środa, 25 czerwca 2014

Szkolenie młodzieży.

     W ubiegłym roku była pierwsza taka akcja WOJSKOWI SZKOLĄ LICEALISTÓW Z XII LO Z GDYNI. W tym roku była druga taka akcja. 

     I tak znów  w czerwcu zjechało kilkudziesięciu licealistów (klasy I i II) - w sumie ok 60 osób chętnych na szkolenie pod dowództwem kilku wojskowych ( w tym mojego męża). Młodzież owa chodzi do Liceum o profilu wojskowym, stąd takowe szkolenie sobie wymyślili - wszystko zgodnie z przepisami i uzgodnione z dowództwem wojskowym. I co mnie troszkę dziwi - oni chętnie przyjechali na takie szkolenie! Dodam, że II klasa była też w ubiegłym roku i już wiedzieli jak to będzie  z grubsza wyglądało - i nikt ich nie zmuszał, oni chętnie przyjechali na takie męki do Garczyna! W Garczynie kiedyś był wojskowy ośrodek przysposobienia dla kobiet. Dziś jest po prostu ośrodek wczasowy, w którym dosyć sporo się w ciągu roku dzieje. 

     Klasy I i II były szkolone przez zawodowych żołnierzy z: pierwszej pomocy na polu walki i w życiu codziennym, z SERE, OPBMR, walki wręcz, taktyki, musztry, ale także dwóch żołnierzy opowiadało chętnie wsłuchanej młodzieży o przebytych przez nich misjach za granicą. 

     Od razu zaznaczam, że nie byli męczeni od rana do wieczora! O nie! Zaczynali rano szkolenia, z przerwami na śniadanie, obiad i kolację. Zazwyczaj ok 18.00 nauki kończyły się. Choć były i nocne wymarsze do lasu - na kilkadziesiąt kilometrów! Było i nocowanie w lesie - niestety w tym roku pogoda nie dopisała i padało. A młodzież spała w szałasach - które sami pobudowali z tego co mieli przy sobie lub z tego co znaleźli w lesie! Taki mały obóz przetrwania - mały surwiwal! W ubiegłym roku mieli jeszcze wymarsz na bagna - ja to nazwałam takie inne SPA! W tym roku nie było tego SPA, ponieważ naprawdę pogoda była zła - no a przecież zawodowi żołnierze też mają serca - nie chcieli, by młodzież wróciła do domków chora! Owszem zdarzyły się małe skaleczenia i zwichnięcia, albo obtarcia stóp po tych długich wymarszach. Tak wszyscy cali i zdrowi - oraz zadowoleni wracali do domów po kilkudniowym szkoleniu.

     Byłam tam codziennie, w końcu moi synkowie chcieli zobaczyć tatę, a od nas nie jest daleko do tego Garczyna, to odwiedzaliśmy ich tam wszystkich. Patryk spodobał się niektórym dziewczynom z LO i tam go czarowały, a on zmykał od nich:) Moim synkom bardzo podobało się, że p.Grzesiek zrobił pokaz kolorowych granatów dymnych lub granatów hukowych albo stroboskopów. Tak, to coś co im się podoba! I mega ubaw mieli moi synkowie, jak zawodowi żołnierze uczyli taktyki licealistów - najbardziej, jak młodzież czołgała się po ziemi i nie mogli tyłków za wysoko podnosić, bo by strzała z pistoletu na kulki dostali. A znam ten ból z doświadczenia - oj potrafi boleć taki strzał! 

     Ok - tyle z grubsza, co tam się działo - szkoda, że z II klasą nie spotkamy się w przyszłym roku, za to jak co, to z obecną I klasą się zobaczymy i z nową I klasą. Więc jak co, to za rok znów będzie wesoło! A teraz kilka fotek z tego co tu Wam opisałam.


















   

      Oj działo się działo! Młodzież bardzo fajna, wesoła, chcąca się uczyć i poznawać tajniki wojskowych. 
Licealiści - życzę Wam powodzenia w dalszej nauce i obyście się spełniali w tym, co robicie! 

2 komentarze:

  1. Super :-)
    Fajni Ci Wasi Chłopcy :-)
    I Ty taka wesoła babka :-)
    Będziemy wpadać.

    OdpowiedzUsuń