wtorek, 18 lipca 2017

8 Zlot Weteranów Szos w Starogardzie Gdańskim.

     W dniach 14-16 lipca 2017r. odbył się już VIII Zlot Weteranów Szos - Historia na Kołach w Starogardzie Gdańskim. Co roku ta impreza odbywa się Stadninie Ogierów w Starogardzie Gd. Co można tam zobaczyć? Oj bardzo stare, stare i trochę nowsze samochody, motory, motorowery, rowery. Czasem przyjeżdżają tam żołnierze z wojskowym sprzętem, ale w tym roku ich nie było, były za to dmuchańce dla dzieci. Oczywiście stoiska z napojami, lodami, zabawkami dla dzieci. Były też i koncerty. Aczkolwiek my byliśmy tylko pooglądać pojazdy i na koncertach nie zostaliśmy. Ale wrażeń moc i tak była :) Zobaczcie na te cudeńka!





















     Ogromny sentyment mam do Fiatów 126P. Bo na nich uczyłam się jeździć! Nie na kursie, ale rodzice pierwsi mnie posadzili za kółkiem swojego Fiata 126P :) Kilka takich Fiatów przewinęło się przez nasze podwórko :) Nysa to też wspomnienia szkolne :) Ach... powrót do podstawówki :) Za moich czasów podstawówki  dzieci były wożone do szkoły Nysą :) Ja akurat wożona nie byłam, bo wtedy takowe pojazdy nie jeździły polnymi drogami i musiałam swoje 2 km do szkoły chodzić pieszko :)  Ale nie marudzę, bo fajnie było i jest co wspominać, a Nyskę codziennie oglądałam stojącą przy szkole :) Motory zaś baaaaardzo mi się podobają, ale jeździć nie umiem. Kiedyś koleżanka uczyła mnie Komarkiem jeździć. Nie wspominam tego za dobrze;) Wolę jeździć na tych jednośladach jako pasażerka :) No ale pooglądać można i oko nacieszyć tymi cudeńkami :) Dodam, że kilka okazów było na sprzedaż, więc jeśli ktoś chciałby kupić motor stary, to warto pokręcić się na takich zlotach - można coś ciekawego wypatrzyć dla siebie :) 

poniedziałek, 17 lipca 2017

44 Jarmark Wdzydzki.

      Mieszkamy niedaleko Wdzydz Kiszewskich i dlatego namówiłam męża, aby pojechać tam na Jarmark. Jarmark był w dniach 15 - 16 lipca 2017r. W końcu trzeba być na bieżąco, co też ludzie sprzedają na tym Jarmarku. A było tego tam troszkę: swojskie wyroby rzemieślnicze i rękodzieła w tym: kiełbasy, pieczywo, sery, wina, miody, figurki z drewna itp. Oczywiście coś ze wzorem kaszubskim też można było kupić. Do wyboru - do koloru! Dlatego i ludzi było tam mnóstwo!!!










      Wyjeżdżając ze Wdzydz w stronę Olpucha jest Muzeum Kaszubski Park Etnograficzny. Jeszcze nie mieliśmy okazji go zwiedzić, a tego dnia w cale nie chciałoby się nam stać w tej kolejce do Muzeum. Zobaczcie!






      Innym razem się wybierzemy do Muzeum. A Wy zaglądajcie na stronkę Wdzydze Kiszewskie, jeśli chcecie na jakieś fajne wydarzenie przyjechać do tej miejscowości :) A jeszcze trochę ich Wdzydze szykują :) Zresztą, to tak malownicze i spokojne miejsce na wypoczynek, że jeśli jeszcze nie macie planów wakacyjnych, to warto wziąć pod uwagę tę miejscowość :) 

środa, 12 lipca 2017

"Bilet do szczęścia" Beata Majewska.

     Premiera tej książki odbyła się 5 lipca tego roku. "Bilet do szczęścia" to kontynuacja dalszych losów Łucji i Hugona poznanych w książce "Konkurs na żonę" o której pisałam tu


     Od wydawcy:
"Łucja, zakochana bez pamięci w młodym prawniku z Krakowa, przeżywa szok, gdy dowiaduje się, że mężczyzna ją uwiódł, aby odziedziczyć spadek. Czuje się oszukana i wykorzystana, a na dodatek jest w ciąży. W pierwszym odruchu chce zerwać związek z Hajdukiewiczem i wrócić w rodzinne strony. Kiedy jej chora babka trafia do krakowskiego szpitala, dziewczyna postanawia pozostać w mieszkaniu Hugona na czas jej rekonwalescencji. Dla mężczyzny, który odkrywa, że naprawdę kocha Łucję, staje się to jedyną szansą na jej odzyskanie. Ale czy Łucja zdoła uwierzyć w szczerość jego uczuć?"

     Pierwsza część wywołała u mnie dreszczyk emocji, pisałam zresztą, że pod koniec książki łzy same mi ciekły! Prawie przecież doszło do rozstania naszej pary bohaterów! Łucja dowiedziała się o testamencie i o prawdziwym powodzie zainteresowania nią przez Hajduka. Miała zamiar odejść od niego, jednak choroba babci ją zmusiła w pewien sposób do zmiany decyzji. 

     Łucja dla zachowania pozorów przed całą swoją rodziną i przed Hajdukiewiczową postanowiła wyjść za Hugona. Z wiadomych powodów nie była to ani najweselsza pani młoda, ani weselicha nie było. Normalnie stypa. Potem młode małżeństwo niby żyje razem - a jednak osobno. Ona z brzuchem śpi sama w przyszłym pokoiku dziecka, on sam w ich sypialni. Przy rodzinie i znajomych udają szczęśliwe i zgodne małżeństwo, a w rzeczywistości wieje chłodem! I choć Hugo ogromnie pomógł babci Maśnik, dbał i troszczył się o żonę, to i tak nie umiał dojść z żoną do porozumienia. Za późno odkrył, że ją kocha, za daleko już ich związek zabrnął w kłamstwie. I z tego wszystkiego ciężko się jemu wywinąć. Kiedy pojawia się dziecko dalej wieje w ich małżeństwie chłodem. Po jakimś czasie niby można zauważyć że ona pragnie, by on ją dotknął, albo że on chciałby wziąć ją w ramiona. Jednak nie dochodzi do tych momentów, bo oboje są uparci i nie potrafią się przełamać do okazania uczuć i za razem Łucja nie jest w stanie jeszcze pokazać Hugonowi, że mu przebaczyła.  

     Kiedy pod koniec książki już się niby wszystko układa, młodzi dowiadują się, że ich znajoma ma raka. Osobiście odebrałam ten wątek dosyć emocjonalnie - nie, nie popłakałam się, ale w rodzinie sama miałam i mam bliskie mi osoby z tą pieruńską chorobą! Przetrawiłam i to, za to ciągle męczy mnie Nicol. A dokładnie, jak zakończyło się spotkanie Hugona i Nicol u niej w mieszkaniu? To taki niedokończony epizod. A jednak można snuć różne domysły! Jeszcze ten zostawiony niby przypadkiem telefon u niej... Ehh... dobra, już nie drążę tego tematu. 

      Wszyscy piszą, że w tej książce "Bilet do szczęścia" pani Beata Majewska happy endem kończy przygody Łucji i Hugona. No bo niby co tu dalej o nich pisać? A no moim skromnym zdaniem, to ja bym jeszcze przeczytała czy faktycznie dojdzie do ślubu kościelnego? Przeczytałabym czy faktycznie przeprowadzą się na wieś?  Także czy Hugo dogadałby się w końcu z biologicznym ojcem? No i ciekawią mnie trochę losy Damiana. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę pani Beaty Majewskiej. Bo gryzie mnie to co też tam będzie i o kim?! 

     Za tę książkę i możliwość napisania recenzji dziękuję WYDAWNICTWU PUBLICAT S.A. 


     A pani Beacie Majewskiej dziękuję za tak fajne książki z emocjami, z nadzieją, z przebaczeniem i siłą prawdziwej miłości :) 


     

sobota, 1 lipca 2017

"Konkurs na żonę" Beata Majewska.

       Pomiędzy zajmowaniem się moją szaloną trójcą, sprzątaniem, praniem, robieniem zakupów i zajmowaniem się moim ogródeczkiem przeczytałam "Konkurs na żonę" Beaty Majewskiej.



      Czytając opis z tyłu książki, miałam takie wrażenie, że już niejeden film widziałam z podobną fabułą. I byłam ciekawa czy wciągnę się w główny wątek czy też będzie się całość mi wlekła. No i pozytywnie się zaskoczyłam, bo książka mnie wciągnęła!

     Od wydawcy;
" Młody prawnik z Krakowa, Hugo Hajdukiewicz, planuje jak najszybciej zmienić stan cywilny. Założenie rodziny przed trzydziestymi urodzinami to warunek narzucony mu w testamencie przez wuja. W poszukiwaniu idealnej kandydatki pomysłowy biznesmen wprowadza w życie plan "Żona". 
  Wkrótce poznaje młodziutką, nieśmiałą, studentkę. Niedomyślająca się niczego dziewczyna szybko ulega urokowi przystojnego mężczyzny. Jednak misternie przygotowany plan matrymonialny niespodziewanie wymyka się spod kontroli..."

      Na początku poznajemy głównych i drugoplanowych bohaterów. Głównymi oczywiście są Łucja Maśnik i Hugo Hajdukiewicz. Ona 18-nastoletnia studentka pochodząca ze wsi, wychowywana przez babcię. On zamożny prawnik, wychowywany przez mamę i babcię, a jednak przed trzydziestką może wszystko stracić. Tych dwoje, pochodzących z tak różnych światów połączy się ze sobą. Stworzą związek, który będzie miał wzloty i upadki. Powiecie pewnie - że w każdym związku jest lepiej i gorzej. No tak. Ale jeśli związek jest z jednej strony oparty na prawdziwym uczuciu, a z drugiej strony oparty na kłamstwie, to można się domyślić, że kiedy prawda wyjdzie na jaw - coś może się popsuć. Od strony 294 aż w sumie do końca tej książki łzy ciurkiem mi spływały! Powtarzałam sobie słowa moich dzieci: nie becz matka, przecież to tylko książka!!!!! Ha! Pewnie że książka! Ale z jaką historią! Z jaką miłością! Z jakim dramatem! 

      Z twórczością pani Beaty Majewskiej mam pierwszy raz do czynienia. I nie ostatni, bo jak tylko napiszę tych słów kilka o "Konkursie na żonę", to biorę się za czytanie "Biletu do szczęścia". Czyli ciągu dalszego o Łucji i Hugonie. Tyle się tutaj wydarzyło. Ta przygoda pary zakochanych podczas majówkowego pikniku, kiedy to wystraszyli się gajowego! W sumie wystraszyli się, albo inaczej, jedno z nich się wystraszyło całkiem kogoś innego - ale nie będę zdradzała szczegółów. Albo często używane przez Łucję powiedzonka, które Hugonowi wydają się obce, dziwne i śmieszne. Teraz jestem mega ciekawa kontynuacji ich losów. Czy będą razem? A może jednak się im to nie uda? No cóż. Ja zabieram się za czytanie drugiej części, a Was zapraszam najpierw do przeczytania pierwszej i potem drugiej. 
      

     

czwartek, 29 czerwca 2017

To już 2 urodzinki najmłodszego synka :)

     Nie wiem kiedy to zleciało, bo czas zasuwa jak szalony. Jednak Ty synku już skończyłeś 2 latka!


     Składaliśmy Ci Synku życzenia w dniu Twoich urodzin. Składaliśmy Ci życzenia w dzień, kiedy wyprawialiśmy Ci urodzinki. Dziś raz jeszcze napisać chcę, że Twoi bracia, Twój tato i ja- Twoja mama życzymy Ci wszystkiego najlepszego, abyś codziennie zdobywał nowe umiejętności, coraz więcej mówił, abyś był zdrowy i uśmiechnięty no i żeby spełniły się Twoje marzenia :) 

        KOCHAMY CIĘ  TY NASZ DWULATKU :) 

czwartek, 22 czerwca 2017

Marynowane rzodkiewki.

     O kiszonej rzodkiewce pisałam Wam tutaj. Tym razem przedstawiam przepis na marynowaną rzodkiewkę. Przepis znalazłam w jednej z gazet i postanowiłam wypróbować. Rzodkiewki trochę miałam w ogrodzie nasiane, ładnie urosła i czas było ją wyrwać i tym razem wykorzystać nowy przepis.


     Wyszło mi 6 słoiczków, takich jak widać na zdjęciu. Zdjęcie zrobione na drugi dzień rano :)  Ale zacznę od podania Wam składników potrzebnych do przygotowania tych rzodkiewek. 

       Składniki:
- 2 pęczki rzodkiewek 
- 1 szt. chili 
- kawałek imbiru (ok 4 cm)
- 1 łyżeczka gorczycy
- 1 łyżeczka nasion kolendry
- 1/2 łyżeczki pieprzu ziarnistego
- 2 szt. liścia laurowego
- 150 g cukru
- 1 szkl. octu jabłkowego
- 1,5 szkl. wody
- sól do smaku



       Rzodkiewki umyj, większe przekrój, włóż do miski, oprósz solą i odstaw na 20 minut. Opłucz z soli i przełóż do słoika.


      Zagotuj wodę z octem, cukrem, przyprawami i chili. 



Gorącą marynatą zalej rzodkiewki. Następnie szczelnie zakręć słoiki. 



      Dla niecierpliwych - można spróbować rzodkieweczki jak przynajmniej jedną nockę postoją. 

       Smacznego ;)

P. S. Nie mogłam dostać papryczek chili, więc kupiłam peperoni. I w opisie nie podali jak pokroić imbir czy papryczkę, więc jak widać na zdjęciach, ja pokroiłam na takie kawałki i już. Udanych przetworów :)



poniedziałek, 12 czerwca 2017

Już myślałam, że z SĄDEM koniec, ale to jeszcze nie koniec!!!

     Niektórzy może pamiętają moje zeszłoroczne wpisy o SĄDZIE. A dla tych, którzy o sprawie nie wiedzą zapraszam na wpisy o całej sprawie TUTUTU i TU. W skrócie: zostałam wezwana jako świadek na rozprawę rozwodową osób całkowicie mi obcych, czekałam pod salą aż mnie wezwą na rozprawę i nikt mnie nie wywołał, rozprawa się skończyła a na mnie nałożono karę za niestawienie się na rozprawę!

     Przez jakiś czas nie zawracałam sobie głowy już tym całym sądem i karą na mnie nałożoną, ale jakoś w maju tego roku z czystej ciekawości zadzwoniłam do sądu w Gdańsku i popytałam, czy owa kara już jest mi cofnięta? Pani która odebrała telefon, wszystko posprawdzała, no i powiedziała, że OWI PAŃSTWO CO TO SIĘ ROZWODZILI to dalej się rozwodzą, jeszcze ich sprawa się toczy, zwrot moich zasądzonych przez sąd 18zł za dojazdy ( ha, ha, ciągle z tej kwoty mam ubaw), jeszcze nie została mi wypłacona, a kara dalej nade mną wisi! Tą ostatnią informacją mnie trochę pani zasmuciła. Ale na koniec powiedziała, że najlepiej będzie nie czekać aż komornik dobierze się do mnie, tylko mam złożyć do sądu pismo z zapytaniem o cofnięcie tej kary? Dlaczego sędzina mi tego jeszcze nie umorzyła? 

     I w ubiegłym tygodniu w końcu wybrałam się do Gdańska. Z pomocą pani w okienku w sądzie napisałam owe pisemko, złożyłam od razu u nich i teraz pozostaje mi czekać na odpowiedź od szanownego sądu! Wiecie, w tym naszym kraju nie opłaca się być uczciwym, bo za to też można beknąć! Paranoja! I co najśmieszniejsze, to to, że ze mną ta sprawa ciągnie się już ponad rok i nie wiem kiedy definitywnie dla mnie się skończy!!!!!!!!?

czwartek, 8 czerwca 2017

"DEKALOG Księdza Jana Kaczkowskiego" Katarzyna Szkarpetowska.

      To kolejna książka o księdzu Kaczkowskim, którą udało mi się przeczytać. Nie powiem, bo cieszę się, ze udało mi się ją przeczytać, aczkolwiek mam takie wrażenie, ze teraz to już ludzie na nim zarobić chcą. 


       Jak zwykle rozmowę czytało się ciekawie, czasem nawet miałam małe refleksje nad wypowiedziami księdza Jana. Aczkolwiek końcowy tekst że tak powiem się powtarza, bo już go czytałam choć w trochę chyba skróconej wersji w innej książce o księdzu Janie Kaczkowskim. No cóż, nic nowego nam nie napiszą, bo ksiądz już nic nowego nie powie, to teraz się powielają teksty. Ale i tak jest tu dużo nowych, całkiem innych pytań oraz odpowiedzi. A to co tutaj jest jeszcze ciekawe, to to, że do książki dołączona jest płyta CD.


      Na płycie możemy wysłuchać magicznego głosu księdza Jana. A poza tym? Poza tym nagrane są tam: Ostatnia Droga Krzyżowa, jest też 2 czytanie z jednej mszy, jest też rozmowa bodajże z Piotrem Żyłką, który pisał książkę o księdzu, no i jest też Pożegnanie księdza Jana. To pożegnanie jest w formie takich ostatnich myśli i mądrych słów księdza. 

      Jest to kolejna fajna książka, którą warto przeczytać, jeśli chce się choć trochę przybliżyć postać księdza Kaczkowskiego. 

środa, 7 czerwca 2017

Szampon dla dzieci hipoalergiczny WAX Pilomax.

     Jakiś czas temu zaczęłam pisać o tym szamponie, fotki cyknęłam, ale nie dokończyłam pracy. Wiem że zdjęcia są nie na czasie, ale mi się podobają i czemu by tuż przed latem nie pokazać trochę zimy ;) 


      Szampon ten dostałam na Spotkaniu w Mielnie (klik tu ) w ubiegłym roku. Otrzymałam 3 takie szampony hipoalergiczne przeznaczone dla chłopców. I powiem szczerze, że moi dwaj starsi synowie używają tego szamponu regularnie 2 razy w tygodniu i jeszcze druga butelka się im nie skończyła, a trzecia ciągle czeka na swoją kolej! Jest bardzo wydajny, ma kolor przeźroczysty, delikatnie pachnie, super się pieni i konsystencję ma gęstą. Nie jest za gęsta, bo był by problem wycisnąć szampon z buteleczki, ale nie jest też rzadki. Jest w sam raz!



      Dla osób chcących poznać skład - proszę bardzo - fotka powyżej. 

     Osobiście jestem bardzo zadowolona z tego szamponu, nawet z czystej ciekawości raz umyłam sobie moje włosy nim. A co! Na moich długich włosach dobrze się rozprowadzał i pienił, przy okazji wdychałam jego delikatny zapach, no i to czego nie lubią dzieci - czyli kiedy szampon szczypie oczęta - ten szampon nie szczypie! Co prawda po jednym umyciu na moich włosach żadnego ŁAŁ nie zauważyłam. Jednak chłopców włosy są delikatne po umyciu i wyschnięciu, przyjemnie się je rozczesuje palcami i ładnie pachną. A! Muszę dodać jedną małą uwagę co do mycia głowy! Mama mnie tak nauczyła i teraz synów też tak uczę, że włosy najpierw moczymy, potem myjemy raz szamponem, żeby tak jakby zmyć ten największy brud z nich - potem spłukujemy wszystko i raz jeszcze nanosimy porcję szamponu i znów myjemy włosy! Czyli 2 razy umyć, wtedy są włosy dobrze umyte! 

      Dodam na koniec, że na opakowaniu jest informacja, iż szampon jest przeznaczony dla dzieci powyżej 3 roku życia. Ale ja kilka razy naszemu niespełna dwulatkowi umyłam włosy tym szamponem i nic mu się nie stało, a był też zadowolony, że piana nie szczypała jego oczek. Poza tym szampon odżywia skórę głowy, pobudza mieszki włosowe i wygładza włókno włosowe. No i jest hipoalergiczny. I nie myślcie, że taki szampon jest tylko w wersji dla chłopców! Nie! Jest też w wersji dla dziewcząt. Ale mają też u siebie spory wybór w kosmetyków dla dorosłych. Jeśli chcecie poznać tę firmę bliżej, to klikamy tu WAX Pilomax . 


środa, 24 maja 2017

Kalambury obrazkowe od Alexander.

     Przyznaję się bez bicia, że ostatnio mało czasu mam no i chęci też na gry planszowe. Wiecie, pogoda dopisuje, w ogrodzie pracy mnóstwo, najmłodszy chce hasać od rana do wieczora na dworze. Ale znalazł się taki czas, aby właśnie na dworze zagrać w grę z synami. A że na Spotkaniu w Gdyni otrzymałam aż kilka gier od Alexander to wypróbowaliśmy grę KALAMBURY. 



      Tak jak napisano w instrukcji, tak też zrobiłam, czyli sprawdziłam czy zawartość opakowania zgadza się z listą umieszczoną na pudełku. I tu się wszystko zgadzało: karty "obrazki" - 165 sztuk, plansza, pionki do gry - 4, kostka do gry, żetony - 80 sztuk, klepsydra. 



      Potem przeczytałam zasady tejże zabawy i wyjaśniłam synom jak w to się bawić. Ogólnie to polega cała zabawa na tym, aby w każdej drużynie było po minimum 2 osoby i jedna osoba musi po wylosowaniu obrazka tak pokazać lub opowiadać, ale bez użycia hasła, żeby reszta drużyny jak najszybciej odgadła hasło i wtedy się wygra. 









        Jako że nas było chętnych do grania 3 - no dobra, najmłodszy też był chętny, choć nie kumał zasad i chciał wszystko robić po swojemu. A ja z synami i tak ustaliłam, że robimy ciut, ciut inne - swoje zasady. Zagraliśmy tak, że po kolei każdy losował kartę z obrazkiem i potem starała się ta osoba jak najlepiej pokazać dwójce pozostałych graczy żeby oni odgadli hasło. Jedne hasła były łatwiejsze do pokazania inne trudniejsze, ale zabawa była super! No i najmłodszy po swojemu też grał :)




     
      Jak napisano w instrukcji: "W tejże grze zwyciężyć może każdy, ważny jest refleks i umiejętność kojarzeń." 
Także z gry jesteśmy bardzo zadowoleni i polecamy z całego serca tę wesołą, rodzinną grę planszową od Alexander Toys. Może poszukujecie jakiegoś ciekawego prezentu dla dzieci na Dzień Dziecka ? Ta gra będzie super podarkiem :) Gra jest przeznaczona dla dzieci w wieku lat 7 +. A grać w nią mogą od 2 do 4 drużyn.