czwartek, 27 lipca 2017

"Bracia Lwie Serce" Astrid Lindgren.

      Są wakacje, no wiem, ale chciałam Wam przedstawić pewną lekturę. "Bracia Lwie Serce" Astrid Lindgren poznałam dopiero niedawno. Najstarszy synio przerabiał ją w maju tego roku. Książki tej nie znałam wcześniej. Nie przypominam sobie, żeby za moich czasów w podstawówce była ona lekturą?! Tym bardziej chciałam ją przeczytać, żeby wiedzieć o czym jest, no i pomóc synowi w odrabianiu lekcji czy w przygotowaniu się do pracy klasowej z tejże lektury.


     "Niesamowite przygody Karola i Jonatana rozgrywają się w scenerii fantastycznej krainy Nangijali. Ale "Bracia Lwie Serce" to nie tylko opowieść o niezwykłych wypadkach, lecz także głęboko wzruszająca książka o męstwie, umiłowaniu wolności, poświęceniu, pokonywaniu własnych słabości i o wielkiej miłości braterskiej, zdolnej zwyciężyć nawet śmierć."

     Narratorem w tej książce jest jeden z braci, a dokładnie Karol. Karol jest chory, śmiertelnie chory. Nie chodzi do szkoły, ciągle leży w łóżku, a jedyną jego rozrywką jest rozmowa z mamą albo ze starszym bratem Jonatanem. Karol trochę boi się śmierci. Dlatego też uspokaja się, kiedy Jonatan opowiada mu o świecie, do którego idzie się po śmierci. Opowiada mu o Nangijali. W tym niby wymyślonym świecie ma być bardzo fajnie, można tam przeżywać przygody od rana do wieczora i jest się zdrowym no i robi się co się chce i żyją w tej krainie tylko dobrzy ludzie. Starszy brat opowiada młodszemu, że jak on umrze i przejdzie do tej Nangijali, to tam mam się dobrze urządzić, a kiedy on - Jonatan (kiedyś) umrze, to odnajdą się i będą razem żyć w tej krainie. 

      Niespodzianie dzieje się tak, że Jonatan ginie tragicznie, ratując młodszego brata. A Karolek zastanawia się czy Jonatan jest w tej Nangijali i czy jemu uda się po śmierci też tam dotrzeć? Kiedy w końcu Karolek umiera, ku swojej wielkiej uciesze dociera do magicznego świata Nangijali i odnajduje tam swojego starszego brata. Teraz ma już być tylko sielanka. Razem przecież mieli tu wesoło żyć i się bawić, no i przeżywać przygody od rana do nocy! Jednak pewnego dnia Jonatan musi opuścić swojego brata. Ma zadanie do wykonania. Nangijala to dwie Doliny: Dolina Wiśni i Dolina Dzikich Róż, są jeszcze Prastare Góry. Dolina Dzikich Róż została zaatakowana przez złych ludzi i to samo grozi Dolinie Wiśni! Wydawało by się, że w tej krainie mieli żyć tylko dobrzy ludzie, a jednak tak nie jest. I tutaj znajdują się źli, podstępni i chcący mieć władzę nad innymi ludzie. Jonatan jest jednym z grupy ludzi, którzy chcą uratować ludzi z Doliny Dzikich Róż. Więc Karolek znów zostaje sam, w domku w Dolinie Wiśni. Po jakimś czasie i on wyrusza w drogę, bo chce pomóc bratu. Przecież obiecywali sobie, że już nigdy się nie rozstaną! 

      Nie chcę Wam zdradzać całej książki, ale powiem że Karolek dostanie się do oblężonej przez złych ludzi Doliny Dzikich Róż, odnajdzie brata, pozna wspaniałego dziadka, wydostanie się z bratem z oblężonej krainy i razem będą musieli stoczyć walkę o swoje życie! Tak! O życie! Powiecie, że przecież oni umarli i są w jakimś tam świecie, w którym nie można już umrzeć! A no nieprawda. Tutaj w tej krainie Nangijali można umrzeć. I jeśli jest się dobrym człowiekiem, to potem można przejść do krainy nazwanej Nangilimą. Po ciężkich przeżyciach, starszy był ranny i wiedział, że grozi mu śmierć. Chyba, że udało by mu się dostać szybciej do krainy Nangilimy. Oczywiście młodszy brat był zrozpaczony, że jego starszy brat znów chciał go zostawić. Postanowili jednak, że razem rzucą się w przepaść! Starszy był tak wycieńczony, że młodszy musiał wziąć go na swoje plecy i podejść do urwiska.

"... Potem zapadła noc i ciemność ogarnęła Nangijalę, góry, rzeki i cały kraj. Stałem nad przepaścią z Jonatanem, wisiał mi na plecach, rękami obejmował za szyję, czułem przy uchu jego oddech. Oddychał całkiem spokojnie. Nie tak, jak ja... Jonatanie, bracie mój, dlaczego nie jestem równie odważny, jak ty?
       - Sucharku Lwie Serce - spytał Jonatan - boisz się_?
       - Nie... tak, boję się! Ale zrobię to, Jonatanie, zrobię to teraz...zaraz...a potem już nigdy nie będę się bał! Nigdy nie będę się ba..."

      No i dotarli do Nangilimy. 

     Wiecie, ta lektura naprawdę wywarła na mnie duże wrażenie! Lektura dla dzieci w 4 klasie - czyli dla dzieci 9-11 letnich. Koleżanki z klasy syna jak i ich matki mówiły mi, że ta książka nie jest dla tak małych dzieci. Bo tu jest i wypadek śmiertelny, i samobójstwo, i zabijanie innych, i wielki smutek, tęsknota - że po prostu ta książka za dużo wrażeń wywiera na tak młodych dzieciach!  Osobiście się z tą opinią nie za bardzo zgadzam. Dlaczego? Choćby dlatego, że te nasze dzieci w wieku 9, 10 czy 11 lat oglądają wiadomości, oglądają filmy kryminalne - a przecież tam też pokazują morderstwa i inne tego typu drastyczne sceny. Rozmawiając z kolegami syna z klasy, jakoś nie usłyszałam złego słowa o tej książce. Nawet im się podobała, choć stwierdzili, że woleli by obejrzeć tę lekturę w postaci filmu, niż ją czytać. Książka jest o śmierci, ale też o innym podejściu do śmierci właśnie. Więc wydaje mi się, że owa lektura większe wrażenie wywarła na dziewczynkach niż na chłopcach. I można z niej naprawdę dowiedzieć się - co to jest poświęcenie dla drugiej osoby!!!  

     

wtorek, 18 lipca 2017

8 Zlot Weteranów Szos w Starogardzie Gdańskim.

     W dniach 14-16 lipca 2017r. odbył się już VIII Zlot Weteranów Szos - Historia na Kołach w Starogardzie Gdańskim. Co roku ta impreza odbywa się Stadninie Ogierów w Starogardzie Gd. Co można tam zobaczyć? Oj bardzo stare, stare i trochę nowsze samochody, motory, motorowery, rowery. Czasem przyjeżdżają tam żołnierze z wojskowym sprzętem, ale w tym roku ich nie było, były za to dmuchańce dla dzieci. Oczywiście stoiska z napojami, lodami, zabawkami dla dzieci. Były też i koncerty. Aczkolwiek my byliśmy tylko pooglądać pojazdy i na koncertach nie zostaliśmy. Ale wrażeń moc i tak była :) Zobaczcie na te cudeńka!





















     Ogromny sentyment mam do Fiatów 126P. Bo na nich uczyłam się jeździć! Nie na kursie, ale rodzice pierwsi mnie posadzili za kółkiem swojego Fiata 126P :) Kilka takich Fiatów przewinęło się przez nasze podwórko :) Nysa to też wspomnienia szkolne :) Ach... powrót do podstawówki :) Za moich czasów podstawówki  dzieci były wożone do szkoły Nysą :) Ja akurat wożona nie byłam, bo wtedy takowe pojazdy nie jeździły polnymi drogami i musiałam swoje 2 km do szkoły chodzić pieszko :)  Ale nie marudzę, bo fajnie było i jest co wspominać, a Nyskę codziennie oglądałam stojącą przy szkole :) Motory zaś baaaaardzo mi się podobają, ale jeździć nie umiem. Kiedyś koleżanka uczyła mnie Komarkiem jeździć. Nie wspominam tego za dobrze;) Wolę jeździć na tych jednośladach jako pasażerka :) No ale pooglądać można i oko nacieszyć tymi cudeńkami :) Dodam, że kilka okazów było na sprzedaż, więc jeśli ktoś chciałby kupić motor stary, to warto pokręcić się na takich zlotach - można coś ciekawego wypatrzyć dla siebie :) 

poniedziałek, 17 lipca 2017

44 Jarmark Wdzydzki.

      Mieszkamy niedaleko Wdzydz Kiszewskich i dlatego namówiłam męża, aby pojechać tam na Jarmark. Jarmark był w dniach 15 - 16 lipca 2017r. W końcu trzeba być na bieżąco, co też ludzie sprzedają na tym Jarmarku. A było tego tam troszkę: swojskie wyroby rzemieślnicze i rękodzieła w tym: kiełbasy, pieczywo, sery, wina, miody, figurki z drewna itp. Oczywiście coś ze wzorem kaszubskim też można było kupić. Do wyboru - do koloru! Dlatego i ludzi było tam mnóstwo!!!










      Wyjeżdżając ze Wdzydz w stronę Olpucha jest Muzeum Kaszubski Park Etnograficzny. Jeszcze nie mieliśmy okazji go zwiedzić, a tego dnia w cale nie chciałoby się nam stać w tej kolejce do Muzeum. Zobaczcie!






      Innym razem się wybierzemy do Muzeum. A Wy zaglądajcie na stronkę Wdzydze Kiszewskie, jeśli chcecie na jakieś fajne wydarzenie przyjechać do tej miejscowości :) A jeszcze trochę ich Wdzydze szykują :) Zresztą, to tak malownicze i spokojne miejsce na wypoczynek, że jeśli jeszcze nie macie planów wakacyjnych, to warto wziąć pod uwagę tę miejscowość :) 

środa, 12 lipca 2017

"Bilet do szczęścia" Beata Majewska.

     Premiera tej książki odbyła się 5 lipca tego roku. "Bilet do szczęścia" to kontynuacja dalszych losów Łucji i Hugona poznanych w książce "Konkurs na żonę" o której pisałam tu


     Od wydawcy:
"Łucja, zakochana bez pamięci w młodym prawniku z Krakowa, przeżywa szok, gdy dowiaduje się, że mężczyzna ją uwiódł, aby odziedziczyć spadek. Czuje się oszukana i wykorzystana, a na dodatek jest w ciąży. W pierwszym odruchu chce zerwać związek z Hajdukiewiczem i wrócić w rodzinne strony. Kiedy jej chora babka trafia do krakowskiego szpitala, dziewczyna postanawia pozostać w mieszkaniu Hugona na czas jej rekonwalescencji. Dla mężczyzny, który odkrywa, że naprawdę kocha Łucję, staje się to jedyną szansą na jej odzyskanie. Ale czy Łucja zdoła uwierzyć w szczerość jego uczuć?"

     Pierwsza część wywołała u mnie dreszczyk emocji, pisałam zresztą, że pod koniec książki łzy same mi ciekły! Prawie przecież doszło do rozstania naszej pary bohaterów! Łucja dowiedziała się o testamencie i o prawdziwym powodzie zainteresowania nią przez Hajduka. Miała zamiar odejść od niego, jednak choroba babci ją zmusiła w pewien sposób do zmiany decyzji. 

     Łucja dla zachowania pozorów przed całą swoją rodziną i przed Hajdukiewiczową postanowiła wyjść za Hugona. Z wiadomych powodów nie była to ani najweselsza pani młoda, ani weselicha nie było. Normalnie stypa. Potem młode małżeństwo niby żyje razem - a jednak osobno. Ona z brzuchem śpi sama w przyszłym pokoiku dziecka, on sam w ich sypialni. Przy rodzinie i znajomych udają szczęśliwe i zgodne małżeństwo, a w rzeczywistości wieje chłodem! I choć Hugo ogromnie pomógł babci Maśnik, dbał i troszczył się o żonę, to i tak nie umiał dojść z żoną do porozumienia. Za późno odkrył, że ją kocha, za daleko już ich związek zabrnął w kłamstwie. I z tego wszystkiego ciężko się jemu wywinąć. Kiedy pojawia się dziecko dalej wieje w ich małżeństwie chłodem. Po jakimś czasie niby można zauważyć że ona pragnie, by on ją dotknął, albo że on chciałby wziąć ją w ramiona. Jednak nie dochodzi do tych momentów, bo oboje są uparci i nie potrafią się przełamać do okazania uczuć i za razem Łucja nie jest w stanie jeszcze pokazać Hugonowi, że mu przebaczyła.  

     Kiedy pod koniec książki już się niby wszystko układa, młodzi dowiadują się, że ich znajoma ma raka. Osobiście odebrałam ten wątek dosyć emocjonalnie - nie, nie popłakałam się, ale w rodzinie sama miałam i mam bliskie mi osoby z tą pieruńską chorobą! Przetrawiłam i to, za to ciągle męczy mnie Nicol. A dokładnie, jak zakończyło się spotkanie Hugona i Nicol u niej w mieszkaniu? To taki niedokończony epizod. A jednak można snuć różne domysły! Jeszcze ten zostawiony niby przypadkiem telefon u niej... Ehh... dobra, już nie drążę tego tematu. 

      Wszyscy piszą, że w tej książce "Bilet do szczęścia" pani Beata Majewska happy endem kończy przygody Łucji i Hugona. No bo niby co tu dalej o nich pisać? A no moim skromnym zdaniem, to ja bym jeszcze przeczytała czy faktycznie dojdzie do ślubu kościelnego? Przeczytałabym czy faktycznie przeprowadzą się na wieś?  Także czy Hugo dogadałby się w końcu z biologicznym ojcem? No i ciekawią mnie trochę losy Damiana. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę pani Beaty Majewskiej. Bo gryzie mnie to co też tam będzie i o kim?! 

     Za tę książkę i możliwość napisania recenzji dziękuję WYDAWNICTWU PUBLICAT S.A. 


     A pani Beacie Majewskiej dziękuję za tak fajne książki z emocjami, z nadzieją, z przebaczeniem i siłą prawdziwej miłości :) 


     

sobota, 1 lipca 2017

"Konkurs na żonę" Beata Majewska.

       Pomiędzy zajmowaniem się moją szaloną trójcą, sprzątaniem, praniem, robieniem zakupów i zajmowaniem się moim ogródeczkiem przeczytałam "Konkurs na żonę" Beaty Majewskiej.



      Czytając opis z tyłu książki, miałam takie wrażenie, że już niejeden film widziałam z podobną fabułą. I byłam ciekawa czy wciągnę się w główny wątek czy też będzie się całość mi wlekła. No i pozytywnie się zaskoczyłam, bo książka mnie wciągnęła!

     Od wydawcy;
" Młody prawnik z Krakowa, Hugo Hajdukiewicz, planuje jak najszybciej zmienić stan cywilny. Założenie rodziny przed trzydziestymi urodzinami to warunek narzucony mu w testamencie przez wuja. W poszukiwaniu idealnej kandydatki pomysłowy biznesmen wprowadza w życie plan "Żona". 
  Wkrótce poznaje młodziutką, nieśmiałą, studentkę. Niedomyślająca się niczego dziewczyna szybko ulega urokowi przystojnego mężczyzny. Jednak misternie przygotowany plan matrymonialny niespodziewanie wymyka się spod kontroli..."

      Na początku poznajemy głównych i drugoplanowych bohaterów. Głównymi oczywiście są Łucja Maśnik i Hugo Hajdukiewicz. Ona 18-nastoletnia studentka pochodząca ze wsi, wychowywana przez babcię. On zamożny prawnik, wychowywany przez mamę i babcię, a jednak przed trzydziestką może wszystko stracić. Tych dwoje, pochodzących z tak różnych światów połączy się ze sobą. Stworzą związek, który będzie miał wzloty i upadki. Powiecie pewnie - że w każdym związku jest lepiej i gorzej. No tak. Ale jeśli związek jest z jednej strony oparty na prawdziwym uczuciu, a z drugiej strony oparty na kłamstwie, to można się domyślić, że kiedy prawda wyjdzie na jaw - coś może się popsuć. Od strony 294 aż w sumie do końca tej książki łzy ciurkiem mi spływały! Powtarzałam sobie słowa moich dzieci: nie becz matka, przecież to tylko książka!!!!! Ha! Pewnie że książka! Ale z jaką historią! Z jaką miłością! Z jakim dramatem! 

      Z twórczością pani Beaty Majewskiej mam pierwszy raz do czynienia. I nie ostatni, bo jak tylko napiszę tych słów kilka o "Konkursie na żonę", to biorę się za czytanie "Biletu do szczęścia". Czyli ciągu dalszego o Łucji i Hugonie. Tyle się tutaj wydarzyło. Ta przygoda pary zakochanych podczas majówkowego pikniku, kiedy to wystraszyli się gajowego! W sumie wystraszyli się, albo inaczej, jedno z nich się wystraszyło całkiem kogoś innego - ale nie będę zdradzała szczegółów. Albo często używane przez Łucję powiedzonka, które Hugonowi wydają się obce, dziwne i śmieszne. Teraz jestem mega ciekawa kontynuacji ich losów. Czy będą razem? A może jednak się im to nie uda? No cóż. Ja zabieram się za czytanie drugiej części, a Was zapraszam najpierw do przeczytania pierwszej i potem drugiej.