wtorek, 14 sierpnia 2018

"Lato z ciotką spirytystką" Danuta Korolewicz.

     Już tak mało zostało wakacji, ale jeszcze są! Są i cieszą się wszyscy, którzy mają wolne :) Ja też się cieszę, bo w to lato przeczytałam bardzo ciekawą książkę. "Lato z ciotką spirytystką" Danuty Korolewicz. Oj, powiem Wam, że działo tu się, działo!!



     Przyznam szczerze, że nie wiedziałam czego spodziewać się po tej książce. Spirytyzm troszkę mnie przeraża. Osobiście nigdy w to się nie bawiłam, ale niejedną historię o przygodach z duchami słyszałam. I wolę uważać na tego typu przygody. Dlatego ostrożnie podeszłam do czytania tej książki. Tym bardziej, że sama ciocia Waleria mówi w książce, że nie każdy może być medium!






     Z opisu wiemy, że główna bohaterka wyjeżdża do małej miejscowości pod Toruniem i tam ma przez 2 miesiące pracować jako bibliotekarka. Sama bym się z takiej pracy ucieszyła, bo książki uwielbiam :) Ale wracając do głównej bohaterki. Mieszka ona u swojej ciotki, dosyć żywej i wesołej kobiety. Ciotce coś tam się wyrywa podczas rozmowy z siostrzenicą, że w miasteczku coś się dzieje i ona próbuje odkryć co!I choć z początku Magda z tego sobie nic nie robi, to kiedy cioci podczas jednego z seansów spirytystycznych przytrafia się tragedia, bo niby ciocia ginie, to zaczyna wtedy  razem ze swoją przyjaciółką prowadzić własne dochodzenie. Dużą rolę odgrywa tutaj młody i bardzo przystojny wikary Dominik. Wierzcie lub nie, ale zaskakiwał mnie ten ksiądz tutaj kilka razy swoim zachowaniem. Jednak cierpliwie czytałam kartka za kartką aż do końca. I jestem bardzo zadowolona! Zadowolona z całej książki, zadowolona z zakończenia, zadowolona z faktu, że dobro zwyciężyło zło, że wszędzie można znaleźć miłość, że ....   No już dobrze, za dużo tego "że". :) Ale ten wątek kryminalny nieźle namotał w moim umyśle! Dlaczego? Dlatego, że nie umiałam konkretnie wytypować tego złego bohatera! Niby już coś zaczęło mi się klarować, kiedy to Magda z Dorotą znalazły trupa i już myślałam, że już wiem kto jest tym złym! I zonk! Naprawdę nigdy bym, nawet i w połowie książki nie odgadła kto tak naprawdę jest tym złym! I nigdy bym nie pomyślała, że ktoś, kogo od początku podejrzewałam że jest zły, okaże się dobry! 




     To jest pierwsza książka pani Danuty Korolewicz, którą miałam okazję przeczytać. I na pewno nie ostatnia! Ten lekki kryminał to po prostu super pomysł na bardzo przyjemne popołudnie, wieczór albo i noc, kiedy książka wciągnie! Bo ja nienawidzę odkładać książki, kiedy wątek mega mnie wciągnie, dlatego czasem doczytuję książkę po nocach ;) Któż z Was tak nie robi??? A w tej książce wszystkie postaci są takie charakterne, jak choćby Liliana Kruczek, ciocia Waleria czy wikary Dominik. Po prostu przy tej książce nie można się nudzić ;)




      Do tej pory nie wspominałam w recenzjach o błędzikach wyłapanych w książkach, ale postanowiłam uwzględnić to. W tej książce znalazłam kilka literowych błędów, jakieś powtórzenie wyrazu i w jednym miejscu całkiem inny wyraz niż powinien być. Jednak całość, chodzi mi o treść książki, tak mnie zaciekawiła i wciągnęła, że te parę, dosłownie parę błędów nie przeszkodziło mi w czytaniu. Jeśli szukacie lekkiej książki o tematyce detektywistyczno-kryminalnej, z nutką miłosną oraz z humorem lub jak kto woli z jajem, to polecam tę książkę!


Tytuł: "Lato z ciotką spirytystką"
Autor: Danuta Korolewicz
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: Lucky

    Dziękuję Wydawnictwu Lucky za możliwość przeczytania tej książki :)



wtorek, 31 lipca 2018

" Dom na wrzosowej polanie" Halina Kowalczuk.

     Lubicie górskie klimaty? Ja mieszkam na pomorzu, więc do gór mam kawał drogi. Aczkolwiek uwielbiam góry i kiedy choćby tylko czytając książkę mogę przenieść się w górskie okolice, to z chęcią wykorzystuję takie okazje. Dzięki pani Halinie Kowalczuk i jej książce "Dom na wrzosowej polanie" mogłam tych górskich klimatów zaczerpnąć. 




     Ale nie myślcie sobie, że ta książka, z tak piękną okładką jest tylko o górach! Nie! W tej książce poznajemy Alinę Sandor,  profesor archeologii, która pracuje na Warszawskim Uniwersytecie. 


     Kobieta jest już po 40 stce, nie ma dzieci, ale ma (jak sama uważa) kochającego męża, który zresztą też pracuje na tym samym Uniwerku. I niby wszystko jest super, do momentu, kiedy prawie nakrywa męża z jego asystentką! Zaczyna coś jej nie pasować. I kiedy Alina wyjeżdża na jedne wykopaliska, a jej maż na inne, wszystko się psuje. Dlaczego? Bo podejrzenia Aliny okazują się być prawdziwe, że mąż ją zdradza i to nie z jedną kobietą. Aczkolwiek ta jedna, czyli wspomniana asystentka, ma tatusia z niezłymi znajomościami i dzięki temu pani profesor Sandor zostaje pozbawiona pracy na Warszawskim Uniwerku oraz zostaje przeniesiona na Krakowski Uniwersytet.  


     W nowym miejscu poznaje nowych ludzi, nawet z duchami rozmawia, choć nie wie, że to duchy są. Czuwają nad nią wilki - choć ona nie rozumie dlaczego. Poznaje pewnego "menela", który otacza Sandor przyjaźnią i opieką, a później nawet miłością. Aczkolwiek i tym razem kobieta trafia na faceta z sekretami. W nowej pracy układa się wszystko super. W międzyczasie kobieta rozwodzi się. Podczas rozwodu robi się mega ciekawie. Poznajemy tutaj ciotkę Rozalię Kaczorowską - to jest ciocia pana Sandor - czyli Radka. Niby ciotunia miała pomóc Radkowi zniszczyć jego żonę i zostawić ją z niczym, a jednak kobieta zaskakuje wszystkich i mówi przed sądem prawdę! W tej książce jeszcze raz ciotunia Kaczorowska zaskoczy zarówno swojego siostrzeńca jak i Alinę! Jednak wracając do rozwodu, to w końcu państwo Sandor się rozwodzą. I niby wszystko już powinno się ułożyć, ale tak w cale nie jest! Alina ma wroga i w nowym miejscu zamieszkania! 


      W książce tej są bardzo ciekawe postacie, ciekawe zdarzenia, ciekawe opisy górskiej okolicy, ale i bardzo ciekawe legendy związane z górami. Pierwszy raz w książce miałam okazję wciągnąć się tak bardzo w różne historie i legendy. A wiecie jak to się mówi? Że w każdej legendzie jest ziarnko prawdy!  Warto przeczytać tę książkę, żeby poznać te legendy, ale i żeby poznać losy Aliny - bo ta kobieta nie może narzekać na nudę ;) 


 Tytuł: "Dom na wrzosowej polanie"
 Autor: Halina Kowalczuk
 Ilość stron: 320
 Wydawnictwo: Lucky

     Dziękuję Wydawnictwu Lucky  za możliwość przeczytania tej książki. 


środa, 18 lipca 2018

"Ona przyszła ostatnia" Teresa Monika Rudzka.

     Znacie twórczość pani Teresy Moniki Rudzkiej? Ja przyznaję się bez bicia, że pierwszy raz zetknęłam się z jej twórczością podczas czytania książki "Ona przyszła ostatnia. A to nie jest jedyna jej książka! W czeluściach internetu odnalazłam kilka fajnych tytułów jej pióra. I kto wie, kto wie, może będzie mi dane sięgnąć i po nie kiedyś ;) Teraz jednak zajmę się tą przeczytaną książką ;)



     "Tajemnicza śmierć wydawcy podczas panelu literackiego w hotelu Przepióreczka w Nałęczowie.

     Józef Mulawa, właściciel wydawnictwa Piękne Słowa, nie był wzorem cnót. Wręcz przeciwnie, nie rozliczał się z pisarzami w ustalonym terminie, uwodził, zwodził i manipulował. Trudno więc się dziwić, że właściwie wszyscy uczestnicy spotkania żywili wobec niego co najmniej urazę.
     Kiedy Mulawa umiera w niejasnych okolicznościach, każda z zebranych osób wydaje się być podejrzana. Podczas dochodzenia szybko wychodzi na jaw, że środowisko pisarzy, redaktorów, wydawców i recenzentów, zdominowane przez kobiety - jest bardzo rozplotkowane, skłócone i zazdrosne o wzajemne sukcesy. Ale w obecnej sytuacji panuje zgodne przekonanie; morderca jest wśród nich. 
     Remedios, znana lekarka i pisarka, pomaga śledczym w ustaleniu nazwiska ostatniej osoby przebywającej w pokoju denata."

     Tyle dowiadujemy się z opisu z tyłu książki. A czego ja dowiedziałam się czytając tę książkę? Po pierwsze zaskoczyła mnie na początku książki lista najważniejszych osób. Choć w sumie mi się ona przydała. Ponieważ,  raz że z racji obowiązków domowych i czasu przetworów, a dwa to że w książce tyle się działo, że przeczytanie jej zajęło mi kilka dni. To co dzieje się w tej książce, to czasem mnie denerwowało. Bo czytam, czytam, jest czas obecny i właśnie pewne osoby coś tam robią, a za chwilę jedna z nich cofa się wspomnieniami  do jakiegoś momentu swojego życia i czytamy jej wspomnienia tak jakby w czasie teraźniejszym. Mnie to myliło czasem i może przez to potrzebowałam kilku dni na przeczytanie tej książki i złożenie wszystkiego w jedną całość. I tu też pomocna była ta lista osób, w razie jak zapomniałam kto jest kto :) 

     

     Ale, ale, wracając do meritum, to w tej książce jest sobie pewien hotel, w którym odbywa się spotkanie różnych pisarzy, wydawców itp. Największą atrakcją jest jeden wydawca - Józef Mulawa, zwany przez niektórych Ziutek :) Dlaczego on jest atrakcją? Bo jedni chcą z nim porozmawiać na temat zaległej kasy, inni bo chcą aby on wydał ich książki, jeszcze inni z powodu sexu. Jak widzicie, powody przeróżne. I właśnie, tego pierwszego wieczoru, w tym hotelu Przepióreczka, ten Ziuteczek najpierw ma tłumy gości w swoim pokoju hotelowym, a później ginie! Najlepsze jest to, że nikt nie chce się potem przyznać do zabójstwa Mulawy i nikt nie chce mówić całej prawdy. Zjawiają się oczywiście miejscowi policjanci, choć mam wrażenie, że oni nie bardzo ogarniają temat. Chodzi mi o to, że niby policjanci powinni wiedzieć, jak podejść do sprawy zabójstwa, że wiedzą jak zająć się podejrzanymi, jak wszystkich przesłuchiwać itp. Ale sobie z tym marnie radzą. W prowadzeniu dochodzenia pomaga im jedna z uczestniczek tego literackiego panelu - Remedios Pereira-Wilk, która jest zarówno pisarką jak i znaną panią doktor. To ona ogarnia dobrze towarzystwo, to ona dopowiada co nie co panu komisarzowi, to ona gra tutaj pierwsze skrzypce, choć jest również podejrzana o zabójstwo Mulawy. I tutaj zapala się lampka! Przecież w normalnym życiu tak się nie dzieje! Policja sama wyjaśnia sprawy, a nie że osoba podejrzana również prowadzi dochodzenie i to nawet lepiej robi od policji! No ale to nie jest prawdziwe życie, tylko powieść kryminalna. Więc tutaj można trochę naginać rzeczywistość. Poza tym ja do samego końca i zarazem rozwiązania sprawy nie domyślałam się, kto jest zabójcą! Podejrzewałam kilka osób. Ale prawdziwy zabójca mnie zaskoczył. I zaskoczyła mnie mentalność ludzka!!! Bo na początku nikt do zabójstwa przyznać się nie chciał, a potem zabójców było kilku! Że też dla sławy no i dla pieniędzy ludzie są skłonni wziąć na swoje barki zabójstwo, którego nie popełnili! Takiego ludzkiego idiotyzmu nie zrozumiem. Jednak w tej książce każda przedstawiona osoba ma inny charakter, inne priorytety w życiu i dlatego są ciekawe. 


     Druga sprawa jaka jest przedstawiona w tej powieści kryminalnej, to świat literacki. Możemy trochę podpatrzeć relacje pomiędzy pisarzami, wydawcami i blogerkami. Co każdy z nich myśli i mówi o innych, jak sobie zazdroszczą, jak krytykują czasem. Nie znam świata pisarek czy wydawców, trochę orientuję się w świecie blogerek i wiem, że bywa różnie. Jedna blogerka potrafi drugiej zazdrościć czy złorzeczyć. Ja staram się od takich sytuacji trzymać z dala. I dobrze mi z tym. Tym bardziej nie byłabym w stanie dla kasy i sławy przyjąć na swoje barki zabójstwa! Nigdy w życiu! A jednak w opisanej tutaj sytuacji na pewno jest i ziarnko prawdy, więc i w życiu realnym by się takie osoby znalazły. 


     Podsumowując, ten kryminał jest tak dobrze skonstruowany, że do końca nie znamy sprawcy i razem z policjantami i panią Remedios szukamy tego winnego. To co dzieje się tutaj bardzo wciąga, choć trzeba skupienia by sobie wszystko na bieżąco układać w głowie i się nie pogubić. To czego tutaj nie znajdziecie, to scen krwawych, scen drastycznych, tego tutaj nie ma. Trochę przypomina mi serial "Detektyw Monk". Tam też nie ma takich drastycznych scen. Jest zabójstwo i główny wątek dotyczy wykrycia zabójcy. Tak jak w tej książce. Zabójstwo jest i akcja dotyczy złapania zabójcy. Koniecznie przeczytajcie ten kryminał, żeby znaleźć sprawcę.

     A wiecie co mnie jeszcze zaskoczyło w tym kryminale? Imię i nazwisko głównej bohaterki. Wszystkie imiona polskie a tutaj imię pochodzenia hiszpańskiego, a pierwszy człon nazwiska kolumbijski. Tak mnie zastanowiło, dlaczego pani Rudzka do polskich postaci dołączyła postać o takim inaczej brzmiącym imieniu i nazwisku? Tak samo imię jej córki - Amaranta, które pochodzi z greckiego. Dlaczego pani Rudzka nie skorzystała z naszych pięknych żeńskich imion?  Czyżby dla przykucia większej uwagi czytelnika i dlatego, że takie imię dłużej zapadnie nam w pamięci? Jak myślicie?


Tytuł: "Ona przyszła ostatnia"
Autor: Teresa Monika Rudzka 
Ilość stron: 272
Wydawnictwo: Lucky 

     Dziękuję wydawnictwu LUCKY za możliwość przeczytania tej książki.


sobota, 14 lipca 2018

"Sprzedam mamę" Care Santos.

     Będąc w bibliotece po książeczki dla najmłodszego synia po prostu rzuciłam okiem na półki z książkami dla starszych dzieci. Dobyło kilka nowości, masa tytułów nic mi nie mówiła, ale ten tytuł PO PROSTU PRZYKUŁ MOJĄ UWAGĘ! I musiałam wypożyczyć tę książkę choćby po to, żeby synkom ją przeczytać, ale i przy okazji, żebym i ja znała treść jej.

"SPRZEDAM MAMĘ"


      No powiedzcie sami - czy tytuł zwrócił Waszą uwagę???Ja byłam na tyle ciekawa, że kiedy ową książkę przyniosłam do domu, pokazałam starszym synom i spytałam - jak sądzą - co będzie w tej książce? Odpowiedzieli - ciekawy tytuł, może się tam sporo dziać! 


      Jak głosi okładka książki, głównym bohaterem jest prawie dziesięcioletni Oskar, który od urodzenia młodszego braciszka nie czuje miłości i troski maminej! Jest zazdrosny, że mama poświęca cały prawie czas maleństwu a nie jemu! Nie podoba mu się, że odkąd został starszym bratem, mama wymaga od niego pewnych rzeczy. On nie chce być odpowiedzialny i dojrzały. Podoba mu się natomiast życie jego przyjaciółki Nory! Dziewczynka jest tylko pod opieką swojego ojca. A w sumie to jest tylko pod swoją opieką, bo ojciec ciągle z powodu swojej pracy wyjeżdża i nie ma go w domu. Nora jest ciągle sama, nikt jej niczego nie każe, nie zmusza, nie wymaga - czyli może robić co chce, z kim chce, jak długo chce itp. Żyć nie umierać normalnie :) Ale czy to jest dobre dla dziecka? Dla dziecka 10-letniego? 


     Co do samej książki, to wydawnictwo TATARAK pięknie wydało tę - kolor pomarańczowy przykuł uwagę i moją, i moich dzieci. Zresztą swoją barwą wyróżniała się nawet stojąc na półce z innymi naszymi książkami. Pismo dosyć duże, więc dzieci nie miały problemu z samodzielnym czytaniem. A te wyróżnione na pomarańczowo teksty w książce - extra pomysł. Super podział na rozdziały. Zresztą nazwy rozdziałów też są pomysłowe. I mojemu 11 letniemu synowi spodobały się ilustracje. Ukłon do Denisa Wojda! Syn powiedział - te obrazki takie młodzieżowe! Bo jakby nie było, on sam już nastolatek, więc patrzy, by mu mama nie podsuwała dziecinnych książeczek :)




     W jaki sposób 10 latek wpadł na taki pomysł? Dobrze, że moje dzieci nie wpadły na pomysł, żeby mnie sprzedać! Choć kiedy czytałam, jakie propozycje dostawał Oskar w zamian za mamę, to aż poczułam ciarki na plecach, kiedy pomyślałam, co ktoś mógłby zaproponować w zamian za mnie!!!? 





     Podczas czytania książki ciekawiło mnie bardzo - jak mama Oskara by zareagowała czytając, co inne dzieci proponują w zamian za nią?! Ubawiłam się z synami podczas czytania tej książki. Aczkolwiek dobrze rozumiem problem poruszany tutaj. Sama mam młodsze rodzeństwo i pamiętam jak to było, kiedy urodził się bracia czy siostra. Aczkolwiek miałam kolegów i koleżanki z którymi spędzałam sporo czasu podczas wspólnych zabaw. Owszem, też musiałam czasem wziąć na spacer wózek z maluszkiem w środku, czy pomóc w wypraniu pieluch ( kiedyś były tylko terowe i flanelowe pieluchy), musiałam czasem ustąpić młodszemu rodzeństwu, czasem więcej im czasu poświęcić i ich przypilnować. I też wtedy myślałam: ZA JAKIE GRZECHY!? No ale to minęło, rodzeństwo mi podrosło, bawili się ze mną później, a dziś mam w nich wielkie wsparcie i wielką miłość. I takiego pięknego czasu na pewno doczeka Oskar. Kiedyś. Ale w tej książce można w bardzo fajny sposób przeczytać o problemach i dylematach starszego brata i zarazem pierworodnego syna. 



     Polecam Wam tę książkę! Wam i Waszym dzieciom - bo to książka dla dzieci. Pouczająca i zaskakująca zarazem. Dlaczego zaskakująca?  Pokazuje to końcówka książki.



          Także ten tego, jak synowie mnie wkurzą, to może też dam ogłoszenie ?!  He, he, he :)



czwartek, 12 lipca 2018

Kapsułki do prania Vizir 3 in1 PODS od TRND.

     Dziś przychodzę do Was z moją opinią na temat kapsułek piorących Vizir 3 in 1 PODS Alpejska Świeżość, które dostałam od TRND. Sięgaliście już po te kapsułki? Bo dla mnie one nie są czymś nowym. Znam je, kupowałam je nie raz.  


     W mojej paczce ambasadora znalazłam 1 opakowanie z 15 kapsułkami dla mnie do prania oraz 20 pojedyńczych perełek elegancko zapakowanych. Te 20 opakowań plus pojedyńcze ulotki rozdałam rodzinie i znajomym. A jako, że moje kapsułki mi się kończą, bo w końcu mam 3 dzieci, które co chwilę donoszą mi ciuchy do prania, więc testy u nas przebiegają dosyć expresowo. 


       Na ulotce, którą dostałam napisane jest:
"Vizir 3w1 to najnowsze osiągnięcie marki Vizir - skoncentrowany środek piorący w płynie, zamknięty w małej kapsułce o ulepszonej formule, przeznaczony do tkanin białych i kolorowych! 
Nowa kapsułka do prania Vizir 3w1 ma trzy komory, dzięki którym:
*Czyści głęboko włókna tkanin
*Usuwa plamy
*Rozjaśnia biel."


     Czy tak faktycznie jest jak piszą? Kiedy wrzucałam do prania ciuchy lekko zabrudzone, ze świeżymi plamami po kakao, soku czy trawie, to owszem wyprało do czysta. Ale kiedy wyprałam męża robocze kombinezony, z wyschniętymi plamami smaru, oleju czy trawy, to tego wszystkiego Vizir 3w1 nie doprał. Tak jak i inne kapsułki wcześniej pod tym względem się nie spisały.Co do zapachu, to owszem, pięknie pachną same kapsułki, pranie zaraz po wyciągnięciu z pralki również pachnie pięknie. Jednak kiedy pranie wyschnie, to na ciuszkach już baaaardzo słabo wyczuwalny jest zapach. Mocniejszy jest jednak, kiedy pierze się w proszku. 


     Wielkimi plusami tych kapsułek jest fakt, że są małe i mieszczą się w małym, poręcznym pudełeczku. A to pudełeczko z kolei zabiera mało miejsca czy to w szafie, czy na parapecie w łazience. Bardzo łatwo dozuje się kapsułki. Bo co to za problem wyjąć z pudełeczka 1 czy przy mocniejszym zabrudzeniu ciuchów 2 kapsułki i wrzucić je na dno bębna w pralce?! Kapsułki pięknie się rozpuszczały podczas prania zarówno w 30 stopniach, 40, 60 czy 90. A nawet moja mama powiedziała, że odkąd używa kapsułek, to jest mega zadowolona, że ktoś takie cudeńka wymyślił. Ponieważ proszek czasem się rozsypie tu czy tam przy wsypywaniu do tych małych przegródek, a kapsułkę bierze, wrzuca i po sprawie :)


     Na pewno nie polecam kapsułek do prania ręcznego! Kapsułki Vizir 3w1 nie nadają się również do prania jedwabiu, wełny czy do prania wstępnego! Trzeba pamiętać, że 1 kapsułka wypierze do 5 kg prania. Jeśli mamy pralki z większą pojemnością bębna, to koniecznie wrzucamy 2 kapsułki do prania.
I pamiętajmy, że są uniwersalne! Kapsułki wypiorą nam zarówno białe jak i kolorowe pranie! I choć tej informacji zabrakło na ulotkach, które rozdałam znajomym i rodzinie. A potem miałam telefony z zapytaniem - czy mogą w tejże kapsułce wyprać tylko białe czy też i kolorowe rzeczy? Odpowiedź jest jedna- ta kapsułka pierze i białe, i kolorowe, więc nie obawiajmy się, że coś stanie się naszym ciuszkom. Mnie również ucieszył fakt, że zarówno nikogo z mojej rodziny, jak i z osób, które testowały z nami kapsułki to nikogo one nie uczuliły, nie podrażniły skóry. Każdy był pod tym względem zadowolony. A to jest też duży plus! 


      Na koniec dodam, że Vizir jest dostępny w 4 wariantach. Więc może każdy znaleźć odpowiedni dla siebie.


      Pokażę jeszcze, jak kapsułeczki woziły się do znajomych i do rodziny :) Bo pieszko chodzić nie chciały ;)


       Dziękuję TRND za możliwość testów Vizir 3in1 PODS :) 

sobota, 7 lipca 2018

"Komisarz" Paulina Świst.

     "Komisarz" to druga książka Pauliny Świst. Pierwszą była Prokurator" , którą opisałam niedawno. Dziś słów kilka o tej drugiej książce. 



     Pierwszą książkę przeczytałam w 1 dzień. Tę zajęło mi trochę więcej dni, ponieważ aż tak mnie nie wciągnęła od pierwszych stron jak "Prokurator". Ale najmłodszy synio też skutecznie odciągał mnie od czytania, miałam też ważny wyjazd, podczas którego tylko trochę w trasie poczytałam. No ale w końcu przeczytałam! Bo jakby nie było, książka jest bardzo ciekawa, fabuła wciąga, choć spodziewałam się tonu takiego jak w 1 części. Tutaj słownictwo jest mocno spokojniejsze, sex też jest spokojniejszy, a jazda? No trochę tutaj się dzieje i to mnie ciągnęło do doczytania książki do końca. 



     

     W "Prokuratorze" głównie skupialiśmy się na losach mecenas Kingi Błońskiej i prokuratora Łukasza Zimnickiego. Poznaliśmy oczywiście też innych bohaterów, jak komisarza Radka Wyrwę. I w "Komisarzu" to właśnie głównie o nim tutaj czytamy. O nim i o kobiecie, która nazywa się Zuzanna Kadziewicz. I choć Radek przez 3 miesiące udawał człowieka którym nigdy nie był, a Zuza się w nim zakochała, to kiedy komisarz wyznał kobiecie prawdę - dlaczego się z nią spotykał i że wszystko co jej dotąd mówił, to były kłamstwa, ta przeżywa szok! Niby się złości na faceta i nie chce mieć z nim nic wspólnego, niestety jest na niego dalej skazana i dalej razem spędzają czas. Ona odkrywa dzięki niemu nowe przeżycia podczas sexu, ona uczy się tego sexu, ale uczy się przy komisarzu również innych rzeczy. 



     Oczywiście w książce sporo się dzieje, są tu też przeplecione losy Kingi i Łukasza, ale i "Szarego" również. Z tym ostatnim bohaterem jest tutaj znów kilka tajemnic i ciekawostek. No bo jakże mogło być inaczej :) Zuzanna również zmienia się w tej książce, że tak powiem, trochę dorasta. Ale pewne sprawy ją i tak przytłaczają tak mocno, że sama nie chce i nie umie sobie z nimi poradzić. Kto jej pomoże? Jak ciążki los ją dotknie? No i co z tym komisarzem Radosławem? Będzie umiał okazać dziewczynie jakieś szczere uczucia czy jednak nie? Zapraszam do książki :) Są wakacje, a na łonie natury naprawdę czyta się świetnie! 

Tytuł: "Komisarz" 
Autor: Paulina Świst
Ilość stron: 318
Wydawnictwo: Akurat