czwartek, 28 lipca 2016

"Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość" ks.Jan Kaczkowski - Piotr Żyłka

     Nie pamiętam dokładnie w którym momencie usłyszałam o ks.Janie Kaczkowskim. Ale tak się składa, że kilka lat mieszkałam w Pucku, chodziłam do kościoła, w którym ON prowadził mszę. Choć nie umiem sobie przypomnieć, czy kiedyś byłam na mszy, którą ON prowadził?! Hmmm... No cóż. Naprawdę nie pamiętam. Aczkolwiek chodziłam ścieżkami, którymi i ks. Jan Kaczkowski chadzał. Nie raz i nie dwa przechodziłam obok hospicjum. Tym bardziej byłam ciekawa książki o nim.


      Nie umiałam cierpliwie poczekać, aż przyjaciele przeczytają tę książkę i mi ją pożyczą - musiałam sobie kupić swój egzemplarz! Jak to przyjaciel powiedział, przepłaciłam za nią! Ale niech już będzie! 2 następne książki o ks. Janie już zakupiłam po promocyjnych cenach :) Ale o nich kiedy indziej. Dziś mam do Was pytanie - czy czytaliście tę książkę???????????????

      " NAJBARDZIEJ LUBIANY POLSKI KSIĄDZ W ROZMOWIE ŻYCIA

Ceniony za swój autentyzm, odwagę i szczerość. Podziwiany zarówno przez katolików, jak i niewierzących. Sam o sobie mówił, że jest onkocelebrytą, czyli człowiekiem znanym głównie z tego, że ma raka. Zanim się o tym dowiedział, wybudował hospicjum w Pucku. 

W szkole nie chodził na religię. Gdy już zyskał pewność co do swojego powołania - odrzucili go jezuici (Niech żałują!). Kłopoty ze wzrokiem prawie uniemożliwiły mu święcenia ( - A pieniądze widzi? - Widzi! - To święcić!).

W inspirującej rozmowie z Piotrem Żyłką ks. Jan opisał źródła swojej niesamowitej energii i nieskończonych pokładów optymizmu. O swoim życiu i polskim Kościele mówił z odwagą i dystansem osoby, która pokonała własny strach. Wzruszające do łez świadectwo człowieka, który wiedział, że być może nie zostało mu wiele czasu."


     Oj przyznam się, że podeszłam do książki z ogromniastą ciekawością, ale i pewnym dystansem - no bo w sumie nie wiedziałam jeszcze czego mogę się spodziewać po tej książce. Czy mnie zaskoczyła? TAK! Czy mnie wciągnęła? TAK! Czy mi się spodobała? TAK! Czy spełniła moje oczekiwania? TAK i NIE 

     Wiecie, zostałam wychowana w takim przekonaniu - iż przeklinanie jest złe i jest grzechem. A kiedy czytałam książkę o księdzu i to księdzu, który nawet w książce pozwolił na opublikowanie jego przekleństw - to mnie zaskoczył, zdenerwował, ale i rozśmieszył! Bo w końcu ksiądz to też człowiek - taki sam jak ja czy Ty! Też może sobie przekląć, bo w końcu się z tego wyspowiada. Aczkolwiek chyba dawałam mu większą dyspensę na przekleństwa, ze względu, iż wiedział, że za chwilę umrze, że go nie będzie, ale starał się być tu, tam i wszędzie, gdzie to było możliwe i potrzebne, żeby zrobić jak najwięcej, jak najwięcej plusów u Boga zarobić! Zaskoczył mnie tą .... ja bym to nazwała taką spowiedzią publiczną! Wywlókł kilka spraw na światło dzienne, które na pewno kościół chciałby zamieść pod dywan i zapomnieć o nich. Aczkolwiek zrobił to w piękny sposób. 

      Wiecie co - nie będę Wam tu opisywała plusów i minusów tej książki! Napiszę tylko - ja ją przeczytałam - jeśli jesteście jej ciekawi TO TEŻ JĄ PRZECZYTAJCIE! 

poniedziałek, 25 lipca 2016

Faszerowana cukinia - pycha!

     Tak się złożyło, że miałam kilka cukinii i nie wiedziałam jak je dobrze spożytkować. Poprzeglądałam różne strony z przepisami na necie, aż w końcu na stronie Milion Sposobów przemówił do mnie przepis. Choć od razu zaznaczam, że zmodernizowałam tamten przepis pod siebie i pod moją rodzinkę, ale najważniejsze, że wena już była, a dalej to już poszło!!!


     Co też takiego tutaj użyłam? 
- jedna średnia cukinia lub więcej, w zależności od ilości osób;
- 2 pojedyńcze piersi z kurczaka;
- 2 pomidory;
- 1 papryka czerwona;
- 1 spora cebulka;
- przyprawa do gyrosa;
- sól i pieprz;
- olej;
- ser do posypania na górę;
- szczypiorek do posypania gotowego dania.

     A więc zaczęłam od pokrojenia piersi w paseczki, które potem podsmażyłam na łyżce oleju, obficie posypując przyprawą do grilla i mieszając co chwilę, żeby się nie przypaliło mięsko. Kiedy już było podsmażone, odstawiłam, by ostygło. Wtedy umyłam cukinię, przekroiłam wzdłuż na pół i wydrążyłam cały środek do miski. To co wydrążyłam z cukinii, pokroiłam dosyć drobno w kostkę i podsmażyłam na łyżce oleju. Kiedy było już podsmażone wrzuciłam do czystej, pustej miski, do tego dorzuciłam ostygłego kurczaka. Potem na tej samej patelni podsmażyłam pokrojoną w piórka cebulę i też dorzuciłam po usmażeniu do miski. Paprykę skroiłam w większą kostkę i dosłownie 2-3 minuty podsmażałam na łyżce oleju i też wrzuciłam do miski. Pomidory ze skórką pokroiłam w kostkę i takie surowe dorzuciłam do miski - całość wymieszałam i doprawiłam solą i pieprzem do smaku. Połówki cukinii przesmarowałam delikatnie olejem, po czym wypełniłam środki przygotowanym farszem. A na górę posypałam potarty na dużych oczkach żółty ser. Piekarnik nastawiłam na 190 stopni i kiedy się nagrzał, ułożyłam moje nafaszerowane cukinie w połowie piekarnika. Piekłam je dosłownie 30 minut i wyjęłam. Mega wygodnie było ją jeść na dużej desce - ten pomysł spodobał się mojemu mężowi :) No i tak jak w przepisie Milion Sposobów, u nas też szczypiorek posypany był na górę dania. 




     No mówię Wam REWELACJA! Smakuje de best! Koniecznie wypróbujcie ten przepis, albo podajcie mi swoje przepisy na faszerowaną cukinię - z chęcią wypróbuję :)

środa, 20 lipca 2016

Zwrot kosztów dojazdu do sądu!

      Tak, dobrze czytacie w temacie mojego wpisu - dziś słów kilka o zwrocie kosztów dojazdu do sądu. A mianowicie chcę się pochwalić, że sąd przyznał mi w końcu zwrot kosztów za przejazd!!!

      Jupi!!! Co nie :) Hmmm... Dobra, o całej sprawie, po co i dlaczego w sądzie byłam już 2 razy pisałam we wcześniejszych postach. Wtedy nie przyznano mi zwrotu kosztów, a nałożono jeszcze karę. Przypomnę, że kara wynosi 300zł za niestawienie się na rozprawie. No byłam, ale nie weszłam na rozprawę i dla sądu to tak jakbym nie była i kara nade mną wisi. Na drugiej rozprawie, weszłam, sędzina dopytywała czy wnoszę o wycofanie kary - odpowiedziałam, że TAK! Później poszłam złożyć wniosek o zwrot kosztów dojazdu, dodam, że musiałam skserować dowód rejestracyjny auta którym przyjechałam no i od siebie dopisałam całą stronę na kartce A4 dlaczego wnoszę o zwrot 150zł . 

      No i doczekałam się dnia, w którym znów list z sądu doszedł na starem moje miejsce zameldowania - listu nikt nie odebrał, ale zostałam o nim powiadomiona. Więc zadzwoniłam do sądu, dopytać - dlaczego znów list poszedł na stary adres i co w nim jest, bo nie mam jak pojechać na razie po niego na pocztę? Pani uprzejmie mi odczytała całą zawartość listu. W liście jest wyszczególnione, że Ja jadąc w obie strony pokonałam 120km, autem na benzynę z gazem, więc na pewno mój pojazd jechał an gaz, a gaz w cenie za litr tyle i tyle, na jednym litrze przejeżdża sie średnio tyle i tyle, więc ja autem wytraciłam tyle i tyle gazu, więc sąd winien jest mi cosik ponad 15 zł, ale zaokrąglili mi tę sumę do równych 18 zł!!!!!

      Tak! Dobrze czytacie! Mój zwrot kosztu poniesionego za przejazd wynosi 18zł! Myślałam że padnę! Zajefajnie przeliczają sobie ten przejazd. Powiedziałam jeszcze tylko, że całe szczęście, że to mój samochód, bo wynajmując kogoś z tym samochodem, to za te przejechane km + stracony czas, to właściciel samochodu w życiu nie wziął by 18zł!!! Jeszcze jest tam adnotacja, że niby nie wykazałam sądowi, że niby dlaczego sąd miałby mi wypłacić żądanych 150zł!!! A fakt, że byłam 2 razy jechana do tego głupiego sądu, czyli łącznie przejechałam 240km, do tego musiałam 2 razy załatwić kogoś do opieki 2 starszych synów, a młodszego tachałam ze sobą do sądu, 3 razy musiałam pojechać 40km w jedną stronę żeby głupie listy odebrać ze starego miejsca zameldowania, czyli łącznie 240km przejechałam aby 3 listy odebrać. I jakby tego mało było, to w cale nie chodziło o mnie osobie, która mnie wezwała i jeszcze to Ta osoba i jej adwokatka nie wywołały mnie podczas tej głupiej pierwszej rozprawy i to przez te 2 panie sąd nałożył na mnie karę w wysokości 300zł - i to wszystko jest FER, ale moje żądanie według sądu jest NIE FER!!!! Hmmm... I tu spada kurtyna!




       A! Dla zainteresowanych: kara nadal nade mną ciąży, bo jeszcze pani sędzina podobno nie odznaczyła czy nie zapisała takowego dokumentu. Mam być cierpliwa, no i dzwonić co jakiś czas do sądu, żeby podpytać czy już sprawa załatwiona. Na pocieszenie usłyszałam, że po 10 latach takie sprawy się przedawniają :) No jeśli to miało mnie pocieszyć - to nie pocieszyło!

czwartek, 14 lipca 2016

Piknik w Ośnie 2016.

     Miałam tę przyjemność, że 2 lata temu byłam na 1 Pikniku Blogujących Mam w Ośnie - tutaj możecie o nim poczytać. W ubiegłym roku nie mogłam pojechać na piknik, bo w sumie tak trochę zbiegał się z terminem mojego porodu ;) Odpuściliśmy więc sobie, ale ciągle powtarzałam, no i do organizatorki Moniki z bloga Zawód Kobieta pisałam, że jak tylko będzie organizowała w tym roku piknik, to ja się zapisuję! No i zapisałam się, dostałam się i pojechałam na niego z rodzinką. 



     Ale zacznę od początku. Taka spragniona byłam tego wyjazdu, tego pikniku. Podekscytowana byłam faktem, że znów będziemy rodzinnie spać w namiocie i to tym razem z naszym najmłodszym syniem. Byłam ciekawa jak sobie maluszek nasz poradzi w namiocie? Czy ja dam sobie z nim radę? Samego spotkania ze znanymi mi już osobami byłam ciekawa, a jeszcze bardziej tych nowych osób poznania byłam też mega ciekawa. Oj duuuużo tego było w mojej głowie. Aczkolwiek mąż cosik od początku mówił, że on widzi znaki na ziemi i niebie, które mówiły, żebyśmy nie jechali! Co to za znaki? A no najpierw cosik tłukło w aucie, trzeba było oddać do mechanika. Na szczęście naprawione jeszcze w ten sam dzień. Potem jazda po mechanikach, który by nam tak bez zapisów na jakiś tam termin nabił klimę?! No udało się, choć nie było takowego łatwo znaleźć, bo jeden niby miał termin, ale po sprawdzeniu naszej klimy stwierdził, że mamy chłodnice dziurawą od klimy i trzeba nową zamówić - a to potrwa. Szczęście, że mój mąż taki sprytny i pojechał do innego majstra, a ten sprawdził i wyszło, że chłodnica cała jest i wystarczy nabić. I z mechanikami!!! Osiwieć można! W drodze do Ośna najpierw był upał, całe szczęście  w aucie klima działała już, więc dawaliśmy radę. Ale jakoś Bydgoszcz minęliśmy i chmury nad nami ciemne wszędzie były, wietrzysko wiało, deszcz okropnie zacinał, że wycieraczki nie dawały rady! Na drodze coraz więcej połamanych gałęzi leżało, czasem jakieś drzewo! Oj widzieliśmy sporo tego! Na dowód foto.


     Mąż ciągle powtarzał, że trzeba było nie jechać. Ale przecież ja chciałam! Tak bardzo chciałam zobaczyć się z dziewczynami - tymi mi już znanymi i z tymi nowymi. :) Dojechaliśmy. Cali, zdrowi. Monika odradzała nam rozbicie namiotu i mieliśmy rozłożyć się w salce. Chciała dobrze, bo wiadomo, że z małym dzieckiem to różnie bywa, a nie było do końca wiadomo, czy ten deszcz nie wróci w nocy. Ale mężu powiedział, że nie po to kupowaliśmy sobie namiot i nie po to dzieci cieszyły się na nockę w namiocie, żeby teraz to odkręcać i spać w sali!! Podczas rozbijania namiotu mój kochany tak przygrzmocił sobie w łepetynę, że aż usiadł i nie podnosił się chwilę. Rozciął sobie trochę głowę, krew chwilę się lała, ale kiedy zapytałam się - czy do szpitala jedziemy na szycie?, odpowiedział, że nie ma takiej potrzeby, bo to się samo zagoi. Tylko bolała go głowa jeszcze ze 3 dni potem. No ale później uspokoiło się i w chwili obecnej jeszcze tylko mały strupek. W ten tez dzień odbywała się w Ośnie Gra Terenowa dla osób, które zdążyły na czas dojechać. My nie braliśmy udziału w tej grze, bo mieliśmy swoje plany, które musieliśmy przez pogodę zweryfikować i zmienić. Ale na ognisko zdążyliśmy, choć i tu deszczyk popsuł atmosferę. Ale daliśmy sobie radę i z tym, kolację na sali zjedliśmy i do namiotu spać.

     Dzień pikniku rozpoczął się w miarę ładną pogodą - nie było za gorąco, ani za zimno - w sumie to w sam raz. Najpierw myju, myju, śniadanko, trochę się ogarnąć. Potem dmuchańce już były nadmuchane i dzieciaki korzystały z nich.





      Ok 13.00 miał być obiad. Aczkolwiek był poślizg z nim, było też zamieszanie - no ale i my w końcu swoje porcje dostaliśmy i mogliśmy się posilić. Na fotce widać jak czekamy :)


     Potem rozpoczął się piknik. Było przywitanie przez pana Sołtysa, były występy Nailah, pokazy Iluzjonistki Michelle, dziećmi zajmowali się animatorzy z Kinimodo, oprawą muzyczną zajmował się Janko Muzykant z zespołu Starling, a wieczorem zaśpiewał zespół Lift. Dodatkowo odwiedzili nas Motocykliści, więc można było obejrzeć, dotknąć czy nawet usiąść na nich i cyknąć fotkę, byli Strażacy, którzy pozwolili obejrzeć ich pojazd, ale i nawet można się było przejechać nim - moi chłopcy też się załapali :) Jak mówili - było czadowo! Było też kilka konkursów, była loteria, w której każdy los wygrywał, a nagrodą główną w losowaniu na koniec pikniku był pobyt w Sośnica Zakopane, można było dać się pomalować paniom z Avonu lub też coś u nich wylosować w loterii. No jakby nie patrzeć było tych atrakcji trochę, choć mam mały niedosyt, bo nie nagadałam się tyle co chciałam, ale cóż, dzieciaki biegały, maluszek jak nie spał, to chciał do mamy, inne mamy z dziećmi też były, to wiadomo jak to jest - dziećmi zająć się trzeba i jak ma się chwilę, to z innymi się pogada :) Moi chłopcy zawarli nowe znajomości z dziećmi blogerek, ale i z miejscowymi chłopakami pograli w piłkę nożną - piłkę to moje urwisy zawsze wożą ze sobą. Wyskakali się, pograli, pobawili, brali udział w konkursach, choć starszy marudził, że mało konkursów było dla dzieci, no cóż, nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli, ale i tak było fajnie. Bo ja poznałam nowe osoby - Kobitki super było Was spotkać i poznać, oby było jeszcze nam dane kiedyś się spotkać, poza tym z tymi Babeczkami, które znam już, też super było się zobaczyć i choć troszkę z każdą pogadać, a i mężu miał z kim pogadać, czy swój nóż pożyczyć do krojenia tortów, hi, hi, a dzieciaki wybawione wracały i zadowolone. A to jest ważne, że choć raz to one wracały mega zadowolone i nie marudzili, że mama bawiła się super, a oni tak sobie. No cóż, czas na trochę fotek :) Miłego oglądania :)



































      Do domu wróciliśmy coś po północy. I choć najmłodszy trochę marudził w tej podróż, to daliśmy radę :) A! Wszystkie fotki poza pierwszą są moją własnością - pierwsza jest wykonana przez Martę z bloga Tosinkowo.

wtorek, 12 lipca 2016

Odżywka do włosów Cera Plus.

     Uwielbiam kosmetyki do włosów. Wszelkie szampony, odżywki, maseczki itp. Tym bardziej buzia mi się uśmiechnęła, że mogę wypróbować ODŻYWKĘ REGENERUJĄCĄ DO WŁOSÓW SUCHYCH I ZNISZCZONYCH Cera Plus

     Nie jestem maniaczką mycia włosów codziennie. Choć były czasy, kiedy pracowałam na kuchni czy nawet jako bufetowa i moje włosy non stop pachniały frytkami i pizzą - wtedy musiałam myć włosy codziennie! Obecnie, jeśli nie wypada mi jakaś impra, to tak normalnie myję włosy 2 razy w tygodniu, i od razu dodaję, że za każdym razem nie stosuję akurat TEJ odżywki do włosów. Bo używam na zmianę tą z inną do włosów farbowanych i jeszcze jedną maską. Aczkolwiek małe zdanie o odżywce regenerującej CERA PLUS sobie wyrobiłam. 

      Odżywka mieści się w eleganckiej, plastikowej buteleczce. Pachnie delikatnie, ale przyjemnie. Jest dosyć gęsta i tutaj minus buteleczki jest taki, że buteleczka jest dosyć mało elastyczna i kiedy odżywki jest już mało w buteleczce, to jest problem z jej wydobyciem. Odżywkę nakładam na wilgotne włosy na 2-3 minuty i spłukuję ją. Co zauważyłam od czasu stosowania jej? No może trochę mniej łamliwe włosy mi się faktycznie zrobiły, ale wypadają jak wypadały - ale to raczej spowodowane jest karmieniem piersią :). I to co bardzo mi się spodobało, to fakt, że ułatwia rozczesywanie włosów! Bo naprawdę stosowałam już niejedną odżywkę czy maskę i po ich zastosowaniu włosów rozczesywanie było ogromnym problemem, a tutaj zdziwko - bo u mnie naprawdę pomaga w rozczesaniu włosów! Czy jakoś czuję żeby włosy były nawilżone lub ich wygląd się poprawił? Nie, tego nie zauważyłam. Ale ode mnie TA odżywka ma i tak plusa, za pomoc w rozczesywaniu włosów :) 





      Na koniec dodaję informację, że jeśli ktoś jest zainteresowany tą odżywką lub innymi kosmetykami dla siebie, męża czy dla dziecka z firmy Cera Plus , to niech zagląda do nich na stronkę i wyszukuje info - gdzie w swoim pobliżu w aptece mógłby dostać te kosmetyki. Bo dostępne są w małych aptekach lub sklepach zielarsko-medycznych tylko w niektórych miejscowościach.