środa, 19 czerwca 2019

Przetwory 2019 - czas start!

     W tym roku rozpoczęłam sezon przetworowy od kiszenia i marynowania rzodkiewki. Widzę, że zaglądacie do tych akurat przepisów na moim blogu dosyć chętnie. Cieszy mnie to bardzo. Ale jeśli ktoś nie wie gdzie je znaleźć, zaraz wszystkiego się dowie :)


      O kiszonych rzodkiewkach poczytacie u mnie tutaj, a o marynowanych rzodkiewkach tutaj. Zapraszam. 

     Dodam nieskromnie, że ja według tych obu przepisów robię rzodkiewkę już któryś raz z kolei i za każdym razem mąż jest zachwycony! Oba smaki rzodkiewki jemu smakują. Mi chyba bardziej marynowana przypadła do gustu. Choć jak dłużej postoi i nabierze mocy, to jest dla mnie aż za ostra! Za to kilka razy mąż wziął do pracy po słoiku jednej i drugiej rzodkiewki i nie dość że zaskoczył kolegów tymi rzodkiewkami, bo wcześniej nie słyszeli o takich rzodkiewkach, to jeszcze bardzo obie im posmakowały. A miło słuchać komplementów na temat mojej pracy :) 

      Tutaj kilka fotek moich tegorocznych kiszonych rzodkiewek.




    I tutaj marynowanej rzodkiewki.




     Troszkę tych słoików mi wyszło :) Ale powiem Wam w sekrecie, że wysiałam jeszcze jedną paczkę rzodkiewki. Jeśli mi ona wyrośnie, to dorobię tych rzodkiewek więcej :) 

poniedziałek, 13 maja 2019

"Jedna miłość" Anna Dąbrowska.

     "Jest taka chwila, która potrafi zmienić wszystko... Masz tylko jedno życie, więc pozwól sobie na zmiany, zaufaj sercu, bo ono wie, że prawdziwa miłość zdarza się tylko raz."



      Jest to 3 część przygód Emilii i Matta. Część 1 przedstawiłam Wam tutaj, natomiast część 2 tutaj. Tak tylko dla przypomnienia napiszę, że w 1 części poznaliśmy Emilię i Matta. Ich nieplanowane spotkanie przerodziło się w miłość i to wielką miłość, choć okraszoną tajemnicami. Głównie były to tajemnice Matta. W 2 części ich miłość miała swoje wzloty i upadki, ale pomimo różnych burz w ich życiu dalej byli razem. Do momentu, kiedy to Matt wyjechał w jakiejś sprawie i zginął. Czyli część 2 skończyła się tragedią.  W 3 części od samego początku dominuje rozpacz Emilii po stracie ukochanego.  Jednak czy tylko o tej rozpaczy tutaj możemy poczytać?

     "Emilia spodziewa się dziecka, ale nawet ono nie jest  w stanie wypełnić pustki po ukochanym mężczyźnie. Zaczyna chwytać się irracjonalnej nadziei, że Matt przeżył wypadek, lecz dla dobra synka przyjmuje oświadczyny Adama i stara się być szczęśliwą. Kiedy wydaje się, że do Emilii wraca spokój, niespodziewane wydarzenie znów rujnuje jej świat."

     Jak wnioskujemy z opisu, Emilia pomimo tragedii, która ją dotknęła, chce dobra swojego synka i to głównie dlatego przyjmie oświadczyny Adama. Jednak czy dojdzie do ślubu? Albo inna sprawa - czy będzie w stanie pokochać Adama choćby w połowie tak mocno, jak kochała Matta? Przyznam się szczerze, że podczas czytania tej książki, tak jak i podczas czytania dwóch pozostałych części, serce momentami biło mi szybciej, momentami wzruszałam się, momentami złościłam się na postępowanie Emilii, ...  oj targały mną emocje! Nie umiałam zrozumieć również Adama. Rozumiem, że kiedy to facet oświadcza się kobiecie, a ta nie przyjmuje oświadczyn, bądź jest nie zdecydowana jeszcze na TEN krok, to faceta to dotyka w czuły punkt i ma ochotę jakoś to odreagować. Jednak nie byłam w stanie zrozumieć Adama w takich momentach, kiedy coś mu się nie podobało, a swoje smutki topił w alkoholu i ciągle obiecywał Emilii poprawę. Ja nie umiałabym życia układać sobie z facetem, który smutki topi w alkoholu! Zostawiłabym go od razu! Emilia go nie zostawiła, dawała mu kilka szans - do pewnego momentu! Ale o tym musicie sami przeczytać! Za to Emilia też wkurzała swoim zachowaniem, a już w szczególności, kiedy to wszystkich innych obarczała po trosze winą za swoje dotychczasowe postępowanie! 



     A więc, zapraszam Was do sięgnięcia po całą trylogię. Losy głównych bohaterów są tutaj dosyć zawiłe. Sporo się dzieje, miłość kwitnie - czego owocem ma być dziecko, ale wydarza się tragedia, potem jest sporo smutku, żalu, niechęci do wszystkiego. A jednak Emilia ma czasem takie przebłyski, że może jednak Matt żyje! I choć wszyscy próbują wybić jej ten pomysł z głowy, ona ciągle wierzy! Z czasem coraz słabiej wierzy w to, ale jest w niej taka mała iskierka nadziei! Kiedy w pewnym momencie jej świat zaczyna się stabilizować i przyjmuje oświadczyny, reszta ma być już tylko spokojnym ciągiem dalszego życia. Ale ... No właśnie, wtedy znów coś się wydarzy! Wtedy znów świat panny Ligockiej wywróci się do góry nogami! I to ona będzie musiała podjąć kolejne trudne decyzje dotyczące jej, dziecka i ich przyszłości! Będzie musiała też wybaczyć, wiele wybaczyć, a to nie będzie łatwe. 

     Końcówka książki zaskoczyła mnie. Autorka potrafi dozować emocje czytelnikowi! Bo tutaj niby już happy end, a jednak jeszcze mały psikus od losu, mała tragedia na koniec i potem koniec książki z wielką miłością! Dodam, że po przeczytaniu ostatnich wersów CZUŁAM NIEDOSYT! Chciałam więcej, ale książka mi się skończyła!!! To chyba oznacza, że muszę sięgnąć po inne książki tej autorki i osobiście się przekonać, czy inne książki też mi przypadną tak bardzo do gustu!





Tytuł: "Jedna miłość"
Autor: Anna Dąbrowska
Ilość stron: 288 
Wydawnictwo: LIRA

     Dziękuję autorce Annie Dąbrowskiej oraz Wydawnictwu LIRA za możliwość przeczytania tej książki. 

wtorek, 30 kwietnia 2019

Urodzinowo, imprezowo, ot taki skrót kwietniowy.

     Mało ostatnio piszę. Styczeń i luty były dla mnie masakryczne. Źle się czułam, obowiązki przytłaczały, ze zdrowiem było nie najlepiej. Ale potem zaczęło wszystko lub prawie wszystko wracać do normy. Jednak czytać książek i pisać na blogu jakoś weny nie miałam. Teraz i to wróciło, ta cała niechęć mi przeszła. Więc tak w fotograficznym skrócie pokażę jak minął mi kwiecień :)


     Kwiecień oczywiście rozpoczął się już 10-tymi urodzinami mojego średniego synka. Czemu te dzieci tak szybko rosną? Nie mam pojęcia :) Ale prawda jest taka, że mój drugi synio już za rok będzie nastolatkiem :) 




      W tym roku Wielkanoc przypadła na miesiąc kwiecień. I postanowiłam pierwszy raz w życiu zamiast rzeżuchy wysiać owies wielkanocny. Do dekoracji stołu miał mi owies służyć. Wysiałam go 2 tygodnie przed świętami i stwierdzam kategorycznie, że to było za szybko!!! Tydzień przed wystarczy! Na tym 3 zdjęciu widać, że owies był już za duży w święta. Ale i tak zdobił stół :)




     Byliśmy też jeszcze przed Wielkanocą na Chrzcie św. małego przystojniaka Adama :) Co mnie zdziwiło w ten dzień rano tuż przed odjazdem - to przymrozek. Oj jak tego dnia przymroziło wszystko :) 


      A taką piękną palmę na Niedzielę Palmową przygotował mi teściu mojej siostry i mojego brata. Dobrze czytacie - moja siostra i mój brat mają tego samego teścia :) W sumie mają tych samych teściów :) 



     A te cudne zajączki zrobił dla mnie do ogrodu mój kochany małżonek. Nie wiem skąd on czerpie pomysły, ale cieszę się, że potrafi z niczego zrobić takie cudeńka :)


      W wielką sobotę zrobiłam po raz pierwszy w tym roku zupę szczawiową. Ze szczawiu z mojego ogródka :) Wyszła przepyszna!!!



      I jak przystało w wielką sobotę byliśmy święcić pokarmy. Kiedy szykowałam swój koszyczek - mężu przygotował swój. Efekt widoczny na zdjęciach :) Ale ja swój koszyczek z pokarmami poszłam poświęcić, a on swojego nie poświęcił ;) He, he, he :)


      Po świętach rozpoczęliśmy oficjalnie sezon grillowy. Oj jak to z takiego grilla smakowało, mmmmm..... :)



     Wszyscy już też rozpoczęli prace w swoich ogródkach. Więc i ja jak na razie wygrabiłam stare liście z truskawek i poziomek, wypieliłam je, a przy okazji odkryłam, że poziomki już kwitną :) Szkoda, że taka susza panuje. Niechże popada co któryś dzień!!!


     No i tak na koniec pochwalę się, że rosnę sobie tak powolutku. No właśnie, to przez ten mój ciążowy brzuszek w styczniu i lutym zaniemogłam i nic mi się nie chciało. Ta ciąża jest dla mnie caaaaaałkiem inna niż poprzednie 3. Tamte przechodziłam na lajcie. Mogłam wszystko jeść, pić kawę, wszystko normalnie robić. A w tej od początku całe 2 m-ce nic prawie nie jadłam, kawy nie piłam, najchętniej bym całymi dniami leżała i spała - a przecież mam w domu prawie 4 latka, przy którym poleżeć owszem się dało w ciągu dnia, ale o spaniu mowy nie było - chyba że z synem. No i dziś ostatni dzień kwietnia, od jutra maj. Nowy miesiąc. Ciekawe co on nam przyniesie??? 

     Tym co wyjeżdżają gdzieś na majówkę lub może już wyjechali, to życzę super pogody i udanych wojaży. My raczej posiedzimy w domu. Ale to jeszcze nic pewnego ;)

sobota, 27 kwietnia 2019

"Nie jestem potworem" Carme Chaparro.

     Ta książka miała swoją premierę w Polsce 30 stycznia tego roku. Napisała ją hiszpańska dziennikarka, prezenterka i redaktorka telewizyjnego serwisu informacyjnego. I powiem na wstępie tyle, że na mnie wywarła wrażenie. 




     "W centrum handlowym pod Madrytem znika czteroletni chłopiec, Kike. Media natychmiast wiążą ten przypadek z zaginięciem w tym samym miejscu czteroletniego Nicolasa dwa lata wcześniej. Chłopca ani porywacza nigdy nie znaleziono. W madryckiej policji śledztwo prowadziła nadinspektor Ana Aren. Sprawa Kike trafia również do niej. W mediach liderem informacyjnym zostaje telewizyjny Kanał Jedenaście z jego czołową reporterką Ines Grau, prywatnie koleżanką Any. Sytuacja komplikuje się, gdy po kilku dniach w tym samym centrum handlowym dochodzi do zniknięcia trzeciego czterolatka, tym razem syna Ines."

      Sama jestem matką i mam czterolatka w domu. Gdyby zniknął, chyba bym oszalał! A przyznam się bez bicia, że czasem w supermarkecie oddali się ode mnie. Nie raz musiałam zostawić zakupy i przebiec kilka alejek sklepowych, by syna złapać za rękę i przypomnieć mu, że jesteśmy w sklepie na zakupach i nie bawimy się w berka czy w chowanego! Tym bardziej chyba emocjonalnie podeszłam do tej książki. Choć przyznam szczerze, że z początku jakoś mnie nie wciągnęła za mocno. Czytałam, bo czytałam, potem zrobiłam sobie przerwę i po jakimś czasie wróciłam do niej, żeby ją skończyć. A czym bliżej końca książki, tym kurcze emocje sięgały zenitu!

     Ale, ale! Przecież nie opowiem Wam całości, ani nie zdradzę zakończenia, które de fakto mnie totalnie zaskoczyło! Zdradzę Wam, że autorka w bardzo fajny sposób pociągnęła wątek porwanych chłopców. Nie szło w ogóle skojarzyć, kto mógł ich porwać! I tym bardziej o co chodziło porywaczowi, który porwał 3 chłopców, ale niczego nie żądał w zamian!? Nadinspektor Ana nie miała łatwego śledztwa w tej sprawie. Jeszcze kiedy to zmienił się jej główny przełożony, który w sumie nie bardzo ją lubił i nie ułatwiał jej tego śledztwa. Nie było łatwo Anie Aren odnaleźć tych chłopców. 

      Wiemy z opisu, że nadinspektor Ana Aren i dziennikarka Ines Grau były koleżankami. I tutaj też pojawiły się małe spięcia. Ines jako dziennikarka chciała mieć jak najlepsze i najciekawsze informacje dla swoich widzów. Wiadomo, chciała przyciągnąć widzów do tv. Próbowała podpytywać swoją koleżankę Anę. Ana z kolei jako nadinspektor policji, która prowadziła śledztwo nie mogła udzielać szczegółów ze swojej pracy. Tak więc był tutaj mały konflikt dwóch pań. Aczkolwiek jako koleżanki dalej utrzymywały ze sobą kontakt. I kiedy zaginął syn Ines, Ana starała się nie tylko odnaleźć syna koleżanki, ale i zrozpaczonej koleżance dać duchowe wsparcie. 

     Czy Ana odnajdzie wszystkich zaginionych chłopców? Czy znajdzie winnego zaginięcia tych czterolatków? Zapraszam do lektury tej książki. A ja dodam tylko, że fabuła książki oparta jest na prawdziwych wydarzeniach. I tym bardziej nie umiem sobie wyobrazić, dlaczego?, dlaczego osoba - ten porywacz zrobił to, co zrobił!?????? W książce co prawda TA OSOBA ujawnia swoje powody tego porwania. Jednak JA: kobieta, matka, matka czterolatka, nie umiem zrozumieć tych błahych, głupich, śmiesznych i idiotycznych moim zdaniem powodów TEJŻE OSOBY! 

     Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MUZA.



Tytuł: "Nie jestem potworem"
Autor: Carme Chaparro
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: MUZA
       

czwartek, 28 lutego 2019

"Metoda Krokodyla" Maurizio De Giovanni.

     30 stycznia tego roku, książka "Metoda Krokodyla" Maurizio De Giovanni miała swoją premierę w Polsce. Czyli jest to jeszcze świeżynka na naszym rynku:) 


     " Współczesny Neapol, miast piękne, ale upadłe, rządzone przez bezwzględne gangi, nieprzyjazne dla mieszkańców, niezrozumiałe dla obcych. 
     To tu od kilku miesięcy pracuje inspektor Giuseppe Lojacono, przeniesiony z Sycylii z powodu oskarżeń o współpracę z mafią. Odsunięty od poważnych spraw, marnuje czas na komisariacie i rozpamiętuje swoją krzywdę.
     Kiedy w mieście dochodzi do zabójstwa młodego chłopaka, a wkrótce potem dziewczyny, Lojacono domyśla się, co może łączyć obie śmierci. Piękna prokurator Laura Piras na własną rękę angażuje inspektora do śledztwa. 
     Czy uda im się złapać mordercę, tajemniczego Krokodyla, który na miejscu zbrodni zostawia mokre od łez chusteczki?"


     Od czasu do czasu lubię przeczytać jakiś kryminał. A ten mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Tak jest tutaj całość skonstruowana, że dopiero pod koniec książki wszystkie niejasności, wszystkie nieścisłości, wszystkie zagadki się powoli wyjaśniają. Więc napięcie jest przez cały czas. A niby tak powoli się wszystko tutaj dzieje, zarówno życie w Neapolu, jak i praca policjantów. Morderca, którego nazwano Krokodylem, też nie śpieszy się z morderstwami. Po pierwsze planował wszystko wiele lat wcześniej, dopracowywał szczegóły miesiącami, był super przygotowany, a na miejscu każdej zbrodni jego przygotowanie było widoczne. Ponieważ nie zostawiał żadnych zbędnych śladów. Nic konkretnego, co pomogłoby policji go odnaleźć. Na dodatek prawie wszyscy policjanci uważają, że te morderstwa popełniła camorra, tylko jeden policjant - Lojacono ma inne zdanie w tej sprawie. I właśnie dlatego pani prokurator jego wciąga w całe śledztwo i to z nim je omawia i prowadzi. Ta współpraca wychodzi im na dobre, w końcu podążają w dobrym kierunku. A dodać muszę, że inspektor Lojacono boryka się z własnymi, prywatnymi problemami. Jednak to śledztwo wyciąga go z jego jakby prywatnego dołka i zarazem mobilizuje do działania. Nie tylko w sprawie śledztwa. Czy jednak uda im się odnaleźć i złapać mordercę? Czy poza już dokonanymi morderstwami Krokodyl jeszcze kogoś ma na swojej liście? No i czy zdąży wykonać swój plan? A może policja pokrzyżuje mu te plany? I przede wszystkim - kim jest Krokodyl i o co mu tak w ogóle chodzi? Dlaczego zabija te dzieciaki???

     Za egzemplarz dziękuję bardzo Wydawnictwu MUZA.


                                  Tytuł: "Metoda Krokodyla"
                                  Autor: Maurizio De Giovanni
                                  Ilość stron: 320
                                  Wydawnictwo: MUZA 

piątek, 18 stycznia 2019

"Bezdomna" Katarzyna Michalak.

     Niedawno czytałam "Nadzieję" Katarzyny Michalak, pisałam o tej książce tutaj . I polecaliście mi inne książki tej autorki. Ta książka pochodzi z SERII Z CZARNYM KOTEM. A więc postanowiłam przeczytać całą serię i tym razem wypożyczyłam z biblioteki "Bezdomną" tej autorki. 


     " Kinga straciła już wszystko: dom, rodzinę, dziecko i poczucie godności. Wtedy w jej życiu pojawia się Aśka. Kobieta, która kiedyś zrujnowała jej małżeństwo, teraz wyciąga do Kingi pomocną dłoń. Czy to wyrzuty sumienia, ludzki gest, a może jakiś ukryty plan? Aśka nie zna jeszcze historii dawnej rywalki - historii tak bolesnej i wstrząsającej, że aż trudno to sobie wyobrazić. 
     Czy Aśka zdobędzie zaufanie Bezdomnej? Odkryje, dlaczego Kinga tak sobą gardzi, tak bardzo cierpi? Co zrobi, gdy pozna jej prawdę? Czy w Aśce zwycięży wścibska dziennikarka, czy wrażliwa, czuła na krzywdę innych kobieta?"


      Noooo, przyznam szczerze, że TA KSIĄŻKA wywołała we mnie sporo emocji! 

     Najpierw poznajemy w wigilijny wieczór bezdomną kobietę - Kingę Król, która chce umrzeć. Niespodziewanie chce jej jakby w tym przeszkodzić zbłąkany kot. Do tego pojawia się jeszcze druga kobieta - Aśka, która wyciąga do niej pomocną dłoń i zaprasza Kingę na wigilię do siebie. Piękny gest - prawda? Bo któż z nas zaprosiłby bezdomną, obcą osobę do swojego domu, dał jeść, pić, ubranie na zmianę, miejsce do spania? Aśka jest samotna, więc chce mieć kogoś do towarzystwa, a kiedy jeszcze zaczyna w jej głowie kiełkować, że przyjmując Kingę pod swój dach, może napisać tekst do gazety o tym i jeszcze zarobić na tym, tym chętniej decyduje się, żeby bezdomną kobietę u siebie zatrzymać. W międzyczasie, okazuje się, że obie panie łączył kiedyś jeden facet - mąż Kingi był kochankiem Aśki. Dziś obie na niego wściekłe. Aśka chce wyciągnąć Kingę z bezdomności i wynajmuje mieszkanie dla niej, znajduje jej pracę, sponsoruje na początku jej wszystko. I Kinga zaczyna jakby sama chcieć się wyciągnąć z tego bagna, nawet wraca do starej pracy, którą kocha. Ale, zawsze jest jakieś ale...

      Jest w miesiącu taki dzień, kiedy Kinga musi pojechać do Bydgoszczy i tam musi szukać swojego zakopanego żywcem w mchu i liściach dziecka! O tym wie tylko ona i lekarze z zakładu, w którym się leczyła. Nie zdradziła się z tym sekretem nowej przyjaciółce, ani nawet facetowi, który w pewnym momencie się pojawił znów w jej życiu i okazuje się być dawną miłością Kingi, a zarazem ojcem owego zmarłego dziecka. Bezdomna przeszła po śmierci dziecka załamanie, a dokładnie wpadła w psychozę poporodową. Nie wyleczyła się do końca z tego. Choć niby potrafi normalnie funkcjonować, ale to już nie jest ta sama kobieta, co przed porodem. 

     Trudne tematy poruszyła tutaj pani Michalak. Bezdomność, szok poporodowy, ale i hejt! Przecież kiedy zabiła swoje dziecko, wszyscy ją oskarżali i najlepiej by ją sami osądzili! A czy tak być powinno? Przecież ciała dziecka nigdy nie odnaleziono! Mogli szukać do skutku! Uznali ją za winną, nie zwracając uwagi na fakt, że wcześniej prosiła, choć może za słabo prosiła, ale prosiła o pomoc! Aśka, choć czuje, że jej podopieczna na mroczny sekret i można by na nim zapewne zarobić, to chce też po prostu jako człowiek  dowiedzieć się całej prawdy. Czy Asia pomoże Kindze w bólu? Czy Kinga otworzy się przed nową przyjaciółką i starą miłością? Zapraszam do lektury! 

P.S. Przygotujcie sobie zestaw chusteczek. Bliżej końca książki się przydadzą ;)

Tytuł: "Bezdomna"
Autor: Katarzyna Michalak
Ilość stron: 252
Wydawnictwo: ZNAK Literanova 

czwartek, 17 stycznia 2019

Nastał styczeń, a więc sezon urodzinowy rozpoczęty!

     Jedni mają malutką rodzinę, inni mają większą rodzinę, a jeszcze inni bardzo dużą rodzinę. Moja jest powiedzmy taką bardzo dużą rodziną. Aczkolwiek nie do wszystkich jeździmy na urodziny, czy nawet wszystkich dat urodzenia nawet nie znam. Tak wielką mamy rodzinę ;) Chodzi mi o najbliższą rodzinę - czyli o mojego męża, dzieci i mnie, oraz o męża i moich rodziców, rodzeństwo i ich dzieci. A tego troszkę u nas jest :) Czyli od stycznia rozpoczyna się u nas sezon urodzinowy.


     W sumie ten sezon w tej najbliższej naszej rodzinie rozpoczyna mój pierworodny. A w tym roku skończył już 12 lat! Boszzzzz... Przecież niedawno byłam z nim w ciąży, niedawno go rodziłam, a on już 12 lat skończył! I jak widać, w tym roku matka poskąpiła na tort z cukierni, bo sama go piekłam i dekorowałam :) Hi, hi, ale jakoś wyszło, torcik nawet był smaczny :) Tuż po synu bratowa męża miała urodziny, potem ja swoje urodzinki obchodziłam, no i teraz krótka przerwa, dalej imprezować w lutym będziemy :) 

     A u Was od którego miesiąca rozpoczyna się taki sezon urodzinowy?