środa, 14 sierpnia 2019

"W koło Macieju" Kasia Keller - moje pierwsze Book Tour.

      
      Pierwszy raz biorę udział w Book Tour. Za co dziękuję Porady Mamy Kasi. Bo to ona mnie ściągnęła do PasjoMatki & spółki .  I miałam możliwość przeczytania książki "W koło Macieju" Kasi Keller. 


      "Zwariowana historia! 
Piramidy, mumie, ciepły piasek pustyni i... gadający wielbłąd.Przygody, których nie przeżył nawet Indiana Jones. Gra wyobraźni i poczucie humoru bohatera książki powodują ciąg pasjonujących zdarzeń układających się w tę szaloną opowieść."


     Najpierw książkę przeczytał mój średni syn. Potem mamcia chciała przeczytać w ciszy i spokoju, ale najmłodszy synek - dodam, że 4 letni, chciał też posłuchać książeczki. A więc mama czytała na głos i nawet najstarszy słuchał maminych słów podczas gry na kompie :) Tak więc mogę śmiało rzec, że u nas historię Maćka usłyszały aż 4 osoby. A że tatko momentami też nas słuchał i jeszcze muszę wspomnieć o Dzidzi w maminym brzuszku :) Czyli cała rodzinka poznała przygody Macieja :)




      Nooo... Muszę przyznać, że owy Maciej ma całkiem wybujałą wyobraźnię! Nie podejrzewałabym nawet, że siedząc na "białym tronie" można aż takie historyjki sobie powyobrażać! Przygody jakie przeżył Maciek, naprawdę nas chwilami nieźle ubawiły, do tego te obrazki bardzo podobały się dzieciom. Taki fajny przerywnik, bo każdy chciał zobaczyć, co jest na kolejnej stronie namalowane :) Najmłodszy ciągle powtarzał, że ten chłopiec - czyli Maciek, wygląda jak lalka z bajki :) Najbardziej podobały się synom czaszki - chyba mają ostatnio jazdy na czaszki - zresztą widać co syn ma nad głową na ścianie :)

      Ale wracając do samej książki. Główny bohater przenosi się do Egiptu. Tam właśnie ma dziwne, śmieszne, ale i chwilami groźne przygody. Oczywiście w tej swojej podróży rozmawia z wielbłądem - a przecież wiemy, że wielbłądy nie mówią. Maciek wpada do piramidy, wielbłąd chce mu pomóc wyjść z tej piramidy, więc razem błądzą, błądzą i błądzą gdzieś w środku tej piramidy. Tam mają różna przygody. Tak wiec od razu Wam mówię, że książkę przeczyta z chęcią każde dziecko, które umie i lubi czytać. Bo ta historyjka wciąga. Na koniec, kiedy to Maciej odzyskuje świadomość, okazuje się, że jest nie w Egipcie, tylko w swojej łazience i stoi nad nim zdziwiona mama, która przypomina synowi, że zaraz spóźni się do szkoły! Aczkolwiek ta jego wyobraźnia, czy raczej wyobrażona przygoda w Egipcie przydała mu się na testach z geometrii! Czyli jednak wyobraźnia potrafi być przydatna - choć trzeba wiedzieć, gdzie i jak jej użyć ;) A mój średni synio śmiał się, że jeszcze nigdy siedząc na "białym tronie" aż tak wyobraźnia go nie poniosła :) Więc chyba trochę zazdrościł Maćkowi tej jego wyobraźni ;) 

     Dziękuję raz jeszcze za możliwość przeczytania tej książki. I czekam na kolejne ciekawe i humorystyczne przygody Macieja. Polecam tę książkę Waszym dzieciom! Ale jeśli lubicie dziecięcą literaturę, to i Wy pośmiejecie się z tych przygód :) 


Tytuł: "W koło Macieju"
Autor: Kasia Keller
Ilość stron: 96
Wydawnictwo: Skrzat

czwartek, 1 sierpnia 2019

"Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy." Sylwia Winnik.

      
      Kupiłam tę książkę niedawno. Tematyka bardzo mi bliska - bo przecież mój mąż też wyjeżdżał na misje. Tym chętniej chciałam poczytać jak inne żony, matki radziły sobie podczas mężowskich wyjazdów, czy nawet jak inni żołnierze wspominają swoje emocje z misji. Ale na pewno nie spodziewałam się, że w tej książce przeczytam kilka słów o własnym mężu!!! Zaskoczenie totalne!

     Jak tylko owa książka do mnie dotarła, przejrzałam ją. Bo poza tekstem jest tam też kilka fotek. Po powrocie męża z pracy pokazałam mu tę książkę i powiedziałam o tych zdjęciach. Przejrzał je i stwierdził zadowolony, że w książce jest jedno zdjęcie, które on zrobił. Nie bardzo wiedziałam skąd ono się tam wzięło. Ale fajnie że tam jest. No i w trakcie czytania książki doszukałam się mężowskiego przyjaciela i jego wspomnień z misji z Iraku i z Afganistanu - zresztą własnie na tych dwóch misjach był tam razem z moim mężem. O czym on też wspomina w książce. Wiecie, to uczucie kiedy z zaskoczenia czyta się o własnym mężu w czyjejś książce i czyjejś wypowiedzi - jest nie do opisania! I bez tego wszystkiego rozpiera mnie duma z mojego męża! Nie tylko za misje, ale ogólnie za to jaki jest! A jeszcze kiedy w książce ktoś inny miło wypowiada się o moim mężu, to już w ogóle jestem dumna z niego! 

     No ale dość już o moim mężu. Przeczytać tutaj możemy prawdziwe opowieści rodzin Polskich Żołnierzy. Każda z wypowiadających się tutaj osób przeżywała owe misje inaczej. Rozbawiła i zaskoczyła mnie trochę wypowiedź jednej z żon żołnierza:
"...- Pamiętaj, że masz dziecko.Musisz do niego wrócić, rozumiesz? A gdy będą cię wysyłać na niebezpieczną wyprawę, masz powiedzieć, że udajesz kaktusa. A kaktusów się nie wysyła na misje. ..." 
      Niezły patent! Szkoda, że ja nie wpadłam na taki tekst, kiedy mój małżonek wyjeżdżał. 

 "... Misja jest nieprzewidywalna i żaden, nawet najsilniejszy, najbardziej przygotowany żołnierz czasami nie jest w stanie zapobiec konsekwencjom zdarzeń, w lwiej części od niego niezależnych. ..."
      Jakże to prawdziwe zdanie! Nie raz bałam się o męża, tak jak inne kobiety bały się o swoich mężczyzn. Ale co nie znaczy, że tutaj, w kraju się o nich nie martwimy. Przecież żołnierze wyjeżdżają na różne szkolenia, na poligony, na kursy - w każdym momencie może się żołnierzom stać krzywda. Zresztą, można przechodzić przez pasy na jezdni i auto może człowieka przejechać - więc daleko szukać nie trzeba nieszczęścia! Aczkolwiek nie możemy wszędzie doszukiwać się zła czającego się na nas i naszych bliskich. To już byłaby paranoja!

     Czytając wypowiedź jednego z żołnierzy, który wrócił z misji ciężko ranny i musiał spędzić sporo czasu w szpitalach, poczułam złość. Dlaczego? Dlatego, że ten mężczyzna wyznał, jak to polski personel w szpitalu odnosił się do niego - wiedząc, że jest żołnierzem i wrócił ranny z misji! Słowa typu: po coś tam się pchał! albo pojechałeś tam dla kasy i co Ci z tego przyszło?!. Znam takie teksty. Parę razy nawet ja je usłyszałam - a byłam najpierw tylko narzeczoną żołnierza na misji, a później żoną i matką naszych dzieci. Ale niektórzy chyba z zawiści myślą, że facet wyjeżdża na misje za kasą. Potem wróci i będzie się lansował tutaj w kraju! Owszem, każdy żołnierz dostaję kasę za takie wyjazdy! Ale ludzie - oni tam nie jadą na wakacje, oni nie jadą rwać tam truskawek czy zbierać pieczarki! Oni wyjeżdżają na prawdziwą wojnę albo na misje pokojowe, gdzie równie dobrze mogą zginąć! I uwierzcie, że my kobiety - żony/narzeczone/dziewczyny tych wyjeżdżających żołnierzy nie mniej łatwo mamy zostając z szarą rzeczywistością tutaj. To MY zostajemy tutaj z dziećmi, to my zostajemy tutaj ze swoimi troskami, problemami, smutkami, to my zostajemy tutaj z rachunkami do opłacenia w terminie, to my musimy radzić sobie same kiedy kran nam będzie ciekł w łazience, albo samochód rozwali się gdzieś w szczerym polu. Przecież my nie możemy wtedy zadzwonić do męża! Musimy sobie poradzić. A co kiedy któraś z nas ma kilkoro dzieci i jedno się rozchoruje, i musi pobyć trochę w szpitalu, a rodzinę mamy daleko? Kto w tym czasie zajmie się resztą naszych dzieci? No właśnie! Z takimi problemami dnia codziennego MY musimy zmagać się na co dzień, kiedy nasi mężowie/partnerzy zmagają się z nieprzewidywalnością na misji! Dobrze, jak mamy rodzinę w pobliżu i to taką rodzinę, która nam pomoże. Ja na szczęście mogłam zawsze liczyć na rodzinę. I nie umiem sobie wyobrazić, dlaczego niektóre kobiety w czasie kiedy ich faceci narażali  swoje życie, one pustoszyły konto z kasy, pustoszyły mieszkania i wyprowadzały się do innych facetów, no i w ogóle jak one mogły w tym czasie nie czekać na swoich mężczyzn tylko wyszukiwały sobie nowych?!!!!!! Nie, tego zrozumieć nie umiem! A takie piękne słowa aż me serce radują:
"... To  żona jest prawdziwym bohaterem. I dzieciaki. ..."

"...Za każdym mężczyzną, który chce zrobić coś wielkiego, stoi jeszcze silniejsza kobieta." - gen. Patton.

     Tak więc ludzie - miejmy szacunek do Naszych Żołnierzy. Do Polskich Żołnierzy! Bo oni, tak jak i my, mają tylko jedno życie! " ...Życie to nie gra. Człowiek nie ma kilku żyć. Jeśli coś pójdzie nie tak - game over. ..." 


Tytuł: "Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy. "
Autor: Sylwia Winnik
Ilość stron: 288
Wydawnictwo: ZNAK

środa, 17 lipca 2019

"Dowód dojrzałości". Książka, którą napisało 11 kobiet.

     
     Wiedzieliście, że nastolatce, która urodzi dziecko, a nie ma ona wsparcia w rodzinie lub po prostu tej rodziny nie ma, to jest bardzo łatwo odebrać jej to dziecko? Ta książka, którą napisało 11 różnych kobiet, przewaga blogerek, ale pod kierunkiem pisarki Sylwi Chutnik, dopiero pokazała mi, że nieletnie matki nie mają łatwo! A wręcz może być im bardzo trudno zarówno w czasie ciąży, jak i przy porodzie no i jeszcze potem. Bo wszyscy takiej samotnej nastolatce doradzają oddanie jej dziecka!


     "Trudno uwierzyć, że w XXI wieku, tak po prostu można odebrać marce dziecko. Tymczasem wystarczy, że matka nie ma 18 lat i jest wychowanką placówki resocjalizacyjnej, by pozbawić ją prawa do opiekowania się dzieckiem.

     Każdy z jedenastu odcinków powieści pisała inna osoba. Autorki przez rok snuły opowieść o Ance, decydując o jej losie i zmieniając jej życie. Każdy odcinek jest inny, oryginalny, a wszystkie tworzą całość przepełnioną wieloma emocjami. "

     W książce poznajemy 16 letnią Ankę. Wychowuje ją samotnie matka. Ojciec gdzieś tam w świecie hula. Anka jest dosyć nieśmiałą, cichą i spokojną osobą, ale ma przyjaciółkę, która czasem wyciąga ją na jakieś imprezy. Na jednej z takich imprez Ania spotyka chłopaka, który od jakiegoś czasu się jej podobał. Zaczynają ze sobą chodzić, a później nawet sypiać ze sobą. 
     W pewnym momencie mama Ani źle się czuje, a potem umiera. Nad małoletnią dziewczyną pieczę przejmuje jej bezdzietna ciocia z mężem. Ciocia nie jest za bardzo zadowolona z owej nowej sytuacji, ciągle wygłasza swoje niezadowolenie, a najwięcej nasłucha się zawsze jej cichy i spokojny mąż. Nad ową rodziną pieczę trzyma jeszcze pani kurator. Owa pani kurator od samego początku jest za tym, aby Ania urodziła dziecko i najlepiej oddała je do adopcji! O tyle ile z urobieniem cioci kuratorce idzie gładko i bezproblemowo, o tyle z Anią nie ma już tak łatwo. Bo dziewczyna chce urodzić, ale chce zająć się swoim dzieckiem. 
     Z momentem, kiedy w szkole małoletniej dziewczyny wychodzi na jaw, że ta jest w ciąży, też od razu pojawia się ogromny hejt i szykanowanie Anuli. Odwraca się od niej nawet jej chłopak, a zarazem ojciec tego nienarodzonego jeszcze dzieciątka. Przyjaciółka też się od niej odsuwa. Ania zostaje sama. Ale wtedy poznaje starszą od siebie dziewczynę Monikę - Knoxy i jej mamę. W pewnym momencie ich losy się jeszcze bardziej połączą. Ale dlaczego - to już musicie przeczytać sami. 
     W książce możemy przeczytać, jak dorośli ludzie nie znając całej sytuacji tej małoletniej dziewczyny, potrafią osądzać ją! Mało tego, od razu robią z niej latawicę, puszczalską czy cichodajkę. Na szczęście pomimo tych wszystkich nieszczęść, Anula urodzi zdrowe dzieciątko. Tylko co z nim będzie? Czy go odda, czy zawalczy o niego? A jak zachowa się ojciec tego dzieciątka? I przede wszystkim jak zachowają się opiekunowie Ani - ciocia i wujek!? No cóż, to trzeba przeczytać. Zachęcam Was do tego bardzo gorąco. Tym bardziej, że jak wspomniałam u góry postu, książkę pisało 11 osób, a tworzy super jedną wielką całość! 
     
      Ja tę książkę dostałam od męża w prezencie urodzinowym. Dopiero później doczytałam, że dochód ze sprzedaży książki przeznaczony jest na wsparcie Fundacji po Drugie, w budowie pierwszego w Polsce ośrodka dla nieletnich matek, w którym będą mogły opiekować się swoimi dziećmi i uczyć się samodzielnie żyć. #CzytamyDlaMamy 


Tytuł: "Dowód dojrzałości"
Autor: Sylwia Chutnik, Amanda Waliszewska, Zosia Kwiatkowska, Magda Mikołajczyk, Laura Ogrodowczyk, Alicja Kost, Ewa Żmuda-Jankowska, Janina Bąk, Małgorzata Ohme, Wkurzona żona, Katarzyna Habecka.
Ilość stron: 266
Książka wydana w ramach akcji "Czytamy dla mamy"
Organizator akcji: Bandi Cosmetics Sp.z o.o.
Benificjent akcji: Fundacja po DRUGIE

sobota, 13 lipca 2019

To już było, ale pochwalę się tortem.

      
     Najmłodszy synio urodziny miał w czerwcu. Ale dziś przypomniałam sobie, że nie pochwaliłam się tortem z tych właśnie urodzin. Już to nadrabiam. 




      Pokazałam kiedyś synkowi tort koleżanki, która pięknie dekoruje swoje wypieki. No i spodobała mu się ulica na torcie. Chciałam, aby tort z ulicą zrobiła dla niego właśnie ta moja wspomniana koleżanka. Jednak ona w tym czasie miała jakiś wyjazd. Więc mamcia postanowiła własnymi siłami coś w podobnym stylu wykonać. I tak biszkopt upiekłam, przekroiłam na pół, a w środku była masa śmietankowa z borówkami, a na górze jak widać zielony krem. Ta 4 najpierw posmarowana białym kremem, potem posypałam tartą czekoladą. A resztę kremu zabarwiłam zielonym spożywczym barwnikiem. No i trochę malinowej oraz żelkowej dekoracji, plus ulubione zabawki syna na torcie. Nie mam zdolności do dekoracji, ale starałam się jak umiałam najlepiej. Bardzo mnie cieszył fakt, że synek był zadowolony :) To najlepsza rekomendacja dla mnie :) A Wy co myślicie o moich wypocinach na 4 urodziny syna? Może macie lepsze zdolności i chcecie się nimi tutaj pochwalić? Zapraszam do wpisania komentarza :) 

poniedziałek, 1 lipca 2019

Lipcowa zapowiedź. Zrobi na wszystkich wrażenie!

     
     Nie wiem czy wiecie, ale  17 lipca swoją premierę będzie miała książka "Manson. CIA, narkotyki, mroczne tajemnice Hollywood". 



           "Wstrząsający reportaż odkrywający prawdę o zbrodniach Charlesa Mansona.
      Latem 1969 roku Charles Manson zleca członkom swojej sekty brutalne morderstwa w Hollywood. W ciągu dwóch dni ginie siedem osób, w tym Sharon Tate, żona Romana Polańskiego. Pół wieku później reporter Tom O'Neill publikuje nieznane dotąd fakty, obalające "oficjalną wersję wydarzeń" tej legendarnej zbrodni. Jeśli myślisz, że znasz prawdę, mylisz się."

     Nooooo, powiem Wam szczerze, że kiedy przeczytałam o zapowiedzi tej właśnie książki, od razu miałam na nią wielką chrapkę! Z racji tego, że ja urodziłam się 13 lat po tej zbrodni, nie za bardzo o niej cokolwiek wiedziałam. Dopiero jako osoba dorosła, coś tam gdzieś, kiedyś usłyszałam, że Roman Polański kiedyś stracił żonę. Ale nie za bardzo wiedziałam, jak do tego doszło. Teraz będzie okazja poczytać o tej tragicznej śmierci kobiety w bardzo zaawansowanej ciąży! Kiedy to mordercom nawet powieka nie drgnęła wbijając noże w ciało ciężarnej Sharon. Ale mordercy dokonali też i innych okropnych morderstw. I jak tego dokonał Manson, że umiał tak pokierować swoimi ludźmi, że dla niego zabijali? Manson myślał, że sprawiedliwość go nie dosięgnie. A jednak. Ale łatwo nie było. 

"... Chociaż brzmiało to niedorzecznie, tłumaczył Bugliosi, zwolennicy Mansona przyjęli jego przepowiednię Armagedonu, jak gdyby przyniósł ją z góry Synaj. Byli gotowi zabijać na jego rozkaz, żeby proroctwo się spełniło. ..."

"... Bugliosi musiał wykazać, że Manson posiadał wyjątkową zdolność oddziaływania na myśli i czyny swoich zwolenników - że członkowie jego grupy byli gotowi zrobić wszystko, czego od nich zażądał, włącznie z pozbawieniem życia zupełnie obcych osób. ..."

     Tak wiec czekamy na premierę, która będzie 17 lipca! Już niedługo książka Wydawnictwa AKURAT dostępna dla wszystkich. 





sobota, 22 czerwca 2019

"Pewnej zimy nad morzem" Iwona Banach.

      
     "... Dwa ciała, które mogą należeć do tej samej ofiary, to dopiero początek..." Brzmi groźnie i zapowiada ostry kryminał! Nic jednak bardziej mylnego :) Już dawno się tak dobrze nie ubawiłam podczas czytania kryminału! 


      W opisie książki czytamy:
"Senne nadmorskie miasteczko tuż przed Bożym Narodzeniem staje się areną niepokojących wydarzeń. Dwa ciała, które mogą należeć do tej samej ofiary, to dopiero początek... Przystojny policjant Marek rozpoczyna skomplikowane śledztwo. Dzielnie wspiera go w tym urocza Majka. Czy wspólnie uda im się wyjaśnić zagadkę? I czy wśród całego tego zamieszania znajdzie się miejsce na rodzące się uczucie? 
Jeśli macie ochotę na pełną zwrotów akcji opowieść, przeczytajcie, co wydarzyło się pewnej zimy nad morzem..."

     Zwykłe, małe, nadmorskie miasteczko, Skarbowo. Ogólnie rzecz biorąc, zimą nic tutaj się nie dzieje. Zbliża się Boże Narodzenie i każdy w sumie zajmuje się przygotowaniami do świąt. Natomiast w jednym z pensjonatów - dokładnie w "Magicznej Latarni" trwają przygotowania do przyjęcia sporej grupy kobiet. Te kobiety, to blogerki, które fascynują się okultyzmem. I właśnie mają spędzić święta łącznie z Sylwestrem i Nowym Rokiem w okultystycznych klimatach.  

     Obok "Magicznej Latarni" jest dom pani Dziubowej. Jako że Dziubowa nie ma własnych dzieci, dom ten kiedyś podobno ma stać się własnością jednej z jej krewnych - Julity. A za ową Julitą nikt w Skarbowie nie przepada! Dlaczego? He, he, musicie o tym przeczytać w książce. 

     Niby tak różne dwa światy - bo tu młode kobiety, które zjadą się na swój babski zlot, a tutaj miejscowe starsze panie i panowie, ale ich losy się ze sobą połączą, poplączą, no ogólnie będzie intrygująco i wesoło. Miejscowy policjant Marek też zostanie wciągnięty w całą sprawę, choć jemu to akurat nie przeszkadza, wręcz jest zadowolony, że może trochę zbliżyć się do córki właścicielki Morskiej Latarni - Majki. Dosyć intrygującymi postaciami będą dwaj miejscowi młodzi mężczyźni - Zenek i Mysza. Powiem tyle, skąd oni czerpią pomysły, to ja zielonego pojęcia nie mam! Ale z nimi te blogerki nudzić się nie będą :) 

     I jest jeszcze miejscowa legenda o UMARNIKU. Kto to? Co to? O co w tej legendzie chodzi? Tego dowiecie się z książki. Jednak będzie się działo trochę z tym Umarnikiem. 



     Kiedy czytałam tę książkę, to miałam momenty niezłego ubawu! Naprawdę dawno się tak dobrze nie bawiłam czytając powieść kryminalną :) Autorka poza wątkiem kryminalnym, dodam że do samego końca nie wiedziałam ani kto mordował, ani dlaczego, to jeszcze wplotła tu wątki romantyczne i wesołe lub nawet momentami bardzo wesołe! Dopiero z książki się dowiedziałam, że koty są podobno niezłym środkiem antykoncepcyjnym! A mam kota w domu - obecnie nawet mam ich 5 - bo mam 4 kociaki do wydania :) Hi, hi :) I jakoś nie działają te koty na antykoncepcję, bo ja jestem w ciąży :) No ale moja kotka może jest inna niż koty Dziubowej :) Poza tym możemy się dowiedzieć, jak to blogerki w świecie wirtualnym się super dogadują, są wręcz przyjaciółkami, a w świecie realnym wygląda to zgoła inaczej. No i wątek główny - czyli morderstwo, a raczej dwa morderstwa i to tej samej osoby! Tak, tak, dobrze czytacie! Okazuje się na samym początku, że dwa razy zamordowano tę samą osobę, są dwa ciała tej samej osoby! Ale jak to? Hm... To też w całkiem sprytny i ciekawy sposób opisała autorka! Tak wiec - jeśli chcecie się trochę pośmiać ale i zarazem rozwikłać ciekawą kryminalną zagadkę, to sięgnijcie po książkę "Pewnej zimy nad morzem". 



Tytuł: "Pewnej zimy nad morzem"
Autor: Iwona Banach 
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: LUCKY

      Dziękuję Wydawnictwu LUCKY za egzemplarz do recenzji.




środa, 19 czerwca 2019

Przetwory 2019 - czas start!

     W tym roku rozpoczęłam sezon przetworowy od kiszenia i marynowania rzodkiewki. Widzę, że zaglądacie do tych akurat przepisów na moim blogu dosyć chętnie. Cieszy mnie to bardzo. Ale jeśli ktoś nie wie gdzie je znaleźć, zaraz wszystkiego się dowie :)


      O kiszonych rzodkiewkach poczytacie u mnie tutaj, a o marynowanych rzodkiewkach tutaj. Zapraszam. 

     Dodam nieskromnie, że ja według tych obu przepisów robię rzodkiewkę już któryś raz z kolei i za każdym razem mąż jest zachwycony! Oba smaki rzodkiewki jemu smakują. Mi chyba bardziej marynowana przypadła do gustu. Choć jak dłużej postoi i nabierze mocy, to jest dla mnie aż za ostra! Za to kilka razy mąż wziął do pracy po słoiku jednej i drugiej rzodkiewki i nie dość że zaskoczył kolegów tymi rzodkiewkami, bo wcześniej nie słyszeli o takich rzodkiewkach, to jeszcze bardzo obie im posmakowały. A miło słuchać komplementów na temat mojej pracy :) 

      Tutaj kilka fotek moich tegorocznych kiszonych rzodkiewek.




    I tutaj marynowanej rzodkiewki.




     Troszkę tych słoików mi wyszło :) Ale powiem Wam w sekrecie, że wysiałam jeszcze jedną paczkę rzodkiewki. Jeśli mi ona wyrośnie, to dorobię tych rzodkiewek więcej :)