"...- Już kiedy tam chodziłem z kolegami, budynek był w ruinie, a to cholerstwo jakimś cudem nadal stoi. I żeby było jasne, niczego ciekawego tam nie ma. Tylko pajęczyny i pewnie trochę zniszczonych mebli, o ile jeszcze nikt ich nie wyniósł przez te wszystkie lata. Pewnie wyda wam się to śmieszne, wcale mnie to nie zdziwi swoją drogą. Może nawet nie uwierzycie... - zawahał się. - Nad tym miejscem wisi jakieś przekleństwo! Rozumiecie?..."
Wierzycie w duchy, upiory, albo w odrodzenie się w nowym ciele? Jeśli tak, to ta książka Wam się bardzo spodoba. Trochę tutaj tych paranormalnych stworów się pojawia i nie są to anielskie postacie.
Urbex, czyli pasja do eksplorowania ukrytych, opuszczonych lub trudno dostępnych miejsc, połączyła Bernarda, Weronikę i Sławka. Bernard dostał wiadomość od jednej z widzek, która oglądała ich filmiki na YT, że na Podlasiu jest jakiś opuszczony i zapomniany przez wszystkich sierociniec. Sławek miał niestety inne plany, więc do wyjazdu w to tajemnicze miejsce przygotowali się tylko Weronika i Bernard. Na miejscu odradzano im pójście do tego sierocińca, tłumacząc, że dzieją się tam dziwne rzeczy. Oczywiście młodych ludzi to wręcz odwrotnie - zachęciło :) Kiedy zaczęli nagrywanie filmików w tym miejscu, zaczęły dziać się dziwne rzeczy, a potem ... Weronika zniknęła! Bernard wrócił do siebie, ale ciągle próbował odnaleźć w jakiś sposób koleżankę. Czy mu się to uda? Czy ktoś mu w tym pomorze? Co tutaj się wydarzy i kto się jeszcze pojawi? Dlaczego przeszłość ciągle wraca do Bernarda?
"...Nienawidziłam tych przeklętych bachorów, a Aleksander zesłał mnie i Igora tutaj..."
Dobra. Ten kto mnie zna, ten wie, że u mnie głównie są recki romansów i obyczajówek. Ale od czasu do czasu zmieniam gatunek książek do czytania, bo mam taką potrzebę. Ta książka jest genialną odskocznią od moich stałych lektur. Jejuniu, ile tutaj się dzieje! Choć początek książki jest spokojny, to potem ... Ile tutaj się pojawia dziwnych postaci nie wiadomo skąd! Dreszczyk miałam na plecach i gęsią skórkę na rękach. Ja chyba mam za dużą wyobraźnię, bo ja to wszystko widziałam czytając!!! Aż się dziwię, że mogłam spać po przeczytaniu tej książki. Choć do lasu w nocy na razie się nie wybieram! A wspomniałam, że to jest debiut Tomasza J. Nowaka? Nie? To teraz już wiecie :) Dla mnie jest to rewelacyjny debiut, który ma w sobie zagadkę - w sumie to niejedną, dużą dawkę strachu, lęku, niepewności, domysłów, są morderstwa, trupy, duchy, a nawet .... A nie powiem co lub kto jeszcze tutaj jest, bo musicie to sami przeczytać! Albo odsłuchać, bo książka na Legimii jest też jako audiobook! Jest też przyjaźń, która z jednej strony się zacieśni, a z drugiej się skończy. Powody poznacie podczas czytania. Jeśli takie rzeczy, jak choćby opętanie miałoby się dziać w realu, to ja nie chcę nigdy spotkać takiej osoby! To jak autor tutaj te wszystkie sprawy paranormalne opisał, to dla mnie był to majstersztyk! Cała historia jest dosyć zawiła, choć zostaje w pewnym momencie wyjaśniona. Ale czy aby na pewno wszystkiego się dowiedzieliśmy? Czy aby wszystko tutaj zostało zrozumiane i załatwione tak jak powinno było zostać załatwione? Czy dowiemy się, co stało się z zagubioną Weroniką? Ja mam pewien niedosyt po przeczytaniu tej historii i może nawet chciałabym kontynuację jakąś od autora. Ale jak zostawi to w takim stanie, jak jest, to też będzie super. Jeśli Was zaciekawiłam, to sięgajcie po "Dom smutku" i dowiedzcie się, dlaczego ludzie tak nazywali ten sierociniec.
#współpracabarterowa z Wydawnictwem WasPos
Tytuł: "Dom smutku"
Autor: Tomasz J. Nowak
Ilość stron: 260
Wydawnictwo: WasPos
Dziękuję serdecznie autorowi, że zaproponował mi recenzję tej książki. To była niezwykła przygoda. A wydawnictwu dziękuję za książkę.


Komentarze
Prześlij komentarz