sobota, 22 czerwca 2019

"Pewnej zimy nad morzem" Iwona Banach.

      
     "... Dwa ciała, które mogą należeć do tej samej ofiary, to dopiero początek..." Brzmi groźnie i zapowiada ostry kryminał! Nic jednak bardziej mylnego :) Już dawno się tak dobrze nie ubawiłam podczas czytania kryminału! 


      W opisie książki czytamy:
"Senne nadmorskie miasteczko tuż przed Bożym Narodzeniem staje się areną niepokojących wydarzeń. Dwa ciała, które mogą należeć do tej samej ofiary, to dopiero początek... Przystojny policjant Marek rozpoczyna skomplikowane śledztwo. Dzielnie wspiera go w tym urocza Majka. Czy wspólnie uda im się wyjaśnić zagadkę? I czy wśród całego tego zamieszania znajdzie się miejsce na rodzące się uczucie? 
Jeśli macie ochotę na pełną zwrotów akcji opowieść, przeczytajcie, co wydarzyło się pewnej zimy nad morzem..."

     Zwykłe, małe, nadmorskie miasteczko, Skarbowo. Ogólnie rzecz biorąc, zimą nic tutaj się nie dzieje. Zbliża się Boże Narodzenie i każdy w sumie zajmuje się przygotowaniami do świąt. Natomiast w jednym z pensjonatów - dokładnie w "Magicznej Latarni" trwają przygotowania do przyjęcia sporej grupy kobiet. Te kobiety, to blogerki, które fascynują się okultyzmem. I właśnie mają spędzić święta łącznie z Sylwestrem i Nowym Rokiem w okultystycznych klimatach.  

     Obok "Magicznej Latarni" jest dom pani Dziubowej. Jako że Dziubowa nie ma własnych dzieci, dom ten kiedyś podobno ma stać się własnością jednej z jej krewnych - Julity. A za ową Julitą nikt w Skarbowie nie przepada! Dlaczego? He, he, musicie o tym przeczytać w książce. 

     Niby tak różne dwa światy - bo tu młode kobiety, które zjadą się na swój babski zlot, a tutaj miejscowe starsze panie i panowie, ale ich losy się ze sobą połączą, poplączą, no ogólnie będzie intrygująco i wesoło. Miejscowy policjant Marek też zostanie wciągnięty w całą sprawę, choć jemu to akurat nie przeszkadza, wręcz jest zadowolony, że może trochę zbliżyć się do córki właścicielki Morskiej Latarni - Majki. Dosyć intrygującymi postaciami będą dwaj miejscowi młodzi mężczyźni - Zenek i Mysza. Powiem tyle, skąd oni czerpią pomysły, to ja zielonego pojęcia nie mam! Ale z nimi te blogerki nudzić się nie będą :) 

     I jest jeszcze miejscowa legenda o UMARNIKU. Kto to? Co to? O co w tej legendzie chodzi? Tego dowiecie się z książki. Jednak będzie się działo trochę z tym Umarnikiem. 



     Kiedy czytałam tę książkę, to miałam momenty niezłego ubawu! Naprawdę dawno się tak dobrze nie bawiłam czytając powieść kryminalną :) Autorka poza wątkiem kryminalnym, dodam że do samego końca nie wiedziałam ani kto mordował, ani dlaczego, to jeszcze wplotła tu wątki romantyczne i wesołe lub nawet momentami bardzo wesołe! Dopiero z książki się dowiedziałam, że koty są podobno niezłym środkiem antykoncepcyjnym! A mam kota w domu - obecnie nawet mam ich 5 - bo mam 4 kociaki do wydania :) Hi, hi :) I jakoś nie działają te koty na antykoncepcję, bo ja jestem w ciąży :) No ale moja kotka może jest inna niż koty Dziubowej :) Poza tym możemy się dowiedzieć, jak to blogerki w świecie wirtualnym się super dogadują, są wręcz przyjaciółkami, a w świecie realnym wygląda to zgoła inaczej. No i wątek główny - czyli morderstwo, a raczej dwa morderstwa i to tej samej osoby! Tak, tak, dobrze czytacie! Okazuje się na samym początku, że dwa razy zamordowano tę samą osobę, są dwa ciała tej samej osoby! Ale jak to? Hm... To też w całkiem sprytny i ciekawy sposób opisała autorka! Tak wiec - jeśli chcecie się trochę pośmiać ale i zarazem rozwikłać ciekawą kryminalną zagadkę, to sięgnijcie po książkę "Pewnej zimy nad morzem". 



Tytuł: "Pewnej zimy nad morzem"
Autor: Iwona Banach 
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: LUCKY

      Dziękuję Wydawnictwu LUCKY za egzemplarz do recenzji.




środa, 19 czerwca 2019

Przetwory 2019 - czas start!

     W tym roku rozpoczęłam sezon przetworowy od kiszenia i marynowania rzodkiewki. Widzę, że zaglądacie do tych akurat przepisów na moim blogu dosyć chętnie. Cieszy mnie to bardzo. Ale jeśli ktoś nie wie gdzie je znaleźć, zaraz wszystkiego się dowie :)


      O kiszonych rzodkiewkach poczytacie u mnie tutaj, a o marynowanych rzodkiewkach tutaj. Zapraszam. 

     Dodam nieskromnie, że ja według tych obu przepisów robię rzodkiewkę już któryś raz z kolei i za każdym razem mąż jest zachwycony! Oba smaki rzodkiewki jemu smakują. Mi chyba bardziej marynowana przypadła do gustu. Choć jak dłużej postoi i nabierze mocy, to jest dla mnie aż za ostra! Za to kilka razy mąż wziął do pracy po słoiku jednej i drugiej rzodkiewki i nie dość że zaskoczył kolegów tymi rzodkiewkami, bo wcześniej nie słyszeli o takich rzodkiewkach, to jeszcze bardzo obie im posmakowały. A miło słuchać komplementów na temat mojej pracy :) 

      Tutaj kilka fotek moich tegorocznych kiszonych rzodkiewek.




    I tutaj marynowanej rzodkiewki.




     Troszkę tych słoików mi wyszło :) Ale powiem Wam w sekrecie, że wysiałam jeszcze jedną paczkę rzodkiewki. Jeśli mi ona wyrośnie, to dorobię tych rzodkiewek więcej :)