poniedziałek, 25 września 2017

BODYMAX PLUS - testy od Streetcom.

     Z ogromną chęcią zgłosiłam się do testów na stronie STREETCOM, kiedy dowiedziałam się, że testowany będzie Bodymax. Nie wiedziałam tylko czy przyślą mi Bodymax Plus, czy Bodymax Magnez +B6. Oba preparaty z chęcią bym nie tylko ja wypróbowała, ale i mój mąż oraz rodzina czy znajomi. Trafiła do mnie paczka z Bodymax Plus. 


     Na przedniej stronie opakowania możemy przeczytać, że Bodymax Plus:
- Zmniejsza zmęczenie i przywraca energię.
- Wspomaga sprawność fizyczną i umysłową.
- Wspomaga naturalne siły obronne organizmu.

    A na odwrocie przeczytamy, że ten suplement diety "łączy siłę wyciągu z żeń-szenia oraz moc witamin i minerałów.  ...... Preparaty Bodymax zawierają unikalny, najwyższej jakości wyciąg z żeń-szenia GGE, którego działanie zostało dokładnie przebadane i udokumentowane. Bodymax Plus przeznaczony jest dla osób aktywnych, które prowadzą intensywny tryb życia, są narażone na stres, odczuwają zmęczenie fizyczne i psychiczne." 

     Normalnie wypisz, wymaluj suplement w  sam raz dla mnie! A jednak nie! Jednak się nie sprawdził u mnie. Nie wiem czy oczekiwałam wielkiego ŁAŁ a go nie było, czy po prostu jestem inna i na mnie nie zadziałał ten preparat. 


     Ale od początku. Bodymax otrzymałam w pięknym pudełeczku, A w nim 5 osobno zapakowanych blistrów, w każdym po 30 tabletek. Blistry opakowane w swoje ładne etui z czytelnymi informacjami i instrukcją, aby tabletkę brać 1 dziennie, najlepiej podczas posiłku. Tak też robiłam, codziennie, regularnie. Problemu z połknięciem dużej tabletki nie miałam ( zresztą będąc w ciąży brałam większe tabletki, he, he :) ). Po tygodniu zauważyłam zmieniony kolor stolca. Ale nie przejęłam się tym, bo w ulotce wyczytałam wcześniej, że:" Obecność żelaza czasami powoduje ciemne zabarwienie stolca."  Szkoda tylko, że wraz z zabarwieniem stolca, doszły jeszcze zwiększone gazy wydobywające się ze mnie. Mało to komfortowe, ale dawałam dzielnie radę. Chciałam, żeby ten suplement mnie wzmocnił, dodał energii i zmniejszył moje zmęczenie. A zmęczenie codziennie dopada mnie około godziny 14.00. Normalnie czuję się wtedy tak senna, bez różnicy od tego, jaką mamy na dworze pogodę, że mogłabym zasnąć na stojąco! I tego zmęczenia tabletki nie dały rady ani zmniejszyć ani tym bardziej go usunąć. Jak byłam zmęczona, tak byłam i i tak musiałam się choćby na pół godzinki położyć. Za to energię zwiększoną czułam do południa i to co mnie denerwowało, to wieczorami ok 20.00. Wtedy mogłam działać! Ale wkurzałam się, że wieczorem to ja powinnam iść spać, a nie po nocach pracować. A czasem jak sobie siedziałam czy leżałam, to czułam zwiększone tętno, serducho mi szybciej i mocniej biło. Miałam wtedy wrażenie, że moje ciało jakby chciało coś porobić, zamiast odpoczywać, ale cała reszta mnie, czyli mój umysł mówił, że chce odpocząć. To co na pewno zauważyłam, to wzmocnienie mojej odporności. Chłopaki mi się pochorowali: kichanie, smarkanie, kaszel, mężu choć daleko od nas, to też grypka go dopadła. No i aż dziwiłam się, że tylko kichanie mnie złapało przez kilka dni. Bo tak normalnie, to bym z nimi smarkała i kaszlała. Więc za to dziękuję Bodymaxowi :) Ale jakichś specjalnych efektów niestety nie zauważyłam! A szkoda! Bo pokładałam wielkie nadzieje w tym suplemencie diety. 
     Mało tego, osoby, którym dałam do testów tego Bodymaxa, też nie były za bardzo zadowolone. Najbardziej męczyły ich problemy gastryczne. A to naprawdę potrafi być uciążliwe. A jedną osobę nawet po prawie 2 tygodniach stosowania tego suplementu bolała notorycznie głowa! Więc stwierdzam że ten produkt choć ma masę witamin i minerałów, to nie jest to produkt dla mnie i nie dla osób, które obdarowałam tym Bodymaxem. 
     Jednak to co mi nie służyło, nie znaczy, że TOBIE służyć też nie będzie! Żeby się o tym przekonać, musisz sprawdzić na sobie! Mieliście już do czynienia z Bodymax Plus? Lub innym ich produktem? Będę wdzięczna za każdą wyrażoną opinię. 
Zabrać go można ze sobą wszędzie :)
    

poniedziałek, 11 września 2017

Jogurty Zott Primo od TRND.

     Co kilka dni kupuję jogurty dla moich dzieci, męża i dla siebie. Mamy już zdanie na temat niektórych jogurtów i wiem, które bardziej wolą synowie, które mąż, a które ja. Ale z ogromną chęcią i ciekawością podejmuję się wraz z rodziną wyzwania, by posmakować nowe jogurty. Tym razem kampania od TRND mnie zaskoczyła faktem, że można było samemu wybrać jogurty do testów. A wybór był spory. 



      Już wcześniej miałam okazję testować jogurty Zoot Natur, tutaj o tym pisałam. Więc tym razem chciałam przetestować jogurty, z którymi nie miałam wcześniej do czynienia. I tym sposobem, najwięcej wybrałam jogurtów Greckich Zott. Ale były też i pitne, były jogurty naturalne z miodem, były też i naturalne jogurty z chrupkami.



     Tutaj są zakupy z 2 tury, bo z pierwszej tak szybko się rozeszły, że nawet fotki w domu nie zdążyłam cyknąć! Jak jest coś smacznego, to szybko znika!!! A właśnie! Na zakup różnych jogurtów miałam 35zł i w tej kwocie musiałam się zmieścić, aby otrzymać zwrot od TRND. Jak rozdałam połowę z zakupionych jogurtów, to po kilku dniach podpytywałam o opinię. I w sumie różne opinie się zdarzały, w zależności od tego, kto jaki jogurt jadł. 

     Np. Koleżanka jadła jogurt naturalny słodzony miodem. Smakował jej baaaardzo! Ale jak podałam cenę, w jakiej ja akurat go zakupiłam, to powiedziała, że woli tańsze jogurty. 
             Siostra dostała jogurt grecki do spróbowania i zrobiła z nim takie "Jogurtowe żelki". Choć starszy jej synio nie za bardzo był za tymi żelusiami, to jej młodsza córcia i nasze bratanice wszamały wszystko, aż uszy im się trzęsły!!!
             Sąsiadce też dałam jogurt grecki do wypróbowania i miała w planie dać go do ciasta naleśnikowego. Ale nie zdążyła! Bo jak tylko jej dwie córki wróciły ze szkoły i zobaczyły jogurt w lodówce, to na spółę go zjadły - ot tak - bez niczego! Podobno mega im smakował, bo nie był taki kwaskowaty jak to greckie mają w zwyczaju.
            Inna sąsiadka dostała jogurt naturalny z dodatkami. I tutaj zarówno ona, jak i jej dzieci powiedzieli, ze to im nie smakowało! Jogurt był kwaskowaty, te dodatki ( akurat płatki z kawałkami czekolady) nie niwelowały kwaskowatości samego jogurtu i nie smakował im ten jogurt!
 

      Jak widzicie, każdemu co innego smakuje lub nie smakuje. Ale na tym polega ta kampania, aby różni ludzie wypowiedzieli swoje zdanie na temat testowanych produktów. I jestem im mega wdzięczna za szczere opinie. Żałuję tylko jednego, że nie udało mi się nigdzie dostać do wypróbowania tych jogurtów pitnych słodzonych miodem. Były wszędzie tylko naturalne, rzadko spotkać można było te bez laktozy. Czasem są jednak problemy z zakupem testowanych produktów. Ale tym razem był wybór, więc wybrałam inne jogurty i po sprawie. 

      A tutaj przedstawiam kilka fotek z testów :) Smacznych testów :)









     Jak widzicie - testy udane :) No i smaczne :) Był jogurt zjadany normalnie - łyżeczkami z kubeczka, był i na kanapce, był w cieście do gofrów, był w cieście do jogurtowych żelków. Wszelakie zastosowanie :) I jakie smaczne. Do naszych ulubionych dopisuję Jogurt Naturalny słodzony miodem i ten Grecki!!! Dziękujemy TRND i ZOTT za takie smaczne testy. 

     

      

sobota, 2 września 2017

"Złodziejka marzeń" Anna Sakowicz.

     Starogard Gdański znacie? Ja znam. Pochodzę z tamtych stron - pochodzę z Kociewia :) Obecnie mieszkam na Kaszubach, ale Kociewie ciągle kocham tą samą miłością. Kiedy tylko gdzieś mignęła mi informacja, że w tej książce główna bohaterka przyjeżdża do Starogardu Gd. i tutaj będzie jakiś czas mieszkała i żyła, stwierdziłam, że muszę przeczytać tę książkę :) I przeczytałam całą "Złodziejkę marzeń" Anny Sakowicz!



     "Joanna to czterdziestoletnia nauczycielka samotnie wychowująca nastoletnią córkę Lusię. Zmęczona pracą zawodową postanawia iść na urlop zdrowotny i zacząć realizować swe marzenia. Zamiast odpoczywać, musi jednak wyjechać, by zaopiekować się chorą ciocią. Pobyt w Starogardzie Gdańskim okazuje się pełen niespodzianek. Joanna zaczyna pisać, prowadzi "śledztwo" dotyczące przystojnego sąsiada i udziela się w hospicjum, przede wszystkim jednak wskutek tych doświadczeń całkowicie odmienia swe życie. " 

     Główna bohaterka - Joanna jest bardzo fajną postacią, od razu ją polubiłam i jej przygody mnie rozbawiły podczas czytania książki. Kiedy dała się wmanewrować w ten wyjazd do cioci, która niby potrzebuje pomocy - mama Joanny wszystko ustawiła - i z wyjazdem, i z mieszkaniem, i ze szkołą wnusi! Dobrze, że moja mama aż tak mną manipulować nie umie :) Ale nie mogę powiedzieć, żeby ten wyjazd był zły dla Joanny. Tutaj będzie miała kilka wesołych przygód. Zresztą zaskoczy mnie też swoją osobą, że da radę przychodzić do Hospicjum. Cieszy mnie też fakt, że zacznie w końcu realizować swoje wielkie postanowienie. 

     Ogólnie mówiąc, główna bohaterka pokazuje, że po 40-stce też ma się ochotę poszaleć, też ma się ochotę na bezinteresowną pomoc, albo że po 40-stce też serce potrafi szybciej zabić :) 

     Fajnie się czyta książkę, w której wtrącone jest choć troszkę z gwary kociewskiej. Dziś już tak mało się jej słyszy, takich różnych powiedzonek, to po prostu zanika! Tym bardziej buzia mi się śmiała, kiedy czytając gdzieś tam jakieś słówko po kociewsku przeczytałam. Zresztą całą książkę zastanawiałam się, w której części Starogardu Pani Ania usytuowała domek cioci Joasi. I wiecie co? Na samym początku odrzuciłam najprostszą z możliwych odpowiedzi! I to był błąd. Kiedy p. Sakowicz mi napisała, w jakiej okolicy powinnam poszukać, byłam w szoku! Czasem najprostsze pomysły bywają najlepsze :) Serdecznie zapraszam Was do przeczytania szalonych perypetii Joanny na Kociewiu. A ja niedługo mam nadzieję, że uda mi się zdobyć kolejne losy tejże bohaterki. 

czwartek, 31 sierpnia 2017

Magiczna sesja z panią fotograf.

     Zawsze marzyła mi się taka prawdziwa sesja u prawdziwego fotografa. Jakby nie było, marzenie się spełniło w dniu mojego ślubu :) Była sesja z prawdziwym fotografem. I na jakiś czas był spokój z moim wielkim pragnieniem. Kiedy kolejno na świat przychodziły nasze dzieci, marzenie wracało jak bumerang! W końcu odważyłam się i umówiłam z prawdziwą panią fotograf na rodzinną sesję w plenerze. I dzięki Marzena Luterek Fotografia mieliśmy taką sesję i mamy cudne, magiczne zdjęcia! 






      To tylko kilka zdjęć z naszej sesji. Pamiątka jest przecudna! I cieszę się, że pani Marzena wytrzymała dąsy naszej rodzinki :) A! Zdjęcia robione były w Gdyni Orłowie - spacerek po plaży i trochę wśród zieleni :) Bardzo miło spędzony czas :) 

     A teraz zobaczcie, jak wyglądała przesyła od pani Fotograf z gotowymi zdjęciami i płytką. Cudnie zapakowane, żeby nie ta moja ciekawość, co do zawartości w środku, to aż szkoda rozpakowywać tak pęknie zakapowany prezent :)  Dziękujemy pani Marzeno! 








      Z czystym sumieniem mogę Wam polecić sesję z panią Marzeną! Zresztą zajrzyjcie na jej fb tutaj czy na jej bloga tutaj. Przepiękne, magiczne zdjęcia robi ta pani fotograf :) Jeśli chcecie i Wy mieć taką sesję z pięknymi zdjęciami na pamiątkę - to umówcie się na sesję :) 

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Troszkę widoczków :)

     Nie wiem kiedy to zleciało, ale już za tydzień dzieci pójdą do szkoły. Znów trzeba będzie wpaść w inny rytm. A nie chcę marudzić, jednak w tym roku to lato, to nas nie rozpieściło swoimi urokami. Tak na zakończenie lata i wakacji, pokaże Wam kilka widoków sfotografowanych na przejażdżce rowerowej :) To moje okolice :)















      Ot takie widoczki na Kaszubach mamy na co dzień. Choć niedługo nasz krajobraz ździebko się zmieni, jak przyjdzie jesień, a potem zima... 

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Ocean Park Władysławowo - nasze wrażenia!

     Co ja się nakombinowałam, żeby i pogoda dopisała i mężulo miał wolne, abyśmy sobie całą rodzinką mogli pojechać do Ocean Park Władysławowo! Ale udało się! A więc w dobrych humorach zajechaliśmy do Władysławowa, nawet takich wielkich korków nie było, choć to był piątek jak tam jechaliśmy :) Przy kasach w owym Parku zrobiłam zdziwko, bo nie można tam płacić kartą i nie ma zniżek dla KDR! Czyli na samo wejście Ocean Park Władysławowo zaliczył PIERWSZEGO MINUSA - ZA BRAK MOŻLIWOŚCI PŁATNOŚCI KARTĄ I DRUGIEGO MINUSA ZA BRAK ZNIŻEK DLA KDR!  Choć później dobrze przejrzałam ich stronkę i tam mają informację o płatności gotówką, ale to i tak jest minus, bo dziś większość ludzi woli płacić wszędzie kartą!



      Wchodząc już na teren Parku zostaliśmy powiadomieni, że tego dnia będzie koncert i możemy w cenie biletu posłuchać Disco Polo, a przy okazji możemy dłużej spacerować po Parku, bo aż do 23.00 :) To była bardzo fajna informacja, choć my wchodząc do Parku mieliśmy dopiero godzinę 14.00 :) Wiecie, plan planem, a nasze dzieci jak tylko zobaczyły lunapark, to od razu chcieli z niego skorzystać. Obiecaliśmy, że tu wrócimy, ale najpierw pospacerujemy trochę po samym parku. 











      Ten Wielorybek oczywiście robił największe wrażenie i każdy chciał z nim zdjęcie, każdy też chciał aby trysnął wodą! To jest dopiero radocha :) A nasz najmłodszy synio bał się, żeby tylko tatko go nie wsadził do tego dużego stwora!!!















     Oj jest tam gdzie pochodzić i co obejrzeć! Naprawdę jest tam fajnie! Te ogromniaste stworzenia, które można zobaczyć, to aż czasem człowiek się zastanawia - czy faktycznie żyją one w rzeczywistości?! Po prostu, robią wrażenie te stworki!  Dobrze, że zdecydowaliśmy się pójść na plac zabaw prawie na koniec. Bo tam to dzieci mogą się wyszaleć! W szczególności te najmniejsze, ale i dla starszych się znalazło kilka ciekawych propozycji!



     Mnie najmłodszy zaskoczył, że poszedł zjeżdżać z wysokiej zjeżdżalni. A jak raz zjechał, to potem nie chciał w ogóle zejść z tej zjeżdżalni!!! :) I od razu napiszę, że TRZECIEGO MINUSA DAJĘ ZA BRAK INFORMACJI O LIMICIE WIEKU DO JAZDY NA SEGWAYU! Ani na ulotkach, ani na ich stronie nie ma informacji, że jeździć na Segwayu mogą dzieci od 12 lat. Taką informację mają dopiero w miejscu przy samych Segwayach. Moi synowie byli baaaardzo zawiedzeni, że nie mogli się na nich przejechać! Pocieszeniem dla starszaków i wielką frajdą dla najmłodszego była zabawa w lunaparku. 




     Tam to była zabawa :) Oczywiście trochę posłuchaliśmy występów, które tam się odbywały. Zjedliśmy lody słuchając Disco Polo i potem był czas na powrót do domku. 




     Na koniec jeszcze pokażę - na co mamę naciągnęli starsi synowie :) 

      Więc ogólnie to polecamy wycieczkę do Ocean Park Władysławowo. Szkoda, że wakacje się kończą, bo i koncerty się kończą. Ale żeby sobie ot tak połazić po tym parku to jest fajna sprawa! Wybierając się tam, musicie być przygotowani na kilka godzin spacerowania tam. Oczywiście jest tam możliwość coś zjeść i wypić, ale musicie pamiętać, aby mieć przy sobie gotówkę! Tam nigdzie, nawet w punkcie z pamiątkami nie można płacić kartą! Poza wypisanymi przeze mnie 3 minusami - POLECAM wszystkim odwiedzić to miejsce! Warto!