czwartek, 29 września 2016

Pełne torby podarków.

     Przesympatyczne spotkanie w Hotelu Unitral już Wam opisałam tutaj. Dziś chcę Wam pokazać cudowności, które stamtąd przywiozłam.



       Jak widzicie na plakacie, sponsorów Monice i Milenie udało się zdobyć bardzo wielu! I pozwólcie, że przedstawię ich tu teraz :)
Smart Eco WahsSensusKatarzyna TargoszLoopsyLandPark CaffePompony Tiulowe EmamoA-Derma - naturalnie zdrowa skóra, Ducray Polska ArtofisArtepoint.plKatarzyna SokółMielnoZiołolekTopgalMedical SPA Unitral w MielnieMarie ZelieUniGelWłos poleca WAX PilomaxLukrecja.Pierniki na każdą okazjęSamodobroGardenPharm - Siłami NaturyLashVolutionSocatots KoszalinHanami i Magdalena Tomaszewska - Bolałek, Vifon PolskaAmbasada PieknaUrkyeProsty blog, Anna Mularczyk-Meyer, Sylveco - naturalne kosmetykiesse torby&drukesse drukarniaMalinova AnielovaNu visionLexie's ArtSangotradeTowary NiezwykłePatuniTWIN CapsLady Comp PolskaWydawnictwo NIKONovae Res - Wydawnictwo InnowacyjneResiboAgnieszka KalugaZorkowniaWydawnictwo OficynkaWydawnictwo LingoKamilBąbel.plAnna SakowiczWydawnictwo Szara Godzina

      Uffff... chyba wszystkich darczyńców wymieniłam. A patronat nad naszym spotkaniem objęli:
MielnoKoszalin pełnia życiaHappyKoszalin.plMądrzy RodziceMamo Pracuj, Blogi Mam http://www.blogimam.pl/CzasDzieci.plsosrodzice.pl


     
       Wychodząc z Hotelu cieszyłam się bardzo, że mam ze sobą męża i synków, bo pomogli mi te torby z giftami zanieść do samochodu :) 



    


      Przyjrzyjcie się jakie urocze muszki dla moich 3 mężczyzn dostałam od Moniki z  Konfabula. :* 






      Wiecie co pierwsze zniknęło mi z paczek? Karty do gry od Vifon Polska (swoją drogą szkoda, że żadnej zupki nie dostałam, ale miseczkę swoją mam - dzięki) i zeszyty od Socatots Koszalin ( już kombinuję, żeby w jakiś weekend z chłopakami ruszyć na trening). Chłopcy od razu tym się zaopiekowali, a resztę o dziwo mamie zostawili. Więc mogłam potem wszystko sprawiedliwie rozdzielić między synów i mnie. Poszkodowany został jedynie mąż, któremu w sumie nic nie przypadło, więc podarowałam mu TWIN Caps. A co tam, niech też ma coś dla siebie :) Mi teraz pozostaje popróbować, potestować małe co nie co, no i w późniejszym czasie Wam tu opisać co mi się spodobało, a  co nie.  Obiecałam w poprzednim wpisie, że pokażę Wam, co też ciekawego wylicytowałam wspierając Hospicjum dziecięce

      Od Pompony Tiulowe Emamo takie pomponiki słodkie.


      I od LoopsyLand cudną lalkę.


      Wiem, wiem, co powiecie - MA SAMYCH CHŁOPCÓW A DZIEWCZĘCE UPOMINKI WYLICYTOWAŁA. No tak, tak się przytrafiło. Choć kto był na spotkaniu, to wie, że akurat w licytacji prawie wszystkie gifty były dla dziewczynek. A że chciałam wspomóc Hospicjum, to skusiłam się na dziewczęce podarki i nie martwicie się - będę miała komu je podarować :) Choć średni synek namawiał mnie, bym sobie zostawiła lalkę, bo przecież jedyną dziewczyną w domu jestem i podobno swoją lalkę powinnam mieć ;) 

      

piątek, 23 września 2016

Może nad Morze? A może spotkanie w Mielnie?!

     10 września 2016 roku, z całą rodzinką pojechałam na Może nad morze? - Spotkanie blogujących mam w Koszalinie - ale do Mielna! Tak, spotkanie odbyło się w Milenie, a dokładnie w Hotelu Medical SPA Unitral



      Nasz event organizowały w tym roku Milena z bloga Cytryniaki oraz Monika z bloga Konfabula. Kiedy dotarłam z rodzinką na 4 piętro, gdzie odbywało się spotkanie, na wejściu poza znanymi mi już twarzami, pojawiły się nowe, które też z chęcią poznawałam i starałam się zapamiętać. Ale rzuciło mi się w oczy jeszcze coś - mianowicie przygotowane przez Hotel Unitral przekąski, ciasteczka i napoje. 



      A wchodząc już do sali, w której odbywał się nasz babski zlot, najpierw odłożyłam podarki dla Hospicjum dziecięcego, to był nasz taki wkład w pomoc dla dzieci, ale później odbyła się jeszcze licytacja bardzo ciekawych podarków - dodam nieskromnie, że też coś tam wylicytowałam i swoją cegiełkę dorzuciłam!



       Następnie każda z uczestniczek miała przywieźć 2-3 książki na taką naszą wymiankę.


      A potem to już można było miejsce zająć, ewentualnie donieść sobie coś do picia czy przekąszenia i grzecznie wysłuchać wykładów. I jak widać na zdjęciu powyżej, nasza sala sąsiadowała z małą salką zabaw dla dzieci - z takim małpim gajem. Tam dzieciaki mogły się wyszaleć choć troszkę, kiedy matule wysłuchiwały ciekawych wykładów. Pierwszy wykład rozpoczęła Agata Ossowska z serwisu HappyKoszalin.pl. Agata jest dziennikarką więc wie, jak pozyskiwać inspiracje do tworzenia nowych tekstów, ale też jakich narzędzi w necie użyć aby sobie w tym pomóc. Przyznam się szczerze, że z tego wykładu wielu nowych rzeczy się dowiedziałam.


       Drugi wykład poprowadziła Agnieszka Marczak Mama Time Coaching. Oj uwierz, że cieszyłam się na spotkanie z Tobą :) Mogłam teraz i ja poznać Twojego synka :) Mój najmłodszy trochę się zmienił, znaczy urósł i fajnie było powspominać ubiegłoroczne nasze spotkanie :) Koniec z prywatą, a wracając do tematu, to Agnieszka tym razem opowiedziała nam o podzielności uwagi - i tak dalej twierdzę, że kobiety mają większą podzielność uwagi od mężczyzn!, poza tym o motywacji w podejmowaniu codziennych wyzwań czy skąd mamy czerpać siłę do zrealizowania naszych marzeń. 



      No i ostatni wykład, na który baaaardzo czekałam, poprowadziła Magda Mokracka z bloga Ona jedna a ich dwóch, która zajmuje się też fotografowaniem zawodowo Magdalena Mokracka Fotografia. Dlaczego tak czekałam na ten wykład? A no dlatego, że nie mogłam się doczekać, aż nasza pani fotograf zdradzi nam kilka cennych uwag dotyczących robienia zdjęć dzieciom, rodzinie czy żywności. Podała kilka trików, które zapamiętałam - czy je kiedyś wykorzystam, może, może... na pewno tak;) Jedno wiem na pewno, że w przyszłości muszę zmienić aparat, bo nasz ma już swoje latka. Ale to kiedyś, kiedyś :) 


      Zaplanowany był też obiad. Wiecie, uwielbiam takie miejsca, w których można sobie samemu nałożyć jedzonko jakie się chce, z dodatkami jakimi się lubi lub z takimi które ma się ochotę wypróbować i dlatego Hotel Unitral ma u nas wielkiego plusa. Choć moi synkowie czuli się najedzeni, tym bardziej, że byli wcześniej z tatą, innymi dziećmi i z panią opiekunką na spacerze, i tato fundował lody. Więc nie mieli ochoty potem na obiadek. Aczkolwiek mężu i ja z ogromną ochotą zjedliśmy i pyszne mięsko ( mężu kurczaka po hawajsku a ja miałam też kurczaka ale w sosie z warzywkami), pyszne dodatki ( mężowi zasmakowały warzywka duszone a mi świeże suróweczki) i do tego na deserek galaretka! No pycha! Objedliśmy się strasznie! A galaretkę to nawet najmłodszy synio wcinał aż uszy mu się trzęsły :) W ogóle podobało mi się to, że wszyscy z obsługi Hotelu uśmiechali się do nas, witali miło, jak i później żegnali miło. Czuć bardzo miłą i sympatyczną atmosferę w tym Hotelu. Ponadto dostałyśmy Vouchery na skorzystanie z basenu solankowego i całego kompleksu SPA w klimacie Morza Martwego. Nie miałam możliwości skorzystać, żałuję bardzo, aczkolwiek jeszcze mam nadzieję kiedyś tam wrócić i skorzystać z choćby jednej dobroci tego SPA! A tym razem byliśmy pożyczonym autkiem i czas nam nie pozwolił wykorzystać Vouchera. Ale co się odwlecze, to nie uciecze! 

      Był też i czas na tę naszą wymiankę książkową, na trochę luźnych pogaduszek - choć na to uważam że znów było go za mało :) 




      Widać, że książki wzięcie miały. Ale jakże mogło być inaczej, skoro książki podarowały nam: OficynkaAnna SakowiczNovae ResLingoSzara Godzina oraz Kamil Bąbel. No i była licytacja, o której już też wcześniej wspomniałam - licytowałyśmy takie cudności na rzecz Hospicjum dziecięcego.




       Co też ciekawego ja wylicytowałam? To pokażę w następnym wpisie :)  A na koniec wspomnę, że Park Caffe, w którym to odbyło się ubiegłoroczne nasze spotkanie, przygotował dla nas mega smaczny tort! Moi synkowie oczywiście nie odmówili zjedzenia kawałka, a nawet i dwóch, no bo takie torty to oni uwielbiają i boleją bardzo, że matka sama takich upiec nie umie :) 


       Ach jakże szybko czas nam upłynął w Milnie! Moim skromnym zdaniem Hotel Unitral stanął na wysokości zadania, by nas ugościć i dać nam możliwość spotkania się w większym gronie, razem z dziećmi i mężami, wyszli nam na przeciw z propozycjami skorzystania z dobrodziejstw mieszczących się w Hotelu - chodzi o SPA, o pyszny posiłek, o salkę zabaw. A jeszcze podarowali nam gifty, za które dziękujemy :)


       Wielka szkoda, że nie dojechały wszystkie uczestniczki. No cóż, mało brakowało i gdyby nie dobry nasz sąsiad, który autko swe nam pożyczył, to i nas by zabrakło. Ale jednak nam się udało szczęśliwie dojechać i wziąć udział w tym super spotkaniu! Organizatorki Milena i Monika spisały się na medal!!! I cieszę się ze spotkania z wszystkimi kobitkami, które dotarły na spotkanie - miło było się spotkać, choć trochę pogawędzić, wymienić poglądy czy choćby poplotkować, jak to się zmieniłyśmy od ubiegłego roku. Nam na koniec jeszcze udało się przejść nad morze, trochę powariować na plaży i w morzu też :)










       
  Zdjęcia część moja własna a część Magdy Mokrackiej.

piątek, 16 września 2016

"Grunt pod nogami" ks.Jan Kaczkowski nieco poważniej niż zwykle.

     Jakoś tak ostatnio zasypuje Was książkowymi wpisami :) Pewnie dlatego, że je lubię :) Ale też dlatego, że mam spore zaległości w przedstawieniu Wam wszystkich książek, które przeczytałam lub przeczytaliśmy z dziećmi. Ale wracając do meritum sprawy - dziś przedstawiam Wam drugą książkę o księdzu Janie Kaczkowskim. Pierwszą książkę "Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość" już Wam przedstawiłam. Kilka dni zajęło mi przeczytanie drugiej. Pewnie mogłam szybciej ją skończyć, ale z czasem u mnie krucho ostatnio. A po drugie mój przyszywany starszy brat powiedział że: książek o księdzu Janie nie czyta się szybko, tylko powoli, że trzeba przemyśleć to co się przeczyta i zastanowić chwilę nad tym. 


     " Miliony Polaków pokochały go za wyrozumiałość dla słabości drugiego człowieka, wierność sobie, błyskotliwe poczucie humoru i determinację w walce ze śmiertelną chorobą.

      Jak wyglądała relacja ks. Jana z Bogiem? Jakie wartości były mu najbliższe? Które fragmenty Ewangelii były dla niego najważniejsze? O czym opowiadał tłumom, które przychodziły na jego msze, a jakie słowa zachowywał dla pacjentów swojego hospicjum?

      Grunt to twardo stąpać po ziemi, nie przestając patrzeć w niebo. Zamiast ciągle na coś czekać - zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później, niż Ci się wydaje."


     Szczerze, to lepiej czytało mi się "Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość". Może dlatego, że tam cała książka jest na zasadzie: pytanie - odpowiedź. A tutaj czytamy kazania, które ksiądz Jan opowiadał podczas różnych mszy, w różnych kościołach i w różnych miejscowościach. Są też opisane Rekolekcje z ks. Kaczkowskim, Droga Krzyżowa czy Spowiedź na krawędzi. Aczkolwiek czytało się dobrze, bo ten ksiądz mówił swojskim językiem, chyba nawet bardziej swojskim niż niejeden ksiądz! I dlatego chciałam przeczytać książkę o nim. Kilka rzeczy podczas czytania musiałam przetrawić, kilka mnie zaciekawiło. Sam ksiądz Jan - choć nie poznałam go osobiście, to jednak wierzę, "...że z kopytami do nieba bez żadnych przystanków" poszedł!!!

wtorek, 13 września 2016

"Szary Domek" Katarzyna Szestak.

      W domu mamy spooooro książeczek dla dzieci - w różnym wieku i zarówno znajdzie się coś dla chłopców ( w sumie przewaga takich), ale i też dla dziewczynek. Dziś chciałam przedstawić Wam książeczkę, która odpowiadać będzie obu płciom. 


       Książeczka "Szary Domek" Katarzyny Szestak, "to opowieść o poszukiwaniu prawdziwej przyjaźni, napisana i zilustrowana przez laureatki konkursu "Piórko 2015. Nagroda Biedronki za książke dla dzieci." ."

      Ilustracje pani Natalii Jabłońskiej też są cudne - zobaczcie :) Moim dzieciom bardzo podobały się obrazki - było tylko - mamo pokaż obrazek, no pokaż!!!




      Jak się domyślacie, cała książeczka jest o Szarym Domku, który ni z gruszki, ni z pietruszki pojawia się pewnego dnia w Herbatkowym Miastku na ulicy Wietrznej i tam zamieszkuje. Ale czuje się samotny. Poszukuje więc przyjaciół, a najlepiej kogoś kto by w nim zamieszkał i z nim był na co dzień. Będzie miał kilku lokatorów, aczkolwiek czy któryś z nich zamieszka dłużej w Szarym Domku? Tego dowiecie się, kiedy sami tę książeczkę przeczytacie! 

wtorek, 6 września 2016

"Leszek Peszek" Marko Kitti.

      Tę książkę kupiłam już daaawno temu, tak samo dawno temu ją przeczytaliśmy. Aczkolwiek dopiero zmotywowałam się, by ją tutaj przedstawić Wam. 


      "Jedenastoletni Leszek Peszek to największy pechowiec  w całym Puffington Hill. I największy szczęściarz - to zależy. Wszystko, do czego się weźmie, kończy się cudowną katastrofą. Ksywka pasuje do niego w każdym calu. 
       W pierwszej księdze, opowiadającej o niesamowicie niecnych postępkach tego niezwykłego chłopca, poznacie jego rodzinę oraz kotkę Śnieżynkę. A także tajemniczego wąsatego kolegę z klasy, którego Leszek wprowadza w największe sekretne szkolne przekręty."

       Kiedy czytałam tę książkę dzieciom przed snem, nie wiedziałam nawet, że mój mąż siedział i podsłuchiwał za drzwiami. Jak się potem dowiedziałam, słuchał, bo zaciekawił go śmieszny chłopiec i jego przygody. Moich chłopców jego przygody też ubawiły. A kiedy skończyłam czytać padło pytanie - kiedy kupisz nam dalsze części Leszka ??? Tak więc mam to na względzie i może na gwiazdkę dokupię jakąś część, nie wiem jeszcze, ale na pewno jeszcze Wam tutaj przedstawię ponownie Leszka Peszka :)