś tych moich 3 Muszkieterów będzie nosiło mnie na rękach!!! Oj dobra, nie odbierajcie mi tych marzeń, wiem, że będą woleli wtedy na rękach nosić młode siksy, niż starą matkę, ale to moje pocieszające marzenie!!! 

      Ot taka dygresja innej mamy, całkiem obcej mamy, dodam, że mamy posiadającej tylko jedno dziecko płci damskiej, a jak jakaś zadra, jakiś wiór po części kłuje me serce! Bo ciągle pytam się sama siebie - dlaczego ona tak powiedziała? Przecież mogłam odpalić jej tekst typu: a ja współczuję Tobie że masz tylko jedno dziecko! Ale nie zrobiłam tego. Na jej reakcję odpowiedziałam: że JA sobie NIE współczuję - jestem ZADOWOLONA z tego faktu - wręcz DUMNA jestem! Uwierzcie mi na słowo - jej mina, na moją odpowiedź była dziwna! Tak dziwna. Bo nie umiem opisać jej miny. Nie wiem, może pomyślała, że pomieszało mi się w głowie od testosteronu męskiego, albo aż tak mocno mi współczuła,... sama nie wiem. 

      Pamiętam, będąc w 1 ciąży nie znając jeszcze płci, było mi wszystko jedno czy urodzi się córcia czy synek, chciałam chyba nawet bardziej pierwszego syna. Może dlatego, że sama jestem najstarsza z rodzeństwa i czasem brakowało mi takiego starszego brata :) Ale wtedy najważniejsze było, żeby dzieciątko urodziło się całe i zdrowe! A kiedy dowiedziałam się, krótko przed porodem dopiero, że będzie to syn, to aż pękałam z dumy! Nawet bardziej niż mój maż :) W 2 ciąży podświadomie wmawiałam sobie, że tym razem będzie córka. Bo tego oczywiście chciałam. Mężu od początku mówił, że to będzie drugi syn - nie chciałam tak jakby go słuchać, ale na pierwszym usg już sprowadzono mnie na ziemię informacją, że urodzę syna. No cóż, kilka dni zajęło mi pożegnanie się z myślą o córce i na nowo zaczęłam się cieszyć kolejnym synem. Przecież to i lepiej, bo starszak miał się potem z kim bawić, no i młodszy ma po kim ciuchy nosić, mamcia ekonomicznie od razu myśli :) Podczas 3 ciąży to na bank byłam na początku przekonana, że tym razem to będzie córka! Mężu też mówił, że czuje, że tym razem córa będzie. Pierwsze usg nie pokazało płci, drugie też nie, więc udaliśmy się na prywatną wizytę na usg - a ja od jakiegoś już czasu zaczęłam mówić do męża, że mam takie jakieś odczucia, pomimo całkiem odmiennej ciąży od tamtych dwóch, że i tym razem to będzie chłopak. Mężu nie słuchał, wiedział swoje - ale na usg wyszło, że to syn, tatko zaskoczony, ja trochę rozczarowana - bo przecież była iskierka nadziei na córkę;), ale w sumie to sprawdziło się me odczucie i cieszyłam się, że to kolejny syn! No i potem tylko modliłam się, by urodził się cały i zdrowy! Dziękuję Bogu za moich 3 urwisowatych, ale jakże kochanych, całych, zdrowych, no i moich- naszych, bo z mężem dzielę się tą radością, naszych synów!

      Czy po przeczytaniu tego tekstu myślicie, że zgłupiałam, albo oszalałam ciesząc się z faktu, że jestem mamą 3 chłopców!????  Co Wy myślicie o posiadaniu dzieci tej samej płci?  Nie no, wypowiedzcie się tutaj, nikogo nie pobiję za odmienne zdanie ;) Jestem po prostu ciekawa Waszej opinii :) Bo ja zdania nie zmienię! A co do córek, to jak synowie się ożenią, to i córki będę miała :) Bo synowa to przecież jak córka, co nie ;) Hi, hi :)

wtorek, 24 listopada 2015

Pieluszkowy torcik :)

      Na początku tego m-ca byłam z rodziną na chrzcie mojej siostrzenicy :) No i tego dnia Maleńka dostała od nas poza kopertą torcik z pampersów wykonany przez ciocię :) Pomyślicie sobie - taki tort prosta sprawa! Ja też tak na początku pomyślałam, tylko potem było z nim jednak trochę roboty :)


      Zacznę od tego, że do jego przygotowania zużyłam: 
- 34 pampersy,
- 2 opakowania chusteczek nawilżanych,
- 2 grzechotki,
- trochę różowej bibuły,
- różową wstążkę,
- kartkę z życzeniami,
- celofan,
- no i trochę kleju + nici do obwiązywania pieluch.



     No właśnie, wyczytałam gdzieś na necie, że do obwiązywania pieluch używają ludziska gumek recepturek. Jednak ja się nie przygotowałam, bo zapomniałam, że u nas takowych brak, moje chłopaki zawsze do czegoś takie gumki mi zabierają i co tu teraz zrobić? No cóż, nici akurat mam różne i przeróżne :) I było sporo wiązania :) Ale najważniejsze, że się nie poddałam i dałam radę :) W końcu chciałam zrobić niespodziankę dla Maleńkiej :)




      Jak widać, mój Malutki też mi trochę pomagał :) A co! Od małego uczy się pomocy! Jak widać na fotkach, nawilżane chusteczki złączyłam razem i stanowiły środek tego tortu (dodam, że trochę skleiłam je taśmą przeźroczystą, żeby nie latały lub nie wypadły z tortu). Potem zwijałam pieluchy i obwiązywałam je, no i na koniec mogłam je ustawiać. Każde piętro obwiązane bibułą, która znów sama się trzymać nie chciała i skleiłam ją na końcach klejem.Dobra, parter jest, piętro już też, więc czas dołożyć grzechotki, obwiązać każde piętro szeroką wstążką ( żeby się trzymała spięłam szpileczką), ja jeszcze położyłam kartkę z życzeniami z tyłu tortu i obwiązałam wszystko celofanem, który związałam jak widać też różową wstążką :) I torcik gotowy :)




      Podoba się ? Bo mi bardzo! Maleńka osóbka obdarowana tym tortem pewnie też była zadowolona. A ja jestem pod wrażeniem, że wzięłam się za takie prace :) Zdradzę Wam, że moi synkowie biorą udział w szkolnym konkursie na przebranie aniołka - ja im próbuję szyć te przebrania :) Hi, hi, ja i maszyna! Cha, cha - efekt niedługo na blogu :)

poniedziałek, 16 listopada 2015

Słodka kampania :)

      Lubicie słodycze? Ciastka, wafelki i inne smakowitości? Ja uwielbiam, moja rodzinka zresztą też :) Całe szczęście nie widać tego aż tak mocno po nas, hi, hi :) Jednak mało brakowało i było by po nas widać, bo Streetcom przysłał mi do testów od firmy dr Gerard całe wielkie pudło słodkości/smakowitości. 



       Dobrze, że nie dbam o linię, bo inaczej nie wiem jak podeszłabym do testów, a tak - HULAJ DUSZA, PIEKŁA NIE MA!!! :) Najbardziej zadowoleni oczywiście byli moi synkowie! W ogóle, gdybym nie pochowała części zawartości pudełka, to oni nawet z mamą czy tatą nie podzieliliby się i wszamali by wszystko! A tak udało mi się poczęstować czy sąsiadów, czy rodzinę jak nas odwiedzili lub my w odwiedzinach u nich byliśmy, czy też przyjaciół. Nie że chamska jestem - dzieliłam się! Choć osoby częstowane nie za bardzo swoje twarze chciały udostępniać, za to wrzucę Wam jak ja się zajadałam - mężu mnie przyłapał :)



       Oj tak, PRYNCYPAŁKI to moje ulubione wafelki od dr.Gerarda ( we wszystkich smakach: czekoladowe, kawowe, kokosowe - mniam). Pamiętam jak lata temu, jeszcze mieszkając z rodzicami, mamcia moja kupowała od czasu do czasu te wafelki! Znam je już tyyyyyle lat i ciągle mi extra smakują. Znam od dłuższego czasu też KREMISIE, czy MALTIKEKSY czekoladowe. Choć te dwa rodzaje ciastek najczęściej kupuję w Biedronce - tak tam je znajdziecie. Z tym, że one są podpisane - wyprodukowane dla Biedronki przez dr.Gerard. Polecam Wam poszukać:) Poza tym fajnie było poznać inne smakowitości tej firmy, jak: PASJA, rurki ZEBRA, PRYNCY TORCIK, MAFIJNE, MALTIKEKSY JOGURTOWE no i największe zaskoczenie oraz strzał w 10 to: pełnoziarniste ciastka zbożowe witAM ( dostępne w 3 smakach: musli jabłka rodzynki, musli śliwka czekolada, musli mleko czekolada).



       Te ciastka witAM mega posmakowały mojemu mężowi i mnie! Uwielbiamy takie ciastka! Osoby. które miałam okazję nimi poczęstować, też były zadowolone i chyba najbardziej śliwka im podeszła - taki wyrazisty smak jej czuć w tych ciastkach. Zebra była lekka, krucha - aż za bardzo krucha nawet, nadzienie przepyszne. Mafijne ciastka zauważyłam, że zarówno dzieci jak i dorośli rozszczepiali na 3 części i z każdego pojedyńczego ciastka zlizywali pyszne cytrynowe nadzienie. Kremisie to w ogóle fajowe ciacha dla dzieci! Moje urwisy znają te kremisie już dłuższy czas, bo nie raz i nie dwa zdarza się w sklepie, że proszą by im je kupić :)Maltikeksy czekoladowe jak pisałam są nam znane i przez nas i innych mega lubiane. Nowością były dla nas te jogurtowe - jak dla mnie ok, smak jogurtu mocno wyczuwalny i były twardsze niż te czekoladowe, ale moim dzieciom one nie smakowały. Za to inne dzieci różnie - jednym smakowały, innym nie - podobne opinie o nich mieli dorośli. Pasja natomiast tak szybko zeszła, że nawet nie zdążyliśmy dobrze wgryźć się w nie i smak wyczuć :) Hi, hi, takie testy szybko się toczą, czasem aż za szybko :) Rewelacyjne ciastka do kawy, herbaty, do drinka czy ot tak do pogryzienia sobie i zapodania swojemu organizmowi dawki cukru! 




       Co Wam najbardziej smakuje z asortymentu dr.Gerard???  Streetcom i dr Gerard mega dziękuję za taką pyszną kampanię - osoby częstowane też dziękują i proszą o więcej :) No tak to już jest, że jak coś człowiekowi posmakuje, to chciałby tego więcej! Ja wiem gdzie mogę porobić zapasy różnych ciastek i wafelków dr.Gerarda w pobliskich sklepach, więc jak goście wpadną, to dr.Gerard dalej na stole będzie :)

niedziela, 8 listopada 2015

Przekąski serowe Cheese Snack.

     Przyznam się szczerze, że bardzo miło jest, jak człowiek zaloguje się na jakiejś nowej stronce, gdzie po wypełnieniu jakiejś ankiety raz dwa dostanie się do testów! Kto by tak nie chciał? Każdy by chciał! Ja też chciałam, no i się w TRND zalogowałam. Akurat mieli nabór do testów przekąsek serowych Cheese Snack od Zott. Zgłosiłam się i jakże ucieszyłam, że dostałam się na te degustacje :) 


      Byłam mega ciekawa jak te serki posmakują moim synkom? Obstawiałam, że skoro lubią ogólnie serki zarówno te twarde, jak i topione, i jedzą je zawsze z ketchupem, to byłam wręcz przekonana, że serek Cheese Snack o smaku ketchupowym będzie ich numerem 1. Bo dodam, że paluszki te występują w 2 smakach: oryginalnej mozarelli i ketchupowej mozarelli.  A moim synkom nie smakują paluszki serowe ketchupowe - wolą te klasyczne. :)



       A tak w ogóle - znacie te paluszki serowe Zott ? Widzieliście je w Waszym sklepie? Bo ja szczerze przyznam, wiedziałam wcześniej, że takie cosiki istnieją - ale innych firm spotykałam w sklepach. Te zaczęłam spotykać od niedawana. W sprzedaży ogólnie podobno są u nas w Polsce od listopada 2014 r. Czyli ogólnie już rok na naszym rynku są, a ja je poznałam w tym roku i to całkiem niedawno. Aż wstyd! :) Ale poznałam, posmakowałam i cieszę się, że takie paluszki serowe są - choć jeden smak moim syniom nie podszedł, ale choćby te klasyczne polubili i namawiają matulę na zakup tych serków.

      W domu, w szkole, w biurze, podczas weekendowego wyjazdu czy choćby na podwórku, zamiast sięgać po batona, można wybrać pyszne przekąski serowe Cheese Snack od Zott! Mają poręczne, fajowe i kolorowe pojedyńczo pakowane serki, które mieszczą się i w chlebaku, i w plecaku, w rączce małego i dużego, no po prostu nie ma problemu by to maleństwo gdzieś spakować i zabrać ze sobą. A później to tylko wyciągamy, rozpakowujemy, no i drzemy lub wcinamy jak chcemy :) A przy okazji smacznie zaspokajamy swój głód. 




       I choć starałam się rozdawać sprawiedliwie jedne i drugie serki, to spowrotem otrzymywałam przeważnie pozytywne opinie o tych klasycznych, a o ketchupowych mniej smaczne opinie. Jednak i te ketchupowe wśród moich znajomych oraz wśród znajomych moich synków znalazły kilku amatorów ketchupu właśnie, co to im te ketchupowe podeszły, a klasyczne podobno smakowały im tak jakoś mdło czy bezpłciowo. Wygląda na to, że nasi znajomi oraz rodzina, których poczęstowaliśmy serkami otrzymanymi od TRND ogólnie są zadowoleni, bo dowiedzieli się od nas o nowym produkcie, mieli okazję sami ich posmakować i wyrazić swoją opinię, ale też zaczęli co poniektórzy rozglądać się za nimi u siebie w sklepach. Cieszę się bardzo, że znów mogłam Was czymś nowym poczęstować i zaskoczyć :)