piątek, 31 lipca 2015

2 paczka od Canpol babies.

      To chyba przez zajmowanie się moimi synkami - w szczególności tym najmłodszym :), mam mało czasu, żeby nadrobić moje zaległości. Ale jestem na dobrej drodze i powoli nadrabiam. Dlatego też chciałam Wam pokazać moją drugą przesyłkę od Canpol babies.



     Jestem na etapie testów, więc na dniach spodziewajcie się wpisów na temat: 
- wkładek laktacyjnych,
- torebek do przechowywania pokarmu,
- laktatora ręcznego.

     A tymczasem życzę wszystkim miłego weekendu i ładniejszej pogody, bo u nas pada i pada!!!

środa, 29 lipca 2015

Zapasów na zimę dalsza część.

      U mnie w ogródeczku marnie rośnie pietruszka. Musiałam nawet dosiać troszkę jej. Oby urosła, bo lubię mieć duży zapas natki na zimę! Ale będąc u mojej mamy, skorzystałam z jej dobroci i narwałam sobie fasolki, natkę pietruszki i nać selera. 

     A w domu już u siebie, fasolkę obcięłam z tych niepotrzebnych końcówek, pokroiłam i w osolonej wodzie ugotowałam ją aldente. A potem chyc do słoiczków, zalałam wodą z gotowania fasolki i słoiki jeszcze 7 minut na wolnym ogniu gotowałam. Co by się słoiki zamknęły. 


     A co zrobiłam z natką pietruszki? A no przebrałam ją, umyłam, osuszyłam, pokroiłam i wrzuciłam do pojemnika po lodach ( mam zapas takich pojemników), a potem do zamrażalki to poszło.


     Z natką selera  zrobiłam podobnie: przebrałam, umyłam i osuszyłam a potem w całości z łodygami poukładałam w pojemnikach po lodach. No i potem to poszło do zamrażalnika.


     Powolutku zapasy się powiększają na zimę :) 

czwartek, 23 lipca 2015

Pierwszy miesiąc minął.

     W niedzielę minął miesiąc od porodu. Czyli Hubercik skończył już miesiąc! Jejciu, jejciu! 

     Mój malutki syneczek lubi coraz bardziej spanie na brzuszku, smoka cycoli rzadko i tylko jadąc autem lub w wózku, oczywiście korzysta tylko z maminej jadłodajni - czyli mamusi cycusie są na topie :), od kilku dni zauważyłam, że nawet przez sen potrafi wpychać kciuka i palec wskazujący do buzi i ciumcia sobie, jakby ciągnął mamusi cycka. Unosi na dłuższą chwilę głowę i ciągle z wielką ciekawością się rozgląda dookoła. Od niedawna mamy też kolki - mama dopiero przy trzecim syniu dowiaduje się co to są te kolki! Ale Espumisan daje radę i jest w miarę - tragedii nie ma, z czego się cieszę :) Bo wychodzi, że tak naprawdę to dalej mogę napisać i powiedzieć, że dalej nie wiem co to kolki, skoro lek nam pomaga i dobrze się spisuje :) I niech już tak zostanie!!!

     Przez ten pierwszy swój miesiąc poznał syneczek sporo osób, choć pewnie i tak ich nie skojarzy, ale one jego na pewno :) Każdy zachwycał i dalej zachwyca się tym maluszkiem - no ale tak zawsze się dzieje z małymi dziećmi :) 

     A jak mamcia się czuje po miesiącu od porodu? A no dobrze :) Nawet bardzo dobrze :) Brzucha już nie mam, można by rzec, że wróciłam już do swoich kilogramów sprzed ciąży z Hubim. No może mam jeszcze pół kilo na plusie, ale co to jest pół kilo?! Pryszcz! Szkoda tylko, ze znów bioderka mis ie trochę rozwaliły, bo wychodzi, że chyba pomimo powrotu do swoich kilogramów sprzed ciąży i tak nie  będę mogła nosić niektórych swoich spodni lub spódniczek! No cóż, taka moja natura - chuda jestem, tylko dupa jakaś szersza! Dobra, przemilczmy to! 

     Przy tym dzieciątku mogę za to na moje pocieszenie powiedzieć, że daje mamie w ciągu dnia cosik porobić, bo ładnie śpi,a  w nocy też daje pospać, bo karmimy się ok północy, potem ok 3.00- 3.30, i potem gdzieś ok 5.00-6.00. A potem wstaje po 8.00:) Eh... ten synek jest caaaaałkiem inny pod względem snu niż kiedyś byli jego starsi bracia! Ale cieszę się z tego, bo jak jest ładnie, to popołudniami mogę w wózku na ogródku go zostawić a sama mogę albo w warzywniaku cosik porobić, albo nawet poczytać książki mogę lub tylko poleżeć ot tak sobie an leżaku obok wózka :) A co?! Ja też muszę poleniuchować sobie troszkę jak mam okazję :)

czwartek, 16 lipca 2015

Cynowa rocznica.

     Naprawdę nie wiem kiedy to minęło. Te 10 lat minęło mi tak szybko, że nawet nie wiem kiedy. Ale jakby nie było Kochanie Ty moje, mamy już CYNOWĄ ROCZNICĘ. 


     Nie będę się dziś rozpisywała, bo co chciała, to już Ci Kochany Mężu powiedziałam, ale życzę nam kolejnych lat w szczęściu i miłości - obyśmy dotrwali do srebrnych, a może i do złotych godów :)

     A taką laurkę najstarszy synio nam dziś namalował :)


wtorek, 14 lipca 2015

Produkcja ruszyła!

     W tym roku już kilka razy ścinałam miętę, suszyłam, kruszyłam i upychałam w słoikach :) W końcu trzeba mieć zapas na herbatkę dla synków :)



      Mamy już niezły zapas suszonej mięty, ale to jeszcze nie koniec tegorocznego suszenia, bo mięta ciągle rośnie i rośnie, więc jeszcze będę suszyła:)

     Już pod koniec mojej ciąży chciałam robić przetwory z truskawek, albo z czereśni, ale jakoś zabrać się za to nie mogłam, no i ciągle czekałam an niższe ceny tych owoców. Potem urodziłam synia, więc od razu też nie chciałam zabierać się za przetwory. No ale jak już troszkę odpoczęłam, to kupiłam czeresionki i nagotowałam w słoikach kompocik. Niestety fotki nie zdążyłam cyknąć, bo zdążyłam słoiki wywieźć do mojej mamy. Już kiedyś wspominałam, że ja w domku nie mam piwnicy, więc przetwory wywożę do rodziców. Później szwagier przywiózł mi 10 kg truskawek kaszubskich :) Chciałam zrobić z nich dżemiku, ale mężu dał pomysła, żebyśmy urozmaicili sobie te dżemiki. Kupił świeże ananasy i mango i pokombinowaliśmy. Najpierw nagotowałam kilka słoików kompociku z samych truskawek, a potem pomieszałam resztę truskawek - połowę z ananasem, a połowę z mango. Dodam tylko, że zarówno mango, jak i ananas po obraniu zostały przetarte na robocie kuchennym na gładką masę. Dopiero wtedy zaczęłam to mieszać z truskaweczkami rozdrobnionymi i cukrem żelujący. 








      Naprawdę się cieszę, że chociaż troszkę słoików udało mi się zapełnić. W końcu zapasy na zimę trzeba porobić :) 

poniedziałek, 13 lipca 2015

Gifty ze szpitala.

      Opisywałam już moje wspomnienia porodowe i szpitalne, ale nie pochwaliłam się jeszcze naszymi gifcikami ze szpitala. Były to pierwsze prezenty, które dostałam razem z Hubim. 

       Byłam na oddziale poporodowym chyba z 10 minut jak pielęgniarka przyniosła mi te 2 pudełeczka. Musiałam najpierw ulotki powypisywać, że otrzymałam takie prezenciki itp., itd. Potem w końcu mogłam zajrzeć do środka :) 



      Jak urodziłam moich dwóch pierwszych synków, to w szpitalu dostałam jedynie masę ulotek do czytania. A tym razem poza ulotkami trafiły się nam również próbki kremów, płynów, pieluszek czy nawet dostałam 2 buteleczki wody :) A Wy po urodzeniu swoich pociech dostałyście w szpitalu jakieś prezenciki? 

czwartek, 9 lipca 2015

Wspomnienia szpitalne cz.2.

     Tutaj opisywałam Wam poród, a teraz kilka moich szpitalnych wspomnień. O dziwo, są dosyć miłe. Teściowa moja miała rację mówiąc, że póki jestem w szpitalu to mam odpoczywać ile się da, bo jak wrócę do domu, to znów ta cała masa obowiązków na mnie spadnie! Prorocze słowa :) 

     W momencie, kiedy na oddziale poporodowym przyniesiono mi ubranego synia, byłam mega szczęśliwa! W końcu mogłam ściskać, całować tego malutkiego człowieczka! Mogłam policzyć jego paluszki, zobaczyć czy ma wszystko i czy wszystko jest na miejscu - no w końcu był przy mnie! I tylko zastanawiałam się czy będzie tak dawał mi popalić, jak kiedyś jego dwaj bracia zaraz po porodzie?! A ten mały człowieczek cichutko leżał obok mnie w łóżku i oczy tylko wędrowały mu po całym pokoju, ciągle i ciągle, jakby rozglądał się - gdzie on się teraz znajduje! I tak minęło nam 40 minut, na tym przyglądaniu się sobie nawzajem i obserwowaniu otoczenia. Potem zaczął postękiwać i dobitnie pokazywać, że chce cycusia. O dziwo poszło dosyć gładko pierwsze przystawienie, załapał cycusia i ładnie ssał mleczko. 

     Tego pierwszego dnia co chwilę przychodziła albo położna do mnie, zapytać się - jak się czuję?, albo pielęgniarka od dzieci z pytaniem - czy w czymś pomóc?, albo czy wszystko w porządku? A nawet położna z porodówki tego dnia aż 3 razy zajrzała do mnie i maluszka :) Chyba nas polubiła :) W pokoju ze mną była jeszcze jedna mama z syniem. Ona urodziła godzinę po mnie, a razem w poniedziałek wychodziłyśmy. Co do personelu, to naprawdę nie mam się do czego przyczepić - chodziły, dopytywały, chciały pomóc jak by co, nawet w nocy kilka razy zaglądały do nas i dopytywały, czy wszystko ok? Wieczorkiem przychodziły dwie panie myć dzieci, jak nadchodził obchód - czy to wieczorny, czy poranny, wcześniej informowały nas położne, żeby majtochy ściągać, bo doktor idzie. Co do jedzenia, no to już inna historia. Wiadomo, że byłam w szpitalu, a nie w hotelu. Śniadania, to zawsze zupa mleczna - fuuuuujjjjjjj! Nienawidzę zup mlecznych, ale 2 razy skusiłam się, żeby kilka łyżek tego ochydztwa machnąć. Poza tym zawsze były 3 kawałeczki chlebka, mała kosteczka masełka i do tego różnie: a to pomidorek, ugotowane na twardo jajko, paróweczki. To prawie samo, tylko bez zupy na kolacyjkę. Najlepsze były obiadki - zawsze jakaś zupka i drugie danie! Mmmmm... to mi smakowało:) Nawet ryba ugotowana na parze bez jakichkolwiek przypraw była pyszna! Do dobroci można się szybko przyzwyczaić :) 

      Pierwszego dnia miałam więc lajcik, bo synio sporo spał, telefon nie dzwonił w cale, bo wszyscy dali mi odsapnąć po porodzie i telefony zaczęły się dopiero na drugi dzień. Panie położne i pielęgniarki od dzieci dalej chodziły i dopytywały czy wszystko ok :) Ale zarówno ja, jak i  moja współlokatorka radziłyśmy sobie. Choć nasze bąki później zaczęły dawać trochę do wiwatu - jakoś w dzień ładnie spali, a w nocy małe wariowanko było, ale udawało nam się pospać w ciągu dnia. Nasze maluszki oczywiście spadły z wagi zarówno w pierwszej jak i w drugiej dobie. Więc nie było szansy, żeby wyjść w niedzielę. Ale może to i dobrze! Bo w poniedziałek u synia zauważyłam mały jakby wylew krwi na powiece. Jak to lekarz mi potem powiedział, jest to pęknięta żyłka, no i mam to obserwować, bo powinno się wchłonąć, ale może zacząć puchnąć i mógłby zrobić się żylaczek. Wtedy musimy szybko z syniem jechać do okulisty. Poza tym wagowo dobył, no i więcej zastrzeżeń do nas nie było i dostaliśmy wypis do domku! Oj cieszyłam się bardzo! 

     Dumny i zadowolony tato z Patryniem po nas przyjechali - Ksawery czekał w domku z wujkiem D. Jak tylko przekroczyłam próg domu, czułam zarówno zadowolenie, jak i nerwy! Nerwy miałam na męża i brata, bo mieli skończyć szlifowanie pokoi nim wrócimy, a w domu wszędzie był syf i malaria! No dobra, trochę przesadziłam, bo pokoje na dole były pozamykane, więc tam się nie nakurzyło, ale już sam korytarz cały zakurzony, góra cała w kurzu! Ehhh... Ale w końcu ochłonęłam, bo przecież to było do ogarnięcia :) Więc jak mężu szykował obiadek dla nas ja wzięłam się od razu za porządki - wykorzystałam ten czas, kiedy Hubi jeszcze spał po podróży.Czyli w tym momencie wróciły do mnie słowa teściowej - w domu już nie było czasu na odpoczynek :) Wróciłam do rzeczywistości :) 

poniedziałek, 6 lipca 2015

Osłonki piersi Canpol babies.

     Znacie osłonki na piersi? Ja wcześniej o nich słyszałam, choć nie korzystałam z nich. Choć dziś myślę, że trzeba było skorzystać z tego cudu, bo zarówno pierworodny jak i drugi synio pogryźli mi sutki podczas pierwszych dni nauki cycolenia z mamą!



     Teraz Hubert co prawda nie gryzie maminych piersi, ale zdarzyło mu się kilka razy tak jakby przysnąć z cycusiem w buzi a potem jakby się wystraszył i mocno pociągnął za cycusia. Tym sposobem nadciągnął mi coś w piersi, bo ciągle mnie ta pierś boli - już od kilku dni. Ale dzięki temu miałam okazję wypróbowania osłonek piersi, które dostałam od Canpol babies

     Osłonki są w 2 rozmiarach:
S- małe,
L - normalne.
     Mi znów podpasowały te w mniejszym rozmiarku. Po wyjęciu ich z opakowania byłam mile zaskoczona, że osłonki są zapakowane w plastykowe pudełeczko. Super pomysł, bo zawsze można zabrać takie pudełeczko ze sobą na wizytę czy w podróż i osłonki są bezpieczne. 


     Same osłonki są z bardzo miękkiego silikonu, są bezzapachowe i bezsmakowe. 



     Osłonki u mnie sprawdzają się super. Przylegają w całości do piersi i utrzymują się podczas karmienia. Nie muszę ich przytrzymywać. A widziałam jeszcze w szpitalu, jak jedna mama używała innych osłonek, które musiała podczas karmienia przytrzymywać cały czas. To jednak jest mega uciążliwe. Dlatego te osłonki z Canpola mi się podobają, bo same się trzymają. 

    Synio z początku dziwił się, co też ta mama założyła na cycusia! On niechętnie bierze nawet smoka do ust, więc jak wyczuł silikon, to był zniechęcony, jednak chyba chęć napicia się maminego mleczka zwyciężyła i zaczął ładnie ssać i pić mleczko przez osłonkę. Nie powiem, żeby u mnie ta osłonka działała przeciwbólowo, bo pierś tak czy owak pobolewała mnie w pierwszych dniach prób z osłonkami, jednak dzięki nim, czułam, że pierś jest chroniona i synio dalej mi jej nie uszkadzał. No i dziś, po kilku dniach używania tych osłonek pierś mnie już prawie nie boli. Z czego się bardzo cieszę. 

     Poza tym łatwo je umyć, a jak wyschną to chowamy je spowrotem do pudełeczka i zabezpieczone są przed zabrudzeniem. I tak co karmienie. Mam koleżankę, co ma wklęsłe sutki. Mówiła mi, że dla niej były wybawieniem osłonki, bo bardzo pomagały jej w karmieniu piersią. Co prawda ona używała innych osłonek, ale samą ideę osłonek bardzo zachwalała. Ja dopisze tylko, że jeśli karmiąca mama ma pogryzione lub uszkodzone sutki przez dzieciątko, to te osłonki warto sobie zakupić i używać! 

czwartek, 2 lipca 2015

Wkładki laktacyjne z aloesem z Canpol babies.

      Nie wiem czy to jest zależne od ilości ciąż i wykarmionych dzieci, ale tym razem, przy tym moim trzecim dzieciątku mam chyba największe cycki i najwięcej mleka! Są momenty, że aż samo wycieka, a wtedy bardzo przydają się wkładki laktacyjne! Ja mam wkładki z aloesem z Canpol babies. 





     W środku opakowania są dwa woreczki, a w każdym woreczku jest 20 innych małych woreczków. Dlaczego tak? A no dlatego, że każda jedna wkładka jest pakowana w osobny woreczek, aby zapewnić jak najlepszą higienę. Dodam, że woreczki bardzo łatwo rozrywa się na pół i w prosty sposób dostajemy się do wkładki. 



      Niby wielką zaletą jest tutaj też fakt, że każda wkładka ma z tyłu pasek z taśmą klejącą. Co przydaje się oczywiście w przytrzymaniu wkładki na miejscu. Ale u mnie akurat to się nie sprawdza. Ja podczas karmienia muszę najpierw wyjąć wkładkę ze stanika i odchylam stanik, żeby synio mógł złapać cycusia do amciania. A po skończonym karmieniu układam znów wkładkę na piersi w staniku. 





      Jestem zadowolona z tych wkładek, bo dzięki nim nie mam wszystkich staników wybrudzonych od mleka. A Wy musicie używać wkładek? Ja pamiętam, że zarówno przy pierwszym dziecku jak i przy drugim nie używałam wkładek - nie było takiej potrzeby. Teraz jest całkiem odwrotnie.

środa, 1 lipca 2015

Wysokochłonne podkłady poporodowe Canpol babies.

      Tutaj pisałam Wam o majtkach poporodowych z Canpol babies. Dziś chciałam napisać słów kilka o podkładach poporodowych z Canpol babies. 



     Te właśnie wysokochłonne podkłady poporodowe miałam zabrane ze sobą do szpitala. Miałam też i innej firmy podkłady zabrane, ale porównując jedne do drugich, to stwierdzam, że te z Canpola są lepsze. Dlaczego? Otóż podoba mi się w nich to, że są wyprofilowane, dzięki czemu ładnie dopasowują się do kobiecego ciała, poza tym są cienkie, ale bardzo dobrze wchłaniają wszelkie płyny, no i mają na odwrocie pasek z klejem, co ułatwia utrzymanie podkładu na miejscu w szczególności podczas chodzenia czy podczas snu. A to duży plus, że mamy pewność tego komfortu, że po choćby godzinnym śnie wstanę i podkład będzie na miejscu, a przy okazji nie pobrudziłam prześcieradła. A przecież może się i tak zdarzyć, bo choć jestem już ładnych kilkanaście dni po porodzie, to ciągle jednak ta krew wypływa i zawsze może zdarzyć się, że wybrudzę bieliznę czy pościel. Ale nie obawiam się tego nosząc podkłady z Canpol. 




     Kobitki, Wy jakich podkładów używałyście/używacie? Może polecicie innej firmy wygodne podkłady? Lub macie jakieś spostrzeżenia co do tych podkładów z Canpol? Chętnie przeczytam Wasze opinie :)