piątek, 29 grudnia 2017

Nowy Rok zbliża się wielkimi krokami.

     Jakoś tego GRUDNIA ogarnąć nie umiem. Ale za chwilę się on skończy i mam nadzieję, że zarówno nowy miesiąc, jak i Nowy Rok dodadzą mi jakiejś magicznej energii! 

     Święta minęły zarówno mojej rodzinie jak i mi spokojnie, rodzinnie i w wiecznym obżeraniu się! W końcu święta zobowiązują do zjedzenia tych wszystkich potraw, które przygotowali najbliżsi oraz ja sama. No i tak jemy, jemy te resztki, bo jeszcze dziś male co nie co w lodówce po świętach zostało. Aż żal wyrzucać - na szczęście mamy dwa psiaki, wiec jak co, to one to niezjedzone jedzonko dostaną. Ale ciągle powtarzam rodzince, że mają jeść to co jest i żeby mi wyrzucania nie było! Więc jedzą/jemy :) Wy już macie całe poświąteczne jedzonko zjedzone???

     My tu pitu, pitu, a Sylwester oraz Nowy Rok zbliżają się wielkimi krokami. Jak na razie - my planów nie mamy na ten wystrzałowy dzionek - lub noc :) Jeden pomysł w sumie jest - całą rodzinką spędzić ten wieczór przed TV. A co? Tak też można spędzić rodzinnie sylwestra :) Przynajmniej rano będę normalnie się czuła :) Ha, ha :) Wy pewnie gdzieś się wybieracie, na zabawę lub domówkę :) Więc życzę udanych baletów!


     Życzę Wam wszystkim udanej i szampańskiej zabawy Sylwestrowej, a Nowy Rok 2018 niech przyniesie same dobre momenty, warte zapamiętania! Do Siego Roku Kochani!!!

czwartek, 14 grudnia 2017

Taka grudniowa niemoc.

     Już prawie połowa grudnia, a ja mam totalną niemoc!!! No nie wiem, czy przesilenie jakieś mnie złapało, czy pogoda to spowodowała, czy może moje podwójne poranne wstawanie?

     O co chodzi z tym podwójnym porannym wstawaniem spytacie? No więc mężu wrócił z kursu i znów normalnie codziennie dojeżdża do pracy. A że od nas do pociągu jest z 7 km, to codziennie wstaję po 4.00 rano i zawożę męża na dworzec. Wracam do domku, jest przed 5.00. Kładę się na półtorej godzinki i budzę się ponownie o 6.30. Bo wstajemy w grudniu szybciej, żeby jechać na 7.20 do kościoła na roraty. Budzę więc tych moich 3 królewiczów co rano i słyszę - znowu musimy jechać do kościoła?! No cóż, nie musimy. Ale uzgodniliśmy jak zaczynały się roraty, że postaramy się codziennie jeździć na nie, chyba, że się pochorujemy, to odpuścimy sobie. Średni syn trochę co prawda pokaszluje, ale tylko trochę, a ja kicham na potęgę, do tego z nosa woda już 3 dzień mi leci - nie umiem tego kranu zakręcić!!! Ale dajemy radę i choć najmłodszy potrafi na mamie z pół mszy przespać i budzić się w momencie, kiedy mama idzie do komunii lub na koniec, kiedy ksiądz rozdaje naklejki dzieciom, to i tak jestem zadowolona z tych moich 3 królewiczów. Pocieszam się, że jeszcze tylko tydzień i w końcu się wyśpię :) Bo i mąż w święta będzie miał wolne, i dzieci od rorat też :)

     A propo zbliżających się świąt? Porządki zrobione? Prezenty naszykowane? Bo u mnie porządki nie zrobione, a prezentów jeszcze wszystkich nie mam. Na kilka czekam - jeszcze nie doszły! Oby zdążyły dojść, bo się wścieknę! A kilka jeszcze pozostało mi do kupienia. No i muszę pomyśleć, co tu naszykować dobrego do jedzonka na święta? 

czwartek, 30 listopada 2017

"Jesień w Brukseli" Katarzyna Targosz.

      Mamy jesień i dlatego wrzucam moje osobiste doznania na temat książki " Jesień w Brukseli" Katarzyny Targosz .Nieskromnie dodam, że i tę książkę udało mi się zdobyć z autografem autorki :) Za co Kasi bardzo dziękuję :) Bo wiosną tego roku opisałam książkę "Wiosna po wiedeńsku". 


      "Jesień w powieści ma wiele twarzy. To pora roku i przełom w życiu pewnej dziewczyny, która nie ma już nic do stracenia. To opowieść o samotności, cenie popełnianych błędów, wybieraniu własnej drogi, sile przyjaźni i miłości. Pełno w niej niespodzianek - tu osiedlowy blokers może zaprzyjaźnić się z dystyngowanym staruszkiem, ateistka odnaleźć Boga, tajemniczy zboczeniec zaatakować znienacka, a internetowy byt stać się realnym w najmniej spodziewanym momencie. To przede wszystkim historia przemiany, doprawiona szczyptą sensacji i sporą porcją słodko - gorzkich emocji. "

     Od samego początku książka mnie wciągnęła. I choć mylnie odczytałam na początku tę Brukselę, to później w książce już wszystko mi się wyjaśniło ;) Główna bohaterka - Konstancja nie ma lekko. Rozstała się z facetem, pracę straciła i została z kredytem do spłacenia. Za to na pewno może liczyć na swojego brata Przemka oraz na przyjaciółkę Elizę. W końcu dobre wsparcie jest jej potrzebne, bo poszukuje nowej pracy! A nie jest to łatwe. 

      Kiedy w końcu Konstancja dostaje propozycję pracy, ma najpierw wykonać dla przyszłych pracodawców pewien projekt. Ma z nim trochę kłopotów. Postanawia znaleźć jakąś pomoc w internecie. Tam poznaje pewnego "przyjaciela", który trochę jej pomaga. W realu również poznaje fajnego faceta, aczkolwiek nie jest nim zainteresowana, woli pozostać z nim w stosunkach przyjacielskich. Drugi nowo poznany facet ją interesuje, ale on ją tylko na moje wykorzystuje. Zbiega się z tym wszystkim pewna nieprzyjemność, bo główną bohaterkę ktoś prześladuje. No i co by tu się wydarzyło, gdyby nie pomoc Przemka? Taki brat jednak każdej dziewczynie by się przydał :) 

     Nie chcę Wam za dużo zdradzać, bo zachęcam Was oczywiście do przeczytania tej książki. Jednak przyznam, że Konstancja mnie trochę zaskoczyła. Nie pomyślałabym, że po takim długim związku z jednym facetem, można od razu rzucać się na innego faceta bez zobowiązań. A przynajmniej, jak już chciała takich chwil bez zobowiązań, to po co potem robi sobie żale?! Jest dorosła i chyba wie co robi! Nie wiem, może ja mam staroświeckie poglądy na ten temat :) No i wiem, że to tylko postać z książki. Za to mega pozytywną postacią okazał się sąsiad Konstancji, pan Zenon. Noooo.... przyznaję bez bicia, że był taki moment, że uroniłam kilka łez czytając o panu Zenku. 

     Tak więc, jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki, to przeczytajcie, bo czyta się lekko i przyjemnie. Książka ma tylko 231 stron, więc w wolnej chwili czyta się szybko. A przygody, które przydarzają się bohaterom są ciekawe i wciągają. Mam małe ALE do autorki - bo tak mnie akcja wciągnęła, że niespodziewanie książka mi się skończyła!!! Jakoś mi MAŁO, nie wiem jak to opisać, ale jakoś, czegoś mi brak! Ha, ha - chyba muszę sięgnąć po kolejną książkę ;) 

sobota, 18 listopada 2017

"Góra Trzech Grot" Per Olov Enquist - recenzja.

     "To jest prawdziwa historia o czwórce mądrych i dzielnych dzieci, które uratowały życie sobie i dziadkowi w czasie pełnej niebezpieczeństw wycieczki na Górę Trzech Grot. Niewiele brakło, by wyprawa zakończyła się tragedią."

     Jak już sam tytuł zdradza, fabuła książki będzie dotyczyła ale i rozgrywała się w dużej mierze właśnie w lub na Górze Trzech Grot. Per Olov Enquist w tej dziecięcej powieści za głównych bohaterów przedstawia czwórkę dzieci, uściślając - czwórkę swoich wnucząt. Książka zaczyna się od pewnej strasznej nocy, kiedy to podczas snu jedno z dzieci, dokładnie Mina, zostaje ugryziona przez krokodyla w pupę! Wyobrażacie to sobie? No masakra dosłownie! Ja nigdy w życiu bym nie chciała aby krokodyl ugryzł mnie w pupę - ani we śnie , ani na prawdę! Kiedy bliżej poznajemy Minę, dowiadujemy się, że często jej się coś tam śni, wtedy ona krzyczy i płacze a rodzice przybiegają i może ona wtedy zjeść lody. Taka mała szantażystka :) Jednak nie ma ona za dużego wsparcia w rodzicach, najlepiej dogaduje się ze starszą kuzynką Idą oraz z dziadkiem. 

     Pewnego dnia dziadek zabiera swoją czwórkę wnucząt na wielką wyprawę w góry. Niby sobie wszystko dobrze przemyślał, dopracował, ale...... No właśnie, nigdy nie można wszystkiego przewidzieć. 

     Nie spodziewałam się podczas czytania, że człowiek kontra dzikie zwierzęta ( tutaj chodzi o wilki i niedźwiedzia) mogą się w jakikolwiek sposób dogadać czy jedno wobec drugiego być wdzięczne. A jednak! Tutaj jest pięknie opisane pewne porozumienie pomiędzy tymi dzikimi zwierzętami a dziadkiem i jego wnukami. 




     Moim zdaniem czcionka odpowiednia dla dzieci, bardzo czytelna i moi chłopcy nie mieli żadnego problemu z jej przeczytaniem. Dzięki ilustracjom na niektórych stronach, szybciej się czytało książkę. Chłopów wciągnęła przygoda w Górach Trzech Grot i jeden z moich synów powiedział, że on też chciałby takiego małego wilczka poprzytulać, a najlepiej to żebyśmy przygarnęli takiego malucha. O! Musiałam się trochę namęczyć w wytłumaczeniu 8 latkowi, że dzikich zwierząt nie wolno trzymać w domu, nie wolno robić im takiej krzywdy - im zdecydowanie lepiej jest na wolności! Wydaje mi się, że z tej powieści można wyciągnąć same plusy: czyli zauważamy tutaj jak dzieci przełamują swoje lęki i strach, i wykazują wielką odwagę w trudnych chwilach, widzimy odwagę zwierząt i wdzięczność ich, ale także doświadczamy miłości. Z pewnością książka ta wciągnie nie tylko dzieci, ale i rodziców. Polecam Wam ją - święta się zbliżają i jeśli jeszcze nie zdecydowaliście się na prezent dla dzieci, to ta książka będzie pięknym prezentem. :)

      Dziękuję Spotkajmy się w Gdyni oraz Wydawnictwu EneDueRabe za możliwość przeczytania i napisania recenzji na temat książki "Góra Trzech Grot" Per Olov Enquist.








     

czwartek, 16 listopada 2017

"Odchodzić" Agnieszka Moniak-Azzopardi - recenzja.

     " ŻYCIE JEST ZWYCIĘSTWEM WSZYSTKIEGO NAD NICOŚCIĄ. NOC, KTÓRA NAS CZEKA, ZAKOŃCZY SIĘ ŚWITEM.
Czy można przygotować się na odejście kogoś bliskiego? W jakich warunkach najłatwiej jest zaakceptować zbliżanie się do swojego kresu? Narrator stara się odpowiedzieć na to pytanie, przedstawiając losy Teresy i Henryka oraz ich wnuczki Natalii."

     Bardzo lubię czytać książki z historią w tle. A tutaj nie dość, że jest trochę wydarzeń historycznych, to jeszcze jest historia pewnej rodziny. Z początku denerwował mnie fakt, że są tu takie przeskoki w latach, wydarzeniach i miejscach. Że teraz czytam o wydarzeniach z roku 1924, a już po chwili czytałam coś z roku 1884, a potem znów z 1920 albo 1964 i znów 1938 roku. Ale potem już się oswoiłam. Wszystko ładnie mi się układało. 

      Pani Anieszka Moniak-Azzopardi napisała tę książkę bardzo przejmująco. Losy ludzi, którzy przeżyli II wojnę światową, którzy na własne oczy widzieli śmierć innych, bliskich im osób, ucieczki ludzi albo wywóz niektórych do obozów lub do ciężkich prac do Niemiec. Losy ludzi w powojennej Polsce oraz próba normalnego życia w tym powojennym świecie. Ale opisana jest tu też wielka miłość łącząca rodzinę Henryka - czyli głównego bohatera. Dalej są opisane dalsze losy Heńka oraz jego żon, jedynego syna i wnuków, ale najbardziej ukochanej wnuczki. 

      "... Ludzkie życie w optyce rzeczywistości wojny, a szczególnie drugiej wojny światowej, wydawało się pozbawione większego znaczenia. śmierć była wszędzie - na wszystkich frontach, w każdym domu, w każdej rodzinie. W umysłach wielu pozostawała dramatem, ale dramatem, który należało zaakceptować."

     Uwierzcie mi, że czytając momenty, kiedy Ukraińcy zabijali Polaków, w jak masakryczny sposób obchodzili się z kobietami i dziećmi - było mi mega ciężko. Ten bestialski sposób mordu!!! Aż łzy mi wycisnęło!!!
     Jednak najbardziej żal było mi Henryka, kiedy zmarła jego pierwsza żona. No tak się napłakałam, że oczy mi spuchły! Ale kiedy czytałam dalsze jego losy, było mi go żal. Tak po prostu, po ludzku było mi go żal. Bo choć miał kochającego syna i miał najukochańszą wnuczkę, to schorowany i będący coraz bliżej śmierci, nie mógł/nie chciał polepszyć swoich ostatnich lat/miesięcy/dni. Wolał męczyć się u boku trochę dziwnej drugiej żony. Te momenty, kiedy jego wnuczka Natalia go odwiedzała, była z nim, były jego wielką radością. I nadziwić się nie mogłam, że są takie rodziny, gdzie jedna ze stron próbuje pomóc swym bliskim jak może! A jest i druga strona rodziny, gdzie tylko mówią, że pomagają, a tak na prawdę nic nie robią. 

      W książce "Odchodzić" znajdziemy poruszające losy kilku pokoleń w jednej rodzinie. Te losy potrząsną Waszymi serduchami, tak jak potrząsnęły moim! Nie można obojętnie przejść obok wydarzeń tu przedstawionych, bo ciągle myślami wraca się do nich! Kiedy odejdzie z tego świata ktoś nam bliski, może te słowa pomogą choć trochę zaakceptować tę stratę:
     ...Tak wygląda ludzkie życie. Narodziny oznaczają śmierć. Jeżeli akceptujemy radość życia, musimy też zaakceptować smutek odchodzenia."

      Dziękuję Spotkajmy się w Gdyni oraz Wydawnictwu Novae Res za możliwość przeczytania i napisania recenzji na temat książki "Odchodzić" Agnieszki Moniak-Azzopardi.



poniedziałek, 6 listopada 2017

Spotkajmy się w Gdyni 4.

     To już 4 spotkanie w Gdyni - dla mnie osobiście to 2 w tym roku tutaj pisałam o marcowym spotkaniu. Żaneta z bloga Mother and Son oraz Marta z bloga Rudym Spojrzeniem normalnie kipią energią i biją chyba rekordy w ilości zorganizowanych spotkań w roku :) One mają ich aż 2! I na obu udało mi się być :) 



      Tym razem spotkanie odbyło się 21.10.2017r., w Hotelu SPA Faltom w Rumi - czyli tak jakby w przedpokoju Gdyni :) W spotkaniu wzięło kilka osób, które już znam, ale były też i nowe osoby, które z chęcią poznałam :) Dodam, że i tym razem byłam tam sama, bez dzieci i męża. Bo dobry tatuś zajął się dziećmi tego dnia :)



     Jednak niecierpliwie czekałam na wykłady. Jeden temat szczególnie mnie interesował. A jaki? Dowiecie się w dalszej części :) Prelekcje rozpoczęła poprzez live'a Lena Murawska, która nie mogła być z nami osobiście, ale była wirtualnie :) Opowiadała nam jak sobie zorganizować czas, by znaleźć kawałek czasu na blogowanie! Namawiała do spisania hierarchii wartości. No... przyznam, że zaciekawiło mnie to, choć w tym momencie żałowałam, że Lena była z nami tylko wirtualnie. Ponieważ padły takie słowa, że mamy w tygodniu zorganizować choćby jeden dzień, kiedy to mąż zajmie się dziećmi, zakupami i innymi sprawami, a my zasiądziemy do kompa. Ok. Tylko kogo ja mam zaprząc do tego wszystkiego, jak mój mąż czasem wyjeżdża na miesiąc, a czasem na pół roku? A nie mam obok siebie żadnej babci, cioci czy kogoś takiego i muszę sama wszystko ogarnąć. No ale odpowiadam też sobie tak - skoro wzięłaś się za blogowanie i nikt Ciebie nie zmuszał, to teraz kombinuj i znajduj ten czas na pisanie! 



     Następny wykład poprowadziła Joanna Gwizdała z bloga Made by Gigi. I to na ten wykład czekałam z niecierpliwością!!! Bo potrzebuję przekonania do Istagrama! I po tym wykładzie jestem już tak na 98% pewna, że w końcu się przełamię i założę sobie tego Istagrama co to wszyscy już go mają :) Choć na pewno będę potrzebowała czasu, by go rozkminić ;)









      Potem odbyła się licytacja dla Hospicjum Dziecięce Gdynia Bursztynowa Przystań. Sponsorzy jak zwykle spisali się i były bardzo ciekawe rzeczy do wylicytowania! Ja oczywiście nie mogłam oprzeć się książkom, a że kilka pozycji było dla starszych dzieci, no i wyszło, że to ja z zebranych na spotkaniu mamuś mam najstarsze dzieci, to też ja licytowałam te książki :) A w sumie zebrałyśmy 1495 zł!!!



     Po przerwie obiadowej Elwira Piwowarska z Wirtualnej Polski opowiadała nam o tym, "Jak skutecznie przykuć uwagę czytelnika?! " Jak słuchałam tego wykładu, to miałam takie wielkie chęci, że jak wrócę do domu, to napiszę o tym, czy o tamtym.... i zabrać się nie mogłam za pisanie w cale! Nie dość, że byłam bez kompa - ale mój super szwagier naprawił mojego komputerka i teraz mogę znów pisać, to jeszcze dopadł mnie leń! Ale chyba go wypędziłam, przegnałam go i sama siebie przełamałam i teraz już nadrabiam zaległości! I postaram się pisać tak, żebyście z chęcią mnie czytali i zostali tutaj ze mną :)



      Na zakończenie Dorota Patzer przekonywała nas, że warto ćwierkać na Twitterze. I ja mam zagwostkę, bo do Istagrama prawie dałam się już przekonać, ale do Twittera - hmmm... jeszcze nie. I to nie dla tego, że Dorota nieciekawie opowiadała. Mówiła bardzo ciekawie, ale zapamiętałam też zdanie: "Że do Twittera trzeba się przekonać"!!!  I ja na to potrzebuję czasu :)



     Po wszystkich już prelekcjach był tort od Cake by Me! Wyglądał cudnie! Smakował pysznie! Choć trochę tej masy chyba było za dużo i za słodko. Ale to moje zdanie. Smakować smakował, mógł mieć nawet więcej tych pysznych borówek, wtedy więcej bym go zjadła. 



     Pragnę również podziękować:
Żanecie i Marcie  za zorganizowanie tego cudnego spotkania i tego, że mnie zaprosiły na ten event :) Dziewczyny podziwiam Was!
Hotelowi SPA Faltom, że tak nas ugościł w swoich progach:)
* naszej fotografce Małgosi za towarzystwo i cudne zdjęcia:)
*dla animatorki Radocha, która zajęła się dziećmi i mamy mogły spokojnie wysłuchać prelekcji :)
* jeszcze raz dziękuję Cake by Me za ten słodziachny tort :)
* no i dziękuję wszystkim uczestniczkom za możliwość choćby chwili rozmowy, wymiany zdania - do zobaczenia na innym spotkaniu :) 

      A teraz osobne podziękowania dla sponsorów, bo kilku ich było :) DZIĘKUJĘ : Wydawnictwu Zielona SowaHeyday GroupLove DomoweJuicyColors.plZiaja PolskaSmileatpoczytne.plBodymax - dzień pełen energiiNovae Res - Wydawnictwo InnowacyjneArtepoint.pl Twoje dekoracje wnętrzWydawnictwo EneDueRabeQameleoPole wełnyPróg Życia, Cutitnow.pl.











     I kolejne super fajne spotkanie za mną. Znów usłyszałam kilka cennych uwag i rad, zebrałam garść informacji i poznałam nowe osoby. Pozostaje mi tylko napisać - DO ZOBACZENIA DZIEWCZYNY!!!


     

      

sobota, 14 października 2017

Ważni i ważniejsi na Blog Matters 2017 w Mielnie.

     TUTAJ opisałam i pokazałam Wam jak wyglądał mój samotny wyjazd do Mielna na Blog Matters. A teraz napisać muszę jeszcze o kilku ważnych sprawach. Organizatorki już przedstawiłam w poprzednim poście, ale muszę, no MUSZĘ o nich wspomnieć raz jeszcze, bo Monika i Milena przygotowując to spotkanie, włożyły w nie naprawdę OGROM PRACY! Dzięki dziewczyny!!! Jesteście super!!! 




     Tak jak w ubiegłym roku, tak i w tym gościł nas Hotel SPA Unitral. To oni nam zapewnili ogrom kawy, ciastek i przekąsek. Dla chętnych była też możliwość wykupienia obiadu w restauracji hotelowej, a dodam, że jedzonko tam mają pyszne!!! Nakładasz sama co chcesz i ile chcesz, i wcinasz :) 

     Ale muszę też wspomnieć o sponsorach, których dziewczyny zdobyły i dzięki którym były i upominki. 
Głównym sponsorem, który nawet extra ściankę na to wydarzenie udostępnił to MPS Plastic Packaging & Private Label Cosmetics Manufacturer 



     Pozostali sponsorzy to:
RodosCentrumDegaDrink Tech 500 sekund Jestem InteraktywnaPoradnik pisaniaEwelina MierzwińskaRysunkowo mi Krystyna PolekKartka z pasjąMabibiDLA kosmetykiHeanLa Roche PosayVichyKarinSangoAmaloo.

      Partnerzy spotkania to:
Hotel SPA UnitralMielnoREACHaBLOGGERUrząd Miasta Koszalin.

     Patroni medialni:
Happy KoszalinMądrzy RodzicePolskie Radio KoszalinBrand Sabbath.

     Ale była też akcja książkowa "WEŹ MNIE", w której wzięły udział:
WFWAnna SakowiczHalina SochaMagdalena GedrojćVirtualoMarcin CieslikPublicatLiraPlaton 24OficynkaEbookpointSapereaude.

     A fotografem naszym była oczywiście Aleksandra Piec
     




















      Raz jeszcze dziękuję za możliwość bycia tam z Wami wszystkimi :) No i do zobaczenia za rok :) 

      Pamiętajcie! W przyszłym roku zaklepujemy miejsce na plaży, zabieramy namioty i biwakujemy cały tydzień w Milnie :)