czwartek, 26 listopada 2015

Płeć dziecka.

     Zbierałam się trochę czy w ogóle poruszać tutaj ten temat. Ale w końcu coś tak jakby pękło we mnie i postanowiłam napisać.

      Wielu z Was, czytających ten tekst ma dziecko/dzieci. Jak wiecie, ja mam trójkę - dokładnie mam trójkę synów. Bardzo przeze mnie kochanych synów!!! Nie zamieniłabym ich nawet na jedną dziewczynkę!!! Choć nie twierdzę, że nie chciałabym mieć córki - oj chciałabym i to bardzo :) Ale mam synów i więcej dzieci nie planuję - nie wyrzekam się, bo jak Bozia da to przecież wychowam jak własne, hi, hi, taki żarcik :) Ale nie rozumiem ludzi, którzy mają czelność mi mówić, że mi WSPÓŁCZUJĄ, że mam samych synów!!! Czy to hańba ? Czy to ujma jakaś ? Czy komuś to przeszkadza ? Czy ja robię komuś krzywdę tym faktem, że otwarcie mówię - JESTEM MAMĄ 3 CHŁOPCÓW!? Czy fakt, że mam samych synów, a nie same córki lub że płeć mych dzieci nie jest wymieszana ( np.chłopiec, dziewczynka i chłopiec) to jest to dla kogoś problemem lub aż takim faktem, że trzeba mi współczuć???????????????

      Przyznaję się bez bicia, że nie raz i nie dwa, sama powiedziałam podczas jakiejś rozmowy z kimś z rodziny czy ze znajomych, że żałuję że nie mam córki, albo że czemu Bozia dała mi samych chłopaków?! Ale po chwili zawsze dodaję, że może tak po prostu miało być, bo w końcu królowa musi być w domu jedna!!! Pocieszam się, że kiedyś tych moich 3 Muszkieterów będzie nosiło mnie na rękach!!! Oj dobra, nie odbierajcie mi tych marzeń, wiem, że będą woleli wtedy na rękach nosić młode siksy, niż starą matkę, ale to moje pocieszające marzenie!!! 

      Ot taka dygresja innej mamy, całkiem obcej mamy, dodam, że mamy posiadającej tylko jedno dziecko płci damskiej, a jak jakaś zadra, jakiś wiór po części kłuje me serce! Bo ciągle pytam się sama siebie - dlaczego ona tak powiedziała? Przecież mogłam odpalić jej tekst typu: a ja współczuję Tobie że masz tylko jedno dziecko! Ale nie zrobiłam tego. Na jej reakcję odpowiedziałam: że JA sobie NIE współczuję - jestem ZADOWOLONA z tego faktu - wręcz DUMNA jestem! Uwierzcie mi na słowo - jej mina, na moją odpowiedź była dziwna! Tak dziwna. Bo nie umiem opisać jej miny. Nie wiem, może pomyślała, że pomieszało mi się w głowie od testosteronu męskiego, albo aż tak mocno mi współczuła,... sama nie wiem. 

      Pamiętam, będąc w 1 ciąży nie znając jeszcze płci, było mi wszystko jedno czy urodzi się córcia czy synek, chciałam chyba nawet bardziej pierwszego syna. Może dlatego, że sama jestem najstarsza z rodzeństwa i czasem brakowało mi takiego starszego brata :) Ale wtedy najważniejsze było, żeby dzieciątko urodziło się całe i zdrowe! A kiedy dowiedziałam się, krótko przed porodem dopiero, że będzie to syn, to aż pękałam z dumy! Nawet bardziej niż mój maż :) W 2 ciąży podświadomie wmawiałam sobie, że tym razem będzie córka. Bo tego oczywiście chciałam. Mężu od początku mówił, że to będzie drugi syn - nie chciałam tak jakby go słuchać, ale na pierwszym usg już sprowadzono mnie na ziemię informacją, że urodzę syna. No cóż, kilka dni zajęło mi pożegnanie się z myślą o córce i na nowo zaczęłam się cieszyć kolejnym synem. Przecież to i lepiej, bo starszak miał się potem z kim bawić, no i młodszy ma po kim ciuchy nosić, mamcia ekonomicznie od razu myśli :) Podczas 3 ciąży to na bank byłam na początku przekonana, że tym razem to będzie córka! Mężu też mówił, że czuje, że tym razem córa będzie. Pierwsze usg nie pokazało płci, drugie też nie, więc udaliśmy się na prywatną wizytę na usg - a ja od jakiegoś już czasu zaczęłam mówić do męża, że mam takie jakieś odczucia, pomimo całkiem odmiennej ciąży od tamtych dwóch, że i tym razem to będzie chłopak. Mężu nie słuchał, wiedział swoje - ale na usg wyszło, że to syn, tatko zaskoczony, ja trochę rozczarowana - bo przecież była iskierka nadziei na córkę;), ale w sumie to sprawdziło się me odczucie i cieszyłam się, że to kolejny syn! No i potem tylko modliłam się, by urodził się cały i zdrowy! Dziękuję Bogu za moich 3 urwisowatych, ale jakże kochanych, całych, zdrowych, no i moich- naszych, bo z mężem dzielę się tą radością, naszych synów!

      Czy po przeczytaniu tego tekstu myślicie, że zgłupiałam, albo oszalałam ciesząc się z faktu, że jestem mamą 3 chłopców!????  Co Wy myślicie o posiadaniu dzieci tej samej płci?  Nie no, wypowiedzcie się tutaj, nikogo nie pobiję za odmienne zdanie ;) Jestem po prostu ciekawa Waszej opinii :) Bo ja zdania nie zmienię! A co do córek, to jak synowie się ożenią, to i córki będę miała :) Bo synowa to przecież jak córka, co nie ;) Hi, hi :)

wtorek, 24 listopada 2015

Pieluszkowy torcik :)

      Na początku tego m-ca byłam z rodziną na chrzcie mojej siostrzenicy :) No i tego dnia Maleńka dostała od nas poza kopertą torcik z pampersów wykonany przez ciocię :) Pomyślicie sobie - taki tort prosta sprawa! Ja też tak na początku pomyślałam, tylko potem było z nim jednak trochę roboty :)


      Zacznę od tego, że do jego przygotowania zużyłam: 
- 34 pampersy,
- 2 opakowania chusteczek nawilżanych,
- 2 grzechotki,
- trochę różowej bibuły,
- różową wstążkę,
- kartkę z życzeniami,
- celofan,
- no i trochę kleju + nici do obwiązywania pieluch.



     No właśnie, wyczytałam gdzieś na necie, że do obwiązywania pieluch używają ludziska gumek recepturek. Jednak ja się nie przygotowałam, bo zapomniałam, że u nas takowych brak, moje chłopaki zawsze do czegoś takie gumki mi zabierają i co tu teraz zrobić? No cóż, nici akurat mam różne i przeróżne :) I było sporo wiązania :) Ale najważniejsze, że się nie poddałam i dałam radę :) W końcu chciałam zrobić niespodziankę dla Maleńkiej :)




      Jak widać, mój Malutki też mi trochę pomagał :) A co! Od małego uczy się pomocy! Jak widać na fotkach, nawilżane chusteczki złączyłam razem i stanowiły środek tego tortu (dodam, że trochę skleiłam je taśmą przeźroczystą, żeby nie latały lub nie wypadły z tortu). Potem zwijałam pieluchy i obwiązywałam je, no i na koniec mogłam je ustawiać. Każde piętro obwiązane bibułą, która znów sama się trzymać nie chciała i skleiłam ją na końcach klejem.Dobra, parter jest, piętro już też, więc czas dołożyć grzechotki, obwiązać każde piętro szeroką wstążką ( żeby się trzymała spięłam szpileczką), ja jeszcze położyłam kartkę z życzeniami z tyłu tortu i obwiązałam wszystko celofanem, który związałam jak widać też różową wstążką :) I torcik gotowy :)




      Podoba się ? Bo mi bardzo! Maleńka osóbka obdarowana tym tortem pewnie też była zadowolona. A ja jestem pod wrażeniem, że wzięłam się za takie prace :) Zdradzę Wam, że moi synkowie biorą udział w szkolnym konkursie na przebranie aniołka - ja im próbuję szyć te przebrania :) Hi, hi, ja i maszyna! Cha, cha - efekt niedługo na blogu :)

poniedziałek, 16 listopada 2015

Słodka kampania :)

      Lubicie słodycze? Ciastka, wafelki i inne smakowitości? Ja uwielbiam, moja rodzinka zresztą też :) Całe szczęście nie widać tego aż tak mocno po nas, hi, hi :) Jednak mało brakowało i było by po nas widać, bo Streetcom przysłał mi do testów od firmy dr Gerard całe wielkie pudło słodkości/smakowitości. 



       Dobrze, że nie dbam o linię, bo inaczej nie wiem jak podeszłabym do testów, a tak - HULAJ DUSZA, PIEKŁA NIE MA!!! :) Najbardziej zadowoleni oczywiście byli moi synkowie! W ogóle, gdybym nie pochowała części zawartości pudełka, to oni nawet z mamą czy tatą nie podzieliliby się i wszamali by wszystko! A tak udało mi się poczęstować czy sąsiadów, czy rodzinę jak nas odwiedzili lub my w odwiedzinach u nich byliśmy, czy też przyjaciół. Nie że chamska jestem - dzieliłam się! Choć osoby częstowane nie za bardzo swoje twarze chciały udostępniać, za to wrzucę Wam jak ja się zajadałam - mężu mnie przyłapał :)



       Oj tak, PRYNCYPAŁKI to moje ulubione wafelki od dr.Gerarda ( we wszystkich smakach: czekoladowe, kawowe, kokosowe - mniam). Pamiętam jak lata temu, jeszcze mieszkając z rodzicami, mamcia moja kupowała od czasu do czasu te wafelki! Znam je już tyyyyyle lat i ciągle mi extra smakują. Znam od dłuższego czasu też KREMISIE, czy MALTIKEKSY czekoladowe. Choć te dwa rodzaje ciastek najczęściej kupuję w Biedronce - tak tam je znajdziecie. Z tym, że one są podpisane - wyprodukowane dla Biedronki przez dr.Gerard. Polecam Wam poszukać:) Poza tym fajnie było poznać inne smakowitości tej firmy, jak: PASJA, rurki ZEBRA, PRYNCY TORCIK, MAFIJNE, MALTIKEKSY JOGURTOWE no i największe zaskoczenie oraz strzał w 10 to: pełnoziarniste ciastka zbożowe witAM ( dostępne w 3 smakach: musli jabłka rodzynki, musli śliwka czekolada, musli mleko czekolada).



       Te ciastka witAM mega posmakowały mojemu mężowi i mnie! Uwielbiamy takie ciastka! Osoby. które miałam okazję nimi poczęstować, też były zadowolone i chyba najbardziej śliwka im podeszła - taki wyrazisty smak jej czuć w tych ciastkach. Zebra była lekka, krucha - aż za bardzo krucha nawet, nadzienie przepyszne. Mafijne ciastka zauważyłam, że zarówno dzieci jak i dorośli rozszczepiali na 3 części i z każdego pojedyńczego ciastka zlizywali pyszne cytrynowe nadzienie. Kremisie to w ogóle fajowe ciacha dla dzieci! Moje urwisy znają te kremisie już dłuższy czas, bo nie raz i nie dwa zdarza się w sklepie, że proszą by im je kupić :)Maltikeksy czekoladowe jak pisałam są nam znane i przez nas i innych mega lubiane. Nowością były dla nas te jogurtowe - jak dla mnie ok, smak jogurtu mocno wyczuwalny i były twardsze niż te czekoladowe, ale moim dzieciom one nie smakowały. Za to inne dzieci różnie - jednym smakowały, innym nie - podobne opinie o nich mieli dorośli. Pasja natomiast tak szybko zeszła, że nawet nie zdążyliśmy dobrze wgryźć się w nie i smak wyczuć :) Hi, hi, takie testy szybko się toczą, czasem aż za szybko :) Rewelacyjne ciastka do kawy, herbaty, do drinka czy ot tak do pogryzienia sobie i zapodania swojemu organizmowi dawki cukru! 




       Co Wam najbardziej smakuje z asortymentu dr.Gerard???  Streetcom i dr Gerard mega dziękuję za taką pyszną kampanię - osoby częstowane też dziękują i proszą o więcej :) No tak to już jest, że jak coś człowiekowi posmakuje, to chciałby tego więcej! Ja wiem gdzie mogę porobić zapasy różnych ciastek i wafelków dr.Gerarda w pobliskich sklepach, więc jak goście wpadną, to dr.Gerard dalej na stole będzie :)

niedziela, 8 listopada 2015

Przekąski serowe Cheese Snack.

     Przyznam się szczerze, że bardzo miło jest, jak człowiek zaloguje się na jakiejś nowej stronce, gdzie po wypełnieniu jakiejś ankiety raz dwa dostanie się do testów! Kto by tak nie chciał? Każdy by chciał! Ja też chciałam, no i się w TRND zalogowałam. Akurat mieli nabór do testów przekąsek serowych Cheese Snack od Zott. Zgłosiłam się i jakże ucieszyłam, że dostałam się na te degustacje :) 


      Byłam mega ciekawa jak te serki posmakują moim synkom? Obstawiałam, że skoro lubią ogólnie serki zarówno te twarde, jak i topione, i jedzą je zawsze z ketchupem, to byłam wręcz przekonana, że serek Cheese Snack o smaku ketchupowym będzie ich numerem 1. Bo dodam, że paluszki te występują w 2 smakach: oryginalnej mozarelli i ketchupowej mozarelli.  A moim synkom nie smakują paluszki serowe ketchupowe - wolą te klasyczne. :)



       A tak w ogóle - znacie te paluszki serowe Zott ? Widzieliście je w Waszym sklepie? Bo ja szczerze przyznam, wiedziałam wcześniej, że takie cosiki istnieją - ale innych firm spotykałam w sklepach. Te zaczęłam spotykać od niedawana. W sprzedaży ogólnie podobno są u nas w Polsce od listopada 2014 r. Czyli ogólnie już rok na naszym rynku są, a ja je poznałam w tym roku i to całkiem niedawno. Aż wstyd! :) Ale poznałam, posmakowałam i cieszę się, że takie paluszki serowe są - choć jeden smak moim syniom nie podszedł, ale choćby te klasyczne polubili i namawiają matulę na zakup tych serków.

      W domu, w szkole, w biurze, podczas weekendowego wyjazdu czy choćby na podwórku, zamiast sięgać po batona, można wybrać pyszne przekąski serowe Cheese Snack od Zott! Mają poręczne, fajowe i kolorowe pojedyńczo pakowane serki, które mieszczą się i w chlebaku, i w plecaku, w rączce małego i dużego, no po prostu nie ma problemu by to maleństwo gdzieś spakować i zabrać ze sobą. A później to tylko wyciągamy, rozpakowujemy, no i drzemy lub wcinamy jak chcemy :) A przy okazji smacznie zaspokajamy swój głód. 




       I choć starałam się rozdawać sprawiedliwie jedne i drugie serki, to spowrotem otrzymywałam przeważnie pozytywne opinie o tych klasycznych, a o ketchupowych mniej smaczne opinie. Jednak i te ketchupowe wśród moich znajomych oraz wśród znajomych moich synków znalazły kilku amatorów ketchupu właśnie, co to im te ketchupowe podeszły, a klasyczne podobno smakowały im tak jakoś mdło czy bezpłciowo. Wygląda na to, że nasi znajomi oraz rodzina, których poczęstowaliśmy serkami otrzymanymi od TRND ogólnie są zadowoleni, bo dowiedzieli się od nas o nowym produkcie, mieli okazję sami ich posmakować i wyrazić swoją opinię, ale też zaczęli co poniektórzy rozglądać się za nimi u siebie w sklepach. Cieszę się bardzo, że znów mogłam Was czymś nowym poczęstować i zaskoczyć :) 

poniedziałek, 2 listopada 2015

Wyprawka szkolna - podsumowanie.

     W sierpniowym wpisie tutaj opisywałam Wam moją przygodę z wnioskiem o dofinansowanie do zakupu podręczników szkolnych. Oj łatwo nie było, bo jak to w sekretariacie usłyszałam wtedy - że jestem jedynym rodzicem w naszej szkole, który ubiega się o to dofinansowanie tylko i wyłącznie z powodu wielodzietności!

     W ogóle wtedy dyrekcja w naszej podstawówce była mocno zdziwiona, że jak ja, skąd, dlaczego i w ogóle po co?! No ale pani dyrektor, dopytała się w oświacie - i jak 1 września byłam na rozpoczęciu roku szkolnego w szkole, to poprosiła mnie o chwile rozmowy. Z tej rozmowy wtedy usłyszałam, że ona ten mój wniosek bez dochodów męża zaniosła do oświaty - jednak oni powiedzieli, że mam donieść dochody. Dlaczego? A no dlatego, że każda gmina ma tylko 5 % kwoty do rozdysponowania na takich jak ja i że jest w gminie podobno tak dużo chętnych na tę kasę, że chcą dochody, aby zobaczyć - no i ten co będzie miał mniejsze dochody dostanie kasę, a ten co większe to nie dostanie. 

     No cóż, doniosłam dochody męża, no i papiery znów wylądowały w oświacie. Pozostało czekać na wiadomości ze szkoły. I te wiadomości nadeszły teraz w ostatni piątek października. Usłyszałam od pani dyrektor naszej szkoły, że jednak choć jako jedyna taki wniosek w naszej szkole składałam, to odrzucono go, bo zarobek męża był za wysoki. Jeśli chcę więcej usłyszeć odpowiedzi - dlaczego mój wniosek odrzucono, mam udać się do naszej oświaty. 

     Oj powiem Wam, że ucieszyłam się bardzo - bo przecież wiem, dopytywałam się w MEN-ie, pokazałam z jednej strony u nas w szkole, że MAM RACJĘ co ich zaskoczyło, jednak ciśnienie mi mega rośnie, że człowiek tak musi u nas w Polsce walczyć o swoje - a jeszcze i tak nie zawsze wywalczy to swoje! Bo jak to inaczej nazwać można? Skoro z każdej strony, słyszę że NALEŻY SIĘ TO PANI, a jak przyjdzie co do czego to PRZYKRO MI, ALE COŚ TAM COŚ TAM I NIE NALEŻY SIĘ!