środa, 24 lutego 2016

"Błękitny dym" Nora Roberts

     O kurczaczki, już dosyć długo nie przedstawiłam Wam żadnej książki! Hmmm.... może dlatego, że żadnej nie przeczytałam :) Cha, cha, znaczy czytałam, ale dziecięce. A dziś skończyłam jedną z moich książek i od razu, tak na świeżo postanowiłam Wam kilka zdań o niej napisać :)


     " Opowieść o kobiecie, która w imię miłości ma odwagę przeciwstawić się szaleńcowi terroryzującemu jej najbliższych."

     Na początku poznajemy pewną rodzinę, wszystkich jej członków oraz ich jeden dzień od którego się wszystko zaczyna. Co oznacza wszystko? A więc TEN właśnie dzień zaczął pewną nienawiść, która ciągnie się aż do ostatnich stron książki. I to nic, że mijają lata, ludzie dorośli, postarzeli się, jedni ułożyli sobie życie, drudzy mają dopiero zamiar je sobie ułożyć - ktoś i tak ciągle pała żądzą zemsty! 
     Przez książkę przewija się ciągle ogień - nie ogień namiętności, tylko taki prawdziwy ogień, który niszczy, rujnuje i zabija! Ale są wątki też inne, takie codzienne, trochę romantyczne, ... cóż, zapraszam do przeczytania, bo jest ciekawa!

P.S. Jest jedno zdanie które mi się mega spodobało w tej książce:
"Albo wyjdziesz za Bo, albo go adoptuję, bo nie zamierzam wypuścić takiego skarbu z rąk." Żeby tak każda matka mówiła o swoim przyszłym zięciu :) 

piątek, 19 lutego 2016

Pomysłowy stolik do kawy.

      Że mam zdolnego męża to wiem, ale dziś chcę się nim pochwalić przed Wami. No może nie konkretnie osobą męża mego, ale jego pracą :)

      Jakiś czas temu gdzieś w necie widział stoliki i fotele wykonane z drewnianych palet. A że jego twórczość nie zna granic, to postanowił coś w tym guście sam zrobić. No dobra, nie sam, bo miał małego pomocnika :) Zresztą zobaczcie sami :)







      I jak Wam się podoba nasz stolik :) Dodam nieskromnie, że został zrobiony na moje urodziny :) Tu na zdjęciach brakuje szyby na górze położonej. Jako, że na razie takiej w jednym kawałku nie mamy, to położyliśmy sobie 2 mniejsze. Teraz pokażę Focię, gdzie to widać :)



      I jak Wam się stolik podoba? Bo dla mnie bomba! Każdy kto nas odwiedza zwraca uwagę na ten stolik :) A chłopcy tutaj są w przebraniach, które mieli ubrane na balu karnawałowym, ale o ich strojach napiszę w innym poście :)

piątek, 12 lutego 2016

Canpol babies - Blogosfera.

                  Cześć i czołem!                  

     Na pewno każdy z Was słyszał lub zna firmę Canpol babies i ich produkty dla kobiet oraz dzieci. Ja miałam tę możliwość, że nawet udało mi się z kilku innych źródeł dostać do przetestowania niektóre ich produkty. Zresztą wystarczy kliknąć w zakładkę TESTOWO I NAGRODOWO, by się przekonać co testowałam od nich. Ale tym razem postanowiłam spróbować swoich sił na ich oficjalnej stronce w BLOGOSFERZE


      Można dostać się do testów lub nawet zorganizować konkurs z ich produktami - jak tego dokonać? A prosto - trzeba się zalogować na ich stronce no i resztę wykonać, tak jak tam opisują - kliknij i się przekonaj. Super było by przetestować jakieś ich produkty - Hubi ucieszył by się z zabawki czy innego gadżetu :) A mama tym bardziej :) Jeśli i Wy jesteście zainteresowani testami z Canpol babies, to wpadajcie na ich stronkę i zapisujcie się!!!

wtorek, 9 lutego 2016

Dalsze przygotowania komunijne.

     Komunia najstarszego syna zbliża się wielkimi krokami. Co prawda do czerwca jest jeszcze sporo czasu, ale ile rzeczy i spraw do tego czasu trzeba załatwić!!!



     Więc tak. Do tej pory mamy już poświęcone: różaniec, książeczkę i od niedzieli też i gromnicę. Gromnica owa jest od chrztu synka. Nowej nie musiałam kupować - zawsze to parę groszy zaoszczędzone. A ksiądz sam namawiał, by specjalnie nie kupować, skoro są te od chrztu. Dokupiłam tylko okapnik i kokardę. Ale namyślam się jeszcze nad tą chustką, co to przykrywa rękę jak trzyma się świecę. Ale to zdążę dokupić zawsze.

     Ta książeczka, widoczna na zdjęciu, to nasza taka do wszelkich podpisów. Synek między innymi co niedzielę i święta chodzi z nią do księdza po podpis - wtedy ksiądz wie, że synio chodzi na msze. Ale tam wpisuje się też daty poświęcenia różańca, książeczki, gromnicy i medalika, a także kiedy odbędzie się I spowiedź. Jak chodziło się na różaniec, roraty, to też się wpisywało --- sporo tego. No niby na pamiątkę to jest, ale też takie trochę zobowiązujące dla dzieci i dla rodziców. 

     Czy poza tym mam coś już przygotowane do Komunii syna? NIE! Myślę powoli nad zaproszeniami - żeby były ładne ale nie nie za drogie. Może Wy mi dacie jakąś propozycję co do zaproszeń??? Lista gości w sumie zamknięta już - chyba już nikogo nie dopiszę, bo mam tylko najbliższą rodzinę na uwadze. Powoli przeglądam stronki z garniturami - trzeb będzie przystojniaka w jego pierwszy gajerek zaopatrzyć :) No i potem buty. Albę będę wypożyczała od księdza - stwierdziłam, że po co mam kupować, jak ksiądz za parę groszy wypożycza. Imprezka będzie u nas w domku, więc jeszcze nie mam pomysłu ani nad menu, ani nad przyozdobieniem domu na tę uroczystość. Kurcze pieczone - jeszcze tyyyyyle do obmyślenia, tyyyyle do załatwienia i zrobienia! 

sobota, 6 lutego 2016

Okładka- praca domowa K.

     Chodząc do szkoły, pamiętam, że lubiłam zajęcia techniczne - wszelkiego rodzaju prace ręczne. Teraz też cieszę się, kiedy synkowie mają w szkole co chwilę coś do zrobienia. Bo te ich prace cieszą me oko i serce!!! Lubię czuć się potrzebna i w momencie, kiedy któryś z synów prosi o pomoc w wykonaniu jakiejś pracy, to cieszę się, że chcą mojej pomocy!

     Tym razem najstarszy miał do wykonania okładkę na PAMIĘTNIK ŚW. TERESY. Technika dowolna. Czas wykonania:4 dni. Synio myślał i myślał całe 2 dni jak by tu się za to wziąć? Podpowiedziałam, że skoro św. Teresa lubiła róże, to poszukam jakiegoś materiału, może by tak okładkę materiałem obkleić?! Materiał znalazłam, choć nie w róże, ale inne piękne kwiatki. 


      No więc synio wyszukał sztywną kartkę, mama zaś magiczny klej i owy materiał. Przycięłam mu materiał a on przyklejał pod bacznym mamy okiem :) W środku nie podobały mi się końcówki materiału, postanowiliśmy więc niebieską kartką z kolorowego bloku to zakleić. 



     Kiedy już klej wysechł, trzeba było tylko an innej kartce napisać tytuł i autora, no i to przykleić. Tak też synek zrobił. A to jego praca :) 



      Jestem z niego mega dumna, że tak super to zrobił! Okładka wyszła mu jak prawdziwa! 

czwartek, 4 lutego 2016

Pączkowa przygoda.

      Dziś tłusty czwartek :) Wszyscy więc już wczoraj tworzyli pączusie, faworki - chrusty jak kto woli, czy inne słodkości.  Lub dopiero dziś robili czy kupili sobie takie dobrocie. Ja zamiar miałam w dniu dzisiejszym pierwszy raz, tak, tak, dobrze czytacie, pierwszy raz chciałam wziąć się za zrobienie pączków!

      Jednak plany musiałam zmienić. Dlaczego? Bo zostałam wrobiona przez pierworodnego! 

      Ale od początku :) W poniedziałek synowie przynieśli na kartce ze szkoły informacje, że na tłusty czwartek rodzice dzieci mają przygotować do sprzedaży na cele szkoły jakieś pączkowo-faworkowe słodkości albo dać dzieciom po parę złotych na zakup ich. Chłopcy postanowili wziąć parę złotych na zakup owych słodyczy, bo wiedzą, jak mama nie przepada za wszelkiego rodzaju wypiekami, które musi sama zrobić. Tym bardziej chciałam mile zaskoczyć moich facetów i w sam czwartek trochę tych pączków sama zrobić specjalnie dla mojej rodzinki! 
      Wczoraj, czyli w środę ok 17.00 mój pierworodny spytał się czy będę robiła jednak pączki dziś? Odpowiedziałam, że owszem chciałam, ale jutro dopiero. Na co ten młody osobnik wykrzyknął: NO ALE JAK JUTRO DOPIERO! PRZECIEŻ JUTRO TO JA MAM PĄCZKI DO SZKOŁY PRZYNIEŚĆ!!! !!!!!!! !!!!!!!!!!!! No nie powiem, trochę mnie przytkało! Po chwili wyjaśnił łaskawie mamusi, że przyszły do jego klasy dziewczyny ze starszej klasy i pytały się, kogo mama by upichciła jakieś pączki - faworki do sprzedaży?! No i on się zgłosił!!!! Kumacie to???????? No ale żebym na wyrodną matkę nie wyszła, a syn na niesłownego chłopca, to musiałam wziąć się szybciej za owe kaloryczności. 
      Ciasto dosyć szybko rozrobiłam, potem rosło, potem kuleczki porobiłam i rosły, nawet pokusiłam się i kilka z dżemem swoim zrobiłam. No i potem rach ciach do garka ze smalczykiem roztopionym trafiały! Ale chcąc aby w środku były dobre, trochę za długo trzymałam je w tłuszczu. I ciemne mocno wyszły! Niby synkowie mnie chwalili, że są pyszne - fakt mi też smakowały! Ale bałam się dać ich do szkoły dla innych dzieci. Po 23.00, kiedy dwóch starszych synów spało, ja z najmłodszym - bo ten nie spał, przeszukałam zeszyt z przepisami, znalazłam przepis na chruściki - miałam wszystko do ich przygotowania, poza śmietaną. Ale miałam mleko :) Dobra jestem, co ?! Hi, hi :) Ciasto rozrobiłam, rozwałkowałam, powycinałam, rach ciach i faworki w tłuszczu lądowały! No te wyszły mi ładne, złociste, ale trochę twarde. Znów mała załamka! Ale już rano powiedziałam synowi, że jak komuś nie będą smakowały, to trudno, że ma je do domku przynieść. Dzieć wrócił ze szkoły bez chruścików! Wszystkie zostały sprzedane i nikt nic nie mówił, że są za twarde! Ale pączków do szkoły mu nie dałam, sami je zjemy - zresztą już mało zostało :) 

      Śmiałam się, że teraz jak zachce mi się czegoś słodkiego do kawy, to będę trenowała pączki i chruściki. To do przyszłego roku będę miała tak je opanowane, że bez obawy będę mogła je przygotować dla innych dzieci do szkoły :) 

wtorek, 2 lutego 2016

3 Krajanka od Winiary - ogórkowa.

     Krajanka warzywna opisana, Krajanka buraczkowa opisana, nadszedł czas na ostatnią Krajankę - czyli na ogórkową! Oj dużo sobie o niej myślałam, miałam wobec niej duże wymagania - bo ogórkową uwielbiam. No ale po kolei :)




      Jak zwykle ładne opakowanie i nic nie wycieka, nie przecieka - wszystko w środku i na zewnątrz ok. Opisane, wymalowane i zrozumiałe!



      I znów wszystko dokładnie i zgodnie z opisem wykonałam, z tym że i tu dodałam więcej ziemniaków. A! Jeszcze coś co robię tu po swojemu troszkę, to fakt, że daję czystą wodę (2 litry) i w tej wodzie rozpuszczam 1 kostkę rosołową. Bo nie robię specjalnie wywaru mięsnego. 



       I znów ziemniaczki gotujemy ok 10 minut w tej wodzie, potem dodajemy Krajankę.



      Wszystko razem mieszamy, pyrka to się na ogniu jeszcze ze 2-3 minutki i ogień wygaszam. Posmakowałam tę ogórkową i szczerze octem mi trąciła! Wolę kwas z ogórków kiszonych, a tu w opakowaniu są ogórki konserwowe. Więc jak dla mnie i mojej rodzinki to nie ten smak ogórkowej! Ale .... dodałam też i śmietankę.





       Z automatu smak zupki się zmienił, złagodniał i już tak mocno octem nie trącił, choć to i tak nie nasz smak ogórkowej.  Jeszcze dorzuciłam trochę świeżego koperku - ależ zapachniało! 



      Wygląda ładnie i apetycznie, ale od razu szczerze wyznaję, że tej akurat Krajanki nie zakupiłabym w sklepie! Ten smak zupki owej nie podszedł moim najbliższym. Jedynie pierworodny powiedział, że ta zupka mu smakuje, bo wyjątkowo nie ma w tej ogórkowej dużo ogórków. No wiecie, jak sama robię ogórkową, to wrzucę sporo ogórasków, bo je uwielbiam, a po drugie jak ogórkowa, to i w talerzu ogórki widzieć muszę a potem czuć że je jem :) A nie szukać czy w ogóle ogórki tu są! Z dwóch pozostałych Krajanek byłam zadowolona, rodzinka też, smaki nam odpowiadały i wszystko było ok, ale tej daję minusa!  Choć jak to zwykle bywa, każdy człowiek inne smaki ma, co innego mu się podoba, co innego smakuje, więc tak się złożyło, że i kilku moim znajomym, których obdarowałam Krajanką ogórkową, było zadowolonych ze smaku tej zupy. No cóż, jeśli Wy chcecie sami się przekonać jak ta Krajanka smakuje, to kupcie i spróbujcie, a sami wyrobicie sobie zdanie o niej lub innej Krajance. 

      Ja z tego miejsca dziękuję bardzo Rekomenduj.to oraz WINIARY za możliwość przetestowania tych Krajanek. Mogłam nie tylko osobiście zapoznać się z nowością na rynku, ale i opowiedzieć o niej znajomym i rodzinie, no i co niektórych obdarować lub poczęstować zupką o nowym smaku i poznać ich opinie. Już z niecierpliwością czekam na kolejne smakowite testy :)