Mam grono autorek, których książki mogę brać w ciemno i po prostu nie żałuje tego. Scarlett Peacock należy do tego grona autorek, pomimo iż to jest jej dopiero druga książka. Pierwszą "Uważny dotyk" recenzowałam w lutym, a teraz czas na "Owoc żywota słodkiego". Jesteście gotowi? No to słów kilka ode mnie o tej książce. "Można było nas uznać za najbrzydszą mozaikę wśród istniejących, ale za to niezwykle trwałą. Stanowiliśmy milion witraży w jednym, ciągle zmieniających formę. Inne kruszały, a my pozostawaliśmy niewzruszeni. Tym chyba właśnie była miłość. Witrażem, który w słoneczny dzień mieni się milionem barw, a w pochmurny szarzeje i blednie. ..." Książka podzielona jest na 3 części. W pierwszej poznajemy bohaterów występujących tutaj, ich historie - a przynajmniej niektóre, no i dowiadujemy się, że nasza główna bohaterka Maggie, aby zdobyć trochę wolności z dala od rodziców, wybrała uczelnię daaaaaaleko od rodzin...