niedziela, 20 lipca 2014

Kiszona rzodkiewka.

     Nie nadążamy zjadać naszej rzodkiewki - może dlatego, że tylko mężu i ja ją zjadamy. Dzieciom serwuję rzodkiewkę w przeróżnych sałatkach, ale tak - samej jeść nie chcą. Dodatkowo wkurzyłam się, bo coś - prawdopodobnie mrówki - obgryzają mi rzodkiewki na zewnątrz, a od środka zjadają je robaczki! Nosz kurcze blaszka, dla szkodników rzodkiewki nie siałam! Marudziłam mężowi, że szkoda mi tej rzodkiewki - a ten mi na to, że trzeba by było zakisić lub zakonserwować ja. Wyśmiałam go! Ale potem, na spokojnie przejrzałam mają magiczną książkę z przetworami i znalazłam przepis na KISZONĄ RZODKIEWKĘ:) 

     Tak więc podzielę się z Wami tym przepisem:)

1 kg rzodkiewek
na każdy słoik 300 - 400 ml:
łyżeczka suszonych nasion kopru lub kawałek łodygi kopru z nasionami; można dodać szczyptę ziaren kminu (ja kminu nie dałam ),

zalewa: 
na 1 litr wody czubata łyżka soli do przetworów

Z rzodkiewki odciąć łodyżki, ogonki zostawić, umyć i osączyć. Do słoików włożyć przyprawy i rzodkiewki, niezbyt pełno. Zagotować wodę z solą i gorącą wodą zalać wypełnione słoiki, mocno zakręcić , odwrócić do góry dnem i zostawić do wystygnięcia, po czym znów odwrócić i po 2 tygodniach wstawić w chłodne miejsce. 
Używać pokrojone w cienkie plasterki do mięs, ryb lub koreczków z serkiem pleśniowym.

P.S. Ja akurat zastosowałam się do wszystkiego, poza tym, że z rzodkiewki odcięła całe łodygi, ale i też ogonki. A to dlatego, ze niektóre rzodkiewki zajadał robak i jego musiałam wykroić. No co? Przecież taka rzodkiewka też się nadaje do zjedzenia:)







     Jak smakuje? Nie wiem jeszcze, bo dopiero kilka dni w słoikach stoją. Jednak wyglądają ciekawie i na pewno jak je wykorzystam do czegoś, to opiszę to i dam znać - czy warto kisić rzodkiewkę czy nie! A może ktoś z Was też zaprawia rzodkiewkę? Lub taką jadł u kogoś? Dajcie znać i podzielcie się przepisem:)

12 komentarzy:

  1. Ja rzodkiewki nie jadam, bo nie lubię, ale wygląda ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe może się skuszę i spróbuję. Ja rzodkiewkę gotowałam w wodzie do obiadu i była pyszna, kolor troszkę zgubiła, ale po gotowaniu nie ma tego ostrego smaku, jest delikatna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, ja jeszcze rzodkiewki nie dawałam do obiadu - może bym spróbowała:) Mężu na grillu w złotku spróbował jedną zrobić i fajno się zaparzyła - aż słodka była.

      Usuń
  3. O kurcze. Tego jeszcze nie próbowałam! Koniecznie daj znać czy zjadliwe, przepis zgapiam:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak tylko wypróbuję za jakiś czas, to napiszę - na pewno:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiszone rzodkiewki :O tego jeszcze nie było :D Strasznie jestem ciekawa jak to smakuje, czekam na pierwsze testowanie ;)
    ja daję rzodkiewki do wszystkiego, na kanapki, do surówek, a najchętniej same zjadam, uwielbiam ten lekko szczypiący w język smak ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja też lubię samą rzodkiewkę, lub w sałatkach, na kanapce. Ale w obróbce termicznej jeszcze jej nie miałam, więc teraz sama jestem ciekawa efektu;)

      Usuń
  6. o jaaa! szałowo, wstyd mi - nie widziałam, nie znałam, nie słyszałam. Dawaj znac jak smak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzodkiewki kiszone zrobiły szał wśród członków rodziny i w tym roku też robimy kiszone rzodkiewki i dodatkowo marynowane rzodkiewki. Przepis też na blogu :)

      Usuń
  7. Ja jadłam i jest pyszna. Można także obok rzodkwi włożyć do słoika kawałki marchwi. Też jest pyszna taka kiszona 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę! O marchwi bym nie pomyślała! Dziękuję za pomysł - muszę wypróbować :)

      Usuń