środa, 28 sierpnia 2019

Co można zrobić z kanistra? Choćby barek na napoje :)

      Postanowiłam pochwalić się zdolnościami męża :) Zresztą nie pierwszy raz ;) Tym razem wykombinował BAREK Z KANISTRA !!!


     Mąż już dłuższy czas chciał coś z kanistra robić, ale jakoś zbędnego kanistra nie miał. A że dostał 2 od kolegi, to postanowił zrobić coś fajnego. Moim zdaniem wyszło REWELACYJNIE!!!!  Zresztą sami zobaczcie :)







     Dodam tylko, że były to używane kanistry do paliwa. Więc wcześniej mężu dał je jednemu koledze do wypiaskowania i do wymalowania. A potem już resztę zrobił sam. Podziwiam go,  że ma chęci bawić się w różne takie kreatywne ale za razem bardzo czadowe rzeczy, które jednocześnie mogą stać się super prezentem dla kogoś! Ten Barek już został komuś podarowany. Osoba obdarowana jest baaaardzo zadowolona! To cieszy :) Jak drugi Barek będzie gotowy, to postaram się też go Wam pokazać ;) A Wam jak się podoba taki prezent???


czwartek, 22 sierpnia 2019

Już tak blisko finiszu! Jeszcze trochę i dzidzia będzie z nami :)

     Już tak niewiele czasu mi zostało, aby "nacieszyć się" stanem błogosławionym. Bo do rozwiązania zostały jedynie 29 dni. WOW! Kiedy to zleciało? A dłużyło mi się czasami okropnie!


     Jak to się mówi, jestem już na ostatniej prostej :) Niektórzy mnie pocieszają, że teraz to już masz z górki! Taaaa... Z górki! Chyba pod górkę, he, he :) Przejdę parę metrów i sapię jak lokomotywa. Nie mogę zdążyć za synami! Zresztą w ubiegłym tygodniu jak byłam u lekarza, to powiedział, że mam leżeć i odpoczywać, bo mam już wszystko gotowe do porodu - więc mam na siebie uważać! Niby jeszcze ze 2 tygodnie, żebym wytrzymała i potem mogę rodzić! Dobre sobie! Zaśmiałam się do gina, że moje wszystkie dzieci rodziły się po terminie! A tym razem gin mi powiedział, że do terminu to nie wytrzymam i urodzę szybciej :) Szczerze, to bym nawet chciała szybciej urodzić! Ale wiem, że każdy dzień w maminym brzuszku jest dobry dla Dzidzi! 

     Ale przynajmniej w końcu zmobilizowałam się i spakowałam do końca walizkę! Trochę jednak stracha dostałam, że mogłabym zacząć rodzic a zabrakło by mi czegoś w walizce ;) W ostatniej chwili tylko dopakować muszę szczoteczkę do zębów i pastę, szczotkę do włosów czy ładowarkę do tel. Tak wszystko jest spakowane i przygotowane. Dokumenty wszystkie noszę przy sobie więc o niczym nie zapomnę :) A! Musiałabym jeszcze przygotować ciuchy, które mąż miałby przywieźć dla mnie na wyjście ze szpitala, ale to już pikuś! 

     Weźcie mnie jakoś wesprzyjcie duchowo, bo czym bliżej porodu, to takie różne myśli mnie nachodzą, że czasem aż głowa boli! Zamartwiam się jak to tym razem będzie, czy z dzidzią wszystko ok będzie, co z synami w tym czasie będzie, itp. ... Najbardziej i tak zamartwiam się o dzidziolka. Jeśli ma mieć faktycznie ten rozszczep wargi, to niech ma tylko to! Żeby nic więcej dzidziolkowi nie dolega! Eh.... Uciekam się położyć, bo znów plecy mnie bolą. Bo powoli już czop mi odchodzi, skurcze się pojawiają, więc może faktycznie tym razem nie dotrwam do terminu;) Trzymajcie za nas kciuki!!! 

środa, 14 sierpnia 2019

"W koło Macieju" Kasia Keller - moje pierwsze Book Tour.

      
      Pierwszy raz biorę udział w Book Tour. Za co dziękuję Porady Mamy Kasi. Bo to ona mnie ściągnęła do PasjoMatki & spółki .  I miałam możliwość przeczytania książki "W koło Macieju" Kasi Keller. 


      "Zwariowana historia! 
Piramidy, mumie, ciepły piasek pustyni i... gadający wielbłąd.Przygody, których nie przeżył nawet Indiana Jones. Gra wyobraźni i poczucie humoru bohatera książki powodują ciąg pasjonujących zdarzeń układających się w tę szaloną opowieść."


     Najpierw książkę przeczytał mój średni syn. Potem mamcia chciała przeczytać w ciszy i spokoju, ale najmłodszy synek - dodam, że 4 letni, chciał też posłuchać książeczki. A więc mama czytała na głos i nawet najstarszy słuchał maminych słów podczas gry na kompie :) Tak więc mogę śmiało rzec, że u nas historię Maćka usłyszały aż 4 osoby. A że tatko momentami też nas słuchał i jeszcze muszę wspomnieć o Dzidzi w maminym brzuszku :) Czyli cała rodzinka poznała przygody Macieja :)




      Nooo... Muszę przyznać, że owy Maciej ma całkiem wybujałą wyobraźnię! Nie podejrzewałabym nawet, że siedząc na "białym tronie" można aż takie historyjki sobie powyobrażać! Przygody jakie przeżył Maciek, naprawdę nas chwilami nieźle ubawiły, do tego te obrazki bardzo podobały się dzieciom. Taki fajny przerywnik, bo każdy chciał zobaczyć, co jest na kolejnej stronie namalowane :) Najmłodszy ciągle powtarzał, że ten chłopiec - czyli Maciek, wygląda jak lalka z bajki :) Najbardziej podobały się synom czaszki - chyba mają ostatnio jazdy na czaszki - zresztą widać co syn ma nad głową na ścianie :)

      Ale wracając do samej książki. Główny bohater przenosi się do Egiptu. Tam właśnie ma dziwne, śmieszne, ale i chwilami groźne przygody. Oczywiście w tej swojej podróży rozmawia z wielbłądem - a przecież wiemy, że wielbłądy nie mówią. Maciek wpada do piramidy, wielbłąd chce mu pomóc wyjść z tej piramidy, więc razem błądzą, błądzą i błądzą gdzieś w środku tej piramidy. Tam mają różna przygody. Tak wiec od razu Wam mówię, że książkę przeczyta z chęcią każde dziecko, które umie i lubi czytać. Bo ta historyjka wciąga. Na koniec, kiedy to Maciej odzyskuje świadomość, okazuje się, że jest nie w Egipcie, tylko w swojej łazience i stoi nad nim zdziwiona mama, która przypomina synowi, że zaraz spóźni się do szkoły! Aczkolwiek ta jego wyobraźnia, czy raczej wyobrażona przygoda w Egipcie przydała mu się na testach z geometrii! Czyli jednak wyobraźnia potrafi być przydatna - choć trzeba wiedzieć, gdzie i jak jej użyć ;) A mój średni synio śmiał się, że jeszcze nigdy siedząc na "białym tronie" aż tak wyobraźnia go nie poniosła :) Więc chyba trochę zazdrościł Maćkowi tej jego wyobraźni ;) 

     Dziękuję raz jeszcze za możliwość przeczytania tej książki. I czekam na kolejne ciekawe i humorystyczne przygody Macieja. Polecam tę książkę Waszym dzieciom! Ale jeśli lubicie dziecięcą literaturę, to i Wy pośmiejecie się z tych przygód :) 


Tytuł: "W koło Macieju"
Autor: Kasia Keller
Ilość stron: 96
Wydawnictwo: Skrzat

czwartek, 1 sierpnia 2019

"Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy." Sylwia Winnik.

      
      Kupiłam tę książkę niedawno. Tematyka bardzo mi bliska - bo przecież mój mąż też wyjeżdżał na misje. Tym chętniej chciałam poczytać jak inne żony, matki radziły sobie podczas mężowskich wyjazdów, czy nawet jak inni żołnierze wspominają swoje emocje z misji. Ale na pewno nie spodziewałam się, że w tej książce przeczytam kilka słów o własnym mężu!!! Zaskoczenie totalne!

     Jak tylko owa książka do mnie dotarła, przejrzałam ją. Bo poza tekstem jest tam też kilka fotek. Po powrocie męża z pracy pokazałam mu tę książkę i powiedziałam o tych zdjęciach. Przejrzał je i stwierdził zadowolony, że w książce jest jedno zdjęcie, które on zrobił. Nie bardzo wiedziałam skąd ono się tam wzięło. Ale fajnie że tam jest. No i w trakcie czytania książki doszukałam się mężowskiego przyjaciela i jego wspomnień z misji z Iraku i z Afganistanu - zresztą własnie na tych dwóch misjach był tam razem z moim mężem. O czym on też wspomina w książce. Wiecie, to uczucie kiedy z zaskoczenia czyta się o własnym mężu w czyjejś książce i czyjejś wypowiedzi - jest nie do opisania! I bez tego wszystkiego rozpiera mnie duma z mojego męża! Nie tylko za misje, ale ogólnie za to jaki jest! A jeszcze kiedy w książce ktoś inny miło wypowiada się o moim mężu, to już w ogóle jestem dumna z niego! 

     No ale dość już o moim mężu. Przeczytać tutaj możemy prawdziwe opowieści rodzin Polskich Żołnierzy. Każda z wypowiadających się tutaj osób przeżywała owe misje inaczej. Rozbawiła i zaskoczyła mnie trochę wypowiedź jednej z żon żołnierza:
"...- Pamiętaj, że masz dziecko.Musisz do niego wrócić, rozumiesz? A gdy będą cię wysyłać na niebezpieczną wyprawę, masz powiedzieć, że udajesz kaktusa. A kaktusów się nie wysyła na misje. ..." 
      Niezły patent! Szkoda, że ja nie wpadłam na taki tekst, kiedy mój małżonek wyjeżdżał. 

 "... Misja jest nieprzewidywalna i żaden, nawet najsilniejszy, najbardziej przygotowany żołnierz czasami nie jest w stanie zapobiec konsekwencjom zdarzeń, w lwiej części od niego niezależnych. ..."
      Jakże to prawdziwe zdanie! Nie raz bałam się o męża, tak jak inne kobiety bały się o swoich mężczyzn. Ale co nie znaczy, że tutaj, w kraju się o nich nie martwimy. Przecież żołnierze wyjeżdżają na różne szkolenia, na poligony, na kursy - w każdym momencie może się żołnierzom stać krzywda. Zresztą, można przechodzić przez pasy na jezdni i auto może człowieka przejechać - więc daleko szukać nie trzeba nieszczęścia! Aczkolwiek nie możemy wszędzie doszukiwać się zła czającego się na nas i naszych bliskich. To już byłaby paranoja!

     Czytając wypowiedź jednego z żołnierzy, który wrócił z misji ciężko ranny i musiał spędzić sporo czasu w szpitalach, poczułam złość. Dlaczego? Dlatego, że ten mężczyzna wyznał, jak to polski personel w szpitalu odnosił się do niego - wiedząc, że jest żołnierzem i wrócił ranny z misji! Słowa typu: po coś tam się pchał! albo pojechałeś tam dla kasy i co Ci z tego przyszło?!. Znam takie teksty. Parę razy nawet ja je usłyszałam - a byłam najpierw tylko narzeczoną żołnierza na misji, a później żoną i matką naszych dzieci. Ale niektórzy chyba z zawiści myślą, że facet wyjeżdża na misje za kasą. Potem wróci i będzie się lansował tutaj w kraju! Owszem, każdy żołnierz dostaję kasę za takie wyjazdy! Ale ludzie - oni tam nie jadą na wakacje, oni nie jadą rwać tam truskawek czy zbierać pieczarki! Oni wyjeżdżają na prawdziwą wojnę albo na misje pokojowe, gdzie równie dobrze mogą zginąć! I uwierzcie, że my kobiety - żony/narzeczone/dziewczyny tych wyjeżdżających żołnierzy nie mniej łatwo mamy zostając z szarą rzeczywistością tutaj. To MY zostajemy tutaj z dziećmi, to my zostajemy tutaj ze swoimi troskami, problemami, smutkami, to my zostajemy tutaj z rachunkami do opłacenia w terminie, to my musimy radzić sobie same kiedy kran nam będzie ciekł w łazience, albo samochód rozwali się gdzieś w szczerym polu. Przecież my nie możemy wtedy zadzwonić do męża! Musimy sobie poradzić. A co kiedy któraś z nas ma kilkoro dzieci i jedno się rozchoruje, i musi pobyć trochę w szpitalu, a rodzinę mamy daleko? Kto w tym czasie zajmie się resztą naszych dzieci? No właśnie! Z takimi problemami dnia codziennego MY musimy zmagać się na co dzień, kiedy nasi mężowie/partnerzy zmagają się z nieprzewidywalnością na misji! Dobrze, jak mamy rodzinę w pobliżu i to taką rodzinę, która nam pomoże. Ja na szczęście mogłam zawsze liczyć na rodzinę. I nie umiem sobie wyobrazić, dlaczego niektóre kobiety w czasie kiedy ich faceci narażali  swoje życie, one pustoszyły konto z kasy, pustoszyły mieszkania i wyprowadzały się do innych facetów, no i w ogóle jak one mogły w tym czasie nie czekać na swoich mężczyzn tylko wyszukiwały sobie nowych?!!!!!! Nie, tego zrozumieć nie umiem! A takie piękne słowa aż me serce radują:
"... To  żona jest prawdziwym bohaterem. I dzieciaki. ..."

"...Za każdym mężczyzną, który chce zrobić coś wielkiego, stoi jeszcze silniejsza kobieta." - gen. Patton.

     Tak więc ludzie - miejmy szacunek do Naszych Żołnierzy. Do Polskich Żołnierzy! Bo oni, tak jak i my, mają tylko jedno życie! " ...Życie to nie gra. Człowiek nie ma kilku żyć. Jeśli coś pójdzie nie tak - game over. ..." 


Tytuł: "Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy. "
Autor: Sylwia Winnik
Ilość stron: 288
Wydawnictwo: ZNAK