piątek, 27 marca 2020

Puzzle z geografii - zadanie domowe moich synów.

    Jest jak jest i hasło #zostańwdomu obowiązuje wszystkich, a więc siedzimy w domu i robimy zadania domowe. Szczerze, to czasem dostaję szału z zadaniami chłopców. Ale o tym innym razem. Dziś chciałam pokazać jedno z zadań domowych, konkretnie projekt z geografii, który dostali do wykonania moi synowie w klasie 7 i klasie 5. 



     Mają projekty do wykonania z matmy, z muzy czy innych przedmiotów, ale ten projekt z geografii się im spodobał. W szczególności starszemu synowi, bo on lubi takie prace. Młodszy trochę marudził, ale z lekką pomocą i wskazaniem palcem poszczególnych etapów pracy synek wykonał swoje zadanie. Ja jestem dumna z synów, że tak świetnie wykonali te puzzle. 







     A do ich wykonania była potrzebna mapa Polski z podziałem na województwa i mapa świata z wszystkimi kontynentami i oceanami. Jeszcze potrzebowali kartek, ołówków, długopisów, kredek, kleju, kartonu i specjalne nożyki do wykrawania papieru. Jeśli takowych w domu nie macie, to nożyczkami możecie spróbować wyciąć. 






     Nie dość, że można w ten prosty sposób nauczyć się nazw kontynentów, ich rozmieszczenia, to jeszcze oceany można spróbować zapamiętać. I bawić się wesoło z takimi własnoręcznie wykonanymi puzzlami. 

wtorek, 17 marca 2020

"Rabih znaczy wiosna" Weronika Tomala.

     Już kolejny raz wzięłam udział w Book Tour u PasjoMatka &spółka . Tym razem zgłosiłam się do przeczytania książki Weroniki Tomala "Rabih znaczy wiosna". 



     "Martę i Rabiha połączyła prawdziwa przyjaźń od dziecka. Są jak brat i siostra, jak papużki - nierozłączki, jak dwie połówki tego samego kamienia. Różni ich tylko jedno - w żyłach Rabiha płynie arabska krew. Choć wychował się w Polsce i czuje się prawdziwym Polakiem, nie jest akceptowany przez otoczenie za względu na kolor skóry i egzotyczną urodę, którą odziedziczył po ojcu. Nieszczęśliwy splot wydarzeń sprawia, że ich wyjątkowa relacja urywa się, blednie, majaczy we wspomnieniach dorosłych już ludzi. Los bywa jednak przewrotny - Marta i Rabih spotykają się ponownie i to w okolicznościach, o których oboje chcieliby zapomnieć. Ona wiedzie poukładane, szczęśliwe życie, on za moment staje na ślubnym kobiercu. I świat staje na głowie."

      Podobno jesteśmy narodem tolerancyjnym. Ale wydaje mi się, że to zależy od danej osoby i od danej sprawy. I tutaj w książce jest podobnie. Marta urodziła się w Polsce i ma rodziców Polaków. Rabih urodził się w Polsce, ale ma mamę Polkę, a ojca Araba. I już to podpowiada nam, że Rabih ma urodę za ojcem, więc wygląda inaczej niż polscy chłopcy. Marcie to jednak nie przeszkadzało i przyjaźniła się z Rabihem. Nic nie było w stanie ich poróżnić. Aż do pewnego dnia. Kiedy to mama Marty oglądając wiadomości w tv, usłyszała o ataku na WTC, była w szoku i w tym momencie zadzwonił dzwonek, a za drzwiami stał Rabih. Matka Marty obrażając młodzieńca wyrzuciła go z domu i zabroniła spotykania się z jej córką! W ten sposób drogi Marty i Rabiha rozeszły się na kilkanaście lat. W tym czasie każde z nich w jakiś sposób ułożyło już sobie życie. Marta wraz z koleżanką założyły własny interes i właśnie podczas wypełniania swoich obowiązków na jednym z przyjęć, Marta wśród gości rozpoznała Rabiha! Kiedy i on ją rozpoznał, to najpierw był na nią zły! Później szukał z nią kontaktu. I tym sposobem w jakimś stopniu znów byli obecni w swoim życiu i razem wspominali przeszłość. Jednak on planował już ślub z inną, a ona nie umiała pogodzić się z ponowną stratą przyjaciela i mężczyzny, którego kochała. 

     Książka jak najbardziej w moim guście. Czytało mi się ją bardzo dobrze i szybko. Losy głównych bohaterów bardzo mnie wciągnęły. I byłam bardzo ciekawa, jak dalej potoczą się losy Marty i Rabiha. No i przyznam szczerze, że trochę przewidywałam już zakończenie, ale całościowo jednak mnie zaskoczyła końcówka. Mieliście okazję przeczytać tę książkę? Zachęcam, jeśli lubicie takie klimaty, gdzie jest przyjaźń, miłość, rasizm, ból, radość - po prostu ogrom emocji :) 



Tytuł:"Rabih znaczy wiosna"
Autor: Weronika Tomala
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Dlaczemu

     Raz jeszcze dziękuję Kamili z PasjoMatka&spółka za możliwość wzięcia udziału w tym  Book Tour oraz Weronice Tomala, za możliwość przeczytania jej książki :) 

wtorek, 3 marca 2020

Nasz rozszczepek u logopedy.

     Gwiazdeczka ma całkowity rozszczep wargi i wyrostka zębodołowego z lewej strony. Ale o tym pisałam tutaj . Dziś chciałam tak króciutko opisać naszą wizytę u logopedy.


     Na naszej pierwszej wizycie w Olsztynie, chirurg kazał od razu umówić się nam do logopedy z córką. Tak też zrobiliśmy. Wizyta odbyłam się w styczniu. Czyli od pierwszego spotkania z chirurgiem do wizyty u logopedy minął ok 1 miesiąc. 

     U logopedy mieliśmy być pomiędzy 8.00 a 10.30. Co dla nas znaczyło, że wstać musieliśmy dosyć szybko, bo jedziemy z domu do Olsztyna 3 godziny i troszkę ;) Ale daliśmy radę. Wielkiej kolejki nie było. Z tego co pamiętam, to przed nami były 4 osoby. W gabinecie pani obejrzała córuni usteczka, palcami sprawdziła jak wygląda jej podniebienie i choć pocieszyła, że super, że mała ma całe podniebienie, to jeszcze nie wiadomo  jak to z nim będzie. Wszystko okaże się po operacji. Trzymam mocno kciuki za córcię, żeby z podniebieniem było wszystko ok i nie miała nigdy problemów z wymową! Poza tym uciskała córci ten wyrostek zębodołowy i kazała tak nam przyciskać go 10 razy dziennie po 1 minucie. Ot i cała wizyta. Na do widzenia usłyszeliśmy, że teraz to się dopiero po operacji zobaczymy. 

     Po powrocie do domu uciskałam jej to przez minutę i Gwiazdeczka zasnęła. A że ona przeważnie śpi na brzuchu, to pamiętam to jak dziś, że kiedy się przebudziła i ją podniosłam, to przeraziłam się, bo na twarzy i na pieluszce tetrowej była krew. Puściła się jej z noska. A wcześniej czegoś takiego nie było! Więc stwierdziłam, że to od tego uciskania. Tego dnia już jej nie uciskałam więcej tego wyrostka. Na drugi dzień po dwóch, czy trzech seriach ucisków znów krew się jej puściła. Więc chyba za mocno uciskałam. Najmłodszy synio miał za kilka dni swojego logopedę i starałam się jej podpytać, co ona sądzi o tej krwi z noska? Powiedziała, że się nie zna, no ale może faktycznie za mocno jej uciskam. Żeby spróbować trochę słabiej. I tak też robię. Choć przyznam się z ręką na sercu, że nie robię jej 10 razy po 1 minucie tych ucisków. Ale może ze 2 no czasem 3 razy po 1 minucie. I nie ma do dziś żadnej krwi z noska. Czasem się tylko obawiam, czy teraz za słabo jej nie uciskam?! Eh.... i bądź tu rodzicu mądry! Za mocno  źle, za słabo też może nie być dobrze. 

     Zastanawiam się tylko nad jednym. W Warszawie dzieci przed operacją nie mają żadnej wizyty u logopedy, a w Olsztynie tak? Dlaczego? No i jak czytam opinie niektórych lekarzy, to jedni są za masażami wargi czy podniebienia jeszcze przed operacją, a inni kategorycznie przeciw! Zgłupieć od tego można. Dobra, to tyle na chwilę obecną. Pod koniec tego m-ca mamy wizytę u chirurga w Olsztynie. Napiszę Wam później co i jak :)