czwartek, 29 grudnia 2016

"Szału nie ma jest rak" z ks. Janem Kaczkowskim rozmawia Katarzyna Jabłońska.

     To już 3 książka o księdzu Kaczkowskim, którą przeczytałam w tym roku. Dwie poprzednie opisywałam tutaj i tutaj. Każda z tych 3 książek różni się od siebie. Aczkolwiek tę trzecią czytało mi się najlepiej!


     Pani Jabłońska w bardzo luźny, spokojny i swojski sposób rozmawia z księdzem Kaczkowskim. Można w tej książce dowiedzieć się całkiem nowych rzeczy, całkiem nowego spojrzenia księdza Jana na pewne sprawy, których w dwóch poprzednich książkach nie znaleźliśmy. W tej właśnie książce jest sporo miejsca poświęcona pracy w Puckim Hospicjum, atmosferze panującej w tym miejscu, ludziom, którzy tam pracują i przebywają lub przebywali. Ale także możemy dowiedzieć się wiele na temat potrzeby bliskości, miłości, seksie czy grzechu. Dowiemy się również co to takiego AREOPAG ETYCZNY. 

     Jeśli jeszcze jej nie czytaliście, to zapraszam Was do lektury. Bo odpowiedzi księdza Jana są wesołe, zrozumiałe dla wszystkich i można po przeczytaniu tej książki na kilka spraw spojrzeć z całkiem innej perspektywy.

sobota, 24 grudnia 2016

Życzenia świąteczne.

      Już większość potraw przygotowane, jeszcze tylko małe co nie co zostało do zrobienia, a potem wyszykować siebie i całą rodzinkę i ruszamy w drogę. Bo my wigilię spędzamy w tym roku u mojego brata. Potem kolejne dni świąteczne zapowiadają się rodzinnie, objazdowo i wesoło. 


     Mam nadzieję, że kiedy już odsapniecie po bojach w kuchni, to znajdziecie chwilę na przeczytanie tych życzeń. 


     
      Wesołych i rodzinnych świąt, spędzonych w miłym gronie, smacznych dań, wymarzonych prezentów i do usłyszenia po świętach :)


wtorek, 20 grudnia 2016

Danonki w saszetkach.

     Jogurty kupuję często. Nawet bardzo często. Bo przy naszej 5-cio osobowej rodzinie, każdy jogurty lubi i każdy ma na nie chęć. Co do smaków, to chyba wszystkie smaki u nas wchodzą w grę. Ale szczerze powiem, że truskawkowe to chyba jednak mają najmniejsze wzięcie. Przynajmniej u moich synów! A tym razem od TRND dostaliśmy do przetestowania Danonki o smakach:waniliowym i truskawkowym. Są to jogurty w saszetkach.

Hubi ledwo wyszedł ze sklepu od razu jogurcik zjadł w samochodzie :)

     Jogurty są zazwyczaj w kubeczkach. W domu nie ma najmniejszego problemu, aby dorosły czy dziecko zjedli sobie taki jogurcik. Problem pojawia się, gdy na przykład zachce nam się jogurciku na spacerze czy choćby będąc na zakupach! No bo jak z kubeczka go wydłubać? Ja wtedy najczęściej kupuję sobie jogurt pitny. Mąż, czy dwójka starszych dzieci też takowe dostają. Ale nasz najmłodszy wtedy jest poszkodowany. Sam pitnego jogurtu nie da rady się napić - obleje się. A Danonki w saszetkach są rewelacyjne dla niego! Ilość jak na razie odpowiednia dla półtorarocznego smyka. Sam radzi sobie z wysysaniem jogurciku! Smaki co prawda mogły by być jeszcze i inne do wyboru. Bo tylko 2 są: wanilia i truskawka. No ale nie jest najgorzej. Najmłodszy jogurcik zjada i w domku, i w samochodzie, i na spacerze czy nawet łażąc z mamą na przedświątecznych zakupach! A te jednak trochę trwają, bo trzeba tyle rzeczy jeszcze kupić, a kolejki wszędzie się tworzą i czas leci nim wrócimy z zakupów do domku. 


     A taka mała przekąska zadowoli i uspokoi mojego małego pomocnika :) Jogurt ten nie posiada barwników i konserwantów oraz sztucznych barwników! Doszukałam się takowych informacji, że spora grupa osób zarzuca Danonkom, iż zawierają sam cukier! Na opakowaniu nie ma takiej informacji, ale Danonki odsyłają do strony DANONE aby odszukać info o całym składzie owego jogurtu. Jednak ja osobiście napiszę, że nie jestem aż takim paranoikiem, nie mam jakiejś mega misji, aby tak dokładnie zaglądać w każdy produkt spożywczy, który będę chciała podać któremuś z moich dzieci. Więc choć nie zawsze czytam etykiety ze składem, to nawet jak czytam i doczytam się, że dany produkt zawiera coś złego - to i tak go kupię. Kupię i podam dzieciom oraz sobie również. Dlaczego? Powtórzę się - bo nie mam paranoi! Jak moim dzieciom to smakuje, to dlaczego mam im odmawiać małej przyjemności?! Sama też kupuję sobie jogurty i nie zawsze patrzę na skład - możliwe że też faszeruję się cukrem. Ale jakoś mi to nie szkodzi, ani tego po mnie nie widać :) Więc ogólnie wszem i w obec ogłaszam, że DANONKI NAM SMAKUJĄ I Z NAMI ZOSTAJĄ :) 



środa, 14 grudnia 2016

Drzewo genealogiczne - do szkoły.

     Ja też kiedyś chodziłam do szkoły. I wierzycie lub nie, ale nigdy nie robiłam do szkoły drzewa genealogicznego! Dlaczego? Nie pamiętam czy w ogóle mieliśmy takie zadanie! A dziś mogę z ręką na sercu przyznać, że w ciągu roku, ba!, nawet w ciągu 2 miesięcy razem z synami i mężem wykonałam aż 3 drzewa genealogiczne do szkoły i to na 3 różne sposoby!


     To jest jedno z tych 3 drzew genealogicznych. Przepraszam, że trochę rozmazane, ale jaki fotograf - takie zdjęcie! No nie popisałam się. Ale z drzewa jestem dumna! To akurat najstarszy na historię miał przygotować. Trochę udało mi się danych pozbierać, których wcześniej nie znałam. Choć uważam, że mogliśmy jeszcze dalej poszukać, ale czasu było na to za mało. No nic, zawsze można jeszcze coś dopracować do tego drzewka później. 

     Drugie drzewko średni synio miał przygotować na język polski. Tym razem zrobiliśmy tylko takie, że wypisane były nasze dzieci, my, nasi rodzice, rodzeństwo i dziadkowie - dalej już nie pisaliśmy. Też fajnie wyszło.

     Trzecie drzewko genealogiczne średni synio miał przygotować na język angielski. Miały być podpisy po angielsku i namalowane twarze tych osób - więc na drzewku są tylko dzieci, my - rodzice i dziadkowie. 

     Normalnie czyste szaleństwo z tymi drzewkami genealogicznymi! Ale najzabawniejsze jest to, że wykonywaliśmy je wszystkie rodzinnie i nawet mieliśmy przy tym dużo zabawy :) Czy Wy też robiliśmy jakieś drzewka genealogiczne? Czy może nie bawicie się w takie zabawy?

sobota, 3 grudnia 2016

Przedstawiam Bestię i Psotkę :)

      Kotkę już mieliśmy, ale pewnego dnia wyszła z domu i nie wróciła. To było ponad rok temu. Nie chciałam już mieć kota w domu. Ale najstarszemu brakowało naszej Kochaniutkiej - tak tamta kotka się nazywała. No cóż. Postanowiliśmy z mężem, że spróbujemy raz jeszcze z kotką i przygarniemy jakąś małą do domku. No i jest z nami już od ponad miesiąca. Nazywa się Psotka :)



     Uwierzcie, ale goniłam ją z aparatem po całym domku i większość zdjęć musiałam usunąć, bo niewyraźne były. Te 2 tylko wyszły wyraźne. Tak wygląda nasza Psotka. A imię do niej pasuje, bo naprawdę lubi psocić. :) 

      Poza tym drugim naszym nowym członkiem rodziny jest Bestia - nasz nowy piesek. Mężu jakoś w wakacje rozmawiał z naszym dalszym sąsiadem, że chcemy od nich małego psiaka, ale wtedy już miał kto inny go dostać. No i na tym gadka się skończyła. Aż to dnia pewnego, siedzę z najmłodszym w domu, bo dwójka starszych w szkole, a mężu w pracy i dzwonek do drzwi. Stoi sąsiad, ten dalszy sąsiad, trzyma pudełko i pyta się - czy to z tym pieskiem to jeszcze aktualne??? Hmmmm.... W pierwszym momencie nie zajarzyłam o co mu chodzi?! Aż po chwili olśniło mnie i powiedziałam, że tak. No to dał mi pudełko z psiakiem i pojechał do domu. Takim sposobem przygarnęliśmy Bestię :)



      Sąsiad zdążył mi powiedzieć, że pies nie ma być za duży - bo małego do domku chcieliśmy. Oby faktycznie nie urósł za wielki! No i dłuuugo imienia mu szukaliśmy. Aż stanęło BESTIA. O dziwo wszyscy się zgodzili :) A wiecie co najbardziej mnie rozczula? Jak psiak z kotem w łazience na legowisku razem, przytuleni do siebie śpią! Albo jak kotka psiaka liże - czyści. No napatrzeć się czasem na nich nie mogę :) Słodcy są :)

      W taki oto sposób rodzina powiększyła mi się w przyspieszonym tempie :)