Przejdź do głównej zawartości

"Miasto stygmatyków" Kajetan Puszek.

 


   Macie czasem tak, że czytacie książkę która Was zaskakuje swoim słownictwem? Ta mnie zaskakiwała wielokrotnie. Mało tego, stwierdziłam też, że choć czytałam już tyyyyyle książek, to jednak pewne słowa tutaj spotkałam po raz pierwszy. 


   "- Zrodziłam się z bólu, grzechu, zazdrości, zdrad i łez - rzekła Matka z Lateksu. - Narodziłam się  z opętań demonicznych, krwi ludzkiej i potu. Pewnego dnia po prostu pojawiłam się na świecie, zrodzona z ciemnych mocy i pustki, bo pustka jest motorem wszystkiego, także ciemności i gniewu."


   Ale może zacznę od początku. W tej książce poznajemy wielu bohaterów. A dokładnie Jerzego - pracownika gazowni, Antosia - kelnera i jednocześnie pisarza piszącego do szuflady, Joannę - panią prezes, Piotra - byłego żołnierza, Alberta - faceta udającego dla kasy złotego mężczyznę na Starówce, ale mamy tutaj też postać Matki Lateksowej i jej karła oraz doktora Rakowskiego. Jerzy, Antoś, Joanna, Piotr i Albert, to ludzie z uzależnieniem. Każde z nich boryka się z innym rodzajem uzależnienia, ale sami nie chcą i nie potrafią poradzić sobie z nim. W pewnym momencie ich życia ukazuje się im Matka Lateksowa, opatrznie przez niektórych brana za Matkę Boską, a niestety z tą Matką Boską niemająca nic wspólnego. Niemniej, Matka Lateksowa i jej karzeł, to takie oniryczne postacie, choć mają tutaj swoją ważną funkcję. A doktor Rakowski to jedyny wspólny łącznik wszystkich tych postaci, w momencie, kiedy wszyscy wymienieni wyżej ludzie wybiorą się na terapię do tego lekarza. Czy doktor Rakowski pomoże swoim pacjentom i wyciągnie ich z uzależnienia?  O co tutaj chodzi z tą całą dziwną postacią Matki Lateksowej i jej karła? Po co ona się ukazuje ludziom? I o co tutaj w ogóle chodzi w tej niewielkich rozmiarów książce? 


"Matka Lateksowa doceniała ich nałóg, karmiła się nim jak potwór zżerający wątroby ofiar w celu przedłużenia swojej egzystencji."


   Na początku ciężko było mi się wczuć w historię tych wszystkich bohaterów. Strasznie utrudniał mi to język autora. Może dlatego, że autor zajmuje się pisaniem prozą. Ale w książce, podczas czytania trafiałam na kompletnie niezrozumiałe dla mnie wyrazy. Serio! Może gdybym czytała więcej literatury faktu, czy jakieś dokumenty, zamiast romanse czy obyczajówki, to bym wiedziała o czym pisze autor. A tak miałam momentami problem. Niemniej, autor stara się tutaj bardzo dosadnie opisywać stany umysłu danych bohaterów w danych momentach. Z początku nie rozumiałam po co. Jednak mówią - że wszystko jest po coś. Tutaj też tak jest. Pan Kajetan Puszek poprzez pięć różnych postaci, z których każde z nich walczy z innym uzależnieniem, pokazuje, jak trudno walczyć i spróbować wyjść z takich poważnych problemów, kiedy nie ma się wsparcia w bliskich. Bohaterowie zostali sami ze swoimi problemami. Aż doszli do pewnego progu, który był nie do przeskoczenia i wtedy pewna opatrzność im pomogła, i mogli rozpocząć terapię u doktora Rakowskiego. A ten mężczyzna poprzez hipnozę próbuje pomóc tym ludziom. Czy mu się to uda? Nie zdradzę. Za to zdradzę, że Matka Lateksowa, choć kojarzy mi się ze złą postacią, to trochę dobra tutaj uczyni. Jednak nie wysławiam jej za mocno, bo to kusicielka i postać niestety nie za bardzo kryształowa. Ta książka, ta historia zaskoczyła mnie totalnie. Bohaterowie są tak różni, tak zepsuci, czasem pozbawieni hamulców w swoich działaniach, iż to pokazuje, że są ciekawi i nawet niektórzy zapadają mocniej w pamięć. Walczą ze swoimi problemami, tak jak potrafią. Czasem na przekór prawu, ale cóż. Kto by pomyślał, że tych ludzi połączy dobra wola onirycznej postaci, a jednocześnie postać doktora Rakowskiego. Szczerze, to łatwo doktorek nie ma ze swoimi pacjentami, ale jest mega cierpliwy i dobry w swoich działaniach. Autor dodatkowo zaserwował w książce zabieg z dwoma zakończeniami. Możemy pocieszyć się dobrym lub poczytać o totalnych porażkach w złym zakończeniu. Ja wybieram to lepsze zakończenie, ale podziwiam za pomysł i dwojakie danie szansy bohaterom. Ogólnie powiem tak - ta książka nie jest dla każdego. Ale jeśli nie boicie się wyzwania i  chcecie poznać nieszablonowych bohaterów z ich stygmatami, wejść w ich problemy, bolączki i traumy, to zapraszam Was do lektury "Miasta stygmatyków". 


   "Jak on kochał te włamy na prywatności, wchodzenie w czyjeś życie jak do kibla, bez zapowiedzi i pukania."


#współpracabarterowa z Kajetanem Puszkiem 



Tytuł: "Miasto stygmatyków"

Autor: Kajetan Puszek

Ilość stron: 198

Wydawnictwo: Nowoczesne


     Dziękuję autorowi za egzemplarz do przeczytania :) 

Komentarze

  1. Brzmi to jak bardzo specyficzna i mroczna lektura. Te oniryczne wstawki i postać Matki Lateksowej wydają się intrygujące, choć pewnie wymagają od czytelnika sporego skupienia. Dobrze, że wspomniałaś o tym trudniejszym języku, dzięki za tę polecajkę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Niegrzeczne bliźniaczki" Monika Liga , Agnieszka Kowalska-Bojar.

       Macie w rodzinie bliźniaki? Ja mam. I to takie, które dla mnie są identyczne. W książce "Niegrzeczne bliźniaczki" też są dwie siostry, bliźniaczki, które są identyczne. Aczkolwiek, gdyby im się bliżej przyjrzeć...      No waśnie. W tej historii poznajemy Izę oraz Basię. Obie są mężatkami, ale tylko Basia ma trójkę dzieci. Iza z mężem Erykiem prowadzą dosyć luksusowe i wystawne życie. Za to Basia z Sebastianem i ich trzema synami żyją od wypłaty do wypłaty. Niby w obu domach jest dobrze, a jednak... Iza ma poczucie, że oddaliła się od męża, że te wszystkie luksusy już jej się znudziły oraz że bardzo brakuje jej spontanicznego seksu z mężem. Basia za to ma dość ciągle napalonego męża, roszczeniowych i leniwych dzieci i ogólnie tego całego harmidru związanego z dziećmi i rodziną. Bliźniaczki wpadają na szalony pomysł, zamiany ról. Basia przejmuje luksusowe życie Izy, a Iza przejmuje życie rodzinne Basi. Co z tego wyniknie? Czy mężowie się połapią, ...

Fasolka szparagowa w sosie pomidorowym (na zimę).

     Co jak co, ale fasolka szparagowa w tym roku znów obrodziła u mnie super. Trzeba więc było pokombinować, co tu z nią zrobić. W słonej zalewie mam zapas zeszłoroczny jeszcze, konserwową też jeszcze mam, więc poszperałam w necie i na blogu  Smaki ogrodu  znalazłam ciekawy przepis. Właśnie na Fasolkę szparagową w sosie pomidorowym i to się w słoiki wkłada i mamy zapas na zimę :)      Zachęcam do zaglądania na bloga  Smaki ogrodu , bo tam naprawdę ciekawe przepisy można znaleźć. A ja tutaj podaję składniki i sposób wykonania tejże fasolki :) Może  znów ktoś się zainspiruje :) 2 kg żółtej fasolki szparagowej 40 dag marchewki 40 dag cebuli 6-8 łyżek przecieru pomidorowego 2 szk. oleju 2 liście laurowe 6 łyżek cukru 3 łyżki soli 2 łyżki octu 10% pieprz      Fasolkę myjemy, odcinamy końcówki i kroimy na 3-cm kawałki.Wrzucamy do garnka.  Zalewamy wodą do poziomu fasolki, dodajemy po ły...

Nalewka z brusznicy - czyli z naszej borówki czerwonej.

       W tym roku pierwszy raz byłam z moimi dziećmi i mężem na borówkach w lesie. Ja jako dziecko też chodziłam na borówki, ale raczej ot tak, dla siebie, żeby zjeść je. Jako że lubię robić dżemy dla mojej rodzinki, a także od jakiegoś czasu zbieram przepisy i próbuję zrobić nalewki z różnych owoców, to też mężowski pomysł był taki, abym w tym roku spróbowała zrobić właśnie nalewkę z brusznicy! Byliśmy całą rodziną w lesie - jeszcze w wakacje oczywiście. Mężu wcześniej wyczaił super miejsce, gdzie zbieraliśmy, zbieraliśmy i zbieraliśmy te borówki.        Jak widać mieliśmy jednego dnia trochę tych borówek. Z większości zrobiłam dżemik dla dzieci, ale też zostawiłam trochę na nalewkę. I teraz napiszę właśnie o niej.  NALEWKA NA CZERWONYCH BORÓWKACH Kilogram umytych i oczyszczonych czerwonych owoców borówki lekko pognieść, włożyć do słoja, zalać litrem spirytusu, zamieszać, szczelnie zamknąć i trzymać w miejscu nasłoneczniony...