wtorek, 28 marca 2017

Babskie spotkanie - czyli Spotkajmy się w Gdyni 18.03.2017.

     To już 3 spotkanie, które organizowała Żaneta z Mother and Son w Gdyni. Gdynia jest mi bliska, bo przecież mieszkałam tam kilka lat, tam też pracowałam, no i tam urodziłam dwójkę starszych dzieci. Uwielbiam jeździć do Gdyni. Więc kiedy tylko dowiedziałam się, że jest organizowane spotkanie blogerek w tym mieście, to od razu się zgłosiłam! Jaka byłam szczęśliwa, kiedy dowiedziałam się, że dostałam się na to spotkanie!!!


     Nasze babskie spotkanie odbyło się w gdyńskiej Ciuciubabce. Przyznam szczerze, że nie raz i nie dwa przechodziłam obok tego lokalu, ale w środku byłam pierwszy raz! Jest to lokal przyjazny rodzicom z małymi dziećmi. Rodzice mogą spokojnie wypić kawkę, a dzieciaczki mogą się pobawić. Super, że jest takie miejsce! Bo kiedy ja mieszkałam w Gdyni i urodziłam swojego pierworodnego synia, takich lokali tam nie było. 

     Każda z uczestniczek miała przywieźć ze sobą podarki dla Gdyńskiego Dziecięcego Hospicjum, a poza tym odbyła się też licytacja kilku fajnych rzeczy na cel Hospicjum. Ale o tym za chwilę, najpierw jeszcze Wam przestawię kobiety/mamy/blogerki - z którymi tam się spotkałam :) 

organizatorka Żaneta Bomba Mother and son
Karolina Tuchalska odNova
Sylwia Narkowicz Świat w oczach mamy
Anna Chwastowska Mama Cukiereczki
Kalina Czarnopolska 22kilo
Joanna Misiak-Piotrowska Krzywa Prosta
Patrycja Ptaszek mamowato.pl
Justyna Kowalkowska MamaJu
Aleksandra Protasiewicz Okiem Alexa
Natalia Majewska Schwytane Chwile
Marta Kraszewska Rudym Spojrzeniem Na Świat
oraz ja Anna Radomska  Żyć nie umierać

     



     Czas płynął nam bardzo szybko, miło i wesoło. Wysłuchałyśmy ciekawych prelekcji, o nich napiszę w innym poście. Poza tym zjadłyśmy przepyszny tort od Kraina Wypieków Torty Trójmiasto.


      Żeby tego tortu nam było mało, to miałyśmy do zjedzenia drugi jeszcze od Ciuciubabki.


     No i wspomniana już przeze mnie licytacja na rzecz Gdyńskiego Dziecięcego Hospicjum, dla którego udało nam się uzbierać ponad 600zł. 














      Naszym fotografem była Hieronima Pietrzak fotografia.


     Tę fotkę chyba sobie wydrukuję i synom w pokoju przywieszę na ścianie :) 

  A sponsorami giftów, którzy zadbali o mamy/blogerki byli: Alexander Toys7th HeavenFISZKIYoclub.plDomowa ApteczkaTulaszek.







      I choć pogoda nam nie dopisała tego dnia, to 18.03.2017 był mega udanym dniem dla mnie! Żanecie raz jeszcze dziękuję za takie fajne spotkanie, pozostałym dziewczynom również dziękuję za rozmowę, żarty, ogólnie za to że wracałam z uśmiechem na twarzy. No i do zobaczenia :)


czwartek, 23 marca 2017

Recenzja kaszek SMAKIJA.

     TRND dało mi możliwość poznania i przetestowania kaszek SMAKI JA od Zott. Przyznam się szczerze, że ja kaszki manny nie lubię za bardzo, dzieci też takiej normalnej nie jadają. Aczkolwiek mąż ich nauczył kaszki jadać - takie sypkie jednorazówki kupuje, które się tylko gorącą wodą zalewa i gotowe. I chłopcy z tatą to uwielbiają. Kiedyś proponowałam mężowi kaszki wyglądające jak jogurty, to powiedział, że on takich wynalazków jadać nie będzie! Bo to na pewno za kaszką nie smakuje! 



      Tymczasem zgłoszenie do TRND wysłałam, otrzymałam potwierdzenie i byłam mega ciekawa jak te kaszki będą smakowały całej mojej rodzinie - łącznie ze mną :) Ogólnie smaków tychże kaszek jest 8. 

      Jak widać są to smaki: Kaszka z czekoladą, Kaszka śmietankowa, Kaszka z sosem z owoców leśnych, Kaszka z sosem z malin, Kaszka z sosem z wiśni, Kaszka z sosem z truskawek, Kaszka z cynamonem oraz Kaszka z sosem z jabłek i cynamonu.  Mi z tych wszystkich smaków nie udało się kupić Kaszki z cynamonem oraz Kaszki śmietankowej. Resztę udało się i testy rozpoczęłam. Choć znów musiałam kupić mniej kaszek, aby zmieścić się w budżecie, bo zaszalałam na początku w Tesco i za drogie kaszki kupiłam.Ogólnie miałam zakupić 20 kaszek, z czego nie udało mi się 2 kupić. Trudno. I tak daliśmy radę w testach! Obdarowałam rodzinę i sąsiadów. Każdy posmakował kaszek i w sumie każdy mówił o nich dobrze. Wiadomo - każdemu smakuje co innego! Temu smakowały kaszki z sosem owocowym, a drugiemu kaszka z czekoladą, a jeszcze innemu kaszka śmietankowa.

     Moim dzieciom kaszki mega posmakowały! Najbardziej lubią z tymi sosami owocowymi! Mężowi o dziwo też smakują i nawet zabiera je do pracy! Tylko mąż ma małe ALE! Mówi, że przydał by się plastikowy dekielek na górze tych kaszek. Bo jak zabiera kaszkę do plecaka, to musi uważać, by coś nie przebiło tego sreberka na górze. A gdyby była plastikowa pokrywka, to nie musiałby się bać. 




     Mi natomiast bardzo, ale to bardzo zasmakował smak kaszki z sosem z jabłek i cynamonu.




     Odkąd wzięłam udział w tej kampanii, już kilka razy dokupywałam kaszki. Oczywiście poluję na promocje i na wybór w smakach. Bo u nas w sklepach przeważnie mają tylko 2-3  smaki i trzeba się nabiegać za innymi. Ale i tak się cieszę, że poznaliśmy się z kaszkami Smakija od Zott, bo chyba gdyby nie ta kampania, to bym po nie nie sięgnęła w sklepie. Więc dziękuję TRND oraz ZOTT za te smaczne testy i smaczne kaszki :)

#Zakochaniwsmaku




środa, 22 marca 2017

"Szkoła żon" Magdalena Witkiewicz.

     Pierwsze moje skojarzenie tytułu "Szkoła żon", czyli że cała książka będzie o jakiejś szkole dla żon. Pewnie chodzi tam o rady, jak lepiej gotować, jak lepiej sprzątać, no po prostu jak być lepszą żoną! I tutaj moje wielkie zaskoczenie, bo ta cała "Szkoła" to nie o tym jest! 


     Totalnie zaskoczyła mnie ta książka! Po wnikliwym przeczytaniu jej mogę śmiało napisać, że ZAZDROSZCZĘ Julii, Michalinie i Jadwidze pobytu w tej szkole!!! 

     Każda z bohaterek ma swoje lepsze i gorsze momenty w życiu. I pewnego dnia lądują w "Szkole żon". Zderzają się z nią w realu! Choć każda z nich zjawia się w  szkole z innych powodów, to dopiero tam przeżyją ciekawe chwile. Szkoła ma nauczyć uczennice, że ważna jestem JA a nie ONI. I bohaterki z takimi nowymi doświadczeniami już opuszczą szkołę.

      Pani Magdalena Witkiewicz pisze tak lekko i przyjemnie, że czytając tekst - oczyma wyobraźni widzimy wszystko to co tam się dzieje! Sceny romantyczne czy erotyczne :) Nawet z wypiekami na twarzy czy z ogromną chęcią zastąpienia którejś z bohaterek :)

       Jeśli i Ty chcesz dowiedzieć się co takiego ciekawego działo się w tej szkole na Mazurach, to gorąco zapraszam do lektury :)  

      

piątek, 17 marca 2017

Recenzja Chusteczek Colour Catcher.

     W lutym pisałam Wam, że dostałam się do testów chusteczek Colour Catcher od Rekomenduj.to. Testowałam sumiennie, tak samo sumiennie porozdawałam wszystkie próbki, które dostałam. Później zbierałam opinie od osób, które obdarowałam tymi chusteczkami. I powiem skromnie - wszystkie opinie były POZYTYWNE!


     "Chusteczki Colour Catcher:
- zapobiegają zafarbowaniu ubrań,
- umożliwiają pranie różnych kolorów razem, 
- sprawiają, że ubrania dłużej wyglądają jak nowe,
- skracają czas poświęcony na sortowanie prania,
- ograniczają liczbę prań."
     To wszystko jest do przeczytania na ulotce lub na opakowaniu chusteczek. Aczkolwiek ja zgadzam się z tymi wszystkimi stwierdzeniami!!! Produkt który otrzymałam od Rekomenduj.to do przetestowania sprawdził się u mnie w 100%! Każde pranie starałam się mieszać: do ciemnych jeansów wrzuciłam jasne body najmłodszego, do czerwonych ciuchów dorzuciłam kilka niebieskich bluzeczek synków, albo do mieszanych kolorów wrzuciłam kilka ciemnoczerwonych ubrań. Zawsze dokładałam chusteczkę Colour Catcher i ani razu nic mi nie zafarbowało, a chusteczki nigdy z pralki nie wychodziły już śnieżnobiałe! Bo nawet kiedy nie wyłapały mocno koloru, to chociaż wyłapywały brud i inne barwniki z ciuszków. Zresztą zobaczcie moją fotorelację :) 

Najpierw moje pierwsze pranie z chusteczkami:)



Tutaj efekt - widoczny jest od razu! 


Teraz pozostałe efekty :)









      I co powiecie? Bo ja choć pierwsze pranie mieszane robiłam jak to się mówi "Z DUSZĄ NA RAMIENIU", to potem szło mi już takie pranie bez oporów i bez obaw. Zresztą efekty widać, więc i Was zapraszam, a nawet polecam zaopatrzyć się w takie właśnie chusteczki! Tym bardziej, jeśli wiecie, że macie jakieś ciuchy, czy pościel lub ręczniki, które wiecie, że farbują! Jest to produkt mega przydatny w domu u każdego, zarówno u pani domu  jak i u kawalera ! 


sobota, 11 marca 2017

"Śmiertelne napięcie" Alex Kava.

     Książka "Śmiertelne napięcie" wydana jest przez Harlequin. Niektórzy, tak jak ja, od razu pomyśleli by, że w tej książce będzie pełno scen erotycznych. Nic bardziej błędnego - w tej książce nie ma ani jednej takiej sceny! A jakie są? Są sceny kryminalne, są morderstwa i usiłowanie morderstwa, jest zagrożenie jakąś epidemią. No trochę się dzieje.


     Początek książki taki sobie. Jakieś tam dzieciaki kombinują z lekami i innymi specyfikami, jaki po nich odlot mają. Zawsze wybierają odludne miejsca. Ten jeden raz wybrali złe miejsce. Dochodzi do tego, że giną dwie osoby, inni zostają ranni. Całą tą sprawą zajmuje się miejscowy szeryf Skylar i całkiem przypadkowo agentka FBI Maggie O'Dell. Szeryf najchętniej zamiótłby sprawę pod dywan, ale że O'Dell nie daje za wygraną, on musi chociaż jakieś pozory stwarzać, że usiłuje wyjaśnić sprawę. 

     Drugi wątek w tej książce to podejrzane zatrucia w dwóch różnych szkołach. Młodzież wymiotuje na potęgę i masowo leżą w szpitalach. A całą sprawę wyjaśniają pułkownik Benjamin Platt i szef CDC Roger Bix. Na drodze do wyjaśnienia sprawy stoją im ciągle jakieś przeciwności losu. Ale powiem tyle, że sprawę doprowadzą do końca. Choć czy tylko tyle mogli zrobić? Uważam, że mogli więcej, że mogli jak nie oni to inni zagłębić się w tę sprawę, ale jak to się mówi - "wszystko rozeszło się po kościach". 

     Ogólnie fabuła dosyć ciekawa. Wątki naprzemiennie się czyta, więc nie ma takiej monotonności, wręcz nasz mózg musi wyłapać: ACHA! TERAZ JESTEŚMY W NEBRASCE, A TERAZ W WASZYNGTONIE. OK.  I trochę mi szkoda tych dzieciaków. Ta sprawa naprawdę nie musiała tak się zakończyć! 

     No nic, zachęcam Was do przeczytania tej książki i zresztą innych przygód agentki FBI O'Dell. Bo przy okazji, jak szperałam w necie to dowiedziałam się, że jest cała seria z przygodami pani O'Dell. Więc i Was i siebie zachęcam do czytania :) 

czwartek, 9 marca 2017

Sobotnia wyprawa do świata klocków Lego :)

     Kiedy tylko na necie ujrzałam informację, że w Gdańsku będzie od 4 marca WYSTAWA KLOCKÓW LEGO, od razu wiedziałam, że chcę tam zabrać rodzinkę! W końcu moi synowie uwielbiają Lego! Namówiłam męża, no i pojechaliśmy. Na wystawę weszliśmy parę minut po 12.00, a dodam, że to był pierwszy dzień owej wystawy! Spodziewałam się tłumów. Na szczęście nie było źle ;) Był nawet luz o tej godzinie :) Więc fajnie się chodziło od wystawy do wystawy i podziwiało dzieło ludzkich rąk! 




Teraz bohaterowie z mojej ulubionej bajki i filmu :) 



Pierworodny w szkole niedawno miał na biologii o tych wszystkich układach krwionośnych i nawet czytać nic nie musiałam, bo mi wszystko wyjaśniał :) Mądrala jeden :)



Takie figury też zrobiły na nas wrażenie :) Choć chłopcy jako fani piłki nożnej żałowali, że Lewandowski nie jest prawdziwy, bo chcieli autograf :)


Przy niektórych ekspozycjach były takie telewizorki ze słuchawkami i można było posłuchać - albo samemu [przeczytać kilka ważniejszych informacji o danej osobie czy rzeczy lub budowli.


A ten samolot to już w ogóle kosmos! Szacun dla budujących go :)


Kto pamięta kolejki? Pewex? No kto??? Ja pamiętam :)








Tutaj to co uwielbiają moi dwaj synowie - świat Minecrafta! 

I na koniec świat mojego najmłodszego synka :) To co jemu najbardziej się spodobało :) Czyli możliwość pobawienia się przeróżniastymi klockami :)


      Wierzcie mi na słowo - wystawa mega się nam spodobała! Chłopaki zadowoleni, pooglądali takie cuda, że nawet im się nie śniło, że można coś takiego z klocków zbudować :) Byli pod wrażeniem. A ja się mega cieszyłam, że udało mi się ich zabrać na fajną wystawę :) Wy już byliście na tej wystawie? Czy dopiero się wybieracie? Gdyby coś, ktoś, to tutaj zaglądacie i więcej info tam jest WYSTAWA KLOCKÓW LEGO. Dodam tylko, że w Gdańsku akurat wystawa jest do 14 maja - czynna codziennie :)