środa, 6 listopada 2019

"Willa pod Czarnym Tulipanem" Danuta Korolewicz.

     
     To druga książka Danuty Korolewicz, którą miałam okazję czytać. Pierwszą była "Lato z ciotką spirytystką" . Wtedy się nie zawiodłam na książce i na autorce, i tym razem jest podobnie. "Willa pod czarnym tulipanem" może od samiuśkiego początku mnie nie zachwyciła, bo trochę sporo było tam opisów przyrody, a te mnie jednak nudzą, ale wciągnęła mnie zagadka związana z panem hrabią i jego willą. 


     "Młoda, utalentowana malarka Lidia otrzymuje zagadkowe zaproszenie. Ma dołączyć do grupy, która spędzi weekend u tajemniczego hrabiego Tulipanowskiego w jego willi na niewielkiej prywatnej wyspie pośrodku jeziora. Okazuje się, że wśród zaproszonych jest też dawna miłość dziewczyny, Zbyszek. Załamanie pogody sprawia, że wysepka jest odcięta od świata. Goście dokonują coraz bardziej mrocznych odkryć i nie mogą być pewni, czy wrócą z tego wyjazdu żywi...  Wiedzą jedno: wśród nich znajduje się morderca. Tymczasem wspólnie przeżywane niebezpieczeństwo znów zbliża do siebie Lidię i Zbyszka.

Co naprawdę dzieje się w willi pośrodku jeziora?
Czy hrabia jest tym, za kogo się podaje?
Czy sprawdzi się powiedzenie, że stara miłość nie rdzewieje?"

     Tak więc Danuta Korolewicz zabiera w tej książce ośmioro gości i czytelnika na malutką, ale zarazem piękną wysepkę hrabiego Tulipanowskiego. Hrabia zaprasza pewne osoby do siebie na weekend. Chce podobno poznać się lepiej z sąsiadami ze stałego lądu, czyli z Mazurczan. 
Jedną z zaproszonych gości jest Lidia - malarka, która jakiś czas temu rozstała się ze swoim partnerem, ratownikiem medycznym - Zbyszkiem. A Zbyszek też jest gościem na wyspie. Więc razem muszą spędzić weekend na oddalonej od Mazurczan wysepce. Zbyszek chce wrócić do Lidii, jednak ta nie chce jego powrotu. Przynajmniej na początku ;) Bo jednak coś dalej czuje do tego mężczyzny. No ale nie są sami na tej wysepce. Są inni goście, jest kucharka, jest pan hrabia i jest kapitan jachtu. Willa jest duża, choć goście mają dostęp tylko do jednej połowy tego wielkiego budynku. Dlaczego? Tego dowiecie się z książki. W willi są przepiękne obrazy, którymi zachwyca się Lidka. Jednak jeden obraz ją trochę intryguje - chodzi o obraz Krwawej Bernadetty. 

" ...Podobno była sprawczynią wielu morderstw...
... Legenda głosi, że zawsze przed popełnieniem przez nią zbrodni z bukietu czarnych tulipanów na jej kolanach w niewyjaśniony  sposób ubywał jeden kwiat. ..."

     Niby legenda, a jednak goście hrabiego lekkiego strachu nabrali po usłyszeniu jej. Kiedy pan hrabia z kapitanem odpłynęli z wysepki, a pogoda się popsuła, goście się nudzili. W pewnym momencie zniknął pierwszy kwiat z obrazu Krwawej Bernadetty. Jeden z gości doznał dość mocnego urazu głowy. Więc wszyscy zaczęli łączyć legendę z nieszczęśliwym wypadkiem i potem wśród gości zapanował lekki strach. Ale kiedy pogoda dalej się nie poprawiała, kolejne kwiaty znikały z obrazu, a dodatkowo ktoś zabił kucharkę, wtedy dopiero się rozkręciła akcja w willi. 

     Muszę przyznać, że autorka wymyśliła czytelnikowi świetną zagadkę kryminalną do rozwikłania. Nie domyśliłam się do samego końca - kto był tym złym. Pani Korolewicz tak poprowadziła akcję, że sama zaczęłam podejrzewać kilka osób, a jednak zawiodłam się na swoich domysłach, bo prawda była całkiem inna. Podoba mi się też, że jest tutaj wątek miłosny, choć nie dominuje w tej całej kryminalnej powieści. Jeśli więc macie ochotę, na lekką, ale zarazem emocjonującą i intrygującą lekturę z kilkoma trupami, to zapraszam do tej książki!


Tytuł: "Willa pod Czarnym Tulipanem"
Autor: Danuta Korolewicz
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: LUCKY

  Dziękuję Wydawnictwu LUCKY za możliwość przeczytania tej książki. 


sobota, 26 października 2019

"Sitwa" Paulina Świst.

     
     To już 5 książka Pauliny Świst, którą miałam okazję czytać. Do tego, jest to druga książka nowej serii. Pierwszą "Karuzela" opisywałam Wam tutaj. Dziś słów kilka napiszę o drugiej części "Sitwa". 


     "Wszystko wskazuje na to, że historia finansowych przekrętów wcale nie skończyła się wraz z ucieczką z kraju "Orła" i Olki. Co prawda rozkręcona przez nich karuzela finansowa przestała wirować, ale natura nie znosi próżni: tam, gdzie są pieniądze, znajdą się również chętni, żeby za wszelką cenę je zagarnąć. Jeśli pieniądze są naprawdę duże, chętnych jest więcej, a metody działania stają się bardziej brutalne. Lilka Płonka boleśnie przekonuje się o tym na własnej skórze. Nieświadomie nadepnęła na odcisk komuś bardzo potężnemu i bardzo mściwemu. Gdyby nie Michał Grosicki, z pewnością spotkałoby ją coś niemiłego. Michał też nie może narzekać na brak emocji: skierowany jako przykrywkowiec na Śląsk, tak dobrze wtapia się w przestępcze środowisko, że zostaje aresztowany przez prokuratora Zimnickiego. A z "Zimnym", jak wiadomo, nie ma żartów..."

    W  "Karuzeli" poznaliśmy Olkę i Piotra, którzy tak rozkręcili karuzelę finansową, że aż później musieli uciekać z kraju, żeby ich nie zamknęli. Jednak ktoś po nich przejął pałeczkę. I ten ktoś ma zamiar zająć się kilkoma osobami z otoczenia Oli i Piotra. Tak więc, w tej części "Sitwy" autorka głównie skupiła się na postaciach Lilianny Płonki i Michała Grosickiego. Owszem "Zimny" czy Kinga mają też tutaj swoje przysłowiowe 5 minut, podobnie jak "Orzeł" i Olka. Ale to jednak głównie Lilka i Michał tutaj wiodą prym. Michał to bardzo dobry podinspektor CBŚ, który od wielu lat działa pod przykryciem w różnych sprawach. I tym razem też ma wtopić się w świat przestępców. Zostaje nawet kurierem dla jednego z mafiosów i zdobywa jego zaufanie. A przynajmniej tak się Michałowi wydaje. Lilka natomiast z niewiadomych nikomu przyczyn pojawia się w sprawie, w której to Grosicki właśnie bierze udział. Chcąc rozwikłać sprawę i jednocześnie wszystko wyjaśnić tych dwoje w pewnym momencie zostaje nawet jakby parą. Jednak muszą na siebie ciągle uważać, ponieważ ktoś ciągle dybie na życie pani Płonki. Kilka razy dosłownie Lilka ociera się o śmierć. Ale ma mega szczęście za każdym razem. Czy jednak uda im się rozwikłać sprawę i dowiedzieć, kto dybie na życie pani mecenas Płonki oraz podinspektora Grosickiego? Oraz czy wyjaśni się w końcu co to ta cała "SITWA", której to macki sięgają baaardzo daleko?

     Tę powieść, jak zresztą wszystkie Pauliny Świst, czyta się lekko, przyjemnie i szybko. Akcja wciąga na maksa. Pomimo faktu, że dzieje się tu czasem sporo, wszystkie wydarzenia są do ogarnięcia i czytelnik nadąża za wszystkim. Oczywiście znów jest sporo łaciny podwórkowej,ale w tym towarzystwie po prostu inaczej by się nie dało,  jest też sex - choć wydaje mi się, że tutaj jest go mniej niż w poprzednich książkach autorki. Dialogi są tak tutaj rozpisane, że czytając ma się wrażenie, że jest się wśród osób, które rozmawiają ze sobą. No i brawo za tak zaplanowaną intrygę, że ja w sumie do końca nie wiedziałam, kto tutaj pociąga za sznurki! Z tym Marcelem też autorka tutaj naściemniała i miałam z nim dylemat. No cóż - wszystkich tych, którzy jeszcze nie czytali "Sitwy" Pauliny Świst zapraszam do lektury! Bo ja po raz kolejny nie zawiodłam się na piórze tej autorki :) I z niecierpliwością czekam na kolejne książki :)


Tytuł: "Sitwa"
Autor: Paulina Świst
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: AKURAT

Za książkę dziękuję Wydawnictwu AKURAT



piątek, 27 września 2019

Moja mała księżniczka kochana!

     Większość już wie, bo zaglądają do mnie na fb lub na ista, ale są osoby, które tylko tutaj do mnie zaglądają, więc informuję że URODZIŁAM CÓRECZKĘ! 


     Kochani wiem, wiem, Minia już mnie ponaglała, żebym dała znać co i jak. :)  Ale jakoś potrzebowałam czasu, żeby usiąść do kompa i napisać do Was. 
     Jestem szczęśliwa, jestem zadowolona, jestem trochę zmęczona, jestem dumna - cóż mam dodać. :) W końcu mam swoją upragnioną córeczkę, małą księżniczkę. Teraz z moimi 3 kochanymi synami i małą córeczką już mam komplecik dzieci. Do szczęścia mi już nic więcej nie trzeba :) No może zdrówka, dużo zdrówka dla nas - o to jeszcze proszę. 

     Poród, tak jak zresztą cała ciąża był inny. Przy synach miałam bóle z pleców. A tutaj zaczęło się niewinnie. We wtorek 17 września o 2.00 w nocy obudziłam się na siusiu i poczułam jakieś jakby skurcze tylko z brzucha. Po kilku minutach znów ten skurcz i tak co chwilę. Zmierzyłam zegarkiem, że skurcze łapią mnie co 6 minut. Wzięłam prysznic, skurcze dalej co 6 minut, więc o 3.00 obudziłam męża i pojechaliśmy do szpitala. W drodze wyszło, że skurcze mam co 4 minuty już. W szpitalu dosyć sprawnie, tu badanko jedno, tu drugie, przebrać się w fartuch szpitalny i wody mi odeszły. Na porodówkę przyjęli mnie o 3.30 a o 3.45 urodziłam. Nie zdążyli mi nic podać przeciwbólowego. Raz dwa miałam urodzone. Jak to lekarz powiedział: spisała się pani na medal! 

     Tak więc dziś więcej nie piszę - lecę do córci. Ale jeszcze niebawem napiszę coś o tej mojej małej księżniczce kochanej :) Buziaki dla Was wszystkich :) I bardzo dziękuję, że trzymaliście za nas kciuki!!! 

wtorek, 17 września 2019

"Uwikłani. Tom I" Adriana Rak.

     "Uwikłani" - już sam tytuł podpowiada, że bohaterowie będą w coś uwikłani. Pytanie tylko - w co? No i tutaj już prawie od początku książki zarysowywuje się zauroczenie pomiędzy Agatą a Piotrem, czyli dwojgiem głównych bohaterów. Nie myślcie sobie jednak, że przeczytamy tutaj tylko sielskie i miłosne wątki. To uwikłanie będzie ciekawe i wciągające.



     "Agata jest młodą kobietą, którą los od samego początku nie traktował dobrze. Nieudany związek z Michałem, przy którym doświadczyła ogromnego cierpienia pozostawił w jej sercu i pamięci wiele nieprzyjemnych wspomnień i uczuć. Niestety los ponownie chce z niej zadrwić, podstawiając na jej drodze kogoś, kto wywróci jej świat do góry nogami.

     Piotr to szczęśliwy ojciec Jasia, który żyje tylko dzięki niemu. Każdego dnia musi udawać, że wszystko jest w porządku, że jest członkiem kochającej się rodziny. Stwarza pozory przed najbliższymi, co nie do końca pozwala mu być szczęśliwym. Uwięziony między tym, co trzeba, a tym, co chce, długo nie może wybrać właściwej drogi.

     Dwoje zranionych przez życie ludzi, którzy chcą zapomnieć o tym, co było, chcą nauczyć się żyć od nowa, szukając drogi do szczęścia. Los niejednokrotnie wystawia ich na próbę pokazując, że to o czym się marzy nie zawsze jest osiągalne nawet wtedy, kiedy bardzo się tego chce. 

     Co spotka Agatę i Piotra? Czy kiedykolwiek wywalczą swoje prawo do szczęścia? Co kryje ich mroczna przeszłość? Na te i wiele innych pytań odpowie Wam pierwszy tom serii Uwikłani."


     Tyle dowiadujemy się z opisu. A co ja sądzę o tej książce? Książka bardzo mi się spodobała. Bohaterowie moim zdaniem ciekawi, choć przyznam się szczerze, że nie raz i nie dwa tego Piotra bym walnęła w łepetynę! Normalnie mnie wkurzał chłop! Dlaczego? Choćby dlatego, że w swoim małżeństwie nie umiał postawić się żonie! Nie chodzi mi o to, żeby to oczywiście tylko i wyłącznie facet rządził w związku. Ale nie lubię, kiedy facet nie ma własnego zdania, nie umie postawić na swoim, albo wręcz kiedy to żyje pod pantoflem żony i to nawet wtedy, kiedy ona go zdradza na jego oczach. Piotr trwa w swoim małżeństwie głównie ze względu na syna. Uważa, że syn powinien wychowywać się w pełnej i szczęśliwej rodzinie. I choć matka raczej słabo okazuje miłość synowi, a i małżeństwo wygląda raczej jak fikcja, to udaje im się udawać szczęśliwą i pełną rodzinę przed wszystkimi. Nawet, kiedy żona Piotra zostaje inwalidką, ten jej nie opuszcza i dalej trwa przy niej z synem. Po prostu jakby zrezygnował z własnego szczęścia. 
     Agata natomiast to dwudziestokilkulatka z bagażem doświadczenia małżeńskiego. Szuka szczęścia i prawdziwej miłości. Choć nie szuka tej miłości na siłę, to przypadek powoduje, że zakochuje się w żonatym mężczyźnie. Kobieta chce wyzbyć się tego uczucia, bo nie chce rozwalać komuś małżeństwa. Los jednak płata figle i chce aby Agata i Piotr się spotykali. 
     No właśnie. Już zrobiło by się sielsko i anielsko, ale tak nie będzie. Z książki dowiemy się jaka potrafi być żona Piotra i jej rodzina, poznamy też trochę rodziców Piotra. I o tyle o ile zachowanie rodziny żony Piotra byłabym w stanie zrozumieć, to zachowania ojca Piotra nie rozumiem!!! Adriano Rak - dlaczego tak uparcie tatuś Piotra chce, aby syn trwał przy żonie?! Przecież poznał drugie oblicze synowej, a jednak stanął przeciwko własnemu synowi!!! No, no no! Nie mogę doczekać się możliwości przeczytania drugiej części, aby dowiedzieć się dalszych losów bohaterów. Bo cała akcja w tej książce mi się spodobała i mnie wciągnęła. Znalazłam kilka małych błędów gramatycznych w książce, ale treść bardziej mnie wciągnęła niż doszukiwanie się byków. No i trochę zdziwiłam się, że 7 letnie dziecko w kuchni nie może dotykać noży czy innych ostrych rzeczy. Aczkolwiek nie zawsze czytelnik musi zgadzać się ze zdaniem autora. Jestem matką i mój 4 latek pomaga mi niejednokrotnie w kuchni, kroi coś, próbuje obierać warzywa. Jednak mam też koleżankę, jedynaczkę, którą pamiętam z dzieciństwa i jej mama chroniła ją podobnie jak Piotr syna swojego w książce. Więc każdy rodzic po prostu wychowuje swoje pociechy w swój własny sposób i tutaj niekoniecznie wszyscy muszą się z tym zgadzać. 

      "Uwikłani" to lekki romans, który czyta się szybko i przyjemnie. Osobiście bardzo lubię czytać książki, których akcja rozgrywa się w miejscowości, którą znam. Gowidlino odwiedziłam bodajże tylko 2 razy, ale byłam :) Fakt, że ostatni mój pobyt tam, to kilka lat wstecz. Ale fajnie czytać i wyobrażać sobie - czy to akurat w tym miejscu autorka obsadziła tę scenę z książki? Z tyłu książki autorka pisze, że nie wszystkie miejsca dotyczące Gowidlina są prawdziwe, kilka wymyśliła. Więc uważajmy i lepiej czasem sobie kilka miejsc wyobrazić niż doszukiwać się ich w realu ;) 

     Dziękuję Adrianie Rak oraz Wydawnictwu WasPos za możliwość przeczytania tej książki i napisania recenzji. 


Tytuł: "Uwikłani.Tom I"
Autor: Adriana Rak
Ilość stron: 226
Wydawnictwo: WasPos

niedziela, 15 września 2019

40 tydzień ciąży - poród tuż, tuż.

      Czy ja już wspominałam, że chcę już rodzić? Nie? To wspominam, że chcę! A jeśli wspominałam, to się przypominam! Ehhh...  Jak ja bym już chciała trzymać dzidzię w ramionach!

     Zostały mi tylko 4 dni do terminu porodu. Ostatnią kontrolę u gina miałam teraz w piątek - czyli 2 dni temu. Najpierw po raz pierwszy w tej ciąży zostałam podłączona pod KTG na ok 15 minut, po tym badaniu gin stwierdził, że trochę za wysokie tętno ma dzidzia. Niby norma to 120-160 a moja dzidzia miała prawie cały czas 160-170. No ale chyba nie była aż tak źle, bo inaczej przecież skierował by mnie od razu do szpitala. A powiedział, że mam tylko kontrolować ruchy dziecka. Podczas badania wyszło jeszcze, że mam półtorej cm rozwarcia, ale nic poza tym. No i jeszcze miałam usg, ale tylko kontrolnie - lekarz sprawdzał ilość wód płodowych. Z tymi niby wszystko ok. Jakby coś się działo, mam jechać na szpital,  a jak wszystko będzie oki, to mam przyjść na kolejną wizytę do gina jutro - czyli w poniedziałek. 

     Przyznam się, że wczoraj - czyli w sobotę miałam kilka takich momentów, że już, już, już prawie myślałam, że może zacznie się coś dziać i pojadę do szpitala. Ale po chwili wszystko się uspokajało. I dziś to samo. Tak więc chyba jutro znów podreptam na wizytę do lekarza. A dalej co? A dalej się jutro dowiem. Bo to moje dzieciątko niby chce wyjść, ale chyba jeszcze korzysta ile może z tego mojego brzucha :) 

     Tak wiec trzymajcie za nas kciuki, bo w sumie lada dzień nie będę już w dwupaku, tylko się rozpakuję i z ciężarnej będę matką z dzidzią u boku :) 

środa, 4 września 2019

"Sekret guwernantki" Marta Grzebuła.


     Jaką to może mieć tajemnicę guwernantka, że ciągnie się ten jeden główny wątek przez całe kilkaset stron książki? Ale, ale, nie myślcie sobie, że jest tutaj tylko jeden wątek, są i inne - miłosne, historyczne, detektywistyczne itp. Ogólnie to dzieje się tutaj sporo.


      "Pewnego dnia w ręce Natalii Valiant, młodej bibliotekarki z Wrocławia, przypadkowo trafiają listy sprzed ponad stu lat. Ich autorką jest młoda guwernantka, Martha Demurely. Kobieta zaginęła w tajemniczych okolicznościach, bo wiedziała coś, czego wiedzieć nie powinna. Znalezisko uruchamia serię zdarzeń, które przybiorą nieoczekiwany dla głównej bohaterki obrót. Natalia rozpoczyna śledztwo, ale konfrontacja z przeszłością okaże się wcale nie taka prosta.
      Sekret, który skrywała Martha Demurely połączył losy dwóch kobiet. Jedna musiała zginąć, bo wiedziała za dużo. Druga nie spocznie, póki nie pozna prawdy. Nie powstrzymają jej nawet ci, którzy od lat strzegą tajemnicy i nie cofną się przed niczym, aby pilnie chroniony sekret nie ujrzał światła dziennego." 

     Natalia dosłownie przez przypadek odnajduje stare listy. Owe listy mają w sobie jakąś tajemnicę, którą oczywiście młoda bibliotekarka chce odkryć. Udaje się zorganizować wyjazd do Anglii dla Natalii. Tam kobieta dzięki uprzejmości lordów Swindler ma okazję poznać historię ich rodu, ale i historię związaną z ową guwernantką Marthą. Najbardziej pomagali jej Darren i lord Arthur. Niby każdy chce pomóc Natalii w odkryciu prawdy, ale okazuje się, że nie wszystkie osoby pomagają aby pomóc - raczej aby przeszkodzić młodej kobiecie w odkryciu prawdy! Są osoby, które wręcz chronią tajemnicę związaną z guwernantką i chcą aby owa tajemnica nigdy nie ujrzała światła dziennego. Czym bliżej jest Natalia jakiejś choćby najmniejszej prawdy, tym komuś coraz bardziej zależy na pozbyciu się jej. Młoda bibliotekarka musi uważać na siebie, bo grozi jej niebezpieczeństwo. W pewnym momencie postanawia, że nikomu nie zaufa i sama będzie próbowała dojść prawdy. Jednak w którymś momencie postanowi zaufać. No właśnie, tylko najpierw zaufa niewłaściwej osobie, ale później już wybierze właściwą. Wśród tylu wrogów, ciężko jest jej trafić na osobę, która tak jak ona chce dojść prawdy! Bo kiedy okazuje się, że nawet osoby, których nikt nie podejrzewał by o złe chęci są wplątane w tę historię i wręcz są zdolne nawet do usiłowania zabójstwa i to nie tylko bibliotekarki, to jak w tym całym gąszczu osób wybrać te dobre?! Noooo... Natalia nie ma łatwego zadania :) Niby wszystko ma się uspokoić, kiedy bibliotekarka wróci do Polski. Jednak i tu czekają ją przykre niespodzianki.Nawet miłość nie będzie w stanie uchronić jej przed niebezpieczeństwem. Kobieta otrze się kilka razy o śmierć, a nawet ....   No właśnie: kogo pokocha Natalia, czy rozwikła zagadkę związaną z guwernantką, czy przypłaci to własnym życiem? Tego dowiecie się z książki. 

      Przyznam się szczerze, że główny wątek bardzo mi się spodobał. I super było to, że do samego, samiuśkiego końca książki nie odgadłabym, że aż tyle osób było tymi złymi! Naprawdę niektóre osoby totalnie mnie zaskoczyły! Ciekawie autorka wplotła tutaj różne ciekawostki historyczne - czy to dotyczące Anglii, czy też Polski. Choć przyznam się szczerze, że były momenty, kiedy książka mi się dosłownie wlokła. Jakoś traciłam chęć, żeby ją dalej doczytać. No i odkładałam ją do następnego dnia. I tak czytałam ją i czytałam przez kilka dni. Jednak 527 stron do przeczytania robi swoje :) Może to i moja ciąża tak na mnie działała podczas czytania, że musiałam tak długo ją czytać. Ale jeśli lubicie książki z ciekawą zagadką i wątkami historycznymi, do tego z wątkiem romantycznym i niekoniecznie z happy endem, a może i z takim też, to zachęcam Was do tej lektury. 

     Dziękuję Wydawnictwu LUCKY za egzemplarz do recenzji.


Tytuł:"Sekret guwernantki"
Autor: Marta Grzebuła
Ilość stron: 527

Wydawnictwo: LUCKY 
     

środa, 28 sierpnia 2019

Co można zrobić z kanistra? Choćby barek na napoje :)

      Postanowiłam pochwalić się zdolnościami męża :) Zresztą nie pierwszy raz ;) Tym razem wykombinował BAREK Z KANISTRA !!!


     Mąż już dłuższy czas chciał coś z kanistra robić, ale jakoś zbędnego kanistra nie miał. A że dostał 2 od kolegi, to postanowił zrobić coś fajnego. Moim zdaniem wyszło REWELACYJNIE!!!!  Zresztą sami zobaczcie :)







     Dodam tylko, że były to używane kanistry do paliwa. Więc wcześniej mężu dał je jednemu koledze do wypiaskowania i do wymalowania. A potem już resztę zrobił sam. Podziwiam go,  że ma chęci bawić się w różne takie kreatywne ale za razem bardzo czadowe rzeczy, które jednocześnie mogą stać się super prezentem dla kogoś! Ten Barek już został komuś podarowany. Osoba obdarowana jest baaaardzo zadowolona! To cieszy :) Jak drugi Barek będzie gotowy, to postaram się też go Wam pokazać ;) A Wam jak się podoba taki prezent???


czwartek, 22 sierpnia 2019

Już tak blisko finiszu! Jeszcze trochę i dzidzia będzie z nami :)

     Już tak niewiele czasu mi zostało, aby "nacieszyć się" stanem błogosławionym. Bo do rozwiązania zostały jedynie 29 dni. WOW! Kiedy to zleciało? A dłużyło mi się czasami okropnie!


     Jak to się mówi, jestem już na ostatniej prostej :) Niektórzy mnie pocieszają, że teraz to już masz z górki! Taaaa... Z górki! Chyba pod górkę, he, he :) Przejdę parę metrów i sapię jak lokomotywa. Nie mogę zdążyć za synami! Zresztą w ubiegłym tygodniu jak byłam u lekarza, to powiedział, że mam leżeć i odpoczywać, bo mam już wszystko gotowe do porodu - więc mam na siebie uważać! Niby jeszcze ze 2 tygodnie, żebym wytrzymała i potem mogę rodzić! Dobre sobie! Zaśmiałam się do gina, że moje wszystkie dzieci rodziły się po terminie! A tym razem gin mi powiedział, że do terminu to nie wytrzymam i urodzę szybciej :) Szczerze, to bym nawet chciała szybciej urodzić! Ale wiem, że każdy dzień w maminym brzuszku jest dobry dla Dzidzi! 

     Ale przynajmniej w końcu zmobilizowałam się i spakowałam do końca walizkę! Trochę jednak stracha dostałam, że mogłabym zacząć rodzic a zabrakło by mi czegoś w walizce ;) W ostatniej chwili tylko dopakować muszę szczoteczkę do zębów i pastę, szczotkę do włosów czy ładowarkę do tel. Tak wszystko jest spakowane i przygotowane. Dokumenty wszystkie noszę przy sobie więc o niczym nie zapomnę :) A! Musiałabym jeszcze przygotować ciuchy, które mąż miałby przywieźć dla mnie na wyjście ze szpitala, ale to już pikuś! 

     Weźcie mnie jakoś wesprzyjcie duchowo, bo czym bliżej porodu, to takie różne myśli mnie nachodzą, że czasem aż głowa boli! Zamartwiam się jak to tym razem będzie, czy z dzidzią wszystko ok będzie, co z synami w tym czasie będzie, itp. ... Najbardziej i tak zamartwiam się o dzidziolka. Jeśli ma mieć faktycznie ten rozszczep wargi, to niech ma tylko to! Żeby nic więcej dzidziolkowi nie dolega! Eh.... Uciekam się położyć, bo znów plecy mnie bolą. Bo powoli już czop mi odchodzi, skurcze się pojawiają, więc może faktycznie tym razem nie dotrwam do terminu;) Trzymajcie za nas kciuki!!! 

środa, 14 sierpnia 2019

"W koło Macieju" Kasia Keller - moje pierwsze Book Tour.

      
      Pierwszy raz biorę udział w Book Tour. Za co dziękuję Porady Mamy Kasi. Bo to ona mnie ściągnęła do PasjoMatki & spółki .  I miałam możliwość przeczytania książki "W koło Macieju" Kasi Keller. 


      "Zwariowana historia! 
Piramidy, mumie, ciepły piasek pustyni i... gadający wielbłąd.Przygody, których nie przeżył nawet Indiana Jones. Gra wyobraźni i poczucie humoru bohatera książki powodują ciąg pasjonujących zdarzeń układających się w tę szaloną opowieść."


     Najpierw książkę przeczytał mój średni syn. Potem mamcia chciała przeczytać w ciszy i spokoju, ale najmłodszy synek - dodam, że 4 letni, chciał też posłuchać książeczki. A więc mama czytała na głos i nawet najstarszy słuchał maminych słów podczas gry na kompie :) Tak więc mogę śmiało rzec, że u nas historię Maćka usłyszały aż 4 osoby. A że tatko momentami też nas słuchał i jeszcze muszę wspomnieć o Dzidzi w maminym brzuszku :) Czyli cała rodzinka poznała przygody Macieja :)




      Nooo... Muszę przyznać, że owy Maciej ma całkiem wybujałą wyobraźnię! Nie podejrzewałabym nawet, że siedząc na "białym tronie" można aż takie historyjki sobie powyobrażać! Przygody jakie przeżył Maciek, naprawdę nas chwilami nieźle ubawiły, do tego te obrazki bardzo podobały się dzieciom. Taki fajny przerywnik, bo każdy chciał zobaczyć, co jest na kolejnej stronie namalowane :) Najmłodszy ciągle powtarzał, że ten chłopiec - czyli Maciek, wygląda jak lalka z bajki :) Najbardziej podobały się synom czaszki - chyba mają ostatnio jazdy na czaszki - zresztą widać co syn ma nad głową na ścianie :)

      Ale wracając do samej książki. Główny bohater przenosi się do Egiptu. Tam właśnie ma dziwne, śmieszne, ale i chwilami groźne przygody. Oczywiście w tej swojej podróży rozmawia z wielbłądem - a przecież wiemy, że wielbłądy nie mówią. Maciek wpada do piramidy, wielbłąd chce mu pomóc wyjść z tej piramidy, więc razem błądzą, błądzą i błądzą gdzieś w środku tej piramidy. Tam mają różna przygody. Tak wiec od razu Wam mówię, że książkę przeczyta z chęcią każde dziecko, które umie i lubi czytać. Bo ta historyjka wciąga. Na koniec, kiedy to Maciej odzyskuje świadomość, okazuje się, że jest nie w Egipcie, tylko w swojej łazience i stoi nad nim zdziwiona mama, która przypomina synowi, że zaraz spóźni się do szkoły! Aczkolwiek ta jego wyobraźnia, czy raczej wyobrażona przygoda w Egipcie przydała mu się na testach z geometrii! Czyli jednak wyobraźnia potrafi być przydatna - choć trzeba wiedzieć, gdzie i jak jej użyć ;) A mój średni synio śmiał się, że jeszcze nigdy siedząc na "białym tronie" aż tak wyobraźnia go nie poniosła :) Więc chyba trochę zazdrościł Maćkowi tej jego wyobraźni ;) 

     Dziękuję raz jeszcze za możliwość przeczytania tej książki. I czekam na kolejne ciekawe i humorystyczne przygody Macieja. Polecam tę książkę Waszym dzieciom! Ale jeśli lubicie dziecięcą literaturę, to i Wy pośmiejecie się z tych przygód :) 


Tytuł: "W koło Macieju"
Autor: Kasia Keller
Ilość stron: 96
Wydawnictwo: Skrzat

czwartek, 1 sierpnia 2019

"Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy." Sylwia Winnik.

      
      Kupiłam tę książkę niedawno. Tematyka bardzo mi bliska - bo przecież mój mąż też wyjeżdżał na misje. Tym chętniej chciałam poczytać jak inne żony, matki radziły sobie podczas mężowskich wyjazdów, czy nawet jak inni żołnierze wspominają swoje emocje z misji. Ale na pewno nie spodziewałam się, że w tej książce przeczytam kilka słów o własnym mężu!!! Zaskoczenie totalne!

     Jak tylko owa książka do mnie dotarła, przejrzałam ją. Bo poza tekstem jest tam też kilka fotek. Po powrocie męża z pracy pokazałam mu tę książkę i powiedziałam o tych zdjęciach. Przejrzał je i stwierdził zadowolony, że w książce jest jedno zdjęcie, które on zrobił. Nie bardzo wiedziałam skąd ono się tam wzięło. Ale fajnie że tam jest. No i w trakcie czytania książki doszukałam się mężowskiego przyjaciela i jego wspomnień z misji z Iraku i z Afganistanu - zresztą własnie na tych dwóch misjach był tam razem z moim mężem. O czym on też wspomina w książce. Wiecie, to uczucie kiedy z zaskoczenia czyta się o własnym mężu w czyjejś książce i czyjejś wypowiedzi - jest nie do opisania! I bez tego wszystkiego rozpiera mnie duma z mojego męża! Nie tylko za misje, ale ogólnie za to jaki jest! A jeszcze kiedy w książce ktoś inny miło wypowiada się o moim mężu, to już w ogóle jestem dumna z niego! 

     No ale dość już o moim mężu. Przeczytać tutaj możemy prawdziwe opowieści rodzin Polskich Żołnierzy. Każda z wypowiadających się tutaj osób przeżywała owe misje inaczej. Rozbawiła i zaskoczyła mnie trochę wypowiedź jednej z żon żołnierza:
"...- Pamiętaj, że masz dziecko.Musisz do niego wrócić, rozumiesz? A gdy będą cię wysyłać na niebezpieczną wyprawę, masz powiedzieć, że udajesz kaktusa. A kaktusów się nie wysyła na misje. ..." 
      Niezły patent! Szkoda, że ja nie wpadłam na taki tekst, kiedy mój małżonek wyjeżdżał. 

 "... Misja jest nieprzewidywalna i żaden, nawet najsilniejszy, najbardziej przygotowany żołnierz czasami nie jest w stanie zapobiec konsekwencjom zdarzeń, w lwiej części od niego niezależnych. ..."
      Jakże to prawdziwe zdanie! Nie raz bałam się o męża, tak jak inne kobiety bały się o swoich mężczyzn. Ale co nie znaczy, że tutaj, w kraju się o nich nie martwimy. Przecież żołnierze wyjeżdżają na różne szkolenia, na poligony, na kursy - w każdym momencie może się żołnierzom stać krzywda. Zresztą, można przechodzić przez pasy na jezdni i auto może człowieka przejechać - więc daleko szukać nie trzeba nieszczęścia! Aczkolwiek nie możemy wszędzie doszukiwać się zła czającego się na nas i naszych bliskich. To już byłaby paranoja!

     Czytając wypowiedź jednego z żołnierzy, który wrócił z misji ciężko ranny i musiał spędzić sporo czasu w szpitalach, poczułam złość. Dlaczego? Dlatego, że ten mężczyzna wyznał, jak to polski personel w szpitalu odnosił się do niego - wiedząc, że jest żołnierzem i wrócił ranny z misji! Słowa typu: po coś tam się pchał! albo pojechałeś tam dla kasy i co Ci z tego przyszło?!. Znam takie teksty. Parę razy nawet ja je usłyszałam - a byłam najpierw tylko narzeczoną żołnierza na misji, a później żoną i matką naszych dzieci. Ale niektórzy chyba z zawiści myślą, że facet wyjeżdża na misje za kasą. Potem wróci i będzie się lansował tutaj w kraju! Owszem, każdy żołnierz dostaję kasę za takie wyjazdy! Ale ludzie - oni tam nie jadą na wakacje, oni nie jadą rwać tam truskawek czy zbierać pieczarki! Oni wyjeżdżają na prawdziwą wojnę albo na misje pokojowe, gdzie równie dobrze mogą zginąć! I uwierzcie, że my kobiety - żony/narzeczone/dziewczyny tych wyjeżdżających żołnierzy nie mniej łatwo mamy zostając z szarą rzeczywistością tutaj. To MY zostajemy tutaj z dziećmi, to my zostajemy tutaj ze swoimi troskami, problemami, smutkami, to my zostajemy tutaj z rachunkami do opłacenia w terminie, to my musimy radzić sobie same kiedy kran nam będzie ciekł w łazience, albo samochód rozwali się gdzieś w szczerym polu. Przecież my nie możemy wtedy zadzwonić do męża! Musimy sobie poradzić. A co kiedy któraś z nas ma kilkoro dzieci i jedno się rozchoruje, i musi pobyć trochę w szpitalu, a rodzinę mamy daleko? Kto w tym czasie zajmie się resztą naszych dzieci? No właśnie! Z takimi problemami dnia codziennego MY musimy zmagać się na co dzień, kiedy nasi mężowie/partnerzy zmagają się z nieprzewidywalnością na misji! Dobrze, jak mamy rodzinę w pobliżu i to taką rodzinę, która nam pomoże. Ja na szczęście mogłam zawsze liczyć na rodzinę. I nie umiem sobie wyobrazić, dlaczego niektóre kobiety w czasie kiedy ich faceci narażali  swoje życie, one pustoszyły konto z kasy, pustoszyły mieszkania i wyprowadzały się do innych facetów, no i w ogóle jak one mogły w tym czasie nie czekać na swoich mężczyzn tylko wyszukiwały sobie nowych?!!!!!! Nie, tego zrozumieć nie umiem! A takie piękne słowa aż me serce radują:
"... To  żona jest prawdziwym bohaterem. I dzieciaki. ..."

"...Za każdym mężczyzną, który chce zrobić coś wielkiego, stoi jeszcze silniejsza kobieta." - gen. Patton.

     Tak więc ludzie - miejmy szacunek do Naszych Żołnierzy. Do Polskich Żołnierzy! Bo oni, tak jak i my, mają tylko jedno życie! " ...Życie to nie gra. Człowiek nie ma kilku żyć. Jeśli coś pójdzie nie tak - game over. ..." 


Tytuł: "Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy. "
Autor: Sylwia Winnik
Ilość stron: 288
Wydawnictwo: ZNAK

środa, 17 lipca 2019

"Dowód dojrzałości". Książka, którą napisało 11 kobiet.

     
     Wiedzieliście, że nastolatce, która urodzi dziecko, a nie ma ona wsparcia w rodzinie lub po prostu tej rodziny nie ma, to jest bardzo łatwo odebrać jej to dziecko? Ta książka, którą napisało 11 różnych kobiet, przewaga blogerek, ale pod kierunkiem pisarki Sylwi Chutnik, dopiero pokazała mi, że nieletnie matki nie mają łatwo! A wręcz może być im bardzo trudno zarówno w czasie ciąży, jak i przy porodzie no i jeszcze potem. Bo wszyscy takiej samotnej nastolatce doradzają oddanie jej dziecka!


     "Trudno uwierzyć, że w XXI wieku, tak po prostu można odebrać marce dziecko. Tymczasem wystarczy, że matka nie ma 18 lat i jest wychowanką placówki resocjalizacyjnej, by pozbawić ją prawa do opiekowania się dzieckiem.

     Każdy z jedenastu odcinków powieści pisała inna osoba. Autorki przez rok snuły opowieść o Ance, decydując o jej losie i zmieniając jej życie. Każdy odcinek jest inny, oryginalny, a wszystkie tworzą całość przepełnioną wieloma emocjami. "

     W książce poznajemy 16 letnią Ankę. Wychowuje ją samotnie matka. Ojciec gdzieś tam w świecie hula. Anka jest dosyć nieśmiałą, cichą i spokojną osobą, ale ma przyjaciółkę, która czasem wyciąga ją na jakieś imprezy. Na jednej z takich imprez Ania spotyka chłopaka, który od jakiegoś czasu się jej podobał. Zaczynają ze sobą chodzić, a później nawet sypiać ze sobą. 
     W pewnym momencie mama Ani źle się czuje, a potem umiera. Nad małoletnią dziewczyną pieczę przejmuje jej bezdzietna ciocia z mężem. Ciocia nie jest za bardzo zadowolona z owej nowej sytuacji, ciągle wygłasza swoje niezadowolenie, a najwięcej nasłucha się zawsze jej cichy i spokojny mąż. Nad ową rodziną pieczę trzyma jeszcze pani kurator. Owa pani kurator od samego początku jest za tym, aby Ania urodziła dziecko i najlepiej oddała je do adopcji! O tyle ile z urobieniem cioci kuratorce idzie gładko i bezproblemowo, o tyle z Anią nie ma już tak łatwo. Bo dziewczyna chce urodzić, ale chce zająć się swoim dzieckiem. 
     Z momentem, kiedy w szkole małoletniej dziewczyny wychodzi na jaw, że ta jest w ciąży, też od razu pojawia się ogromny hejt i szykanowanie Anuli. Odwraca się od niej nawet jej chłopak, a zarazem ojciec tego nienarodzonego jeszcze dzieciątka. Przyjaciółka też się od niej odsuwa. Ania zostaje sama. Ale wtedy poznaje starszą od siebie dziewczynę Monikę - Knoxy i jej mamę. W pewnym momencie ich losy się jeszcze bardziej połączą. Ale dlaczego - to już musicie przeczytać sami. 
     W książce możemy przeczytać, jak dorośli ludzie nie znając całej sytuacji tej małoletniej dziewczyny, potrafią osądzać ją! Mało tego, od razu robią z niej latawicę, puszczalską czy cichodajkę. Na szczęście pomimo tych wszystkich nieszczęść, Anula urodzi zdrowe dzieciątko. Tylko co z nim będzie? Czy go odda, czy zawalczy o niego? A jak zachowa się ojciec tego dzieciątka? I przede wszystkim jak zachowają się opiekunowie Ani - ciocia i wujek!? No cóż, to trzeba przeczytać. Zachęcam Was do tego bardzo gorąco. Tym bardziej, że jak wspomniałam u góry postu, książkę pisało 11 osób, a tworzy super jedną wielką całość! 
     
      Ja tę książkę dostałam od męża w prezencie urodzinowym. Dopiero później doczytałam, że dochód ze sprzedaży książki przeznaczony jest na wsparcie Fundacji po Drugie, w budowie pierwszego w Polsce ośrodka dla nieletnich matek, w którym będą mogły opiekować się swoimi dziećmi i uczyć się samodzielnie żyć. #CzytamyDlaMamy 


Tytuł: "Dowód dojrzałości"
Autor: Sylwia Chutnik, Amanda Waliszewska, Zosia Kwiatkowska, Magda Mikołajczyk, Laura Ogrodowczyk, Alicja Kost, Ewa Żmuda-Jankowska, Janina Bąk, Małgorzata Ohme, Wkurzona żona, Katarzyna Habecka.
Ilość stron: 266
Książka wydana w ramach akcji "Czytamy dla mamy"
Organizator akcji: Bandi Cosmetics Sp.z o.o.
Benificjent akcji: Fundacja po DRUGIE

sobota, 13 lipca 2019

To już było, ale pochwalę się tortem.

      
     Najmłodszy synio urodziny miał w czerwcu. Ale dziś przypomniałam sobie, że nie pochwaliłam się tortem z tych właśnie urodzin. Już to nadrabiam. 




      Pokazałam kiedyś synkowi tort koleżanki, która pięknie dekoruje swoje wypieki. No i spodobała mu się ulica na torcie. Chciałam, aby tort z ulicą zrobiła dla niego właśnie ta moja wspomniana koleżanka. Jednak ona w tym czasie miała jakiś wyjazd. Więc mamcia postanowiła własnymi siłami coś w podobnym stylu wykonać. I tak biszkopt upiekłam, przekroiłam na pół, a w środku była masa śmietankowa z borówkami, a na górze jak widać zielony krem. Ta 4 najpierw posmarowana białym kremem, potem posypałam tartą czekoladą. A resztę kremu zabarwiłam zielonym spożywczym barwnikiem. No i trochę malinowej oraz żelkowej dekoracji, plus ulubione zabawki syna na torcie. Nie mam zdolności do dekoracji, ale starałam się jak umiałam najlepiej. Bardzo mnie cieszył fakt, że synek był zadowolony :) To najlepsza rekomendacja dla mnie :) A Wy co myślicie o moich wypocinach na 4 urodziny syna? Może macie lepsze zdolności i chcecie się nimi tutaj pochwalić? Zapraszam do wpisania komentarza :) 

poniedziałek, 1 lipca 2019

Lipcowa zapowiedź. Zrobi na wszystkich wrażenie!

     
     Nie wiem czy wiecie, ale  17 lipca swoją premierę będzie miała książka "Manson. CIA, narkotyki, mroczne tajemnice Hollywood". 



           "Wstrząsający reportaż odkrywający prawdę o zbrodniach Charlesa Mansona.
      Latem 1969 roku Charles Manson zleca członkom swojej sekty brutalne morderstwa w Hollywood. W ciągu dwóch dni ginie siedem osób, w tym Sharon Tate, żona Romana Polańskiego. Pół wieku później reporter Tom O'Neill publikuje nieznane dotąd fakty, obalające "oficjalną wersję wydarzeń" tej legendarnej zbrodni. Jeśli myślisz, że znasz prawdę, mylisz się."

     Nooooo, powiem Wam szczerze, że kiedy przeczytałam o zapowiedzi tej właśnie książki, od razu miałam na nią wielką chrapkę! Z racji tego, że ja urodziłam się 13 lat po tej zbrodni, nie za bardzo o niej cokolwiek wiedziałam. Dopiero jako osoba dorosła, coś tam gdzieś, kiedyś usłyszałam, że Roman Polański kiedyś stracił żonę. Ale nie za bardzo wiedziałam, jak do tego doszło. Teraz będzie okazja poczytać o tej tragicznej śmierci kobiety w bardzo zaawansowanej ciąży! Kiedy to mordercom nawet powieka nie drgnęła wbijając noże w ciało ciężarnej Sharon. Ale mordercy dokonali też i innych okropnych morderstw. I jak tego dokonał Manson, że umiał tak pokierować swoimi ludźmi, że dla niego zabijali? Manson myślał, że sprawiedliwość go nie dosięgnie. A jednak. Ale łatwo nie było. 

"... Chociaż brzmiało to niedorzecznie, tłumaczył Bugliosi, zwolennicy Mansona przyjęli jego przepowiednię Armagedonu, jak gdyby przyniósł ją z góry Synaj. Byli gotowi zabijać na jego rozkaz, żeby proroctwo się spełniło. ..."

"... Bugliosi musiał wykazać, że Manson posiadał wyjątkową zdolność oddziaływania na myśli i czyny swoich zwolenników - że członkowie jego grupy byli gotowi zrobić wszystko, czego od nich zażądał, włącznie z pozbawieniem życia zupełnie obcych osób. ..."

     Tak wiec czekamy na premierę, która będzie 17 lipca! Już niedługo książka Wydawnictwa AKURAT dostępna dla wszystkich. 





sobota, 22 czerwca 2019

"Pewnej zimy nad morzem" Iwona Banach.

      
     "... Dwa ciała, które mogą należeć do tej samej ofiary, to dopiero początek..." Brzmi groźnie i zapowiada ostry kryminał! Nic jednak bardziej mylnego :) Już dawno się tak dobrze nie ubawiłam podczas czytania kryminału! 


      W opisie książki czytamy:
"Senne nadmorskie miasteczko tuż przed Bożym Narodzeniem staje się areną niepokojących wydarzeń. Dwa ciała, które mogą należeć do tej samej ofiary, to dopiero początek... Przystojny policjant Marek rozpoczyna skomplikowane śledztwo. Dzielnie wspiera go w tym urocza Majka. Czy wspólnie uda im się wyjaśnić zagadkę? I czy wśród całego tego zamieszania znajdzie się miejsce na rodzące się uczucie? 
Jeśli macie ochotę na pełną zwrotów akcji opowieść, przeczytajcie, co wydarzyło się pewnej zimy nad morzem..."

     Zwykłe, małe, nadmorskie miasteczko, Skarbowo. Ogólnie rzecz biorąc, zimą nic tutaj się nie dzieje. Zbliża się Boże Narodzenie i każdy w sumie zajmuje się przygotowaniami do świąt. Natomiast w jednym z pensjonatów - dokładnie w "Magicznej Latarni" trwają przygotowania do przyjęcia sporej grupy kobiet. Te kobiety, to blogerki, które fascynują się okultyzmem. I właśnie mają spędzić święta łącznie z Sylwestrem i Nowym Rokiem w okultystycznych klimatach.  

     Obok "Magicznej Latarni" jest dom pani Dziubowej. Jako że Dziubowa nie ma własnych dzieci, dom ten kiedyś podobno ma stać się własnością jednej z jej krewnych - Julity. A za ową Julitą nikt w Skarbowie nie przepada! Dlaczego? He, he, musicie o tym przeczytać w książce. 

     Niby tak różne dwa światy - bo tu młode kobiety, które zjadą się na swój babski zlot, a tutaj miejscowe starsze panie i panowie, ale ich losy się ze sobą połączą, poplączą, no ogólnie będzie intrygująco i wesoło. Miejscowy policjant Marek też zostanie wciągnięty w całą sprawę, choć jemu to akurat nie przeszkadza, wręcz jest zadowolony, że może trochę zbliżyć się do córki właścicielki Morskiej Latarni - Majki. Dosyć intrygującymi postaciami będą dwaj miejscowi młodzi mężczyźni - Zenek i Mysza. Powiem tyle, skąd oni czerpią pomysły, to ja zielonego pojęcia nie mam! Ale z nimi te blogerki nudzić się nie będą :) 

     I jest jeszcze miejscowa legenda o UMARNIKU. Kto to? Co to? O co w tej legendzie chodzi? Tego dowiecie się z książki. Jednak będzie się działo trochę z tym Umarnikiem. 



     Kiedy czytałam tę książkę, to miałam momenty niezłego ubawu! Naprawdę dawno się tak dobrze nie bawiłam czytając powieść kryminalną :) Autorka poza wątkiem kryminalnym, dodam że do samego końca nie wiedziałam ani kto mordował, ani dlaczego, to jeszcze wplotła tu wątki romantyczne i wesołe lub nawet momentami bardzo wesołe! Dopiero z książki się dowiedziałam, że koty są podobno niezłym środkiem antykoncepcyjnym! A mam kota w domu - obecnie nawet mam ich 5 - bo mam 4 kociaki do wydania :) Hi, hi :) I jakoś nie działają te koty na antykoncepcję, bo ja jestem w ciąży :) No ale moja kotka może jest inna niż koty Dziubowej :) Poza tym możemy się dowiedzieć, jak to blogerki w świecie wirtualnym się super dogadują, są wręcz przyjaciółkami, a w świecie realnym wygląda to zgoła inaczej. No i wątek główny - czyli morderstwo, a raczej dwa morderstwa i to tej samej osoby! Tak, tak, dobrze czytacie! Okazuje się na samym początku, że dwa razy zamordowano tę samą osobę, są dwa ciała tej samej osoby! Ale jak to? Hm... To też w całkiem sprytny i ciekawy sposób opisała autorka! Tak wiec - jeśli chcecie się trochę pośmiać ale i zarazem rozwikłać ciekawą kryminalną zagadkę, to sięgnijcie po książkę "Pewnej zimy nad morzem". 



Tytuł: "Pewnej zimy nad morzem"
Autor: Iwona Banach 
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: LUCKY

      Dziękuję Wydawnictwu LUCKY za egzemplarz do recenzji.




środa, 19 czerwca 2019

Przetwory 2019 - czas start!

     W tym roku rozpoczęłam sezon przetworowy od kiszenia i marynowania rzodkiewki. Widzę, że zaglądacie do tych akurat przepisów na moim blogu dosyć chętnie. Cieszy mnie to bardzo. Ale jeśli ktoś nie wie gdzie je znaleźć, zaraz wszystkiego się dowie :)


      O kiszonych rzodkiewkach poczytacie u mnie tutaj, a o marynowanych rzodkiewkach tutaj. Zapraszam. 

     Dodam nieskromnie, że ja według tych obu przepisów robię rzodkiewkę już któryś raz z kolei i za każdym razem mąż jest zachwycony! Oba smaki rzodkiewki jemu smakują. Mi chyba bardziej marynowana przypadła do gustu. Choć jak dłużej postoi i nabierze mocy, to jest dla mnie aż za ostra! Za to kilka razy mąż wziął do pracy po słoiku jednej i drugiej rzodkiewki i nie dość że zaskoczył kolegów tymi rzodkiewkami, bo wcześniej nie słyszeli o takich rzodkiewkach, to jeszcze bardzo obie im posmakowały. A miło słuchać komplementów na temat mojej pracy :) 

      Tutaj kilka fotek moich tegorocznych kiszonych rzodkiewek.




    I tutaj marynowanej rzodkiewki.




     Troszkę tych słoików mi wyszło :) Ale powiem Wam w sekrecie, że wysiałam jeszcze jedną paczkę rzodkiewki. Jeśli mi ona wyrośnie, to dorobię tych rzodkiewek więcej :)