poniedziałek, 31 października 2016

"Charles Street 44" Danielle Steel.

      Szczerze, to kupiłam tę książkę daaaawno temu. Na jakiejś wyprzedaży udało mi się ją za gorsze wyszukać. I choć trochę czasu minęło, zanim wzięłam się za jej przeczytanie, to czytało mi się ją na początku mało ciekawie - wlokła się akcja jak flaki z olejem, ale potem... potem było całkiem ciekawie.


      Tytuł już podpowiada, że większa część akcji toczy się w domu przy Cherles Street 44. Dom do kapitalnego remontu, który główna bohaterka wspólnie ze swoim narzeczonym już zaczęli remontować, aczkolwiek pewne sprawy się pokomplikowały. Francesca i Todd rozchodzą się, remont wstrzymany i co dalej z domem? Podpowiem, że Francesca walczy o dom jak lwica! 

     Na jaki wpadnie pomysł, bo dom zatrzymać i utrzymać? Dlaczego nie jest jeszcze mężatką? Czym się zajmuje i co jest jej zainteresowaniem? Dużo pytań mnoży się - jednak by na nie odpowiedzieć, to musicie książkę przeczytać. Aby trochę Was jeszcze zainteresować tą książką dodam, że są wątki romantyczne, jest też i morderstwo, jest i happy end. Czyli wszystko to co lubię w książkach :) Miłego czytania.

czwartek, 20 października 2016

Jogurty Naturalne z dodatkami Zott Primo.

      Któż z nas nie lubi jogurtów? No ja osobiście takiej osoby nie znam. Każdy lubi przekąsić małe co nie co :) Jogurty są różne, różniaste - owocowe, z kawałkami owoców lub bez, z płatkami, z musli lub czyste - naturalne. Co kto lubi i co woli. Dziś chcę Wam pokazać jogurty naturalne z dodatkami Zott Primo. 



      Tym razem TRND i ZOTT dały mi możliwość przetestowania jogurcików naturalnych z dodatkami. Te jogurty, to nowość na rynku od Zott. Dostępne są one w 8 smakach:
- 4 owocowych (soczysta wiśnia, słodka jagoda, rajska brzoskwinia i słoneczna truskawka),
- 4 musli (musli czekolada banan, musli tropikalne, musli orzechowe i chrupiące miodowe musli). 
Super dodatkiem były 3 torby ekologiczne ( 1 dla mnie i 2 do rozdania) + oczywiście liścik do mnie i przewodnik i zeszyt do opinii. 



      Do tej pory udało mi się zakupić 4 smaki owocowe i 2 z 4 musli. Jakoś dwóch pozostałych musli, czyli tych tropikalnych i orzechowych jeszcze nie trafiłam u siebie w sklepach. Ale dalej szukam. 

     Ogólnie to ja i moja familia uwielbiamy jogurty. Zazwyczaj kupujemy owocowe jogurty, raczej mało kiedy naturalne. Częściej latem zdarzy się, że kupuję duże naturalne i miksuję ze swoimi truskawkami, zebranymi jagodami czy z innymi owocami. Ale chętnie smakowaliśmy każdy zakupiony jogurcik od Zott. I tak jak dzieciom mega owocowe smakowały, bo po wymieszaniu jogurtu z musem owocowym jogurcik robił się słodki i smakował mega dzieciakom. Tak już jak spróbowali 2 smaków z musli, to usłyszałam - blllleeee, w ogóle słodki ten jogurt nie jest! I nie chcieli nawet dojeść rozpoczętych jogurtów. Mi osobiście takie jogurty naturalne z musli nawet smakują. Bo te musli są trochę słodkie i jedząc z naturalnym jogurtem wspaniale współgrają i smakują. Więc kiedy mam ochotę na jogurcik, ale niekoniecznie na taki co to ilością cukru słonia powali, to z chęcią sięgam do lodówki po jogurt Naturalny z dodatkami od Zott Primo. Zresztą nie tylko ja, bo mąż też, no i nasza najmłodsza pociecha też je lubi :)



     Kto z Was już ich próbował? Jakie zdanie na ich temat macie?

poniedziałek, 10 października 2016

Doświadczenia na przyrodę.

     Mój pierworodny w IV klasie ma teraz przyrodę. Na szczęście ten przedmiot, tak jak matma czy w-f mu podpasował. Lubi uczyć się o przyrodzie, dowiadywać się jakichś ciekawostek, które po przyjściu ze szkoły opowiada mamie czy tacie. Lubi też ten przedmiot za możliwości robienia doświadczeń czy nawet za możliwość podglądania małych rzeczy pod mikroskopem. No i tu już pojawiła się prośba do Gwiazdora aby pod choinkę mikroskop dostać :) 

     Ale wracając do doświadczeń. Przyszedł razu pewnego ze szkoły z wiadomością, że robi doświadczenie. I padły takie słowa: MAMO JA NAZRYWAM KWIATKI A TY MI TUSZE LUB ATRAMENTY W RÓŻNYCH KOLORACH ZAŁATW!!! Hmmm... No i kto ma to doświadczenie zrobić? Chyba jednak będziemy robić je wspólnie, tak pomyślałam. Ja wyszukałam wkłady do pióra niebieskie. No i wlałam ten atrament do słoiczka, dolałam trochę wody i synio miał zerwane białe margaretki, białe mieczyki i białe dalie. Po jednym kwiecie włożył do słoiczka z niebieskim atramentem. A po taty powrocie z pracy okazało się, że w domu mieliśmy jeszcze czarny i zielony atrament. To i w tych kolorkach kwiatki synio zamoczył. Wiecie jak ładnie zaciągały kolorki od tych atramentów? Normalnie super to wyglądało. Najpierw takie pojedyńcze żyłki się zabarwiały, potem coraz więcej i więcej ich było :) Szkoda, że tak późno wpadłam na pomysł by je sfotografować. Bo udało mi się tylko te z zielonym tuszem pstryknąć. Ale efekt możecie i tak zobaczyć :)


      Drugie doświadczenie jakie robił synio, to było z rzeżuchą. Musiał wysiać rzeżuchę na 2 talerzykach i kiedy już cała wyrosła, to jedną rzeżuchę trzeba było zakryć folią aluminiową, aby światła nie dostała. I po 3 dniach można było zobaczyć jak ta, co była odkryta wyrosła piękna zielona, a ta zakryta była koloru wyblakłego zielonego. Widać w misce, jak razem je włożyłam, to różnica od razu widoczna :)


     Najbardziej się cieszę, że synio sam z chęcią się garnie do tych doświadczeń. Ciekawe co jeszcze będzie robił na przyrodę? :)

czwartek, 6 października 2016

Czy to możliwe aby któreś zęby dziecku nie wyrosły nigdy???

     Kiedy ja chodziłam do podstawówki, to w szkole pracował dentysta, do którego dzieci chodziły i za darmo leczyły zęby. Dziś w szkołach tego luksusu doświadczać mogą nieliczni - a szkoda! 

    Ja z moimi dziećmi staram się chodzić do dentysty na NFZ, choć zdarza się, że chodzę i prywatnie. Mieli już nie raz plombowane zęby czy wyrywane - choć z  tym wyrywaniem dentyści wolą czekać, aż ząbek mleczny sam wypadnie. Co się tyczy plombowania mleczaków, spotkałam już i takich dentystów, co chętnie leczyli mleczaki, a także i takich, co odradzali leczenia mleczaków, bo po co to robić, skoro i tak muszą wypaść! 

     Dosyć pilnuję synków, aby co te pół roku pójść do dentysty i zbadać sprawę - czy coś jest do zrobienia jest czy też mamy spokój na kolejne pół roku. Bardzo więc byłam zaskoczona, kiedy będąc z synkami w marcu tego roku na kontroli, pani dentystka powiedziała, że mojemu 9-ciolatkowi powinny niedługo wypaść mleczne dwójki, ale ona na razie nie widzi, ani żeby mleczaki się ruszały, ani, żeby stałe dwójki mu już szły! I dodała, że możliwe iż wcale mu one nie wyjdą! Byłam w szoku! No jak to tak możliwe???? Dopytywałam, ale dentystka mnie uspokoiła, że wizytę umawia nam od razu na za pół roku i jeśli do tego czasu nic tu się nie pojawi, to zrobimy mu prześwietlenie i zbadamy sprawę czy zawiązki zębów w ogóle tam są. 

     Lekko poirytowana wróciłam do domu. No cóż, ok. Te pół roku damy radę. Aczkolwiek w między czasie to ja musiałam się umówić do dentysty ze sobą, bo miałam jedną ósemkę do wyrwania. Zwlekałam z nią i tak ponad pół roku. W końcu umówiłam się do chirurga stomatologicznego na NFZ no taką wizytę, na której pan chirurg miał obejrzeć prześwietlenie moich zębolów  i wyznaczyć mi termin na wyrwanie tej ósemki. Na wizycie chirurg powiedział, że tu żadnych komplikacji nie widzi i jeśli chcę, to zamiast wyznaczać mi termin na za 2 m-ce, to może mi od razu tego zęba wyrwać. Wiecie co zrobiłam? Ucieszyłam się ogromnie, no i dałam od razu wyrwać zęba i z głowy!!! A raczej i z buzi :) Hi, hi :) Przy okazji podpytałam chirurga czy to możliwe, aby mojemu 9-cioletniemu synkowi miały nigdy nie wyrosnąć stałe dwójki górne??? Odpowiedział, że tak. Chociaż może jeszcze mu wyrosną. Dopytał czy regularnie chodzę z nim do dentysty? Odpowiedziałam, że tak. No i odpowiedział mi, że w takim wypadku już jestem 2 lata do tyłu! Bo z synem powinnam w tej sprawie działać już 2 lata temu, a teraz to już trochę późno. No w sensie, że da się z tym jeszcze coś zrobić, tylko miałam działać w tym kierunku szybciej! A w pierwszej kolejności mam się z nim udać do ortodonty!

      Ten to dopiero dał mi do myślenia! Byłam zła, wkurzona, poirytowana i czułam wielką nie moc! Zaczęłam robić sobie wyrzuty, że to moja wina, choć z drugiej strony tłumaczyłam sobie, że dentystą nie jestem i się na tym nie znam! A chodzimy regularnie do dentysty i to dentysta powinien wiedzieć czy robić prześwietlenie, czy działać jakoś w tym kierunku i czy robić to już teraz zaraz, czy może mamy jeszcze na to czas! Zaczęłam od razu dowiadywać się o ortodoncie - czy u nas w mieście taki fachowiec jest, czy jest na NFZ czy tylko prywatnie oraz jakie terminy są do ortodonty? Tu dłuuugie terminy i tam ciężko się dostać, wszędzie tylko prywatnie, aż w końcu wyczaiłam w mieście jedną ortodontkę na NFZ. Zadzwoniłam i dopytałam się jakie do niej terminy są? Zaskoczyła mnie mówiąc, że muszę załatwić synowi skierowanie do niej od lekarza rodzinnego lub od stomatologa i po prostu przyjść w godzinach jej pracy. Zaraz na drugi dzień jechałam do pediatry by wystawił skierowanie do ortodonty, a potem sprawdziłam godziny pracy pani ortodontki, aby wybrać się do niej najlepiej po szkole syna. W odpowiedni dzień, po szkole zabrałam syna i pojechaliśmy do ortodonty. Spodziewałam się tłumów przed gabinetem, ale były tylko 2 osoby przed nami. Poszło szybko a pani ortodontka miła, przyjemna i wydaje mi się, że rzeczowa. Na początek kiedy jej wyjaśniłam swoje obawy, uspokoiła mnie, że nie mam siać paniki, bo nawet jeżeli by 2 miały mu nie wyrosnąć, to nie jest to powód do paniki! Powiedziała, że obecnie dzieci tego nowego pokolenia coraz częściej mają takie przypadłości. Ona leczy w tej chwili już kilkadziesiąt dzieci z niewyrastającymi 2! Przypomniała z lekcji biologii, że chłopcy dojrzewają później od dziewcząt i czasem chłopcom później wyrastają zęby, ale może być i tak, że u mojego syna one nie wyrosną.

       Na chwilę obecną mamy: chodzić dalej normalnie na wizyty do dentysty, nie dać wyrwać żadnego zęba z przodu, leczyć mleczaków też nie mamy-nie musimy, jeśli ząb będzie bolał, to dentysta ma go tylko rozwiercić i zostawić, poza tym normalnie ma dbać o higienę zębów i na kontrolę do niej mamy przyjść za 10-12 miesięcy. 

     No wiecie - niby kobieta mnie uspokoiła, wszystko objaśniła. Wiem już, że w razie jakby mu te 2 miały nie wyjść, to jak wyjdą mu stałe trójki i czwórki, to mają zepchnąć się na miejsce tych niewyrosłych dwójek. No ale jakoś tak nie umiem tego sobie wyobrazić!!! Była bym zadowolona, gdyby mu jednak te pieruńskie dwójki same wyszły! A! Prześwietlać go na razie nie będziemy, bo ortodontka powiedziała, że to nie ma sensu dziecko naświetlać teraz - poczekajmy do przyszłego roku! I bądź tu mamo/tato mądra/mądry! Każdy gada inaczej, każe robić co innego i rodzic głupieje od tego wszystkiego!!! Mam jeszcze do Was pytanko - spotkaliście się z kimś takim, komu dwójki nie wyrosły w ogóle??? I co z tym te osoby robiły???