środa, 6 listopada 2019

"Willa pod Czarnym Tulipanem" Danuta Korolewicz.

     
     To druga książka Danuty Korolewicz, którą miałam okazję czytać. Pierwszą była "Lato z ciotką spirytystką" . Wtedy się nie zawiodłam na książce i na autorce, i tym razem jest podobnie. "Willa pod czarnym tulipanem" może od samiuśkiego początku mnie nie zachwyciła, bo trochę sporo było tam opisów przyrody, a te mnie jednak nudzą, ale wciągnęła mnie zagadka związana z panem hrabią i jego willą. 


     "Młoda, utalentowana malarka Lidia otrzymuje zagadkowe zaproszenie. Ma dołączyć do grupy, która spędzi weekend u tajemniczego hrabiego Tulipanowskiego w jego willi na niewielkiej prywatnej wyspie pośrodku jeziora. Okazuje się, że wśród zaproszonych jest też dawna miłość dziewczyny, Zbyszek. Załamanie pogody sprawia, że wysepka jest odcięta od świata. Goście dokonują coraz bardziej mrocznych odkryć i nie mogą być pewni, czy wrócą z tego wyjazdu żywi...  Wiedzą jedno: wśród nich znajduje się morderca. Tymczasem wspólnie przeżywane niebezpieczeństwo znów zbliża do siebie Lidię i Zbyszka.

Co naprawdę dzieje się w willi pośrodku jeziora?
Czy hrabia jest tym, za kogo się podaje?
Czy sprawdzi się powiedzenie, że stara miłość nie rdzewieje?"

     Tak więc Danuta Korolewicz zabiera w tej książce ośmioro gości i czytelnika na malutką, ale zarazem piękną wysepkę hrabiego Tulipanowskiego. Hrabia zaprasza pewne osoby do siebie na weekend. Chce podobno poznać się lepiej z sąsiadami ze stałego lądu, czyli z Mazurczan. 
Jedną z zaproszonych gości jest Lidia - malarka, która jakiś czas temu rozstała się ze swoim partnerem, ratownikiem medycznym - Zbyszkiem. A Zbyszek też jest gościem na wyspie. Więc razem muszą spędzić weekend na oddalonej od Mazurczan wysepce. Zbyszek chce wrócić do Lidii, jednak ta nie chce jego powrotu. Przynajmniej na początku ;) Bo jednak coś dalej czuje do tego mężczyzny. No ale nie są sami na tej wysepce. Są inni goście, jest kucharka, jest pan hrabia i jest kapitan jachtu. Willa jest duża, choć goście mają dostęp tylko do jednej połowy tego wielkiego budynku. Dlaczego? Tego dowiecie się z książki. W willi są przepiękne obrazy, którymi zachwyca się Lidka. Jednak jeden obraz ją trochę intryguje - chodzi o obraz Krwawej Bernadetty. 

" ...Podobno była sprawczynią wielu morderstw...
... Legenda głosi, że zawsze przed popełnieniem przez nią zbrodni z bukietu czarnych tulipanów na jej kolanach w niewyjaśniony  sposób ubywał jeden kwiat. ..."

     Niby legenda, a jednak goście hrabiego lekkiego strachu nabrali po usłyszeniu jej. Kiedy pan hrabia z kapitanem odpłynęli z wysepki, a pogoda się popsuła, goście się nudzili. W pewnym momencie zniknął pierwszy kwiat z obrazu Krwawej Bernadetty. Jeden z gości doznał dość mocnego urazu głowy. Więc wszyscy zaczęli łączyć legendę z nieszczęśliwym wypadkiem i potem wśród gości zapanował lekki strach. Ale kiedy pogoda dalej się nie poprawiała, kolejne kwiaty znikały z obrazu, a dodatkowo ktoś zabił kucharkę, wtedy dopiero się rozkręciła akcja w willi. 

     Muszę przyznać, że autorka wymyśliła czytelnikowi świetną zagadkę kryminalną do rozwikłania. Nie domyśliłam się do samego końca - kto był tym złym. Pani Korolewicz tak poprowadziła akcję, że sama zaczęłam podejrzewać kilka osób, a jednak zawiodłam się na swoich domysłach, bo prawda była całkiem inna. Podoba mi się też, że jest tutaj wątek miłosny, choć nie dominuje w tej całej kryminalnej powieści. Jeśli więc macie ochotę, na lekką, ale zarazem emocjonującą i intrygującą lekturę z kilkoma trupami, to zapraszam do tej książki!


Tytuł: "Willa pod Czarnym Tulipanem"
Autor: Danuta Korolewicz
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: LUCKY

  Dziękuję Wydawnictwu LUCKY za możliwość przeczytania tej książki. 


sobota, 26 października 2019

"Sitwa" Paulina Świst.

     
     To już 5 książka Pauliny Świst, którą miałam okazję czytać. Do tego, jest to druga książka nowej serii. Pierwszą "Karuzela" opisywałam Wam tutaj. Dziś słów kilka napiszę o drugiej części "Sitwa". 


     "Wszystko wskazuje na to, że historia finansowych przekrętów wcale nie skończyła się wraz z ucieczką z kraju "Orła" i Olki. Co prawda rozkręcona przez nich karuzela finansowa przestała wirować, ale natura nie znosi próżni: tam, gdzie są pieniądze, znajdą się również chętni, żeby za wszelką cenę je zagarnąć. Jeśli pieniądze są naprawdę duże, chętnych jest więcej, a metody działania stają się bardziej brutalne. Lilka Płonka boleśnie przekonuje się o tym na własnej skórze. Nieświadomie nadepnęła na odcisk komuś bardzo potężnemu i bardzo mściwemu. Gdyby nie Michał Grosicki, z pewnością spotkałoby ją coś niemiłego. Michał też nie może narzekać na brak emocji: skierowany jako przykrywkowiec na Śląsk, tak dobrze wtapia się w przestępcze środowisko, że zostaje aresztowany przez prokuratora Zimnickiego. A z "Zimnym", jak wiadomo, nie ma żartów..."

    W  "Karuzeli" poznaliśmy Olkę i Piotra, którzy tak rozkręcili karuzelę finansową, że aż później musieli uciekać z kraju, żeby ich nie zamknęli. Jednak ktoś po nich przejął pałeczkę. I ten ktoś ma zamiar zająć się kilkoma osobami z otoczenia Oli i Piotra. Tak więc, w tej części "Sitwy" autorka głównie skupiła się na postaciach Lilianny Płonki i Michała Grosickiego. Owszem "Zimny" czy Kinga mają też tutaj swoje przysłowiowe 5 minut, podobnie jak "Orzeł" i Olka. Ale to jednak głównie Lilka i Michał tutaj wiodą prym. Michał to bardzo dobry podinspektor CBŚ, który od wielu lat działa pod przykryciem w różnych sprawach. I tym razem też ma wtopić się w świat przestępców. Zostaje nawet kurierem dla jednego z mafiosów i zdobywa jego zaufanie. A przynajmniej tak się Michałowi wydaje. Lilka natomiast z niewiadomych nikomu przyczyn pojawia się w sprawie, w której to Grosicki właśnie bierze udział. Chcąc rozwikłać sprawę i jednocześnie wszystko wyjaśnić tych dwoje w pewnym momencie zostaje nawet jakby parą. Jednak muszą na siebie ciągle uważać, ponieważ ktoś ciągle dybie na życie pani Płonki. Kilka razy dosłownie Lilka ociera się o śmierć. Ale ma mega szczęście za każdym razem. Czy jednak uda im się rozwikłać sprawę i dowiedzieć, kto dybie na życie pani mecenas Płonki oraz podinspektora Grosickiego? Oraz czy wyjaśni się w końcu co to ta cała "SITWA", której to macki sięgają baaardzo daleko?

     Tę powieść, jak zresztą wszystkie Pauliny Świst, czyta się lekko, przyjemnie i szybko. Akcja wciąga na maksa. Pomimo faktu, że dzieje się tu czasem sporo, wszystkie wydarzenia są do ogarnięcia i czytelnik nadąża za wszystkim. Oczywiście znów jest sporo łaciny podwórkowej,ale w tym towarzystwie po prostu inaczej by się nie dało,  jest też sex - choć wydaje mi się, że tutaj jest go mniej niż w poprzednich książkach autorki. Dialogi są tak tutaj rozpisane, że czytając ma się wrażenie, że jest się wśród osób, które rozmawiają ze sobą. No i brawo za tak zaplanowaną intrygę, że ja w sumie do końca nie wiedziałam, kto tutaj pociąga za sznurki! Z tym Marcelem też autorka tutaj naściemniała i miałam z nim dylemat. No cóż - wszystkich tych, którzy jeszcze nie czytali "Sitwy" Pauliny Świst zapraszam do lektury! Bo ja po raz kolejny nie zawiodłam się na piórze tej autorki :) I z niecierpliwością czekam na kolejne książki :)


Tytuł: "Sitwa"
Autor: Paulina Świst
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: AKURAT

Za książkę dziękuję Wydawnictwu AKURAT



piątek, 27 września 2019

Moja mała księżniczka kochana!

     Większość już wie, bo zaglądają do mnie na fb lub na ista, ale są osoby, które tylko tutaj do mnie zaglądają, więc informuję że URODZIŁAM CÓRECZKĘ! 


     Kochani wiem, wiem, Minia już mnie ponaglała, żebym dała znać co i jak. :)  Ale jakoś potrzebowałam czasu, żeby usiąść do kompa i napisać do Was. 
     Jestem szczęśliwa, jestem zadowolona, jestem trochę zmęczona, jestem dumna - cóż mam dodać. :) W końcu mam swoją upragnioną córeczkę, małą księżniczkę. Teraz z moimi 3 kochanymi synami i małą córeczką już mam komplecik dzieci. Do szczęścia mi już nic więcej nie trzeba :) No może zdrówka, dużo zdrówka dla nas - o to jeszcze proszę. 

     Poród, tak jak zresztą cała ciąża był inny. Przy synach miałam bóle z pleców. A tutaj zaczęło się niewinnie. We wtorek 17 września o 2.00 w nocy obudziłam się na siusiu i poczułam jakieś jakby skurcze tylko z brzucha. Po kilku minutach znów ten skurcz i tak co chwilę. Zmierzyłam zegarkiem, że skurcze łapią mnie co 6 minut. Wzięłam prysznic, skurcze dalej co 6 minut, więc o 3.00 obudziłam męża i pojechaliśmy do szpitala. W drodze wyszło, że skurcze mam co 4 minuty już. W szpitalu dosyć sprawnie, tu badanko jedno, tu drugie, przebrać się w fartuch szpitalny i wody mi odeszły. Na porodówkę przyjęli mnie o 3.30 a o 3.45 urodziłam. Nie zdążyli mi nic podać przeciwbólowego. Raz dwa miałam urodzone. Jak to lekarz powiedział: spisała się pani na medal! 

     Tak więc dziś więcej nie piszę - lecę do córci. Ale jeszcze niebawem napiszę coś o tej mojej małej księżniczce kochanej :) Buziaki dla Was wszystkich :) I bardzo dziękuję, że trzymaliście za nas kciuki!!! 

wtorek, 17 września 2019

"Uwikłani. Tom I" Adriana Rak.

     "Uwikłani" - już sam tytuł podpowiada, że bohaterowie będą w coś uwikłani. Pytanie tylko - w co? No i tutaj już prawie od początku książki zarysowywuje się zauroczenie pomiędzy Agatą a Piotrem, czyli dwojgiem głównych bohaterów. Nie myślcie sobie jednak, że przeczytamy tutaj tylko sielskie i miłosne wątki. To uwikłanie będzie ciekawe i wciągające.



     "Agata jest młodą kobietą, którą los od samego początku nie traktował dobrze. Nieudany związek z Michałem, przy którym doświadczyła ogromnego cierpienia pozostawił w jej sercu i pamięci wiele nieprzyjemnych wspomnień i uczuć. Niestety los ponownie chce z niej zadrwić, podstawiając na jej drodze kogoś, kto wywróci jej świat do góry nogami.

     Piotr to szczęśliwy ojciec Jasia, który żyje tylko dzięki niemu. Każdego dnia musi udawać, że wszystko jest w porządku, że jest członkiem kochającej się rodziny. Stwarza pozory przed najbliższymi, co nie do końca pozwala mu być szczęśliwym. Uwięziony między tym, co trzeba, a tym, co chce, długo nie może wybrać właściwej drogi.

     Dwoje zranionych przez życie ludzi, którzy chcą zapomnieć o tym, co było, chcą nauczyć się żyć od nowa, szukając drogi do szczęścia. Los niejednokrotnie wystawia ich na próbę pokazując, że to o czym się marzy nie zawsze jest osiągalne nawet wtedy, kiedy bardzo się tego chce. 

     Co spotka Agatę i Piotra? Czy kiedykolwiek wywalczą swoje prawo do szczęścia? Co kryje ich mroczna przeszłość? Na te i wiele innych pytań odpowie Wam pierwszy tom serii Uwikłani."


     Tyle dowiadujemy się z opisu. A co ja sądzę o tej książce? Książka bardzo mi się spodobała. Bohaterowie moim zdaniem ciekawi, choć przyznam się szczerze, że nie raz i nie dwa tego Piotra bym walnęła w łepetynę! Normalnie mnie wkurzał chłop! Dlaczego? Choćby dlatego, że w swoim małżeństwie nie umiał postawić się żonie! Nie chodzi mi o to, żeby to oczywiście tylko i wyłącznie facet rządził w związku. Ale nie lubię, kiedy facet nie ma własnego zdania, nie umie postawić na swoim, albo wręcz kiedy to żyje pod pantoflem żony i to nawet wtedy, kiedy ona go zdradza na jego oczach. Piotr trwa w swoim małżeństwie głównie ze względu na syna. Uważa, że syn powinien wychowywać się w pełnej i szczęśliwej rodzinie. I choć matka raczej słabo okazuje miłość synowi, a i małżeństwo wygląda raczej jak fikcja, to udaje im się udawać szczęśliwą i pełną rodzinę przed wszystkimi. Nawet, kiedy żona Piotra zostaje inwalidką, ten jej nie opuszcza i dalej trwa przy niej z synem. Po prostu jakby zrezygnował z własnego szczęścia. 
     Agata natomiast to dwudziestokilkulatka z bagażem doświadczenia małżeńskiego. Szuka szczęścia i prawdziwej miłości. Choć nie szuka tej miłości na siłę, to przypadek powoduje, że zakochuje się w żonatym mężczyźnie. Kobieta chce wyzbyć się tego uczucia, bo nie chce rozwalać komuś małżeństwa. Los jednak płata figle i chce aby Agata i Piotr się spotykali. 
     No właśnie. Już zrobiło by się sielsko i anielsko, ale tak nie będzie. Z książki dowiemy się jaka potrafi być żona Piotra i jej rodzina, poznamy też trochę rodziców Piotra. I o tyle o ile zachowanie rodziny żony Piotra byłabym w stanie zrozumieć, to zachowania ojca Piotra nie rozumiem!!! Adriano Rak - dlaczego tak uparcie tatuś Piotra chce, aby syn trwał przy żonie?! Przecież poznał drugie oblicze synowej, a jednak stanął przeciwko własnemu synowi!!! No, no no! Nie mogę doczekać się możliwości przeczytania drugiej części, aby dowiedzieć się dalszych losów bohaterów. Bo cała akcja w tej książce mi się spodobała i mnie wciągnęła. Znalazłam kilka małych błędów gramatycznych w książce, ale treść bardziej mnie wciągnęła niż doszukiwanie się byków. No i trochę zdziwiłam się, że 7 letnie dziecko w kuchni nie może dotykać noży czy innych ostrych rzeczy. Aczkolwiek nie zawsze czytelnik musi zgadzać się ze zdaniem autora. Jestem matką i mój 4 latek pomaga mi niejednokrotnie w kuchni, kroi coś, próbuje obierać warzywa. Jednak mam też koleżankę, jedynaczkę, którą pamiętam z dzieciństwa i jej mama chroniła ją podobnie jak Piotr syna swojego w książce. Więc każdy rodzic po prostu wychowuje swoje pociechy w swój własny sposób i tutaj niekoniecznie wszyscy muszą się z tym zgadzać. 

      "Uwikłani" to lekki romans, który czyta się szybko i przyjemnie. Osobiście bardzo lubię czytać książki, których akcja rozgrywa się w miejscowości, którą znam. Gowidlino odwiedziłam bodajże tylko 2 razy, ale byłam :) Fakt, że ostatni mój pobyt tam, to kilka lat wstecz. Ale fajnie czytać i wyobrażać sobie - czy to akurat w tym miejscu autorka obsadziła tę scenę z książki? Z tyłu książki autorka pisze, że nie wszystkie miejsca dotyczące Gowidlina są prawdziwe, kilka wymyśliła. Więc uważajmy i lepiej czasem sobie kilka miejsc wyobrazić niż doszukiwać się ich w realu ;) 

     Dziękuję Adrianie Rak oraz Wydawnictwu WasPos za możliwość przeczytania tej książki i napisania recenzji. 


Tytuł: "Uwikłani.Tom I"
Autor: Adriana Rak
Ilość stron: 226
Wydawnictwo: WasPos

niedziela, 15 września 2019

40 tydzień ciąży - poród tuż, tuż.

      Czy ja już wspominałam, że chcę już rodzić? Nie? To wspominam, że chcę! A jeśli wspominałam, to się przypominam! Ehhh...  Jak ja bym już chciała trzymać dzidzię w ramionach!

     Zostały mi tylko 4 dni do terminu porodu. Ostatnią kontrolę u gina miałam teraz w piątek - czyli 2 dni temu. Najpierw po raz pierwszy w tej ciąży zostałam podłączona pod KTG na ok 15 minut, po tym badaniu gin stwierdził, że trochę za wysokie tętno ma dzidzia. Niby norma to 120-160 a moja dzidzia miała prawie cały czas 160-170. No ale chyba nie była aż tak źle, bo inaczej przecież skierował by mnie od razu do szpitala. A powiedział, że mam tylko kontrolować ruchy dziecka. Podczas badania wyszło jeszcze, że mam półtorej cm rozwarcia, ale nic poza tym. No i jeszcze miałam usg, ale tylko kontrolnie - lekarz sprawdzał ilość wód płodowych. Z tymi niby wszystko ok. Jakby coś się działo, mam jechać na szpital,  a jak wszystko będzie oki, to mam przyjść na kolejną wizytę do gina jutro - czyli w poniedziałek. 

     Przyznam się, że wczoraj - czyli w sobotę miałam kilka takich momentów, że już, już, już prawie myślałam, że może zacznie się coś dziać i pojadę do szpitala. Ale po chwili wszystko się uspokajało. I dziś to samo. Tak więc chyba jutro znów podreptam na wizytę do lekarza. A dalej co? A dalej się jutro dowiem. Bo to moje dzieciątko niby chce wyjść, ale chyba jeszcze korzysta ile może z tego mojego brzucha :) 

     Tak wiec trzymajcie za nas kciuki, bo w sumie lada dzień nie będę już w dwupaku, tylko się rozpakuję i z ciężarnej będę matką z dzidzią u boku :) 

środa, 4 września 2019

"Sekret guwernantki" Marta Grzebuła.


     Jaką to może mieć tajemnicę guwernantka, że ciągnie się ten jeden główny wątek przez całe kilkaset stron książki? Ale, ale, nie myślcie sobie, że jest tutaj tylko jeden wątek, są i inne - miłosne, historyczne, detektywistyczne itp. Ogólnie to dzieje się tutaj sporo.


      "Pewnego dnia w ręce Natalii Valiant, młodej bibliotekarki z Wrocławia, przypadkowo trafiają listy sprzed ponad stu lat. Ich autorką jest młoda guwernantka, Martha Demurely. Kobieta zaginęła w tajemniczych okolicznościach, bo wiedziała coś, czego wiedzieć nie powinna. Znalezisko uruchamia serię zdarzeń, które przybiorą nieoczekiwany dla głównej bohaterki obrót. Natalia rozpoczyna śledztwo, ale konfrontacja z przeszłością okaże się wcale nie taka prosta.
      Sekret, który skrywała Martha Demurely połączył losy dwóch kobiet. Jedna musiała zginąć, bo wiedziała za dużo. Druga nie spocznie, póki nie pozna prawdy. Nie powstrzymają jej nawet ci, którzy od lat strzegą tajemnicy i nie cofną się przed niczym, aby pilnie chroniony sekret nie ujrzał światła dziennego." 

     Natalia dosłownie przez przypadek odnajduje stare listy. Owe listy mają w sobie jakąś tajemnicę, którą oczywiście młoda bibliotekarka chce odkryć. Udaje się zorganizować wyjazd do Anglii dla Natalii. Tam kobieta dzięki uprzejmości lordów Swindler ma okazję poznać historię ich rodu, ale i historię związaną z ową guwernantką Marthą. Najbardziej pomagali jej Darren i lord Arthur. Niby każdy chce pomóc Natalii w odkryciu prawdy, ale okazuje się, że nie wszystkie osoby pomagają aby pomóc - raczej aby przeszkodzić młodej kobiecie w odkryciu prawdy! Są osoby, które wręcz chronią tajemnicę związaną z guwernantką i chcą aby owa tajemnica nigdy nie ujrzała światła dziennego. Czym bliżej jest Natalia jakiejś choćby najmniejszej prawdy, tym komuś coraz bardziej zależy na pozbyciu się jej. Młoda bibliotekarka musi uważać na siebie, bo grozi jej niebezpieczeństwo. W pewnym momencie postanawia, że nikomu nie zaufa i sama będzie próbowała dojść prawdy. Jednak w którymś momencie postanowi zaufać. No właśnie, tylko najpierw zaufa niewłaściwej osobie, ale później już wybierze właściwą. Wśród tylu wrogów, ciężko jest jej trafić na osobę, która tak jak ona chce dojść prawdy! Bo kiedy okazuje się, że nawet osoby, których nikt nie podejrzewał by o złe chęci są wplątane w tę historię i wręcz są zdolne nawet do usiłowania zabójstwa i to nie tylko bibliotekarki, to jak w tym całym gąszczu osób wybrać te dobre?! Noooo... Natalia nie ma łatwego zadania :) Niby wszystko ma się uspokoić, kiedy bibliotekarka wróci do Polski. Jednak i tu czekają ją przykre niespodzianki.Nawet miłość nie będzie w stanie uchronić jej przed niebezpieczeństwem. Kobieta otrze się kilka razy o śmierć, a nawet ....   No właśnie: kogo pokocha Natalia, czy rozwikła zagadkę związaną z guwernantką, czy przypłaci to własnym życiem? Tego dowiecie się z książki. 

      Przyznam się szczerze, że główny wątek bardzo mi się spodobał. I super było to, że do samego, samiuśkiego końca książki nie odgadłabym, że aż tyle osób było tymi złymi! Naprawdę niektóre osoby totalnie mnie zaskoczyły! Ciekawie autorka wplotła tutaj różne ciekawostki historyczne - czy to dotyczące Anglii, czy też Polski. Choć przyznam się szczerze, że były momenty, kiedy książka mi się dosłownie wlokła. Jakoś traciłam chęć, żeby ją dalej doczytać. No i odkładałam ją do następnego dnia. I tak czytałam ją i czytałam przez kilka dni. Jednak 527 stron do przeczytania robi swoje :) Może to i moja ciąża tak na mnie działała podczas czytania, że musiałam tak długo ją czytać. Ale jeśli lubicie książki z ciekawą zagadką i wątkami historycznymi, do tego z wątkiem romantycznym i niekoniecznie z happy endem, a może i z takim też, to zachęcam Was do tej lektury. 

     Dziękuję Wydawnictwu LUCKY za egzemplarz do recenzji.


Tytuł:"Sekret guwernantki"
Autor: Marta Grzebuła
Ilość stron: 527

Wydawnictwo: LUCKY 
     

środa, 28 sierpnia 2019

Co można zrobić z kanistra? Choćby barek na napoje :)

      Postanowiłam pochwalić się zdolnościami męża :) Zresztą nie pierwszy raz ;) Tym razem wykombinował BAREK Z KANISTRA !!!


     Mąż już dłuższy czas chciał coś z kanistra robić, ale jakoś zbędnego kanistra nie miał. A że dostał 2 od kolegi, to postanowił zrobić coś fajnego. Moim zdaniem wyszło REWELACYJNIE!!!!  Zresztą sami zobaczcie :)







     Dodam tylko, że były to używane kanistry do paliwa. Więc wcześniej mężu dał je jednemu koledze do wypiaskowania i do wymalowania. A potem już resztę zrobił sam. Podziwiam go,  że ma chęci bawić się w różne takie kreatywne ale za razem bardzo czadowe rzeczy, które jednocześnie mogą stać się super prezentem dla kogoś! Ten Barek już został komuś podarowany. Osoba obdarowana jest baaaardzo zadowolona! To cieszy :) Jak drugi Barek będzie gotowy, to postaram się też go Wam pokazać ;) A Wam jak się podoba taki prezent???