środa, 20 maja 2020

Jadę z córką do szpitala.

      Tak, tak, to już. W końcu! Wyznaczyli nam nową datę operacji zszycia wargi u mojej córeczki!

     Nasz termin kwietniowy z powodów pandemii został przesunięty na bliżej nieokreśloną datę. Już zaczynałam podejrzewać, że kiedy wznowią operacje, to nas wezwą gdzieś pod koniec czerwca przy dobrych wiatrach! A tu niespodzianka i proszę! Niecały miesiąc przesunięcia i dziś jedziemy!

     Kiedy Wy czytacie ten tekst, my jesteśmy w trasie do Olsztyna do szpitala. Spakowane, zaopatrzone w wałówkę, z całą dokumentacją córki i przyspieszonym sercem jedziemy! Nie wiem ile nas potrzymają, bo pani która ze mną rozmawiała przez telefon powiedziała, że mam się naszykować na tydzień a może i na dłużej. No zobaczymy! Wiem jedno! Dziś pobiorą próbki wymazu córce i mnie. Jak wyniki będą ok, to w piątek, tak w ten piątek będzie operacja. A dalej to wyjdzie w praniu jak to będzie ;) 

     Więc przychodzę z ogromną prośbą - trzymajcie kciuki za Wikusię w piątek i  pomódlcie się za nią! Wielkie Bóg zapłać!!!

wtorek, 19 maja 2020

"Zielony żuk i biały gołąb rozpaczy" Albin Perc.

     "Z ludźmi jest troszkę jak z książkami, nie należy oceniać ich po okładce. " 


     Tytuł "Zielony żuk i biały gołąb rozpaczy" w sumie nic nie mówi i niczego nie wyjaśnia. Aczkolwiek intryguje. Zgłosiłam się do Book Tour u Pasjomatki do tej książki, głównie przez ten tytuł. Bardzo mnie zaintrygował i byłam ciekawa treści książki.

     Głównym bohaterem jest tutaj nastoletni Lucjan. Który to wychowuje się bez ojca, za to z autystycznym bratem i matką, która się prostytuuje. Chłopak ogólnie nie ma lekko. Pewnego dnia, kiedy to obrywa od jednego szkolnego zbira, w jego obronie staje Gabriela. Od tej pory pomiędzy Lucjanem i Gabrielą rodzą się nieznane im dotąd uczucia. Sielankowo jednak nie jest, bo chłopak poznaje nowego sąsiada, z którym trochę wpada w złe nawyki i one też doprowadzają nastolatka do podejmowania różnych decyzji. 

"... kiedy wydaje ci się, że twoje życie właśnie zatoczyło krąg, a ty patrzysz mu prosto w dobrze znane wyłupiaste oczy, okazuje się, że gówno tak naprawdę o życiu wiesz. ..."

     Jednak w książce są opisani jeszcze inni, nastoletni bohaterowie z problemami.  Jednego nastolatka rodzina odesłała do wuja, z dala od ludzi i problemów. Inny od urodzenia trzymany był w szafie przez kilka lat. Później nie umiał poradzić sobie z nową rzeczywistością. 

     Każdy z tych nastolatków miał swoją przeszłość, swoje młodzieńcze grzeszki. Jeden mniejsze, drugi większe, ale zawsze jakieś. Dodatkowo na ich zachowanie wpływ miały różne czynniki, w tym też błędy popełniane przez ich najbliższych. Jak myślicie - czy jeśli w dzieciństwie przejdzie się  jakąś traumę, to dzieci takich osób odziedziczą skutki tej traumy??? Dobre pytanie, co?! Nie jest to lekka książka, ani łatwa w odbiorze. Czasami owa młodzież, w szczególności Lucjan potrafił wręcz filozofować. Jak na moje skromne zdanie, to chyba będąc w jego wieku nie znałam nikogo, kto aż tak by umiał filozofować. No ale, ja starej daty jestem ;) I szczerze nie umiem opisać do końca swoich uczuć po przeczytaniu tej książki. Aczkolwiek cieszę się, że ją przeczytałam. Sama mam 3 synów i dobrze było poczytać, jak na niektóre sprawy zapatrują się nastoletni chłopcy. A czy ktoś z Was czytał tę książkę? Jakie macie o niej zdanie ?  

Tytuł: "Zielony żuk i biały gołąb rozpaczy"
Autor: Albin Perc
Ilość stron: 460
Wydawnictwo: Novea Res

     Dziękuję Kamili za możliwość wzięcia udziału w Book Tour . A Albinowi Perc za możliwość przeczytania jego książki. 

wtorek, 5 maja 2020

"Bezmiar cierpienia" Adriana Rak.

      " - Czasem warto jest zaryzykować i wybaczyć. Często bez tego nie da się pójść do przodu ani o krok. "



     Ona - Izabela, ma 21 lat i pochodzi z bogatej rodziny. On - Adam, mam 20 lat i pochodzi z biednej rodziny. Co ich połączy? Oboje załatwią sobie pracę sezonową w Łebie i tam się poznają. A połączy ich ze sobą przypadek, dzięki któremu zostaną przyjaciółmi.
     Oboje pomimo tak młodego wieku, są już dosyć doświadczeni przez życie. Choć każde z nich w inny sposób. Iza rozeszła się z narzeczonym i nie umie mu wybaczyć zdrady. Adam jest ojcem 2 letniego Kamilka, ale z matką chłopca nie żyje w dobrych stosunkach. Ten młody mężczyzna okaże się dla Izy wielkim wsparciem. Można by rzec, że to dzięki niemu ona sobie jakoś poukłada życie. On natomiast jest bardzo skryty i choć częściowo otwiera się przed przyjaciółką, nie mówi jej wszystkiego. Iza chce pomóc przyjacielowi, po części jej się to udaje. Ale.... No właśnie. Dlaczego faceci czasem są tak uparci i tak bardzo chcą sami sobie radzić z każdą bolączką i każdym problemem?! Pewnie na to pytanie odpowiedzą tylko mężczyźni. No cóż. Historia tej dwójki niestety kończy się z pewnym momencie. Sporo złego się tutaj wydarzy. Ale i za razem dobrego też. Słowa: "przyjaźń aż po grób" mają tutaj prorocze znaczenie! 


     Niemniej książkę czyta się szybko, razem z głównymi bohaterami od początku przeniosłam się do Łeby ( a nie byłam tam od podstawówki ;) ). Mówi się, że przyjaźni damsko-męskiej nie ma. Ja sama znam taką dwójkę, która przyjaźni się bodajże od podstawówki już ze 30 lat. Więc wierzę w takie przyjaźnie. Tutaj akurat mamy taką przyjaźń opisaną z życia wziętą. Bo jest to historia, która wydarzyła się naprawdę. Choć sama autorka pisze, że w książce tej zmienione zostały imiona głównych bohaterów oraz, że ubarwiła damską postać i kilka wątków również zmieniła, to jednak jest to dalej wątek prawdziwy z życia samej autorki. I wierzę, że tę książkę było jej najtrudniej spisać a później wydać do druku. ADRIANO JESTEŚ WIELKA!  Chwała Ci za to, że dałaś radę wrócić po tych 7 latach do przeszłości i dać nam, czytelnikom kawałek Twojej prywatnej przeszłości, taki kawałek Ciebie! Te ostatnie strony ciężko mi było przeczytać, bo łzy leciały mi ciurkiem. A już długo nie ryczałam podczas czytania książki! 

     Dziękuję Adrianie Rak za możliwość przeczytania tej książki, za dedykację oraz za to, że mogłam skreślić o tej książce słów kilka :) Pozdrawiam.

Tytuł: "Bezmiar cierpienia"
Autor: Adriana Rak
Ilość stron: 267
Wydawnictwo: WasPos

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

"Sekrety zamkowych podziemi" Joanna Hacz.


     Jeśli chcecie się pośmiać i oderwać od codzienności, to polecam Wam tę książkę. Jest to lektura z wakacyjną przygodą 3 dziewczyn. A jak są 3 młode, różne pod każdym względem kobiety, to już sami możecie domyślić się, że zapowiada się ciekawie.



     "Kaśka, szalona i nieobliczalna studentka polonistyki, wraz z koleżankami wyjeżdża na wakacje. Początkowo wyjazd nie zapowiadał się niezwykle, do czasu, aż dziewczyny dotarły na miejsce...
     Okazało się, że wczasowiczki nie mogą zamieszkać w zamkowym hotelu, ponieważ w ostatnim czasie kilka kobiet zaginęło tam w niewyjaśnionych okolicznościach. Dziewczyny, nie chcąc zrezygnować z przygody, dopinają swego i ostatecznie dostają zakwaterowanie w jednym z pokoi. 
     Żądna przygód Kaśka odkrywa tajemne podziemia ukryte przed turystami, ale to tylko początek ciągu zagadkowych wydarzeń."

     Więc tak, kiedy zaczęłam przygodę z tą książką, byłam trochę zdezorientowana postępowaniem głównej bohaterki. Dlaczego? Ponieważ jej siostra miała wypadek i leżała w szpitalu, a ona ni z gruszki, ni z pietruszki postanowiła, że musi w końcu znaleźć sobie pracę. I tutaj nie rozumiem jej postępowania. Ale potem już wszystko mi się kleiło. Kaśka nawet znalazła pracę. Choć potem ją z niej wyrzucono. I wtedy właśnie nadarzyła się okazja wyjazdu na kilka dni. Bohaterka zabrała ze sobą najlepszą przyjaciółkę i jedną z koleżanek z byłej już pracy. Zamieszkały wbrew zakazom w zamku, z którego wcześniej zaginęło już kilka innych kobiet. I Tutaj dopiero zaczęło się dziać. Choć nie powiem, żeby wcześniejsze perypetie Katarzyny nie były ciekawe! Co to to nie! Wokół niej ciągle się coś dzieje. Nawet jak ona sama tego nie chce. Więc zawsze jest ciekawie i interesująco. W zamku kobiety spotykają Mirka, policjanta z ich rodzinnej miejscowości. Dodam, że Kasia i Mirek za sobą nie przepadają. A wiecie jak to się mówi - kto się lubi, ten się czubi! Tak więc z tą dwójką sporo tutaj będzie różnych scen. Naszą główną bohaterkę będą tutaj podrywać, będą obrażać, będą próbować ją porwać, jej się pozbyć - no po prostu czego tu jej nie będą chcieli zrobić ;) Ale choć to zwariowana kobieta jest, to z każdych opałów wychodzi cało. Rzekłabym, że spada na cztery łapy, jak kot :)
     Jeśli w tym trudnym czasie, kiedy hasło #zostańwdomu ciągle obowiązuje, nie wiecie jak sobie poprawić humor, to polecam Wam tę książkę. Od siebie jeszcze dodam, że scena z samochodem, kiedy Kasia zasiadła za kierownicą rozwaliły mnie do tego stopnia, że nie mogłam się powstrzymać od śmiechu!!! Pani Joanno dziękuję za książkę z jajem :) Naprawdę już długo żadna książka mnie tak nie ubawiła!!! I nawet chciałabym, aby wyszła druga część z przygodami tych bohaterów. 

     A Wydawnictwu LUCKY dziękuję za możliwość przeczytania tej książki :)


Tytuł: "Sekret zamkowych podziemi"
Autor: Joanna Hacz
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: LUCKY
     

piątek, 27 marca 2020

Puzzle z geografii - zadanie domowe moich synów.

    Jest jak jest i hasło #zostańwdomu obowiązuje wszystkich, a więc siedzimy w domu i robimy zadania domowe. Szczerze, to czasem dostaję szału z zadaniami chłopców. Ale o tym innym razem. Dziś chciałam pokazać jedno z zadań domowych, konkretnie projekt z geografii, który dostali do wykonania moi synowie w klasie 7 i klasie 5. 



     Mają projekty do wykonania z matmy, z muzy czy innych przedmiotów, ale ten projekt z geografii się im spodobał. W szczególności starszemu synowi, bo on lubi takie prace. Młodszy trochę marudził, ale z lekką pomocą i wskazaniem palcem poszczególnych etapów pracy synek wykonał swoje zadanie. Ja jestem dumna z synów, że tak świetnie wykonali te puzzle. 







     A do ich wykonania była potrzebna mapa Polski z podziałem na województwa i mapa świata z wszystkimi kontynentami i oceanami. Jeszcze potrzebowali kartek, ołówków, długopisów, kredek, kleju, kartonu i specjalne nożyki do wykrawania papieru. Jeśli takowych w domu nie macie, to nożyczkami możecie spróbować wyciąć. 






     Nie dość, że można w ten prosty sposób nauczyć się nazw kontynentów, ich rozmieszczenia, to jeszcze oceany można spróbować zapamiętać. I bawić się wesoło z takimi własnoręcznie wykonanymi puzzlami. 

wtorek, 17 marca 2020

"Rabih znaczy wiosna" Weronika Tomala.

     Już kolejny raz wzięłam udział w Book Tour u PasjoMatka &spółka . Tym razem zgłosiłam się do przeczytania książki Weroniki Tomala "Rabih znaczy wiosna". 



     "Martę i Rabiha połączyła prawdziwa przyjaźń od dziecka. Są jak brat i siostra, jak papużki - nierozłączki, jak dwie połówki tego samego kamienia. Różni ich tylko jedno - w żyłach Rabiha płynie arabska krew. Choć wychował się w Polsce i czuje się prawdziwym Polakiem, nie jest akceptowany przez otoczenie za względu na kolor skóry i egzotyczną urodę, którą odziedziczył po ojcu. Nieszczęśliwy splot wydarzeń sprawia, że ich wyjątkowa relacja urywa się, blednie, majaczy we wspomnieniach dorosłych już ludzi. Los bywa jednak przewrotny - Marta i Rabih spotykają się ponownie i to w okolicznościach, o których oboje chcieliby zapomnieć. Ona wiedzie poukładane, szczęśliwe życie, on za moment staje na ślubnym kobiercu. I świat staje na głowie."

      Podobno jesteśmy narodem tolerancyjnym. Ale wydaje mi się, że to zależy od danej osoby i od danej sprawy. I tutaj w książce jest podobnie. Marta urodziła się w Polsce i ma rodziców Polaków. Rabih urodził się w Polsce, ale ma mamę Polkę, a ojca Araba. I już to podpowiada nam, że Rabih ma urodę za ojcem, więc wygląda inaczej niż polscy chłopcy. Marcie to jednak nie przeszkadzało i przyjaźniła się z Rabihem. Nic nie było w stanie ich poróżnić. Aż do pewnego dnia. Kiedy to mama Marty oglądając wiadomości w tv, usłyszała o ataku na WTC, była w szoku i w tym momencie zadzwonił dzwonek, a za drzwiami stał Rabih. Matka Marty obrażając młodzieńca wyrzuciła go z domu i zabroniła spotykania się z jej córką! W ten sposób drogi Marty i Rabiha rozeszły się na kilkanaście lat. W tym czasie każde z nich w jakiś sposób ułożyło już sobie życie. Marta wraz z koleżanką założyły własny interes i właśnie podczas wypełniania swoich obowiązków na jednym z przyjęć, Marta wśród gości rozpoznała Rabiha! Kiedy i on ją rozpoznał, to najpierw był na nią zły! Później szukał z nią kontaktu. I tym sposobem w jakimś stopniu znów byli obecni w swoim życiu i razem wspominali przeszłość. Jednak on planował już ślub z inną, a ona nie umiała pogodzić się z ponowną stratą przyjaciela i mężczyzny, którego kochała. 

     Książka jak najbardziej w moim guście. Czytało mi się ją bardzo dobrze i szybko. Losy głównych bohaterów bardzo mnie wciągnęły. I byłam bardzo ciekawa, jak dalej potoczą się losy Marty i Rabiha. No i przyznam szczerze, że trochę przewidywałam już zakończenie, ale całościowo jednak mnie zaskoczyła końcówka. Mieliście okazję przeczytać tę książkę? Zachęcam, jeśli lubicie takie klimaty, gdzie jest przyjaźń, miłość, rasizm, ból, radość - po prostu ogrom emocji :) 



Tytuł:"Rabih znaczy wiosna"
Autor: Weronika Tomala
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Dlaczemu

     Raz jeszcze dziękuję Kamili z PasjoMatka&spółka za możliwość wzięcia udziału w tym  Book Tour oraz Weronice Tomala, za możliwość przeczytania jej książki :) 

wtorek, 3 marca 2020

Nasz rozszczepek u logopedy.

     Gwiazdeczka ma całkowity rozszczep wargi i wyrostka zębodołowego z lewej strony. Ale o tym pisałam tutaj . Dziś chciałam tak króciutko opisać naszą wizytę u logopedy.


     Na naszej pierwszej wizycie w Olsztynie, chirurg kazał od razu umówić się nam do logopedy z córką. Tak też zrobiliśmy. Wizyta odbyłam się w styczniu. Czyli od pierwszego spotkania z chirurgiem do wizyty u logopedy minął ok 1 miesiąc. 

     U logopedy mieliśmy być pomiędzy 8.00 a 10.30. Co dla nas znaczyło, że wstać musieliśmy dosyć szybko, bo jedziemy z domu do Olsztyna 3 godziny i troszkę ;) Ale daliśmy radę. Wielkiej kolejki nie było. Z tego co pamiętam, to przed nami były 4 osoby. W gabinecie pani obejrzała córuni usteczka, palcami sprawdziła jak wygląda jej podniebienie i choć pocieszyła, że super, że mała ma całe podniebienie, to jeszcze nie wiadomo  jak to z nim będzie. Wszystko okaże się po operacji. Trzymam mocno kciuki za córcię, żeby z podniebieniem było wszystko ok i nie miała nigdy problemów z wymową! Poza tym uciskała córci ten wyrostek zębodołowy i kazała tak nam przyciskać go 10 razy dziennie po 1 minucie. Ot i cała wizyta. Na do widzenia usłyszeliśmy, że teraz to się dopiero po operacji zobaczymy. 

     Po powrocie do domu uciskałam jej to przez minutę i Gwiazdeczka zasnęła. A że ona przeważnie śpi na brzuchu, to pamiętam to jak dziś, że kiedy się przebudziła i ją podniosłam, to przeraziłam się, bo na twarzy i na pieluszce tetrowej była krew. Puściła się jej z noska. A wcześniej czegoś takiego nie było! Więc stwierdziłam, że to od tego uciskania. Tego dnia już jej nie uciskałam więcej tego wyrostka. Na drugi dzień po dwóch, czy trzech seriach ucisków znów krew się jej puściła. Więc chyba za mocno uciskałam. Najmłodszy synio miał za kilka dni swojego logopedę i starałam się jej podpytać, co ona sądzi o tej krwi z noska? Powiedziała, że się nie zna, no ale może faktycznie za mocno jej uciskam. Żeby spróbować trochę słabiej. I tak też robię. Choć przyznam się z ręką na sercu, że nie robię jej 10 razy po 1 minucie tych ucisków. Ale może ze 2 no czasem 3 razy po 1 minucie. I nie ma do dziś żadnej krwi z noska. Czasem się tylko obawiam, czy teraz za słabo jej nie uciskam?! Eh.... i bądź tu rodzicu mądry! Za mocno  źle, za słabo też może nie być dobrze. 

     Zastanawiam się tylko nad jednym. W Warszawie dzieci przed operacją nie mają żadnej wizyty u logopedy, a w Olsztynie tak? Dlaczego? No i jak czytam opinie niektórych lekarzy, to jedni są za masażami wargi czy podniebienia jeszcze przed operacją, a inni kategorycznie przeciw! Zgłupieć od tego można. Dobra, to tyle na chwilę obecną. Pod koniec tego m-ca mamy wizytę u chirurga w Olsztynie. Napiszę Wam później co i jak :)