poniedziałek, 15 stycznia 2018

Podwójna osiemnastka .

     Pamiętacie swoją 18-stkę? He, he, ja pamiętam aż za dobrze :) Ale nie o niej chcę Wam dziś napisać, tylko o mojej podwójnej osiemnastce :) Tak! Skończyłam już dwie osiemnastki :) 

     Nie wiedziałam czy się chwalić, czy się żalić :) Ale w końcu postanowiłam się tutaj pochwalić. Bo i jest czym :) Nie każdy z Was ma skończone tyle latek co ja, ale wiem, że są tu i osoby starsze ode mnie. Każdy z nas ma tyle lat - na ile się czuje! 

     Mąż czasem śmieje się ze mnie i wypomina, jak będąc tuż przed 30-stką w jednym ze sklepów chciałam kupić alkohol i sprzedawczyni poprosiła mnie o dowód osobisty!!! Czyli chyba nie wyglądam na swoje latka :) Powinnam się z tego cieszyć :) Zresztą zazwyczaj wszyscy mnie odmładzają - nie wiem czy dlatego, że tak faktycznie młodo wyglądam, czy może chcą mi zrobić przyjemność! :) I znów każdy niech myśli co chce ;) Są jednak takie dni, kiedy mąż na coś mnie namawia, a ja mówię, że tego czy tamtego nie zrobię - bo kobiecie w moim wieku nie wypada! Wtedy on ma polewkę  ze mnie i mówi, że gadam jak stara baba. Hmmm.... Nie dogodzi się takiemu, albo takiej :)

     No cóż, krótko i węzłowato - jestem znów starsza :) Co Ty na to ?  

 :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) 

środa, 10 stycznia 2018

Mamy w domu oficjalnie nastolatka!

     Dopiero co były święta, dopiero co był sylwester i witaliśmy Nowy już 2018 Rok. A tu już urodzinki mojego pierworodnego za nami :) Tak nam się zawsze rok zaczyna od urodzin. Najpierw ma pierworodny, tydzień po nim ja, potem za miesiąc następne urodziny i tak aż do grudnia zawsze coś :) 


     Synku nasz Kochany!
Masz już 11 lat! Nie wiem, kiedy to zleciało, bo nieraz i nie dwa wspominam jak byłeś u mnie w brzuszku, albo jak byłeś taki malutki! A teraz mało co brakuje, żebyś był wzrostem jak Twoja mama:) Za jakiś czas nawet mnie przerośniesz :) Ale cieszmy się chwilą :) 
Mamy w domu oficjalnie nastolatka! Co się z tym wiąże? Jeszcze sama nie wiem, ale pamiętam trochę z własnego czy rodzeństwa nastoletniego wieku - te bunty, te mądrości nastolatków, te wygłupy itp. Wiem, że teraz jest całkiem inny świat, obecne nastolatki też są inne niż te sprzed lat, ale wiem jedno - wiek nastoletni to już taki specjalny okres w życiu człowieka, kiedy dokonuje się wiele zmian zarówno w wyglądzie dziecka, jak i w jego charakterze. Więc obyś tylko nie dostał małpiego rozumku i okres dojrzewania przechodził znośnie :) Życzenia już Ci składaliśmy, więc nie będę się tu powtarzała po raz enty, ale nie zmieniaj się synku! Bardzo Ciebie KOCHAMY :)

piątek, 29 grudnia 2017

Nowy Rok zbliża się wielkimi krokami.

     Jakoś tego GRUDNIA ogarnąć nie umiem. Ale za chwilę się on skończy i mam nadzieję, że zarówno nowy miesiąc, jak i Nowy Rok dodadzą mi jakiejś magicznej energii! 

     Święta minęły zarówno mojej rodzinie jak i mi spokojnie, rodzinnie i w wiecznym obżeraniu się! W końcu święta zobowiązują do zjedzenia tych wszystkich potraw, które przygotowali najbliżsi oraz ja sama. No i tak jemy, jemy te resztki, bo jeszcze dziś male co nie co w lodówce po świętach zostało. Aż żal wyrzucać - na szczęście mamy dwa psiaki, wiec jak co, to one to niezjedzone jedzonko dostaną. Ale ciągle powtarzam rodzince, że mają jeść to co jest i żeby mi wyrzucania nie było! Więc jedzą/jemy :) Wy już macie całe poświąteczne jedzonko zjedzone???

     My tu pitu, pitu, a Sylwester oraz Nowy Rok zbliżają się wielkimi krokami. Jak na razie - my planów nie mamy na ten wystrzałowy dzionek - lub noc :) Jeden pomysł w sumie jest - całą rodzinką spędzić ten wieczór przed TV. A co? Tak też można spędzić rodzinnie sylwestra :) Przynajmniej rano będę normalnie się czuła :) Ha, ha :) Wy pewnie gdzieś się wybieracie, na zabawę lub domówkę :) Więc życzę udanych baletów!


     Życzę Wam wszystkim udanej i szampańskiej zabawy Sylwestrowej, a Nowy Rok 2018 niech przyniesie same dobre momenty, warte zapamiętania! Do Siego Roku Kochani!!!

czwartek, 14 grudnia 2017

Taka grudniowa niemoc.

     Już prawie połowa grudnia, a ja mam totalną niemoc!!! No nie wiem, czy przesilenie jakieś mnie złapało, czy pogoda to spowodowała, czy może moje podwójne poranne wstawanie?

     O co chodzi z tym podwójnym porannym wstawaniem spytacie? No więc mężu wrócił z kursu i znów normalnie codziennie dojeżdża do pracy. A że od nas do pociągu jest z 7 km, to codziennie wstaję po 4.00 rano i zawożę męża na dworzec. Wracam do domku, jest przed 5.00. Kładę się na półtorej godzinki i budzę się ponownie o 6.30. Bo wstajemy w grudniu szybciej, żeby jechać na 7.20 do kościoła na roraty. Budzę więc tych moich 3 królewiczów co rano i słyszę - znowu musimy jechać do kościoła?! No cóż, nie musimy. Ale uzgodniliśmy jak zaczynały się roraty, że postaramy się codziennie jeździć na nie, chyba, że się pochorujemy, to odpuścimy sobie. Średni syn trochę co prawda pokaszluje, ale tylko trochę, a ja kicham na potęgę, do tego z nosa woda już 3 dzień mi leci - nie umiem tego kranu zakręcić!!! Ale dajemy radę i choć najmłodszy potrafi na mamie z pół mszy przespać i budzić się w momencie, kiedy mama idzie do komunii lub na koniec, kiedy ksiądz rozdaje naklejki dzieciom, to i tak jestem zadowolona z tych moich 3 królewiczów. Pocieszam się, że jeszcze tylko tydzień i w końcu się wyśpię :) Bo i mąż w święta będzie miał wolne, i dzieci od rorat też :)

     A propo zbliżających się świąt? Porządki zrobione? Prezenty naszykowane? Bo u mnie porządki nie zrobione, a prezentów jeszcze wszystkich nie mam. Na kilka czekam - jeszcze nie doszły! Oby zdążyły dojść, bo się wścieknę! A kilka jeszcze pozostało mi do kupienia. No i muszę pomyśleć, co tu naszykować dobrego do jedzonka na święta? 

czwartek, 30 listopada 2017

"Jesień w Brukseli" Katarzyna Targosz.

      Mamy jesień i dlatego wrzucam moje osobiste doznania na temat książki " Jesień w Brukseli" Katarzyny Targosz .Nieskromnie dodam, że i tę książkę udało mi się zdobyć z autografem autorki :) Za co Kasi bardzo dziękuję :) Bo wiosną tego roku opisałam książkę "Wiosna po wiedeńsku". 


      "Jesień w powieści ma wiele twarzy. To pora roku i przełom w życiu pewnej dziewczyny, która nie ma już nic do stracenia. To opowieść o samotności, cenie popełnianych błędów, wybieraniu własnej drogi, sile przyjaźni i miłości. Pełno w niej niespodzianek - tu osiedlowy blokers może zaprzyjaźnić się z dystyngowanym staruszkiem, ateistka odnaleźć Boga, tajemniczy zboczeniec zaatakować znienacka, a internetowy byt stać się realnym w najmniej spodziewanym momencie. To przede wszystkim historia przemiany, doprawiona szczyptą sensacji i sporą porcją słodko - gorzkich emocji. "

     Od samego początku książka mnie wciągnęła. I choć mylnie odczytałam na początku tę Brukselę, to później w książce już wszystko mi się wyjaśniło ;) Główna bohaterka - Konstancja nie ma lekko. Rozstała się z facetem, pracę straciła i została z kredytem do spłacenia. Za to na pewno może liczyć na swojego brata Przemka oraz na przyjaciółkę Elizę. W końcu dobre wsparcie jest jej potrzebne, bo poszukuje nowej pracy! A nie jest to łatwe. 

      Kiedy w końcu Konstancja dostaje propozycję pracy, ma najpierw wykonać dla przyszłych pracodawców pewien projekt. Ma z nim trochę kłopotów. Postanawia znaleźć jakąś pomoc w internecie. Tam poznaje pewnego "przyjaciela", który trochę jej pomaga. W realu również poznaje fajnego faceta, aczkolwiek nie jest nim zainteresowana, woli pozostać z nim w stosunkach przyjacielskich. Drugi nowo poznany facet ją interesuje, ale on ją tylko na moje wykorzystuje. Zbiega się z tym wszystkim pewna nieprzyjemność, bo główną bohaterkę ktoś prześladuje. No i co by tu się wydarzyło, gdyby nie pomoc Przemka? Taki brat jednak każdej dziewczynie by się przydał :) 

     Nie chcę Wam za dużo zdradzać, bo zachęcam Was oczywiście do przeczytania tej książki. Jednak przyznam, że Konstancja mnie trochę zaskoczyła. Nie pomyślałabym, że po takim długim związku z jednym facetem, można od razu rzucać się na innego faceta bez zobowiązań. A przynajmniej, jak już chciała takich chwil bez zobowiązań, to po co potem robi sobie żale?! Jest dorosła i chyba wie co robi! Nie wiem, może ja mam staroświeckie poglądy na ten temat :) No i wiem, że to tylko postać z książki. Za to mega pozytywną postacią okazał się sąsiad Konstancji, pan Zenon. Noooo.... przyznaję bez bicia, że był taki moment, że uroniłam kilka łez czytając o panu Zenku. 

     Tak więc, jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki, to przeczytajcie, bo czyta się lekko i przyjemnie. Książka ma tylko 231 stron, więc w wolnej chwili czyta się szybko. A przygody, które przydarzają się bohaterom są ciekawe i wciągają. Mam małe ALE do autorki - bo tak mnie akcja wciągnęła, że niespodziewanie książka mi się skończyła!!! Jakoś mi MAŁO, nie wiem jak to opisać, ale jakoś, czegoś mi brak! Ha, ha - chyba muszę sięgnąć po kolejną książkę ;) 

sobota, 18 listopada 2017

"Góra Trzech Grot" Per Olov Enquist - recenzja.

     "To jest prawdziwa historia o czwórce mądrych i dzielnych dzieci, które uratowały życie sobie i dziadkowi w czasie pełnej niebezpieczeństw wycieczki na Górę Trzech Grot. Niewiele brakło, by wyprawa zakończyła się tragedią."

     Jak już sam tytuł zdradza, fabuła książki będzie dotyczyła ale i rozgrywała się w dużej mierze właśnie w lub na Górze Trzech Grot. Per Olov Enquist w tej dziecięcej powieści za głównych bohaterów przedstawia czwórkę dzieci, uściślając - czwórkę swoich wnucząt. Książka zaczyna się od pewnej strasznej nocy, kiedy to podczas snu jedno z dzieci, dokładnie Mina, zostaje ugryziona przez krokodyla w pupę! Wyobrażacie to sobie? No masakra dosłownie! Ja nigdy w życiu bym nie chciała aby krokodyl ugryzł mnie w pupę - ani we śnie , ani na prawdę! Kiedy bliżej poznajemy Minę, dowiadujemy się, że często jej się coś tam śni, wtedy ona krzyczy i płacze a rodzice przybiegają i może ona wtedy zjeść lody. Taka mała szantażystka :) Jednak nie ma ona za dużego wsparcia w rodzicach, najlepiej dogaduje się ze starszą kuzynką Idą oraz z dziadkiem. 

     Pewnego dnia dziadek zabiera swoją czwórkę wnucząt na wielką wyprawę w góry. Niby sobie wszystko dobrze przemyślał, dopracował, ale...... No właśnie, nigdy nie można wszystkiego przewidzieć. 

     Nie spodziewałam się podczas czytania, że człowiek kontra dzikie zwierzęta ( tutaj chodzi o wilki i niedźwiedzia) mogą się w jakikolwiek sposób dogadać czy jedno wobec drugiego być wdzięczne. A jednak! Tutaj jest pięknie opisane pewne porozumienie pomiędzy tymi dzikimi zwierzętami a dziadkiem i jego wnukami. 




     Moim zdaniem czcionka odpowiednia dla dzieci, bardzo czytelna i moi chłopcy nie mieli żadnego problemu z jej przeczytaniem. Dzięki ilustracjom na niektórych stronach, szybciej się czytało książkę. Chłopów wciągnęła przygoda w Górach Trzech Grot i jeden z moich synów powiedział, że on też chciałby takiego małego wilczka poprzytulać, a najlepiej to żebyśmy przygarnęli takiego malucha. O! Musiałam się trochę namęczyć w wytłumaczeniu 8 latkowi, że dzikich zwierząt nie wolno trzymać w domu, nie wolno robić im takiej krzywdy - im zdecydowanie lepiej jest na wolności! Wydaje mi się, że z tej powieści można wyciągnąć same plusy: czyli zauważamy tutaj jak dzieci przełamują swoje lęki i strach, i wykazują wielką odwagę w trudnych chwilach, widzimy odwagę zwierząt i wdzięczność ich, ale także doświadczamy miłości. Z pewnością książka ta wciągnie nie tylko dzieci, ale i rodziców. Polecam Wam ją - święta się zbliżają i jeśli jeszcze nie zdecydowaliście się na prezent dla dzieci, to ta książka będzie pięknym prezentem. :)

      Dziękuję Spotkajmy się w Gdyni oraz Wydawnictwu EneDueRabe za możliwość przeczytania i napisania recenzji na temat książki "Góra Trzech Grot" Per Olov Enquist.








     

czwartek, 16 listopada 2017

"Odchodzić" Agnieszka Moniak-Azzopardi - recenzja.

     " ŻYCIE JEST ZWYCIĘSTWEM WSZYSTKIEGO NAD NICOŚCIĄ. NOC, KTÓRA NAS CZEKA, ZAKOŃCZY SIĘ ŚWITEM.
Czy można przygotować się na odejście kogoś bliskiego? W jakich warunkach najłatwiej jest zaakceptować zbliżanie się do swojego kresu? Narrator stara się odpowiedzieć na to pytanie, przedstawiając losy Teresy i Henryka oraz ich wnuczki Natalii."

     Bardzo lubię czytać książki z historią w tle. A tutaj nie dość, że jest trochę wydarzeń historycznych, to jeszcze jest historia pewnej rodziny. Z początku denerwował mnie fakt, że są tu takie przeskoki w latach, wydarzeniach i miejscach. Że teraz czytam o wydarzeniach z roku 1924, a już po chwili czytałam coś z roku 1884, a potem znów z 1920 albo 1964 i znów 1938 roku. Ale potem już się oswoiłam. Wszystko ładnie mi się układało. 

      Pani Anieszka Moniak-Azzopardi napisała tę książkę bardzo przejmująco. Losy ludzi, którzy przeżyli II wojnę światową, którzy na własne oczy widzieli śmierć innych, bliskich im osób, ucieczki ludzi albo wywóz niektórych do obozów lub do ciężkich prac do Niemiec. Losy ludzi w powojennej Polsce oraz próba normalnego życia w tym powojennym świecie. Ale opisana jest tu też wielka miłość łącząca rodzinę Henryka - czyli głównego bohatera. Dalej są opisane dalsze losy Heńka oraz jego żon, jedynego syna i wnuków, ale najbardziej ukochanej wnuczki. 

      "... Ludzkie życie w optyce rzeczywistości wojny, a szczególnie drugiej wojny światowej, wydawało się pozbawione większego znaczenia. śmierć była wszędzie - na wszystkich frontach, w każdym domu, w każdej rodzinie. W umysłach wielu pozostawała dramatem, ale dramatem, który należało zaakceptować."

     Uwierzcie mi, że czytając momenty, kiedy Ukraińcy zabijali Polaków, w jak masakryczny sposób obchodzili się z kobietami i dziećmi - było mi mega ciężko. Ten bestialski sposób mordu!!! Aż łzy mi wycisnęło!!!
     Jednak najbardziej żal było mi Henryka, kiedy zmarła jego pierwsza żona. No tak się napłakałam, że oczy mi spuchły! Ale kiedy czytałam dalsze jego losy, było mi go żal. Tak po prostu, po ludzku było mi go żal. Bo choć miał kochającego syna i miał najukochańszą wnuczkę, to schorowany i będący coraz bliżej śmierci, nie mógł/nie chciał polepszyć swoich ostatnich lat/miesięcy/dni. Wolał męczyć się u boku trochę dziwnej drugiej żony. Te momenty, kiedy jego wnuczka Natalia go odwiedzała, była z nim, były jego wielką radością. I nadziwić się nie mogłam, że są takie rodziny, gdzie jedna ze stron próbuje pomóc swym bliskim jak może! A jest i druga strona rodziny, gdzie tylko mówią, że pomagają, a tak na prawdę nic nie robią. 

      W książce "Odchodzić" znajdziemy poruszające losy kilku pokoleń w jednej rodzinie. Te losy potrząsną Waszymi serduchami, tak jak potrząsnęły moim! Nie można obojętnie przejść obok wydarzeń tu przedstawionych, bo ciągle myślami wraca się do nich! Kiedy odejdzie z tego świata ktoś nam bliski, może te słowa pomogą choć trochę zaakceptować tę stratę:
     ...Tak wygląda ludzkie życie. Narodziny oznaczają śmierć. Jeżeli akceptujemy radość życia, musimy też zaakceptować smutek odchodzenia."

      Dziękuję Spotkajmy się w Gdyni oraz Wydawnictwu Novae Res za możliwość przeczytania i napisania recenzji na temat książki "Odchodzić" Agnieszki Moniak-Azzopardi.