poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Podręczniki z Gangalfa.

     No i już jutro dzieci znów pójdą do szkoły. U nas teraz już dwójka pójdzie do podstawówki - dokładnie zaczniemy 3 klasę i 1 klasę. Ehh... oby ten nowy rok szkolny był lepszy od poprzedniego :) Ale wracając do tematu, to mój pierwszoklasista ma dostać książki ze szkoły, tylko do religii musiałam mu zakupić książkę i ćwiczenie. Za to dla starszego kupować musiałam sama wszystkie książki i ćwiczenia. No i znów poszukiwałam jak najtańszej księgarni. W ubiegłym roku wybrałam Legolasa - zresztą możecie poczytać o tym tu. A w tym roku polecono mi księgarnię Gandalf.com.pl.  Przejrzałam ich ofertę, porównałam z innymi księgarniami no i faktycznie, wyszło najtaniej. No i złożyłam zamówienie - wyszło  pond 300zł. 




     Wiecie, w ubiegłym roku składając zamówienie w Legolasie poprosiłam o jakieś gratisy do mojego zamówienia - dostaliśmy pamiętam dwa ćwiczenia dla malucha, jedno dla starszaka i książeczkę z bajką. Tym razem moje zamówienie wynosiło mniej niż w ubiegłym roku, ale też poprosiłam i w Gandalfie o jakieś gratisy do mojego zamówienia - widzicie na dolnym zdjęciu mały notesik i zakładkę do książki? To mój gratis od nich. No szału nie ma. Ale cóż. Jakiś gratis jest :) Mówi się, że trzeba się cieszyć nawet z małych rzeczy, to się cieszę :) Owszem, notes już w użyciu jest, a zakładka też w jednej książce już ma miejsce. Więc przydatne te gratisy. Jednak mam jeszcze dodatkowo rabat od księgarni na kolejne zakupy. Choć to dostałam z innej przyczyny. Bo czekałam na wysyłkę prawie tydzień i żadnej wiadomości od księgarni nie miałam. Więc do nich napisałam co z moim zamówieniem, no i w ramach przeprosin dostałam rabat na kolejne zakupy. Bardzo mnie ten gest zaskoczył, ale i bardzo uradował - oczywiście rabat na pewno wykorzystam! 

      A Wy gdzie w tym roku zakupiliście podręczniki dla dzieci? Tez w internetowej księgarni? Czy w takiej zwykłej u siebie w mieście?

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Wkładki laktacyjne DISPOSABLE SOFT z Canpol babies.

      W paczce tutaj pokazywałam 3 produkty od Canpol babies. Laktator opisywałam tu, torebki do przechowywania pokarmu tu, a teraz czas na wkładki laktacyjne DISPOSABLE SOFT. 



      Pewnie wydaje się Wam, że o wkładkach już pisałam. Zgadza się, tutaj opisałam Wam wkładki z Canpola ale z aloesem. A tym razem przedstawiam wersję SOFT :) 
       Te wkładki pakowane są po 2 sztuki w woreczku. Woreczek łatwo się otwiera, ale i łatwo go zabrać ze sobą zarówno w kieszeni jak i w torebce. Dzięki temu, że są pakowane w te woreczki, to nic się z nimi nie dzieje podczas podróży. 




      Jak widać na fociach - wkładki są śnieżno białe, mają mały pasek z klejem do przyklejenia - choć ja dalej twierdzę, że mi ten pasek z klejem nie potrzebny! Dalej wyjmuję wkładki ze stanika podczas karmienia, więc muszę je ciągle odklejać. No ale na pewno są kobiety, które chwalą sobie ten pasek klejący, że wkładki nie latają im po staniku :) Jak dla mnie, to te wkładki EasyStart Aloe Vera były lepsze, bo nic mi się z nimi nie działo, nawet jak sporo mleka wchłonęły. A te Soft rozwarstwiają się trochę. Chodzi mi o tę watę w środku, bo przeciekać to nie przeciekają - zatrzymują w sobie wchłonięty pokarm. Wkładki Soft są delikatne, cienkie,  nie podrażniają piersi i są mniejsze od tych z aloesem. Ale dobrze spełniają swoją funkcję, a to przede wszystkim chodzi :)

Torebki do przechowywania pokarmu z Canpol babies.

     Tutaj przedstawiłam Wam laktator Canpola, a dziś przedstawię Wam z tej firmy torebki do przechowywania pokarmu.



     Torebki te stosujemy do przechowywania pokarmu w lodówce lub w zamrażalce. Jak je obsługujemy? A no banalnie prosto. Na woreczkach są specjalne miejsca na dokładne opisanie: daty, godziny i ilości ściągniętego pokarmu.



     U góry jest do oderwania kawałek tej torebki, gdy go oderwiemy/odetniemy to otwieramy opisaną już torebkę i wlewamy ściągnięte mleczko do środka. Potem zamykamy woreczek i już! Gotowe! Dodatkowo wspomnę, że woreczki można postawić, ale nawet gdy leżą, to nic się z nich nie wyleje, bo są szczelne.



     Woreczki z Canpola są dla mnie wybawieniem! Dzięki laktatorowi ściągam mleczko, a dzięki torebkom mogę mleczko mieć w zapasie w lodówce (przez dobę) lub w zamrażalce ( od tygodnia do 3 m-cy). Dlaczego piszę, że woreczki to dla mnie wybawienie? A no dlatego, że mając zapas pomrożonego mleka, mogę gdzieś wybyć z domku bez synka - a w tym czasie spokojnie tato zajmie się syniem i poda mu odmrożone i odgrzane mleczko. Dla mnie bomba i aż żałuję, że przy moich dwóch starszych syniach nie wiedziałam o takich przydatnych rzeczach! No ale człowiek uczy się całe życie :) A Wy kobitki używałyście takich woreczków? Lub może używacie jeszcze?

niedziela, 23 sierpnia 2015

Laktator ręczny z Canpol babies.

     Pod koniec lipca pokazywałam Wam przesyłkę od Canpol babies. Dokładnie tutaj. A dziś przedstawię Wam moją opinię o jednym z tych testowanych produktów - o laktatorze ręcznym.



     Laktator Bacic jak widać prezentuje się dosyć przystojnie :) Hi, hi, jeśli można tak napisać o laktatorze :) Podeszłam do laktatora tak dosyć sceptycznie nastawiona. Bo pamiętam, jak po urodzeniu pierworodnego próbowałam swoich sił z laktatorem, takim najzwyklejszym i jakoś to całe odciąganie nie szło mi wtedy w cale!!! Tym razem mężu mnie mobilizował do spróbownia - no i jestem zaskoczona - ściągnie idzie mi super! Nie wiem czy jest to spowodowane faktem, że teraz przy trzecim dziecku mam więcej pokarmu w piersiach niż miałam go przy pierwszym czy drugim dziecku, a może spowodowane jest to faktem, że nie każdy laktator sprawdzi się u każdej kobiety? Hmmm... coś w tym jest :) W każdym bądź razie laktator Basic z Canpola poza swoim ładnym wyglądem, bardzo ładnie dopasowuje się do mojej piersi, co pomaga w odciąganiu mleczka. Oczywiście trzeba się trochę napompować, żeby to mleko było ściągnięte - pewnie tutaj wygodniejszy jest laktator elektryczny, ale ja mam już dobry sposób i w cale nie zauważam, kiedy mam buteleczkę mleczka spuszczone. Po prostu oglądam film w tv i pompuję, pompuję, a po chwili spoglądam na miarkę w buteleczce i już wiem czy starczy czy jeszcze trochę dopuścić mleczka. Co mi się jeszcze podoba w tym laktatorku? A no to, że wszystkie części można rozmontować do umycia, no i łatwo składa się wszystko spowrotem. Laktatorek działa cicho, pompuje się lekko - to jest też spora zasługa wygodnej rączki, no i pierś mnie nie boli przy odciąganiu - to zasługa silikonowej nakładki masującej. Zresztą co tu dużo jeszcze pisać - pokażę Wam kilka fotek. 







     Powiem Wam tylko, że jeśli szukacie niedrogiego i dobrego laktatora ręcznego - to ten Wam szczerze polecam! 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Należy się czy nie należy "wyprawka szkolna"?

      Przyznam szczerze, że wcześniej mało się interesowałam dofinansowaniem do zakupu podręczników dla dzieci. Dlaczego? A no dlatego, że pomimo tego, iż ja nie pracuję zawodowo i nie mam żadnego dochodu, pracuje i zarabia tylko mąż, to nam się nic - żaden dodatek jak rodzinne czy cosik innego nie należało, bo dochody przekraczają.  

      Jednak teraz mamy trójkę dzieci - zaliczamy się do rodziny wielodzietnej. Cóż to takiego dla nas oznacza? A no między innymi to, że możemy starać się o dofinansowanie do zakupu podręczników. 


      Mój najstarszy synio pójdzie teraz do 3 klasy - gdyby szedł do innej klasy to o dofinansowanie starać bym się nie mogła, bo teraz większość klas dostanie darmowe podręczniki - jednak nie 3 klasy podstawówki. 


      A więc mojemu najstarszemu synkowi musiałam zakupić wszystkie podręczniki za swoje pieniążki. A młodszemu, który pójdzie do 1 klasy zakupić musiałam tylko książkę i ćwiczenie do religii - resztę dostanie w szkole we wrześniu. No i nagle usłyszałam od bratowej, że przecież mogę złożyć wniosek w szkole o dofinansowanie zakupu podręczników dla starszego, bo jesteśmy teraz rodziną wielodzietną! No to ok. Najpierw poprzeglądałam różne strony - w tym stronkę MEN o wyprawkach - czyli komu, co i ile się niby należy. No i wyczytałam TU ciekawe rzeczy. Bratowa podpowiedziała mi między innymi, że mogę złożyć wniosek do szkoły bez mężowskiego zaświadczenia o dochodach, bo nam przekracza limit, więc tylko w uzasadnieniu muszę opisać swoją sytuację - czyli że jesteśmy teraz rodziną wielodzietną. No i niby na tej podstawie mogę się starać o pieniążki. W szkole naszej byli w szoku jak o tym im powiedziałam! Sekretarka i dyrektorka ciągle powtarzały, że muszę donieść zaświadczenie o dochodach męża i że późno składam wniosek, bo rodzice już dawno składali wnioski, no i że raczej ja nie dostanę pieniążków, bo niby na jakiej podstawie!? 


       Hmmm... nie powiem, wkurzyłam się wtedy! W domku jeszcze raz wertowałam stronki MENu i wydrukowałam sekretarce  stronkę z zaznaczeniem tego wersu:

Pomoc w formie dofinansowania zakupu podręczników oraz zakupu materiałów edukacyjnych będzie przysługiwać:
  • uczniom pochodzącym z rodzin, w których dochód na osobę w rodzinie nie przekracza 574 zł;
  • uczniom pochodzącym z rodzin niespełniających kryterium dochodowego na podstawie decyzji dyrektora szkoły, uwzględniającej lokalne warunki ekonomiczne i społeczne (np. ciężka choroba, wielodzietność, przemoc, alkoholizm, narkomania w rodzinie);
  • uczniom niepełnosprawnym bez względu na dochód.
      Poza tym znalazłam TUTAJ kontakt do pana Cezarego Zawistowskiego z Departamentu Analiz i Prognoz w MEN. Zadzwoniłam, dopytałam i powiedział, że mam składać wniosek, bo pieniążki mi się należą! A dodatkowo podpowiedział mi, w jakim paragrafie rozporządzenia z 23.06.2015 roku to jest opisane. I z wypełnionym wnioskiem, bez zaświadczenia o dochodach i wiedzą wyczytaną i usłyszaną wróciłam do szkoły! I znów ta sama gadka - poza tym pani dyrektor powiedziała, że owszem, szkoły dostają takie 5% kwoty na takich jak ja rodziców, ale oni niby takiej kasy nie dostali! A co najśmieszniejsze - ja jestem jedynym rodzicem w naszej szkole, który składa wniosek o dofinansowanie ze względu na wielodzietność! I dla mnie podobno kasy nie ma! No nie wiem jak to będzie, bo oni to muszą skonsultować z Oświatą - znaczy ten mój wiosek i moje uzasadnienie, a mi pozostaje czekać :)

     Ehhh... ciekawe ile będę czekała? A jeszcze bardziej zastanawia mnie czy rozpatrzą mój wniosek pozytywnie czy jednak negatywnie?! Bo z tego co dziś usłyszałam w szkole, to sekretarka i pani dyrektor były by mocno zszokowane, gdybym jednak coś dostała - bo ciągle słyszałam od nich pytanie - no ale niby na jakiej podstawie miała by pani coś dostać?! Nie rozumiem tego, bo przecież podałam im wszystko czarno na białym - wszystko opisane. A jednak wracało pytanie jak bumerang - no niby na jakiej podstawie?! Boziu dopomóż! Pewnie że chciałabym dostać to dofinansowanie, ale teraz chciałabym go jeszcze bardziej - żeby pokazać pani dyrektor i pani sekretarce, że to JA MIAŁAM RACJĘ!


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Nad wodą.

       Wakacje jeszcze trwają, trochę upalnych dni było, więc i dzieci częściej wołały, że nad wodę chcą. A że u nas jezior dużo, do wyboru - do koloru, to tylko jechać i pluskać się.



     Całkiem niedaleko od naszego domku jest jeziorko. Nad tym jeziorkiem Zaganie spędzaliśmy najwięcej czasu. Choć szkoda, że prawie zaraz za pomostem jest głęboko i nie tylko dzieci, ale i dorośli uważać muszą. Ale na dzieci szczególną uwagę zwrócić jednak trzeba. Dodam jeszcze, że moi chłopcy tutaj nad tym jeziorkiem drugi rok z rzędu uczyli się pływać pod okiem ratowniczek :)




        Udało nam się też wykorzystać jeden dzionek na wypad do Gdyni na plażę. A przy okazji chłopcy i tam pomoczyli się troszkę. Przynajmniej Ci dwaj starsi się pomoczyli, a najmłodszy mógł swoimi malutkimi stópkami nagrzanego piasku podotykać. To było nowe doświadczenie dla niego. 





     Jak byliśmy w odwiedzinach u prababci, to też oczywiście jeziorko musieliśmy zaliczyć. Jeziorko Barlineckie jest dosyć duże i wyjątkowo ciepłe było w tym roku. Zdążyło się nieźle nagrzać w te upalne dni. Dzieci były zadowolone.



     A jako że u nas w jeziorku Zaganie ostatnio mamy zakaz kąpieli, bo jest sinica, to korzystamy z troszkę innego jeziorka - jeziorka Drzędno. Jest malutkie i woda cieplutka w nim. Nawet Hubisiowi nóżki udało się zamoczyć w wodzie. Ale tylko troszkę i na chwile, bo jednak mało mu się to podobało. To jednak nie taka ciepła woda jak w domku podczas kąpieli :)







     Ja w tym roku wyjątkowo nie skorzystałam i pewnie już nie skorzystam z kąpieli w jeziorku. Jakoś mam obawy, czy pływając w zimnej wodzie nie nabawiłabym się zapalenia piersi lub czegoś innego i jakoś tak nie popływałam sobie. Ale za rok odbiję to sobie z procentem - pod warunkiem, że pogoda dopisze :) A jak tam Wasze wakacyjne wojaże nad wodę ?

czwartek, 6 sierpnia 2015

Gdynia & Malbork.

      W ubiegłym tygodniu, jeszcze przed tymi upałami, wybraliśmy się z dziećmi do Gdyni i do Malborka. 

      Najpierw w Gdyni pospacerowaliśmy troszkę po Skwerku - nie pamiętam czy Wam już pisałam, ale do Gdyni mam ogromny sentyment! To jest takie moje miasto, dużo, dużo wspomnień z nim mam. Zresztą mieszkałam kilka lat w Gdyni - więc nie ma się co dziwić :) No ale wracając do naszego wyjazdu. Chłopcy też lubią Gdynię i każdy wyjazd do tego miasta jest fajny :) Niby zawsze chodzimy prawie w te same miejsca, ale staramy się też pokazywać im nowe miejsca, takie, w których jeszcze z nimi tam nie byliśmy. Albo i takie w których wszyscy jesteśmy pierwszy raz. I takim też miejscem był dla nas punkt widokowy na rogu ulic Świętojańskiej i 10 Lutego. Bo ja i dzieci byliśmy tam pierwszy raz - tato był już któryś z kolei :)




     Na dole zaś w budynku można obejrzeć olbrzymią makietę Gdyni! Gdynia w miniaturze - szacun dla tych ludzi, którzy wykonali tę makietę!



     Potem oczywiście spacerek po Skwerku Kościuszki. I choć pogoda tego dnia była niepewna, to udało nam się odwiedzić znajome kąty :)








     Następnie wsiedliśmy do autka i kierunek Malbork. Trasa minęła nam szybko, za to korki w Malborku mogły by niejednego wykończyć! No ale my mamy sporo cierpliwości do stania w korkach, w końcu w Kościerzynie czy w Trójmieście to w korkach można stać codziennie :) Taki urok tych miejscowości. Wracając do Malborka, to nas interesował Dino Park w Malborku. Byliśmy nastawieni na masę atrakcji tam. Ale nasze nastawienie to jedno, a to co tam widzieliśmy to drugie. Na samo dzień dobry, już na terenie dino parku przywitały nas smoki. Niby fajnie, bo to taka nowość dla nas. Choć trochę nas rozczarowały smoki. Owszem - ryczały, trochę się ruszały, ale chyba niektóre miały psikać wodą lub gazem, a tego nie robiły. Chyba cosik im się popsuło lub skończył się zapas wody czy gazu. Ale to pikuś, bo najważniejsze, że smoki dzieciom się podobały. 










     W tym dino parku fajne były żywe zwierzątka. Daniele spodobały się nam bardzo. Pięknie się prezentują. Był też mały kangurek, ale wyglądał na wystraszonego. Poza tym były i kozy, zające, paw i inne zwierzaki czy ptaki. I powiem szczerze, że naszym dzieciom najbardziej spodobało się w tym całym dino parku to zoo, czyli wszystkie żywe zwierzątka!








     Dinuśki też tam oczywiście były, choć my spodziewaliśmy ich się tam dużo więcej. Jak dla nas, to tych dinuśków było tam mało i szczerze, to wrażenia na nas one nie zrobiły. Byliśmy już w Inwałdzie i Zatorze w parku dinuśków i w Łebie kilka lat temu ( a przydało by się odwiedzić znów), to mamy porównanie parku dinusiów do parku dinusiów. I ten w Malborku ( użyję słów, które ostatnio zasłyszałam u przyjaciół;) ) "dupy nie urywa"! Ale wrzucę kilka fotek, które udało nam się zrobić z dinusiami :)





      Poza tymi atrakcje są tam dodatkowe ( płatne też dodatkowo) takie jak: pływanie pontonikiem, jazda samochodzikiem, park linowy itp. Oj dzieci moje chciałyby ze wszystkiego skorzystać, ale ja bym wtedy chyba z pustym portfelem wyszła. No cóż, mieli do wyboru jedną płatną atrakcję każdy. Zobaczcie co oni wybrali :)




     
      A poza tym w cenie biletu można obejrzeć skamieniałości w muzeum w tymże parku. Patryk stamtąd wyniósłby większość tych kamyków :)




      Ogólnie to ten Park Dinozaurów w Malborku nas nie zachwycił. Jednak pomimo tego i nie za pięknej pogody, wracaliśmy zadowoleni i zmęczeni całodziennym chodzeniem. W końcu rodzinnie spędziliśmy ten dzionek. Hubi nic nie zapamięta z tego wyjazdu, bo większość przespał. Ale na zdjęciach jest też uwieczniony, więc pamiątka jest. A poza zdjęciami zakupiliśmy sobie takie magnesiki w Gdyni :)