środa, 29 czerwca 2016

Kosmetyki Cera Plus nie są mi obce.

     Jesienią ubiegłego roku miałam okazję poznać linię kosmetyków CERA PLUS. Wtedy trafiły w moje ręce kremy do twarzy 30+ i coś antycelulitowego, choć dziewczyny twierdziły, że to kosmetyk mi zbędny. No cóż, przydał się ;) Tym razem na Wiosennym spotkaniu blogerek trafiłam na: antyperspirant w kremie, odżywkę do włosów i krem pod oczy. 


      Dziś chcę Wam kilka słów napisać o antyperspirancie. 

     Pierwszy raz w moim życiu spotkałam się z antyperspirantem w kremie. Wiem, że są w sztyftach, w kulkach, w sprayu, ale żeby antyperspirant był w kremie??? 


     No właśnie, ten antyperspirant jest w kremie, trzeba go ostrożnie wyciskać, bo jest dosyć rzadki, więc uważać trzeba, co by go za dużo nie wycisnąć. A dodam, że w cale dużo nie trzeba go, aby posmarować sobie pod pachami. 

     Na opakowaniu przeczytamy, "że ten kosmetyk możemy stosować do skóry z problemami nadmiernej potliwości ( do stosowania w okolicach pach, dłoni, stóp)". Czyli w miejsca naprawdę najbardziej pocące się. Osobiście stosowałam go tylko pod pachami, więc nie wypowiem się jak zdaje egzamin na dłoniach czy na stopach. 
      "Działanie: skutecznie zmniejsza wydzielanie potu, neutralizuje jego przykry zapach, zapewnia długotrwałe uczucie świeżości. Działa nawet do kilkunastu godzin. Nie pozostawia śladów na ubraniach." 
      Ja ze swojej strony dopowiem, że faktycznie u mnie żadnych śladów używania tego kosmetyku nie widać na ciuchach. Co do samego działania owego antyperspirantu, to powiem, że zaskoczył mnie. Zaskoczył mnie pozytywnie. Mamy obecnie lato, upały, ja niedawno szykowałam komunię najstarszego, a więc sporo stresu, sporo roboty, sporo sytuacji, w których człowiek się mega potrafi spocić. Ten antyperspirant sprawdził się na tyle, że choć troszkę i tak się spociłam, to pot nie był wyczuwalny, bo nie było brzydkiego zapachu, a dodatkowo było go naprawdę mało, w porównaniu jakbym nie użyła tego kosmetyku. Ogólnie to jestem zadowolona z tego kremu, tylko ta forma nakładania go trochę mnie dołuje. Wolę sztyfty czy kulki, niż krem stosować pod pachy. 




      Mieliście może do czynienia już z kosmetykami Cera Plus? Albo inaczej zapytam - jak Wam przypadł do gustu opisany tutaj przeze mnie kosmetyk? 

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Mrożenie, pasteryzowanie, wekowanie, suszenie - czyli znów praca wre!

     Kiedy w ogrodzie już warzywka są na tyle duże, że można je zrywać, to jest najlepsza okazja by je zerwać i pomrozić lub zawekować, aby był zapas na zimę. To samo dotyczy owoców. U mnie koper, szczypior, szpinak już są na tyle duże, że mogłam pozrywać, pociąć lub nie i pomrozić. Bo ja lubię zamrożone warzywka. Moja mama miała kiedyś inną metodę - mianowicie przekręcała np. koper czy nać pietruszki przez maszynkę do mięsa i wrzucała to do słoika, który zasypywała delikatnie solą. Po czym ustawiała taki słoik zamknięty w lodówce lub w piwnicy. No ja piwnicy nie posiadam, a w lodówce nie mam miejsca, by takie słoiki trzymać caaaaałą zimę. A po drugie, to ten sposób nigdy mi nie odpowiadał, bo takowej miazgi warzywnej nie lubię. Wolę pociąć nożem i pomrozić koper czy pietruszkę.

      No i tym sposobem moje zapasy powoli się powiększają.





      Jak widać na fotce, moje warzywka rosną swoim tempem. Jedne szybciej, inne wolniej. Ale coś swojego mam :) Truskawek kilka krzaczków też mam, ale nie tyle, by narobić przetworów z nich. Więc truskawki musiała kupić. Oczywiście truskaweczki kaszubskie smaczne są :)





       A tutaj jeszcze moja mięta, która rośnie pod domem. Już normalnie prosi się o zerwanie i żeby jej listki wysuszyć na herbatkę, ale ciągle mam inną robotę i wziąć się za nią nie mogę. Może jutro ją zerwę i ususzę. 



      A Wam już jakie zapasy udało się porobić? Tak mi teraz przeszło przez myśl - kurcze, ludzie jednak trochę jak wiewiórki! Chomikujemy na zimę tak jak zwierzątka! Cha, cha :)

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Byliśmy na Targach Pro Building Expo w Stężycy.

      Jakoś tak wyszło, że w tygodniu dowiedzieliśmy się o Targach Pro Building Expo w Stężycy, a w sobotę zapadła decyzja - JEDZIEMY!  No i pojechaliśmy. 




      Byliśmy zaciekawieni, co tam zobaczymy, ale też jakie atrakcje będą dla dzieci. Bo przecież pojechaliśmy tam z naszą trójeczką :) Było mnóstwo przedstawicieli z mnóstwa firm - większość logo form widać na 2 zdjęciu, ale tych firm i tych przedstawicieli było dużo więcej! My w sobotę trafiliśmy na w miarę ładną pogodę no i ludzi nie było za dużo - za to w niedzielę na pewno było tych ludzi więcej. A wiadomo, że w wielkim ścisku to za ciekawie też się nie chodzi. A tak mieliśmy luz, mogliśmy na spokojnie obejść wszystkie stoiska, dzieciaki nazbierały sporo gadżetów: czapkę z daszkiem, długopisy, ołówki, balony, smycze czy cukierki - normalnie masa cuksów, bo na każdym stanowisku częstowali krówkami, a na stoisku zabawowym rozdawali lizaki i owocowe cukieraski!  Było kilka stoisk, które mega zainteresowały mojego męża i to przy nich najwięcej czasu spędziliśmy, dla mnie mało co ciekawego, bo stoiska choć z kosmetykami były, to jakoś nic specjalnie nie przykuło mojej uwagi, a kiedy jeden krem mnie zaciekawił i zapytałam o cenę, to o mało palpitacji serca nie dostałam! Wolałam więc wybrać na spokojnie miejsce, gdzie dzieciaki miały zabawę i radochę. Bo można było i buźkę wymalować, byli zabawni animatorzy - bardzo spodobała mi się kreatywność Tygryska - po prostu co chwilę wymyślał nową zabawę dla dzieciaków - BRAWO DLA TYGRYSKA!, ale były też "Latające Babcie". Latające Babcie to seniorzy z Łodzi, którzy po prostu uwielbiają opowiadać i pisać bajki dla dzieci, a także dają przedstawienia z własnymi bajkami. Nawet wydają swoje książki - udało mi się zakupić 3 książki od nich - z autografami i dedykacjami. Zresztą napiszę o książeczkach w innym wpisie. No dobra, koniec z gadaniem, zerknijcie na kilka fotek.
















      Gdybyście chcieli więcej fotek zobaczyć, to TUTAJ , na 4 fotkach moi panowie też się załapali - co do mnie, to tylko kawałeczek mnie widać :) 

      Teraz przyznać się - kto z Was był też na tych targach w Stężycy? Może się minęliśmy :)  Na odchodne zakupiliśmy sobie kaszubskie truskawki z bitą śmietaną do pojedzenia - pychotka! Tak siedząc sobie na ławeczce, w cieniu, zajadając słodziachne, pyszne truskawki, po kilkugodzinnym łażeniu na tych targach, to był istny relax! I choć nie interesują mnie budowlane rzeczy, to zadowolona wracałam z targów, a jeszcze bardziej zadowoleni byli mój mąż i synowie :) 

środa, 15 czerwca 2016

Istny cyrk! Czy ten sąd da mi w końcu spokój?

      Sama nie wiem czy śmiać się czy płakać! Dla mnie to jest istny cyrk! Tutaj pisałam Wam, jak zostałam pierwszy raz wezwana na rozprawę rozwodową całkiem obcych mi ludzi. Tu natomiast opisałam jaką decyzję z Sądu otrzymałam. Nawet jedna z osób komentujących zasugerowała, bym dopytała się co z tą karą?! I powiem szczerze, że po kilku dniach zadzwoniłam do Sądu i ciekawych rzeczy się dowiedziałam!

     Więc zadzwoniłam sobie do Sądu i pani mnie poinformowała, że kara dalej nade mną wisi no i Sąd wysłał do mnie znów wezwanie na kolejną rozprawę. A jak tym razem się nie stawię to kara wzrośnie! OOOOOOOOOOOOO!!!!! Kiedy pani wytłumaczyłam jak z mojego punktu widzenia ma się sprawa, to usłyszałam, że najlepiej zrobię stawiając się na tę kolejną rozprawę i tym razem wejdę na salę rozwodową razem z osobami rozwodzącymi się i wszystko Sądowi wyjaśnię. 

      Oj w myślach przygotowałam sobie taaaaaaaaką długą przemowę! Że musiałam 3 razy jeździć do starego miejsca zameldowania po odbiór listów z sądu, że już 2 raz jestem w sądzie, 2 razy musiałam szukać opieki do 2 dzieci, żeby ktoś je rano do szkoły wypuścił, a najmłodszego musiałam ciągnąć ze sobą do sądu, że to wszystko mnie kosztowało i czas i stracone pieniądze, no i nerwy, a jakby tego było mało, jeszcze wisiała nade mną kara! Aczkolwiek nie było mi dane wygadać się przed Sądem!!! Dlaczego? A no dlatego, że już na sali rozwodowej zaraz po sprawdzeniu przez panią sędzią obecności, adwokatka pani X poprosiła o wykluczenie z listy świadków mnie, jako że nie chodziło im o mnie a o inną panią o tym samym imieniu i nazwisku, więc chcą mnie wyłączyć z rozprawy! Potem pani sędzia poprosiła mnie do siebie, musiałam się wylegitymować, zapytała czemu nie stawiłam się na poprzedniej rozprawie - więc powiedziałam, że byłam, siedziałam pod salą, a nikt mnie nie wezwał i jeszcze za to karę dostałam! Potem pani sędzia zapytała czy wnoszę o likwidację kary? No to powiedziałam, że byłabym wdzięczna za zlikwidowanie kary, bo ja nie mam dochodów żadnych, jestem na męża utrzymaniu, a nie uśmiecha mi się płacić, za to, że stawiłam się, ale adwokatka mnie nie wywołała! Potem usłyszałam tylko - Dobrze, może pani już sobie iść! Zapytałam się jeszcze  o zwrot kosztów za przejazd, i usłyszałam, ze muszę iść złożyć wniosek do biura podawczego, a teraz mam już wyjść z sali. 

      No i po moim wielkim przemówieniu! Wniosek o zwrot kosztów złożyłam, złożyłam też info, żeby nie przysyłali mi już niczego na stary adres, tylko jak już to na nowy. No i pozostaje mi poczekać na decyzję z Sądu! 
     

piątek, 10 czerwca 2016

Tyle stresu, ale już po! Po czym? A no po komunii najstarszego :)

      Ufffffffffffff.... Już po komunii synka. Jakże się ciesze, że to już PO! Oj było tych przygotowań, jazdy do kościoła na spotkania, bieganie po mieście na zakupy i targanie siat z nimi do auta tylko w jednej ręce, bo drugą matka wózio z maluszkiem pchać musiała. W końcu nie mam komu najmłodszego zostawić. Raz wyglądałam nawet jak koń pociągowy! Bo ze 3 pełne siaty targałam, do tego 2 kipki z truskawkami i jeszcze Hubiś w wózku płaczący i próbujący wypętać się z pasów, bo już siedzieć nie chciał! Musiałam to wszystko, łącznie z synem do auta doprowadzić pod górkę z pół kilometra! Ehhhh.... jak już doszłam do auta, to sapałam jak lokomotywa!!! Tak to jest, jak się chłopa na zakupy nie weźmie! 


      Ale, ale, ale... dałam radę! Najzabawniej było w sobotę, bo z rana do miasta po tort i kwiaty wyskoczyć, a potem do kuchni do garów. Bo przecież ja sama wszystko w kuchni robiłam! Dobrze, że siostra się nade mną zlitowała i przyjechała mi pomóc, to mięsa ogarnęłyśmy razem. A było co ogarniać. Niby komunia na ok 40 osób, z czego ok 30 takich co to usiądą i zjedzą, bo było ok 10 dzieci mniejszych, co to inne smakołyki jeszcze zajadają lub troszkę tylko obiadku z talerza mamy czy taty zjadały. Ale powiem Wam, że narobiłam mięcha jak dla połowy pułku!!!! 

      Aczkolwiek jestem mega dumna i zadowolona, bo wszystko odbyło się można by rzec, że po mojej myśli! Zarówno w kościele wszystko pięknie i sprawnie poszło, tak i w domu! Jedzenia starczyło, nawet sporo się zostało i pomroziłam. Goście dopisali, z prezentów synio też bardzo zadowolony! Nawet nasz proboszcz nas odwiedził i załapał się na kawę i ciasta - odwiedzał wszystkie dzieci komunijne. No i czego chcieć więcej?! Już nic! Teraz zostaje nam jeszcze tylko jazda do kościoła codziennie na mszę - w końcu mamy biały tydzień. Ale już w niedzielę się kończy i wtedy powrót do normalności. Z jedną zmianą - bo teraz nie tylko mężu i ja będziemy przystępować do komunii, ale razem z nami też i nasz najstarszy synio :) 

     Ksawciu bardzo się cieszę, że jesteś już po tej wielkiej uroczystości komunijnej - teraz nie tylko możesz przystępować do komunii, ale musisz też chodzić do spowiedzi! Kocham Cię Synku!!!

sobota, 4 czerwca 2016

Monte Balance od TRND.

      Od TRND otrzymałam do testów Monte Balance. Deserek mleczny Monte znamy, zarówno te zwykłe, jak i z płatkami czy owocami - no są słodkie, smaczne, sycące. Byłam ogromnie ciekawa jak posmakują te Monte Balnce mojej rodzince i mnie. No i smakują!




    Ogólnie do testów miałam 6 x 6-ciopak jogurtów. Dla nas 3 6-ciopaki i do rozdania 3 6-ciopaki. Tych do rozdania jeszcze nie rozdałam, ale już jutro, czyli w niedzielę będzie okazja - komunia syna, będą goście z dziećmi, to i będzie komu opowiedzieć o Monte Balance i dać im do spróbowania :)

     To Monte Balnce tak jak zwykłe Monte składa się z mlecznego kremu z czekoladą i orzechami, aczkolwiek to Monte Balnce jest mnie j słodkie - jest produktem nowej receptury :) Produkt ten nie zawiera barwników, glutenu, żelatyny czy jakichś ulepszaczy. Piszą w przewodniku, że TO MONTE  ma prawie 30% mniej kalorii niż jest ich w klasycznym Monte. Ale jest tutaj tez mniej cukru, tłuszczu oraz białka. Zobaczcie jak moi chłopcy się zajadają tym Monte Balance.



      Mnie, mężowi, a nawet naszemu najmłodszemu, bo prawie rocznemu synkowi smakuje ten deserek mleczny.



      A Wy znacie nowe Monte Balnce? Może też macie przyjemność testowania tych deserków od TRND? Jak Wasze wrażenia po spróbowaniu ich??? No cóż, czekam na Wasze opinie o tym deserku :)