poniedziałek, 28 grudnia 2015

Pół roczku minęło :)

      W tym całym ferworze przedświątecznym, roratowym i zaliczeniowym w szkole (niby chodzi o dzieci, a jednak matka też swój czas na to wszystko oddaje), niepostrzeżenie Hubiś skończył pół roczku :) Jeju, jeju, jak to szybko minęło :) Czuję się nie raz i nie dwa, jakbym dopiero co go urodziła i wróciła z nim do domku, a tu już moja kochana Pszczółka pół roczku ma skończone!!!


     Mój mały kawaler w tym roku obchodził swoje pierwsze święta Bożego Narodzenia. Wielkie przeżycie dla niego, ale i dla całej rodziny :) Też kosztował po troszeczku potraw ze stołu wigilijnego - a co! Przecież teraz to on już sporo może smakować nowych smaków i korzysta z tego na całego! Kosztował też już i kefiru, ogórków kiszonych, mandarynki, pomarańcze, pancerwafle uwielbia!, zresztą czego on nie próbował, bo próbował już naprawdę sporo, nawet tych rzeczy, których jeszcze nie powinien, a chciał, to próbował :) Odpukać w niemalowane, nie było po tych przeróżnościach żadnej rewolucji u niego, z czego się cieszę. Jego ciuszki piorę już w dorosłym proszku, żelu czy kapsułkach, bo wypróbowałam i nic mu nie wychodzi, żadna wysypka ani nic takiego, więc od razu piorę jego rzeczy z naszymi. Dodatkowo jaka oszczędność dla mnie :) Czym by się tu jeszcze pochwalić? A! Wiem, potrafi przekręcać się z brzuszka na plecki i z plecków na brzuszek, a nawet troszkę raczkiem do tyłu się wycofać. Czyli na łóżku już go nie zostawiam samego, bo boję się, że spadnie. Kiedy zostaje sam w łożu rodziców, to dostawiam boczki, żeby małą wiercipiętkę zatrzymały :) Zęboli dalej brak. Nie mamy ani jednego jeszcze. Włosów przetartych brak, bo od maleńkości śpi na brzuszku. Choć ostatnio przez chorobę i zatkany nosek nauczył się też spania na pleckach :) Dodatkowo uścisk ma mega mocny i trzeba uważać, bo jak złapie w szczególności za włosy, to boli!!! Oj wiem coś ja o tym :) No i gada, gaworzy, oj nadaje jak katarynka! I wiecie co w tym jego gadaniu jest najciekawsze? Odpowiecie pewnie, że to, iż przegada mamę :) Cha, cha, to pewnie będzie i prawda, ale najciekawsze jest to, że jak on coś tam gada, w szczególności do kogoś, to mówi po swojemu tak, jakby wypowiadał pełne zdania i po każdym zdaniu mała przerwa. Tak jakby intonował lub  znaczył, kiedy jedno zdanie się kończy a drugie zaczyna. I te jego minki przy tym! Ehhhhhhhhhh.... tego aż się opisać nie umie! 
     
     No co tu będę opisywała więcej. Każda mama wie o czym piszę :) Kocham moją Pszczółkę:)

piątek, 25 grudnia 2015

A więc WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

    


       Życzę każdemu z osobna i Wam wszystkim razem rodzinnych, wesołych, spokojnych i bieluśkich Świąt Bożego Narodzenia! Żebyście spędzili te świąteczne dni z najbliższymi, wspólnie zajadając smakołyki ale też wspólnie kolędując :) 




piątek, 18 grudnia 2015

Stroje Aniołków - konkurs szkolny :)

     Moje dzieci lubią brać udział w konkursach - zresztą tak jak i mama. Chłopcy znów brali udział w szkolnym konkursie z religii. Nie wiem czy pamiętacie nasze zeszłoroczne prace na ten konkurs? Jak nie, to tutaj podejrzyjcie sobie. A w tym roku, trzeba było przebrać się za aniołka.

     No niby proste zadanie. W szczególności jak ktoś ma córki w domu - ja mam synów i żadnych białych sukienek, poza moją ślubną nie mam. A chłopcy koniecznie udział wziąć chcieli! No i masz babo placek! :) Przejrzałam moje stare pościele i wyszukałam jedną, której faktycznie nie zakładam już na pierzynę, więc postanowiłam z jednej wielkiej poszewki zrobić dwa stroje aniołków. 



     Krawcowa ze mnie żadna. W sumie maszynę mam, ale stoi ciągle w kartonie i wyciągam ją w ostateczności, jak już muszę zaszyć jakieś rozdarcie, czy wszyć zamek, ale unikam jej jak mogę, bo nienawidzę szyć! Jednak czego to mama dla swoich kochanych urwisów nie zrobi! Nawet z maszyną do szycia się przeprosi :)



      Pierwszy strój niby wymierzyłam, żeby taki luźniejszy wyszedł, no i wyszedł, nawet aż za luźny. Ale jak synio go ubrał, to moim skromnym zdaniem, wyglądał fajnie w tym stroju! Tylko rękawy za długie zrobiłam, to na koniec takie wstawki w rękawach porobiłam i się z automatu skróciły. Ale zabawy z tym było!!! Najważniejsze, że wyszło całkiem, całkiem i ja byłam zadowolona, że mi w miarę wyszło, a synio zadowolony, że miał strój i mógł wziąć udział w konkursie! 



      Skrzydełka mu zrobiłam z bardzo sztywnego kartonu, który obkleiłam marszcząc bibułę białą. A jak wysechł klej, to wszystko spryskałam 2 razy białą farbą w sprayu.



      Aureolę zaś zrobiłam z drutu, który dookoła ozdobiłam łańcuchem choinkowym. No i tu końcowy efekt mojego jednego Aniołka. 





     Starszemu postanowiłam uszyć szatkę trochę w wersji odchudzonej i w sumie za mocno ją odchudziłam, bo przy rękawach było aż za mocno wszyte i synio miał mały problem z ubieraniem i rozbieraniem się z tej szaty. Ale dawał radę, więc ok :) Jemu dostały się od razu krótsze rękawy, niż wyszły mi u młodszego synia. Postanowiłam zmienić też skrzydła, żeby identycznie nie wyglądali. Temu synkowi kształtu skrzydełek nadałam wyginając drut - oj opornie to szło, bo za giętki to on nie był. Ale dałam radę. I nałożyłam firankę, którą do drutu przyszyłam. Też z tym miałam zabawę. Ale efekt mnie zadowolił. Potem aureolkę wykonałam jak młodszemu - czyli drut owinęłam łańcuchem choinkowym. Ale tym razem postanowiłam, że aureolka będzie nad głową synka, a nie na głowie. Więc jak to zrobić? Hmmm... w końcu wymyśliłam, że po prostu od skrzydełek poprowadzę drut wyżej, nad głowę synka i tam zamontuję aureolkę. Tu macie efekt mojej ciężkiej pracy :)




      Z ręką na sercu - dalej szyć nie nawidzę! Ale cieszyłam się jak dziecko, że efekt mojej 3 dniowej pracy - tak, tak, zajęło mi to wszystko aż 3 dni, a nie powiem ile musiałabym doliczyć dni, kiedy to siły zbierałam, żeby wziąć się do tej pracy, jednak podobały i dalej podobają mi się moje wypociny i synkom też. Ufff.... bardzo byłam zadowolona, że stroje im się spodobały i że je założyli na konkursie. Szkoda tylko, że obaj zajęli gdzieś tam przedostatnie miejsca. Bo jak się dowiedziałam, to pani od religii najwyżej oceniła stroje dziewczynek. No ale moi nie mieli kupnych pięknych sukienek czy kupnych pięknych przyozdobionych skrzydełek. Mieli samorobne wszystko - od A do Z! Na to jednak w tym konkursie nie patrzono. Ale to nic. Za każdym razem się przecież nie wygrywa! Ja i tak dumna jestem z moich synów, choćby i za chęci wzięcia udziału w tym konkursie. Bo prawie same dziewczynki się przebierały, z chłopców, to chyba tylko z 7 wzięło udział. Bo jak mi jeden z synków powiedział, że jakiś chłopak mówił: ja się za dziewczynkę przebierać nie zamierzam! No, więc odwagi to im nie brakuje, że kiecki założyli :) 

wtorek, 15 grudnia 2015

Książkowe promocje :)

      To że lubię książki, to już wiecie :) To że lubię promocje - w tym wypadku promocje na książki, to też wiecie :) A teraz zobaczcie za jakie pieniążki udało mi się kupić książki w stacjonarnej księgarni Matras.



      Szkoda, naprawdę szkoda, że 1 części tych książek nie dostałam. Ale upoluję ją jeszcze :) Jak nie w Matrasie, to gdzie indziej :) Uwielbiam takie książkowe promocje :)

niedziela, 6 grudnia 2015

Mikołaj u nas też był! Plus wymianka Mikołajkowa.

     Rano , zaraz po przebudzeniu dzieciaki zadowoleni, bo w butach wystawionych na parapecie cosik na nich czekało! Czyli Mikołajki fajne są!!!





     Mama z tatą jakiegoś wafelka też dostali, więc nie mogą mówić, że Mikołaj u nich nie był :)

     Po pysznym, rodzinnym obiadku wybraliśmy się do Grodziska Owidz, czyli na Kociewie, aby odwiedzić św. Mikołaja. 



      Nie powiem, atrakcji było trochę, bo i można było nauczyć się w przyspieszonym tempie robić pierogi z kapustą, czy polukrować samemu pierniczki i potem je zjeść, albo popatrzeć na cudeńka wykonane przez dzieci, młodzież i nie tylko, które potem można było kupić, np. bombki, stroiki świąteczne, świeczniki i inne takie piękne rzeczy! Ach cosik tam z ozdóbek świąteczych udało mi się też zakupić. Więc pamiątki zawisną na naszej choince. Ale można też było napisać i list do samego świętego Mikołaja i to gęsim piórem!








     Zabawy było sporo, jest tam też i restauracja i piękny duuuuży plac zabaw, ale już nie fotografowałam, bo jak zaczęło robić się zimno, a wiało że hej!!!, to zaczęliśmy się zbierać do domku! Samego św.Mikołaja nie udało nam sie spotkać, bo kolejka była łohohohohohohohooooooooo... taka długa, że nam się stać nie chciało!  Ale dzionek bardzo miły i słodki był :)


     A teraz jeszcze pochwalę się podarkami z WYMIANKI MIKOŁAJKOWEJ U MINII

     Więc ja zostałam obdarowana przez MIMI.MAMI z bloga Oli Loli New Life :) Pięknie dziękuję za podarek Mikołajkowy! Już tak dawno nie dostałam prezentu tylko i wyłącznie dla siebie :) Dzieci były trochę zazdrosne, ale w końcu oni tyle nazbierali dziś słodyczy, że dali mamie w końcu spokój :) Jeszcze raz dziękuję!




     Mi przypadła w obdarowywaniu SZCZYPTA z bloga Szczypta o mnie, Szczypta o nas. Mam nadzieję, że spodobały się gifty;) 






      Dodam, że bombki z łupinek orzechów robiłam wraz z synkami i mężem :) Znaczy mąż dołożył swoje pięć groszy, bo stwierdził, że jedna bombeczka musi być inna - domyślcie się która :) To jego dzieło! Ale zabawa była przy malowaniu. 

     Więc Ogólnie Mikołajki uważam za bardzo udane i rodzinnie spędzone. A jak Wam ten dzionek minął? Odwiedził Was Mikołaj i coś Wam drobnego zostawił?

środa, 2 grudnia 2015

Prać czy nie prać?!

     Niektórzy twierdzą, że jak w domu są dziewczyny, to jest dużo prania. Przecież dziewczyny co chwilę się przebierają i to co dopiero miały na sobie, ląduje do prania. A jak ma się chłopaków, to mogą w tych samych ciuchach i tydzień pochodzić! No niby fajnie by było, bo na wodzie, prądzie i środkach piorących matka by zaoszczędziła :) 

     A jednak! W domku mym 3 synków jest. Dwójka - wiek szkolny - dodam nieskromnie, że uwielbiają grać w piłkę nożną, więc spodnie non stop ślady trawy czy błota mają! A najmłodszy synio choć w piłkę nie gra jeszcze, za to zaczął niedawno swoją wielką przygodę z jedzonkiem innym niż mamusi mleczko, więc i brudzić ciuchy zaczął inaczej :) No i odwieczne pytanie - prać czy nie prać?! Jak prać, to w czym? 




     Na fajnym spotkaniu, o którym pisałam tutaj, dowiedziałam się o DIZOLVE. Co to jest i z czym to się je? Hmm... No zaskoczenie moje było ogromne! Bo przecież sama nie jestem ograniczona jakoś tam umysłowo i orientuję się, że są proszki do prania, płyny i żele, kapsułki wszelakie, a nawet i orzechy do prania już widziałam na własne oczy. Ale żeby ot takie tam listki były?! No to mnie zaskoczyła koleżanka Ania, bo to ona nam na spotkaniu je przedstawiła i każdej podarowała na wypróbowanie. 






     No sami zobaczcie! Niepozorne listki, cieniuśkie jak opłatek. Całość tworzą 2 listki złączone, ale do prania używamy jednego listka, choć podobno można dwóch, jak ciuchy mocniej brudne są. Takie opakowanko, jak to moje na fotce, zawiera 12 pojedynczych listków do prania. Ale są opakowania i po 32 listki. Dodatkowo producent informuje, że jeśli np. mamy mało ciuchów do prania, to możemy użyć tylko połowę jednego listka. Czyli praktyczna taka forma środka piorącego. Bo nie każdy od razu ma tak jak ja hałdy kopalniane do prania! Poza tym listki owe są w wersji zapachowej i bezzapachowej, są hipoalergiczne, są ekologiczne - można by tylko jeszcze chcieć, by same się aplikowały do pralki i pranie same nastawiły :) A co! Jak wymagać, to po całości :) 




      No ale skoro już bierzemy się za pranie, to nic trudnego w tym nie ma, nawet dla facetów ( nie umniejszam tu panom, ale znam osobiście panów, dla których obsługa pralki to magia!). Więc:

- segregujemy ciuchy, odpowiednio kolorami,
- otwieramy pralkę, aby dostęp do bębna był,
- wkładamy najpierw 1 listek Dizolve do      bębna pralki, 
- a potem brudne ciuchy do 5 kg wrzucamy,  jeśli ktoś więcej chce wrzucić, to  koniecznie 2 listki Dizolwe zaaplikować  trzeba na początku,
- płynu zmiękczającego nie trzeba dodawać,
- a więc zamykamy pralkę i nastawiamy  odpowiedni program!










     No i się pierze. A po praniu oglądamy co ta innowacyjna formuła prania zdziałała z naszymi brudnymi ciuchami?!

     U mnie o dziwo, przyznaję bez bicia, byłam sceptycznie nastawiona, ale po wyciągnięciu prania byłam zadowolona. Bo pranie wyprane. Spodnie chłopców czyste. Może tym razem nie trafiły mi się do prania mega, mega zabrudzone trawą spodnie, ale trochę i od trawy były, i od błota. Wyprane były czyste. Prałam w listkach też pościel - wyszła czysta i pachnąca. Choć szkoda, że ten zapach nie utrzymuje się dłużej. Więc osobiście dodaję trochę do prania jeszcze płynu do płukania, aby zapach był na dłużej. 

      Poza tym trafiła w moje ręce próbka, z 2 listkami hipoalergicznymi dla dzieci. Mojemu najmniejszemu Smykowi mam wybraną pewną firmę, z której tylko i wyłącznie kupuję środki piorące. Ale z chęcią wypróbowałam na nim Dizolve! Pozytyw wielki, bo Smyk mój żadnego uczulenia nie dostał! Czyli mogę prać mu ciuchy środkami dwóch różnych firm. Co mnie cieszy bardzo :) 




     Jeśli i Wy chcecie spróbować tej formy piorącej, zapraszam na stronkę DIZOLVE, bo u nich można znaleźć mapkę ze sklepami w Waszej okolicy. A potem udać się do odpowiedniego sklepu i zakupić listki do prania, no i prać, prać i prać :)


     Tak na koniec dodam jeszcze od siebie, że takie opakowanie zajmuje naprawdę minimum miejsca w łazience - proszek czy płyn zajmuje go dużo więcej. No i z łatwością położymy takie malutkie opakowanie nawet na szafce, aby dziecko się do niego nie dobrało! A nawet na zakupach, schowamy ten środek piorący w torebce - czego nie za bardzo dokona się z wielką butelką płynu lub workiem proszku do prania! Zresztą co ja będę tu dużo pisała, zaglądajcie na stronkę DIZOLVE i sami wszystkiego co Was zainteresuje, to poczytacie i dowiecie się tam:)